Kochankowie Justycji, książka, która powstawała 27 lat, to zbiór opowieści tylko z pozoru osobnych. Historie ośmiu bohaterów żyjących na przestrzeni od XVII do XX wieku łączy znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać. Zbrodnie, których się dopuścili, a czasem „tylko” gwałty, rozboje, zdrady i pomniejsze wiarołomstwa, w nieunikniony sposób prowadzą ich do wspólnego celu, jakim jest najwyższy wymiar kary – niekoniecznie oznaczający tylko śmierć. Zbrodnia i kara nie są wszelako jedynymi motywami eksponowanymi przez Andruchowycza. Nie mniejszą rolę w łańcuchu zdarzeń odgrywa bowiem miłość, której, jak się niejednokrotnie okazuje, z całą pewnością można przypisywać sprawstwo kierownicze. Namiętnościom ulegają zarówno szlacheccy watażkowie, polityczni idealiści, jak i dekadenci końca XIX wieku, wszelkiej maści rebelianci, mistycy czy wyrachowani agenci KGB, by wymienić kilku z przedstawionej przez Autora bogatej galerii oryginałów.
Książka Andruchowycza to barwna mozaika literacka osadzona w galicyjskich realiach, łącząca w sobie stylistykę powieści łotrzykowskiej z elementami rasowego kryminału, czy nawet analizy historycznej bazującej na źródłach. Zabawa formą i dystans, tak typowe dla Autora, widoczne są tu na każdym kroku i twórczo rozwijają jego dorobek w tym zakresie.
Całość w subtelny sposób spaja ostatnia, dziewiąta – a właściwie ósma i pół – opowieść, która ma charakter autobiograficzny. Choć Autor z wielu powodów przyznaje w niej, że „Historia niedokończona przestaje być historią”, to choćby z racji miejsca na ziemi, które opisuje, należy mieć nadzieję, że poszukiwanie prawdy, nawet gorzkiej, fragmentarycznej i względnej, ma swój cel. Bo co innego nam pozostaje, tu w Europie Środkowo-Wschodniej czy gdziekolwiek indziej?
Książka towarzysząca wystawie „1918–2018: stulecie niepodległości. Polska – światu”
Kuratorem i twórcą wystawy jest profesor Krzysztof Pomian.
„W ciągu stu lat, jakie minęły od odzyskania niepodległości, kultura polska stała się widoczna i znana poza Polską jak nigdy przedtem. Liczni polscy uczeni, myśliciele, pisarze, artyści, działacze społeczni i politycy – mężczyźni i kobiety – osiągnęli rozgłos światowy zaświadczony wpisami na listę światowego dziedzictwa UNESCO, wysokimi stanowiskami, prestiżowymi nagrodami, odznaczeniami, wyróżnieniami, zaproszeniami, przekładami, koncertami, spektaklami, wystawami, pokazami, recenzjami i omówieniami. Każde środowisko wie zazwyczaj o sukcesach w swojej dziedzinie. Niekiedy mówią o tym media, szybko jednak przychodzi zapomnienie. Toteż polska opinia publiczna nie zdaje sobie sprawy z rozmiarów uświatowienia kultury polskiej, z tego, że dotyczy ono nie kilku sławnych jednostek, ale setek nazwisk i tytułów.
[…]
Niniejsza wystawa pokazuje Polskę w świecie. Nie opowiada historii kultury polskiej w ciągu minionego stulecia. Opowiada o recepcji tej kultury przez kultury innych krajów i pod tym kątem dobiera eksponowane materiały. Pokazuje jej twórców, ale przez pryzmat ich obecności w odmiennym od pierwotnego otoczeniu. Przy tej okazji podkreśla rolę polskiej diaspory: fal emigracyjnych, które opuściły Polskę po 1939 roku, przeniosły ze sobą kulturę polską na wszystkie kontynenty, otworzyły przed nią nowe miejsca i krajobrazy, a zarazem wprowadziły ją w innym każdorazowo zakresie do kultury krajów osiedlenia. Podkreśla też niezastąpioną rolę łączników między różnymi kulturami – w tym organizacji międzynarodowych, takich jak UNESCO”.
Fragment Manifestu wystawy
Po entuzjastycznie przyjętym przez krytykę debiutanckim tomie „Atomy” (m.in. nominacja do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius”), Urszula Zajączkowska, na co dzień adiunkt w zakładzie Botaniki Leśnej SGGW w Warszawie, ponownie wymyka się ze świata nauki i na moment pozostawia go na rzecz poezji i nieskrępowanej zabawy literackiej.
Wiersze Zajączkowskiej cechuje bowiem precyzja charakterystyczna dla ludzi nauki. Tu każde słowo, każdy przecinek są na swoim miejscu, tworzą logiczną całość. Sama poetka o swojej twórczości pisze: „Świadomość, że z każdym oddechem pochłaniamy tlen, który jeszcze niedawno był w liściu, zwykle gmatwa mi jasne i jednoznaczne spojrzenia. Naukowcy bowiem stoją twardo na ziemi. Jeśli nie mogą czegoś zmierzyć, to mówią, że tego nie ma. Mierzę więc rośliny i kroję. Liczę komórki i badam ich wytrzymałość na zgniatanie. A świat roślin nie jest zimnym światem we własnym zimnym świecie, jak mówił Herbert, czy jak wg. Szymborskiej: nie jest też wcale milczący. Wręcz przeciwnie on bez przerwy, bardzo wyraźnie: wyraża się. Całym swoim ciałem wyraża się. Poznanie języka roślin i translacja na język ludzi przypomina odszyfrowywanie znaków pradawnych symboli pisma. Ale mi ciągle brak ludzkich słów”.
Co sprawia, że wiersz staje się poezją w rękach twórców? Co sprawia, że wiersz o miłości i wolności może być płytki i kiepski, a wiersz o szklance wody tragiczny i głęboki? pyta we wstępie do wyboru swoich wierszy Tadeusz Różewicz. wiersze przeczytane to niezwykły zbiór tekstów wybitnego poety, które autor wybrał i przeczytał na antenie Radia Kraków. Publikacja, na którą składa się kilkadziesiąt wierszy powstałych od czasów debiutu do lat ostatnich, ukazuje się po raz pierwszy w formie książkowej, do tego uzupełniona o płytę CD z zapisem autorskiej interpretacji tych tekstów. Ze względu na swój charakter, wydawnictwo to jest nie tylko unikalnym dokumentem literackim, ale także głosem poety mówiącym o potrzebie i sensie poetyckiego zapisu.
Zbiór krótkich form prozatorskich (opowiadania, opowiastki, zdania zasłyszane i podsłuchane itd., czyli tzw. małe narracje) zawiera teksty drukowane przede wszystkim w latach 1995–2012 w autorskich zeszytach literackich Jerzego Pluty Przecinek oraz w latach 2013–2015 w dolnośląskim roczniku literackim Pomosty.
W tytule Pluta nieco ironicznie nawiązuje do znanego powszechnie wiersza z trzeciej części Dziadów Adama Mickiewicza (Opiewa tysiąc wierszy o sadzeniu grochu). „Pierdołka” to według autora zbioru nazwa gatunku literackiego, co prawda jeszcze nieuwzględnionego w słownikach terminów literackich, gatunku niezwykle popularnego w literaturze współczesnej (i w tej pisanej, i tej ustnej): to niby mało ważne historyjki, opowiastki i zasłyszane/podsłuchane zdania, które można czytać i dosłownie, i metaforycznie.
Czytelnikom prostodusznym, wierzącym jedynie w proste prawdy („nawet w nocy czarne zawsze jest czarne, a białe białe”) nie polecamy lektury opowiadań w godzinach porannych, lecz zawsze wieczorem, najlepiej z kanapką z kawiorem z kapelana atlantyckiego.
Eksperymentalna powieść Andrzeja Falkiewicza, jednego z najoryginalniejszych krytyków literackich i myślicieli, wydana została po raz pierwszy w 1998 roku.
Proza ambiwalentna, trudna do przyporządkowania gatunkowego, nazywana zbeletryzowanym, „ufikcyjnionym” esejem, traktatem metafizycznym, powieścią w listach, czy też wpisującym się w tradycję (neo)awangardy utworem autotematycznym.
Ledwie mrok to opowieść młodej, początkującej aktorki, która ulega wypadkowi i dla której pobyt w szpitalu i rehabilitacja stają się przede wszystkim doświadczeniem wywłaszczenia z własnego ciała. Po powrocie do domu, niejako buntując się wobec poczucia utraty, powołuje się na rzekome zalecenie lekarskie i nakazuje obłożyć gipsem nogi, by przez następne miesiące odgrywać komedię przed bliskimi osobami, które jej doglądają. Skupia się na ciele i ogranicza zewnętrzne kontakty, zagłębia się w opis kalectw, namiętne poetyzowanie cielesnych doznań (poetyckie „mantry”), rozwiązłość i śmiałość doświadczeń erotycznych, prowadzi także korespondencję z filozofem i krytykiem.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?