Wacław Sieroszewski trafił na Syberię w 1878 roku, a owocem jego wieloletniego zesłania było wybitne dzieło etnograficzne Dwanaście lat w kraju Jakutów. Edward Piekarski, zesłany dziesięć lat później, napisał słownik języka jakuckiego. Michał Książek pojechał do Jakucji z własnej woli. Podążając śladem swych wielkich poprzedników, przemierzył tę rozległą, białą krainę, zafascynowany zwyczajami i językiem jej mieszkańców.Jakucję, kraj o powierzchni dziewięć razy większej od Polski, zamieszkuje niespełna milion osób. Zima trwa przez większą część roku, więc określeń dla różnych rodzajów śniegu i mrozu jest bez liku, a chłód bywa tak dotkliwy, że w języku Jakutów sympatycznego Dziadka Mroza zastąpił Byk Zimy.Odmieniając jakuckie słowa przez polskie przypadki, Książek pisze swoistą gramatykę tych odległych, a przecież bliskich nam, śnieżnych przestrzeni."Jestem przekonany, że Redaktor Giedroyc uradowałby się. Michał Książek zrealizował postulat z ostatnich "Notatek Redaktora", odbywając fascynującą wędrówkę śladami syberyjskich opowieści Sieroszewskiego i odkrywając nam tego niesłusznie zapomnianego autora. Łącząc zapiski lingwistyczno-etnograficzne z reporterską relacją z doświadczeń własnego życia w Jakucku, Książek kontynuuje w nowoczesny sposób wyśmienitą tradycję polskich badań Syberii. Ba! - takich opisów zimna w literaturze polskiej jeszcze nie było. Szczerze podziwiam!" Mariusz Wilk"Wróble chowają się do przewodów ciepłowniczych, gołębie są za głupie, żeby przeżyć. Bezpańskie psy nie są głupie, a i tak nic im to nie pomoże. Bo miały pecha i żyć przyszło im w Jakucku. Mieście na skraju ekumeny. Brzmi dobrze, prawda? Pięćdziesięciostopniowe mrozy już gorzej, tak jak i ciemności, pluskwy, karaluchy, krowy kruszejące na balkonach, źrebaki na talerzach, smog, mgła i brak rozkładów jazdy. Mimo to autor zachowuje życiowy i stylistyczny spokój. Spokój wobec bieli, wobec grozy przestrzeni, wobec własnej ogromnej wiedzy o języku i stolicy Jakutów. Wiedzy, która zamiast z niego eksplodować jakimś porażającym gejzerem, jest dawkowana z umiarem. Nigdy nie wiedziałem, że Wacław Sieroszewski miał córkę Jakutkę i że do Polski z zesłania wrócił sam. A słyszeliście o skopcach? A o dwóch facetach stojących z opuszczonymi spodniami nad psem, któremu na ulicy język przymarzł do pomyj? Przeczytajcie, usłyszycie dużo więcej." Andrzej Dybczak
Po zmianie granic w Polsce Ludowej zostało siedemset tysięcy Ukraińców. Nie pasowali do nowej wizji państwa, dlatego wiosną 1947 roku władze postanowiły "rozwiązać ostatecznie problem ukraiński".Rozpoczęto deportacje, które objęły wszystkich "podejrzanych o ukraińskość", włączając Łemków i mieszane rodziny polsko-ukraińskie.Zmasowana akcja trwała trzy miesiące. Niektórzy badacze przyjmują, że zakończyła się na przełomie września i października 1947 roku, ale mniej systematyczne wywózki ciągnęły się jeszcze przez wiele lat. W sumie wywieziono około 140-150 tysięcy osób.W wielu wsiach w Bieszczadach, Beskidzie Niskim, na Lubelszczyźnie i Chełmszczyźnie zapadła cisza. Wysiedleni zamieszkali kilkaset kilometrów dalej, w okolicach Olsztyna, Morąga, Giżycka, Węgorzewa, w Zielonogórskiem, na Dolnym Śląsku i Pomorzu Zachodnim. Odtąd towarzyszył im strach, przekazywany z pokolenia na pokolenie."Każdy naród ma w swojej przeszłości takie wydarzenia, o których woli nie pamiętać. W historii narodu ukraińskiego - to pamiętny dla Polaków Wołyń. W historii Polaków - to pamiętna dla narodu ukraińskiego akcja "Wisła". O tej akcji i jej przebiegu przez dziesięciolecia milczano lub opowiadano w sposób propagandowo kłamliwy. Paweł Smoleński - podążając drogą odważnych i uczciwych historyków - kreśli obraz akcji piórem delikatnym i bezkompromisowym. To przerażający obraz gehenny Ukraińców i Łemków, obywateli państwa polskiego, na których wyrok wydała totalitarna dyktatura, a wsparł tę zbrodnię ciemny polski szowinizm. I oto powstało doniosłe świadectwo polskiego pisarza, który pojmuje swój polski patriotyzm jako obowiązek mówienia prawdy w oczy własnemu narodowi. To znak, że potrafimy być uczciwi wobec siebie. Przejmująca lektura." Adam Michnik
Na Alasce nie ma miejsca na słabość, a moc międzyludzkich więzi mierzy się odwagą. Nad rzeką Kenai żyją rybacy, traperzy, myśliwi: nieustraszone kobiety i nie zawsze trzeźwi mężczyźni; zuchwałe dzieciaki i lokalni odszczepieńcy. Bohaterów u Moustakis jest wielu, a wszystkich łączy cięty język i determinacja. W jej opowieściach nawet zwierzęta wydają się mówić, tocząc tę samą walkę z żywiołami.W opowiadaniach ze zbioru Alaskę masz we krwi, uhonorowanego Nagrodą im. Flannery O'Connor, Melinda Moustakis zaczerpnęła z dziedzictwa własnej rodziny osadników, by po mistrzowsku opisać surowe krajobrazy amerykańskiej Północy i równie surowe relacje między ludzmi. Dekonstruuje legendę Alaski, kreśląc mapę blizn jej najwytrwalszych mieszkańców."W swoim debiutanckim zbiorze opowiadań Moustakis prezentuje czytelnikom świat twardych bohaterów, zapierającej dech w piersiach przyrody i duchowej siły bezwzględnej jak alaskańska zima. [...] Moustakis jest niezwykle zdolna, a jej skupienie na detalu oraz bezkompromisowość jej prozy z pewnością zyskają uznanie czytelników." "Publishers Weekly""Zbiór "Alaskę masz we krwi" zanurza czytelnika głęboko w poplątanych relacjach i pięknych krajobrazach. Niewielka tratwa spleciona z trzynastu powiązanych ze sobą opowiadań okazuje się wszystkim, co niezbędne, by przetrwać w lodowatych wodach Alaski []. Melinda Moustakis posługuje się słowami uważnie i z humorem, ślizga się między tematami z gracją łyżwiarki, niezależnie, czy opisuje akurat tarło oszalałych łososi w rzece Kenai, czy rozkrzyczane dzieci ratujące ptaka, który wpadł do wychodka." "High Country News""Opowiadania Moustakis wyrastają z krótkich obrazków, a traktują o trudnym dzieciństwie, łowieniu ryb, polowaniu, piciu i przeżywaniu smutku, tworząc przy tym sagę wielopokoleniowej rodziny osadników." "Kansas City Star""Moustakis buduje zapadające w pamięć postaci [...], które muszą zbyt szybko - "na siłę" - dorosnąć wśród dziczy, o ile nie chcą uciec z podkulonym ogonem do "dolnych czterdziestu ośmiu stanów, do Nashville czy Omahy"." "Shelf Awareness"
Choć żyjemy w epoce "bycia sobą", autentyczność zniknęła nam z pola widzenia. Tymczasem to właśnie ona może być odtrutką na etykietki, które przyklejamy sobie zanurzeni w kulturze terapii.Z jednej strony pragniemy znaleźć się w szufladce diagnozy, z drugiej - rozpaczliwie chcemy zachować odrębność, jednostkowość i wyjątkowość.A może warto przyjąć, że każdy z nas jest w jakiś sposób nie taki i nie da się go wyjaśnić ani wypowiedzieć do końca - i właśnie z tego powodu nikt z nas nie jest szczególnie wyjątkowy? Może dziwność jest czymś, co ze sobą dzielimy, a zgoda na nią sprawiłaby, że świat stałby się luźniejszym i radośniejszym miejscem?Aldona Kopkiewicz odpowiada na te pytania, opisując własne doświadczenie - czterdziestolatki, poetki, Polki, córki, wnuczki, partnerki. W autobiograficznym eseju zachęca nas, byśmy sami odpowiedzieli na pytanie, gdzie kończy się "ona" - maska, konstrukt społeczny, awatar realnej osoby, a zaczyna prawdziwe "ja".
Dziesięcioletni chłopiec stoi na bałtyckiej plaży i pyta o horyzont. Czym jest? Czy można go dotknąć? Co się za nim kryje? Trzydzieści lat później jako dorosły wyprawia się za morze, by samemu odpowiedzieć na te pytania. Chce, by każde z dziewięciu państw nadbałtyckich - Litwa, Łotwa, Estonia, Rosja, Finlandia, Szwecja, Dania, Niemcy i Polska - opowiedziało mu o własnej perspektywie, z jakiej patrzy na najmłodsze morze świata. W rezultacie, wzorem poety Tomasa Transtromera, opisuje nie jeden, lecz wiele Bałtyków.Widzi mozaikę siedlisk i krajobrazów: słonawych lagun, piaszczystych plaż, wydm, klifów oraz skalistych archipelagów. Podąża wzrokiem za kluczami migrujących ptaków, a potem zagląda pod wodę, do świata morświnów, a także większych waleni, które czasem zaglądają w te strony. Wędruje po zamarzniętej zatoce, wchodzi do latarni morskich i studiuje trasy słynnych wypraw. Wreszcie dociera tam, gdzie granice morza i lądu się zacierają - czy to za sprawą niepowstrzymanych sił geologii, czy wyłącznie ludzkiej fantazji.Każdy z narodów, które geografia zaślubiła z Bałtykiem, pozostaje w związku jedynie z jego fragmentem. Choć obsiedliśmy to jezioro niczym stado kruków rozdziobujące truchło sarny, każdy z nas interesuje się wyłącznie jedną kończyną, głową, tułowiem albo zadem. Prawdę mówiąc, nie ma wśród nas zgody nawet co do jego imienia. Niemcy mówią Ostsee, Morze Wschodnie. Według Estończyków zwie się Laanemeri, Morze Zachodnie. Jeszcze więcej zamieszania wprowadzają Finowie: nazwa Itameri wskazuje na wschód, choć z perspektywy linii brzegowej Finlandii Bałtyk leży na północy, zachodzie i południu. Wszędzie, tylko nie na wschodzie. Polakom z kolei jednoznacznie kojarzy się z północą.Fragment książki
Lata pięćdziesiąte XX wieku, skąpana w słońcu Sycylia. Giuseppe Tomasi, ostatni książę Lampedusy, żyje w wytwornym ubóstwie wśród dekadenckiej arystokracji. Nie korzysta z samochodu, przechadza się po Palermo o lasce, tęgi i zgarbiony, ciałem dwadzieścia lat starszy, niż wskazuje metryka. Zwą go il mostro – potworem i pożeraczem. Wszystko z powodu książek – bo nie czyta ich, tylko je pochłania. Tę schyłkową melancholię w zniszczonych pałacowych wnętrzach zakłóca mu wiadomość o nieuleczalnej chorobie płuc. Pojmuje wtedy, czego w życiu żałuje najbardziej: że niczego po sobie nie pozostawi. Nie spłodził syna, nie doczekał się córki. Zawiódł swoich wielkich przodków. Rozmyślając o końcu książęcego rodu Lampedusów, postanawia napisać wielką powieść o zmierzchu epoki sycylijskich arystokratów i wielowiekowego piękna z czasów Zjednoczenia Włoch. I o łatwości, z jaką zrywa się ciągłość i trwanie. Książka ta ukaże się w 1958 roku, już po śmierci Giuseppego, a cały świat pozna ją pod tytułem Il Gattopardo. Steven Price, bazując na biograficznych szczegółach z życia Giuseppe Tomasiego di Lampedusy, daje czytelnikowi do rąk elegancką i nostalgiczną powieść o odchodzącym świecie. Odtwarzając ostatnie lata autora Geparda, tworzy poruszającą opowieść o kresie życia i o lęku przed odejściem w niepamięć. Książę Lampedusy to również hołd oddany literaturze i próba wniknięcia w umysł jednego z najwybitniejszych włoskich pisarzy XX wieku. „Price barwnie odmalowuje przejście Włoch od trudów powojnia do początków la dolce vita. Lśniące karoserie szybkich sportowych aut ukazuje na tle osypujących się fasad sycylijskich palazzi. Uczta dla italofilów.” „Publishers Weekly” „„Książę Lampedusy” opowiada o powstawaniu słynnego „Geparda”. We wspaniałych fragmentach opisujących proces twórczy przejmująco ukazują się nam ostatnie lata życia autora, który pisząc, żegna się ze światem. Mocny, ale czuły portret wielkiego pisarza. Giuseppe Tomasi di Lampedusa staje się równie fascynujący jak jego niezapomniana proza.” Wendy Smith, „The Washington Post” “Pomysłowa powieść oparta na faktach. Price składa hołd Lampedusie, lecz nie wpada w pułapkę hagiografii. W jego książce oglądamy człowieka, dla którego jesień życia nie jest czasem odpoczynku: on musi pisać, bo zostało mu niewiele czasu.” „Booklist” „Świetnie skrojona i dopracowana powieść. Gęsta, intensywna, błyskotliwa, czasami uderzająca w poetyckie tony. Godna swojego bohatera.” Joseph Luzzi, „The New York Times”
Baranie oko to wielowątkowa podróż do Kirgistanu, serca Azji Środkowej, gdzie mieszkańcy szukają tożsamości w cieniu pomników Lenina i bohatera narodowego eposu Manasa.Emilia Sułek prowadzi nas przez kraj podzielony na zrusyfikowaną północ i biedniejsze południe. Zagląda do opustoszałych ośrodków wydobycia uranu i na wysokie przełęcze, gdzie czas mierzy się rytmem życia w jurcie. W Suluktu prawosławny ksiądz chce odbudować starą cerkiew i rywalizuje o wiernych ze wspólnotą adwentystów. W Otradnoje młode dziewczyny trenują hokej na kartoflisku. A sposobem na przetrwanie w zapomnianych przez świat wioskach jest produkcja haszyszu.Autorka przygląda się także temu, co sprawia, że Kirgistan był przez długie latanajbardziej demokratycznym krajem regionu. Mimo silnego patriarchatu i zwyczaju porywania młodych kobiet, to właśnie tu w 2010 roku prezydentką została Roza Otunbajewa, pierwsza kobieta na takim stanowisku w Azji Środkowej.Z reportażu Emilii Sułek wyłania się obraz Kirgistanu jako kraju ludzi wolnych, gościnnych, wciąż wiernych swoim koczowniczym korzeniom.Moi bohaterowie wierzą, że jako nomadzi wolność mają we krwi. Tyle że tak naprawdę nomadami już nie są, Związek Radziecki siłą przywiązał ich do ziemi. Czy przejście na osiadły tryb życia jest równoznaczne z kulturową amnezją? Czy osiadły nomada od razu staje się rolnikiem? Może gdzieś głęboko zachowały się ślady nomadyzmu? A jeśli tak, to gdzie? Ta książka szuka tych śladów.Autorka
Prezentowane egzemplarze mogą posiadać pewne uszkodzenia, takie jak porysowane lub nieco uszkodzone okładki, zagięcia, zżółknięcia, zbite narożniki itp.
Bestseller „New York Timesa” Czasami jedna zła decyzja ma wpływ na całe życie. Tak było, kiedy Stephanie związała się z niewłaściwym mężczyzną. To miała być tylko wakacyjna przygoda – a jednak kilkanaście miesięcy później Stephanie mieszkała z agresywnym Jamie’em i ich małą córeczką, nieplanowanym, ale kochanym dzieckiem. Kiedy postanowiła zerwać z chłopakiem i zawalczyć o niezależność, przekonała się, że ciężka praca i determinacja czasem nie wystarczą, by utrzymać się na powierzchni. „Sprzątaczka” to nie tylko niezwykle ciekawa, chwilami szokująca relacja Stephanie z pracy przy sprzątaniu domów, opis warunków zatrudnienia, stosunków z pracodawcami i klientami. To również wstrząsająca opowieść o ubóstwie w Stanach Zjednoczonych. To historia ludzi, którzy nie są w stanie zarobić na życie, chociaż dają z siebie wszystko. Korzystając ze skomplikowanego systemu rządowych programów pomocowych, narażają się na pogardę nieznajomych, którzy nie wahają się wygłaszać swoich ocen publicznie. Wpadają też w swoistą pułapkę – nawet niewielki wzrost dochodów może sprawić, że utracą pomoc, od której zależy ich przetrwanie, i znów popadną w nędzę… „Żadna praca nie hańbi”, słyszeliśmy od dzieciństwa. Ale mówiono nam też, że każdy jest kowalem swojego losu. Czy uwierzyliśmy, że ubóstwo to rodzaj patologii, a biedni sami są sobie winni? Książka Stephanie Land skutecznie pomaga zweryfikować te sądy. „Dla czytelników, którzy uważają, że ludzie żyjący poniżej poziomu ubóstwa są leniwi i/lub niesprawni intelektualnie, ta opowieść jest konieczną surową korektą […]. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy nigdy nie borykali się z biedą.” „Kirkus Reviews” „Napisany z głębi serca, mocny debiut. […] Miłość Land do córki przepaja strony tej pięknej opowieści o determinacji i przetrwaniu.” „Publishers Weekly” „Trzeba nam więcej takich książek – Stephanie Land, zaglądając za lodówkę i pod kanapę, opowiada o obu stronach barykady nierówności. A żadna z nich nie jest taka, jakbyście oczekiwali.” Barbara Ehrenreich „Barwna, wciągająca książka o borykaniu się z biedą […], nieustannej frustracji z powodu braku poczucia bezpieczeństwa, o tym, że nasze społeczeństwo jest systemowo zaprojektowane, by biedni pozostawali biedni, oraz o poniżaniu biedy przez niewzruszoną demokrację.” Roxane Gay „Książka Stephanie Land ściska za serce i dobitnie przypomina, że z amerykańskim snem coś poszło nie tak. Autorka oddaje głos milionom „pracujących ubogich”, harujących w kraju, który ich potrzebuje, ale nie chce zauważać. Smutna, a jednak pełna nadziei opowieść o „byciu poza” i zaglądaniu do środka. Land sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, jakbyśmy się czuli, szorując i odkurzając dobra, które zawsze wydawały się nam poza zasięgiem.” Steve Dublanica „Stephanie Land należy do milionów samotnych matek, zmuszonych do wyciskania krwi z kamienia. Jest równocześnie dawnym i nowym rodzajem amerykańskiego bohatera. Taka opowieść o wytrwałości i miłości nigdy nie była bardziej potrzebna.” Domenica Ruta
Chłopska fotografia - ta rodzinna, prywatna - nie ma zwykle odrębnego miejsca w archiwach czy instytucjach. Przez wiele dekad mało kto się nią interesował, nie była traktowana jako części "narodowego dziedzictwa", a śladowa liczba zachowanych zbiorów pozwala sobie wyobrazić, ilu zdjęć i historii nie da się nigdy odzyskać, ile fotografii zostało spalonych, wyrzuconych, nieodnalezionych.Fotografia nie jest przezroczysta - nie pokazuje "po prostu", neutralnie ani obiektywnie. Podobnie jak historia, gdy pisana jest z jednej tylko perspektywy. Wiele w interpretacji fotografii i historii zależy od kąta patrzenia, od zachowanej materii i zauważania tego, co dotychczas pomijane.Agnieszka Pajączkowska opisuje wybrane chłopskie zdjęcia, a swoje spostrzeżenia uzupełnia o rozmowy, zapisy historii mówionej, dokumenty, mikroreportaże, rozważania teoretyczne, cytaty z esejów o fotografii i nowe refleksje dotyczące historii ludowej. Rdzeniem książki pozostaje pytanie, czym właściwie jest to, co widzimy. Czego fotografia nie pokazuje i nie rozstrzyga? To nie tyle opowieść o osobach widocznych na zdjęciach, ile o samych zdjęciach i tych, którzy je wykonywali - fotografach i fotografkach, o ich motywacjach, warsztacie pracy, miejscu w wiejskiej społeczności. Tak oglądane chłopskie fotografie pozwalają spojrzeć z mniej oczywistej perspektywy na polską historię XX wieku.Nieprzezroczyste to próba zwrócenia spojrzenia na to, co dotychczas było zauważane zbyt rzadko - na trzeci plan, na tło, rzeczy i ludzi poza kadrem.
Kiedy w 1999 roku hiszpański Sąd Najwyższy orzekł, że każde dziecko ma prawo wiedzieć, kim są jego rodzice, do biura prawnika Enrique Vili Torresa zaczęli pukać nowi klienci. Chociaż od rodziny lub sąsiadów dowiedzieli się, że zostali adoptowani, w ich dokumentach nie było śladów adopcji, a w aktach urodzenia rodzice adopcyjni figurowali jako biologiczni. Enrique nazwał ich hijos falsos, fałszywymi dziećmi, a ich liczbę oszacował na około trzystu tysięcy.Wkrótce do prawników i mediów zaczęli zgłaszać się także rodzice poszukujący dzieci, które dotąd uważali za zmarłe. Pojawiło się nowe, budzące grozę określenie: bebes robados, ukradzione dzieci. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nowo narodzone dziecko można było kupić za równowartość mieszkania. W proceder sprzedaży zamieszane były instytucje państwowe i kościelne.Katarzyna Kobylarczyk opisuje jeden z najbardziej wstrząsających rozdziałów w najnowszej historii Hiszpanii, nadal pełen pytań bez odpowiedzi.
Jeszcze przed atakiem na Polskę Hitler dał sygnał do rozpoczęcia tajnego programu "uwalniania od cierpienia" rzekomo "dziedzicznie obciążonych" dzieci. Na początku 1940 roku przystąpiono do akcji "T4" - "likwidacji życia niewartego życia". Wyselekcjonowani pacjenci niemieckich szpitali psychiatrycznych i domów opieki byli duszeni tlenkiem węgla, a następnie kremowani w piwnicach sześciu "ośrodków zabijania". To podstawowe fakty na temat programu nazistowskiej "eutanazji". Niewielu wie, że jej pierwszymi ofiarami byli Polacy.Bezduszni to zapadająca w pamięć opowieść o zagładzie pacjentów szpitali psychiatrycznych i mieszkańców domów opieki w okupowanej Polsce. Na przykładzie trzech miejsc - dziecięcej kliniki psychiatrycznej w Lublińcu, szpitala psychiatrycznego dla dorosłych w Gostyninie i domu opieki w Śremie - autorka opisuje wszystkie grupy ofiar: dzieci, dorosłych i najstarszych, chorych neurologicznie, psychicznie, niepełnosprawnych i niesamodzielnych.Odkrywa przy tym nieznane dokumenty, ustala wstrząsające szczegóły, znajduje naocznych świadków i bliskich zabitych - wszystko, by przywrócić pamięć o zagładzie, która została pominięta w powojennych rachunkach krzywd.
Bracia Arthur, Raymond i Mortimer Sacklerowie w ciągu kilku dekad zbudowali imperium. Niczym Medyceusze obejmowali mecenatem artystów, a setki milionów dolarów przeznaczali na filantropię. Najstarszy stał za sukcesem Valium i komercjalizacją rynku farmaceutycznego. Braciom podarował firmę Purdue Frederick – zbili na niej fortunę, lecz na zawsze pogrzebali dobre imię Sacklerów. Majątek rodziny szacowano na miliardy dolarów, ale niepohamowana rządza bogactwa pchnęła ich dalej: do intratnego sektora leków opioidowych. Arthur i Mortimer chcieli, by ich produkt był czymś więcej niż tylko specjalistycznym środkiem stosowanym w opiece paliatywnej. Miał przynieść ulgę rzeszom zwykłych Amerykanów cierpiących na pospolite bóle. Swój lek – OxyContin – reklamowali jako bezpieczną alternatywę dla morfiny. W rzeczywistości jego główny składnik – oksykodon – był od niej dwa razy silniejszy, o czym doskonale wiedzieli. Agresywna strategia marketingowa w ciągu kilkunastu lat doprowadziła do tragedii – setki tysięcy Amerykanów uzależniło się od opioidów, a śmierć z powodu przedawkowania była jedną z głównych przyczyn zgonów w USA. Sacklerowie uparcie powtarzali, że problem nie leży w leku, tylko w jego użytkownikach. „Odchodząc, należy zostawić świat w lepszym stanie, niż ten, w jakim go zastaliśmy” – zwykł mówić Arthur Sackler. Wybitny reporter Patrick Radden Keefe przedstawia historię rodziny, która z rzekomej troski o pacjentów uczyniła listek figowy dla swojej zachłanności. Imperium bólu to porażająca opowieść o ambicji i filantropii, o zbrodniach i bezkarności. O korumpowaniu publicznych instytucji, o chciwości i władzy. To także historia stulecia amerykańskiego kapitalizmu i świata, w którym pieniądz i sława wygrywają z etyką i człowieczeństwem. „W ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci na skutek epidemii opioidowej zmarło prawie pół miliona Amerykanów. Wielu ich bliskich, a także wielu aktywistów i ekspertów w dziedzinie zdrowia publicznego uważa, że pewna niezwykle bogata, niezwykle sławna rodzina w znacznym stopniu przyczyniła się do tego kryzysu, lecz nigdy nie została za to ukarana. „Imperium bólu”, szokująca książka reportera Paricka Raddena Keefe’a, to próba wymierzenia sprawiedliwości i wykazania winnych. To saga o aroganckiej, chciwej dynastii, obojętnej na cierpienia niezliczonych ludzi. […] Keefe zgromadził masę dowodów i prezentuje je z prokuratorską precyzją. […] Z niezwykłą zręcznością prowadzi narrację i wyśmienicie kreśli portrety poszczególnych bohaterów.” Jonathan Cohn, „The Washington Post” „Kawał reporterskiej roboty, trzymająca w napięciu książka o rodzinie Sacklerów, właścicielach firmy Purdue Pharma, która w latach dziewięćdziesiątych wypuściła na rynek OxyContin, opioid odpowiedzialny za epidemię uzależnień i zgonów w Stanach Zjednoczonych. W odróżnieniu od poprzednich książek poświęconych kryzysowi opioidowemu „Imperium bólu” poświęcone jest bogatej, ambitnej i bezlitosnej rodzinie, która zawdzięcza fortunę środkom przeciwbólowym. Keefe tworzy wielki amerykański moralitet. Opowiada o chciwości ukrywanej pod płaszczykiem ostentacyjnej działalności filantropijnej.” „Time”, rekomendacja towarzysząca przyznaniu tytułu jednej z najlepszych książek 2021 roku „Prawdziwa tragedia w wielu aktach. Historia rodziny, która straciła oderwała się od rzeczywistości i straciła kompas moralny. „Imperium bólu” to książka pisana z powieściowym rozmachem, reportaż mogący się równać z „Sagą rodu Forsyte’ów”, osadzony w realiach branży farmaceutycznej, wartki i pasjonujący.” David M. Shribman, „The Boston Globe” „Wciągająca (i często oburzająca) opowieść o ambicji, skrywanych tajemnicach i ludziach, którzy wierzą we własne kłamstwa. […] Keefe zręcznie prowadzi nas przez gąszcz rodzinnych intryg. […]
Proza Angeli Carter jest zmysłowa, fantastyczna, erotyczna, a przy tym polityczna i uczona. Wciąga jak wir. [] Niezwykła wyobraźnia, gęsta materia literacka, labirynt świata, ostre bodźce dla wszystkich zmysłów na raz i szalony, niepowstrzymany rozpęd języka - wszystko razem jest jak lot na rozhuśtanym trapezie, maskarada i przebieranka, wędrówka przez ciemny las i wejście do klatki tygrysa. Dzikość, nieopanowanie, pieniący się, roztęczowany wodospad świata. []Pisarstwo Carter, które było niesłychaną eksplozją kreatywnej i intelektualnej energii, to bezkompromisowa próba przemyślenia i przedefiniowania zasad, według których żyjemy, dokonywana z bezlitosnej i radykalnie prawdomównej perspektywy kobiety, ateistki, materialistki i socjalistki. Fakt, że po trzydziestu latach jej dzieło nadal ma taką moc i nadal budzi skrajne reakcje, łącznie z oskarżeniami o "nieprzyzwoitość" czy szkodliwą wywrotowość, jest najlepszym dowodem na to, że niezmiennie rządzą nami ograniczające wolność systemy ideologiczne.Ze wstępu Magdy Heydel
Życie w bloku, arcydziele surowego piękna czasów późnej komuny, to prawdziwa metafora istnienia człowieka nowoczesnego. Wszak mieszkania unoszą się nad ziemią, a dziesiątki balkonów zwisają nad miastem, dzięki czemu mieszkańcy mogą dystansować się od przyziemnej zgnilizny i klasowo niedopasowanych sąsiadów.W tym centrum wszechświata, na ostatnim piętrze - gdzie najbliższymi sąsiadami są niebo i synogarlice - mieszka Tadeusz, który od ojca dostał ważne zadanie: pójść z puszką ziarnistej kawy do Stefana, złotej rączki, z prośbą, by ów kawę zmielił. Wyprawa nie jest łatwa, trzeba pokonać korytarz, taki, ja wiem, na sto, góra sto dwanaście metrów, oszklony dwudziestoma, no, może dwudziestoma dwoma oknami, ciemny, bo łobuzy ciągle wykręcają żarówki. A jak tu przejść samotnie przez zaułki tego betonowego Akropolu, skoro ukryte bóstwa i centaury tylko czekają, by w człowieka wejść i go przebóstwić?Złodzieje żarówek to znakomita i zaskakująca proza. Pod doskonałym piórem Tomasza Różyckiego wielka płyta przeistacza się w wielopiętrową opowieść o życiu bloku i jego mieszkańcach, splecioną z sąsiedzkich plotek i osiedlowych legend. Korytarze wydłużają się i plączą, czas i narrator gubią, a przed czytelnikiem rośnie surrealistyczna, straszna, ja wiem, może nawet trochę śmieszna opowieść o PRL-owskiej Polsce pomieszczonej w jednym bloku.
Wybitna Trylogia kopenhaska duńskiej poetki i prozaiczki Tove Ditlevsen w końcu trafia w ręce polskiego czytelnika. W podzielonej na trzy części książce urodzona przed wojną autorka opisuje kolejne etapy swojego burzliwego życia - dzieciństwo spędzone w ubogiej rodzinie w kopenhaskiej dzielnicy robotniczej, młodość wypełnioną pierwszymi próbami literackimi i miłosnymi tęsknotami oraz dorosłość naznaczoną nieudanymi związkami i głębokim uzależnieniem od opiatów. W opisach różnorodności kobiecego doświadczenia Ditlevsen jest bezkompromisowo szczera, a jednocześnie nieuchwytna, jakby pomimo wielkiego talentu nie mogła uwierzyć, że kilka słów zapisanych na kartce wystarczy, by przekazać prawdę o własnym życiu. "Wiem, że to straszne nie być normalnym, i sama muszę się męczyć z udawaniem, że jestem normalna" - pisze nastoletnia Tove. A w jej życiu szczęście nieustannie miesza się ze smutkiem, pragnienie zmian ze stagnacją, a trzeźwość myśli z narastającym szaleństwem.Ditlevsen na wiele lat przed Eleną Ferrante stworzyła przejmującą opowieść o awansie społecznym, porzuceniu własnych korzeni i miłości pełnej poświęceń. Jednak podczas gdy autorka Genialnej przyjaciółki potrzebowała do tego dwóch głównych bohaterek, duńskiej pisarce wystarczy tylko jedna - ona sama."Opowieść o utracie kontroli nad własnym życiem. Czuję dreszcz zimnej rozkoszy. Pióro Tove Ditlevsen jest precyzyjne i zarazem nonszalanckie - tym mnie uwiodła." Zyta Rudzka
Krople deszczu nie znikają, gdy dotkną muru - eksplodują. Modlitwa w jidysz szeptana przed snem nie przynosi chłopcu ukojenia, choć zapowiada matczyny pocałunek. Język nawróconej siostry staje się błahy i szorstki. Dziadek wciąż uparcie twierdzi, że na ramieniu wytatuował sobie numer telefonu. Czy można ostatecznie zrekonstruować przeszłość rodziny naznaczonej Zagładą? Jak to jest być Żydem tylko czasami?Eduardo Halfon w dwóch zwięzłych autobiograficznych powieściach opowiada o wyprawach śladami rozsianych po świecie przodków. W Klasztorze narrator przyjeżdża do Izraela na ślub swojej siostry - od niedawna żyjącej w ortodoksyjnej wspólnocie. W Żałobie wraca do rodzinnej Gwatemali, by rozwikłać tajemnicę śmierci brata ojca, kilkuletniego Salomona.Mierząc się z mrocznymi sekretami rodziny i własną skomplikowaną tożsamością, Halfon tworzy poruszającą opowieść o godzeniu się z wieczną obcością i podążaniu za prawdą bez pomocy jakiegokolwiek Boga.Na tom składają się powieści: Klasztor i Żałoba."Halfon daje głos przedstawicielom mniej znanej części żydowskiej diaspory, tworząc przy okazji opowieść o tożsamości, która może być zarówno płynna, jak i niezmienna." "Publishers Weekly""W książkach Halfona można poczuć ducha Franza Kafki. To proza pełna mroku, a jednak dająca dużo głębokiej przyjemności z lektury." "New York Review of Books""Halfona szczególnie interesuje pamięć, to, jak można o niej opowiadać. Nie szuka ostatecznej prawdy, ponieważ wie, że żadna opowieść nie może być ostateczna." "Los Angeles Times""W swoich niewielkich, ale głębokich książkach Halfon tworzy światy, które są zarazem jasne i nostalgiczne, zabawne i pełne goryczy." "Kirkus Reviews""Proza Halfona jest subtelna i zarazem konkretna. Jego ponadczasowa opowieść jest niczym latarnia morska, która oświetla wszystko." Francisco Goldman"Nadzwyczajna proza. Książki Halfona ustanawiają między fikcją a autobiografią pokrewieństwo, które narusza znane podziały gatunkowe." "World Literature Today""Halfon z pasją i melancholią opisuje znaczenie podróży i piękno prawdziwej tajemnicy." "Booklist""Wędrując po popiołach starego kraju i odkrywając mroczne historie swoich przodków, Halfon staje się archeologiem okrucieństwa. Jego proza to osobista modlitwa żałobna." "The Rumpus"
Ścieranie kurzu z pudeł z rękopisami, segregowanie ubrań, coraz pewniejsze otwieranie kopert z listami i w końcu rozczytywanie notatek z sesji terapeutycznych. Tak wygląda śledztwo w poszukiwaniu dowodów miłości amerykańskiej pisarki Carson McCullers do innych kobiet. Kobiet, które jej biografowie konsekwentnie i z uporem nazywali przyjaciółkami, współlokatorkami, towarzyszkami podróży. W przypadku queerowych historii miłosnych historycy domagają się dowodów, jakich nigdy nie żądają od związków heteroseksualnych. Jenn Shapland nie szuka odpowiedzi na pytanie, czy Carson była lesbijką, bo w jej archiwum nie brakuje świadectw, które to potwierdzą. Autorka chce się dowiedzieć, jak lesbijki budowały swoją tożsamość w czasach, gdy ich odmienność zbywano milczeniem bądź nazywano wrodzonym zaburzeniem. Moja autobiografia Carson McCullers to pełna buntu i niepozbawiona humoru kronika poszukiwania prawdy i wypełniania luk w pamięci, języku i tożsamości. Z migotliwych odłamków życia swojej ukochanej pisarki Jenn Shapland buduje intymny i zarazem odważny pamiętnik własnego coming outu. Shapland, sama lesbijka, wchodzi między ślady życia swojej bohaterki jak na miejsce zbrodni: ostrożna i czujna, ufająca jednak własnemu queerowemu doświadczeniu. Potwierdzając jej miłości do kobiet, potwierdza samą siebie. Pokochałam tę książkę. Renata Lis To okupiona ogromnym wysiłkiem analiza tego, w jaki sposób szukamy prawdy o sobie i innych drogami, które często bywają trudne, które otwierają się przed nami dzięki przebłyskom []. Książka Shapland to rodzaj doskonałego rozliczenia; chciałoby się, by było takich więcej. The New York Times Book Review Shapland łączy szczerą autoanalizę i odsłanianie własnej przeszłości z tworzeniem wnikliwego portretu pisarki, która wyznała, że jej miłości były niedotykalne, a jej uczucia niewypowiadalne. Przepełniona wrażliwością kronika poszukiwania prawdy przez biografkę. Kirkus Reviews Piękna opowieść o tym, jak najlepsi pisarze wyrażają najgłębsze tajemnice serca. Library Journal Bezpretensjonalny, poruszający zapis miłości na marginesach. The New Yorker Podążanie za Shapland występującą w roli detektywa to wielka przyjemność, a tajemnica, którą postanawia rozwikłać, należy do tych najtrudniejszych: jak zrozumieć i wyjasnić luki w cudzym języku, cudzej historii i tożsamości? The Los Angeles Review of Books Ta porywająca książka to po trosze list od fanki, po trosze opowieść detektywistyczna, a po trosze bezkompromisowe sprostowanie. The New York Review of Books Ta książka pokazuje, jak ignorowało się i nadal ignoruje queerową historię kobiet. To osobista, poruszająca, przekraczająca granice gatunków relacja z literackiego odkrycia. Book Riot, przyznając książce Shapland tytuł najlepszej książki 2020 roku Ta książka to zarazem zapis własnego coming outu, jak i wnikliwe studium obsesji na punkcie pisarki z Georgii, która zasłynęła czułymi portretami odmieńców. The Atlanta Journal-Constitution
Kiedy 10 maja 1996 roku trzy ekipy jednocześnie dokonywały ataku szczytowego, nad Mount Everestem zerwała się burza. Zaczęła się mordercza walka o przetrwanie. Jon Krakauer przeżył.Książka Wszystko za Everest trafiła na listy bestsellerów, ale wywołała też wiele kontrowersji. Stała się także źródłem inspiracji dla filmowców. Sama tragedia zaś - mimo że wydarzyła się prawie dwadzieścia lat temu - wciąż budzi emocje. Problemy opisane przez Krakauera przybrały jeszcze na sile: w komercyjnych wyprawach na Everest bierze udział coraz więcej osób, nie bacząc na zagrożenia i skutki ludzkiej ekspansji w najwyższych górach świata."Znakomicie napisana opowieść o losach dwóch tragicznie zakończonych wypraw komercyjnych, które wiosną 1996 roku wyruszyły na szczyt Everestu, przebojem weszła do kanonu literatury górskiej. Wszystko za Everest od niemal dwudziestu lat utrzymuje wysoką pozycję na liście bestsellerów, co jest zapewne zasługą wyraziście zarysowanych postaci, kapitalnej narracji, a także - last but not least - silnych emocji autora, którego najwidoczniej nurtuje swoisty "syndrom ocaleńca". Był bowiem jednym z dwóch ocalałych spośród sześciu uczestników swojej wyprawy, którzy weszli na szczyt. Obraz wydarzeń, jaki przedstawił Krakauer, wzbudził duże kontrowersje w środowisku wspinaczkowym i w amerykańskich mediach. Jak się okazało, autor przyjął znacznie bardziej krytyczną postawę w stosunku do uczestników wyprawy konkurencyjnej, chociaż to właśnie jego zespół poniósł największe straty. Główna oś sporu skrystalizowała się wokół postaci przewodnika Anatolija Bukriejewa, podczas gdy w rzeczywistości to właśnie on przyczynił się do uratowania wszystkich członków swojej ekipy. Niniejsza edycja jest pierwszą pełną wersją "Wszystko za Everest", która ukazuje się w Polsce. Intensywność polemiki, której odbicie znajdziemy w ostatniej części książki, nasuwa skojarzenia z burzą, jaka przetoczyła się nie tak dawno w Polsce po tragicznie zakończonej zimowej wyprawie na Broad Peak z 2013 roku." Krystyna Palmowska""Wszystko za Everest" to tylko pozornie opowieść o wyprawie na Mount Everest. Jon Krakauer bowiem, opowiadając o tragicznej ekspedycji na najwyższy szczyt świata, tak na prawdę snuje opowieść o śmierci, o ludzkiej odwadze i poświęceniu. To jeden z tych reportaży, od których nie sposób się oderwać i o których nie da się zapomnieć. Mistrzowska, niemal filozoficzna przypowieść dla wszystkich, nawet tych, których wspinaczka wysokogórska zupełnie nie interesuje." Robert Ziębiński, "Newsweek""Jedna z dwóch książek, które zabrałbym na bezludną wyspę." Marcin Meller, "Playboy""Dla człowieka gór biblia. Dla mieszkańców nizin książka roku!" Piotr Szabłowski, "Gazeta Wyborcza""Krakauer jest jednym z najlepszych pisarzy wśród alpinistów, a tragedia na Evereście w 1996 roku, której był świadkiem - jedną z najczarniejszych kart w historii himalaizmu. Z talentu pisarskiego i niezwykłego dramatyzmu wydarzeń powstała mieszanka iście wybuchowa. Lektura obowiązkowa nie tylko dla ludzi gór." Piotr Drożdż, "Góry"
Gdy w 1951 roku Heinrichowie przyjechali do Ameryki, ojciec Bernda był już dojrzałym mężczyzną i uznanym przyrodnikiem. Często rozmawiał z żoną o życiu, które przed II wojną światową i tuż po niej wiedli razem najpierw w Polsce, potem w Niemczech. Opowieści o baśniowym domu w lesie, o Starym Świecie i tropikalnych krajach, do których Gerd Heinrich wyprawiał się w młodości, zapadły młodemu Berndowi głęboko w pamięć. A ich najbardziej tajemniczym bohaterem był chrapiący ptak, przedstawiciel gatunku, który uważano za wymarły, a na którego poszukiwanie wyruszył kiedyś ojciec.Bernd Heinrich opowiada, jak kształtowały się jego stosunki z ojcem i jak wyglądała codzienność na farmie w Maine, która stała się domem dla emigrantów z Europy. I co przesądziło o tym, że poszedł w jego ślady, został uznanym przyrodnikiem, autorem wielu książek, w których z ogromnym znawstwem i pasją przybliża swoim czytelnikom fascynujący świat przyrody."To świadectwo głębokiego humanizmu i pieczołowicie odtworzonej historycznej perspektywy, w którym relacja ojca i syna - pokrewnych dusz połączonych fascynacją życiem na ziemi - jest pięknie określona jako "pierwotny fenotyp miłości"." David Barber, "The New York Times""Wydaje się, że tak pięknie napisana książka nie może być dziełem naukowca. Tymczasem Heinrich, autor prac badawczych obejmujących tak różnorodne zagadnienia, jak metabolizm owadów czy zachowania kruków, stworzył literackie arcydzieło []. W tej książce znajdziecie wszystko - życie, miłość, wierność, zdradę, wojnę, stratę i poczucie humoru." Stephen J. Bodio"Heinrich oczarowuje czytelnika, łącząc w swojej książce naukę i literaturę." "New York Times Book Review""Heinrich to prawdopodobnie najlepszy autor książek przyrodniczych, Thoreau naszych czasów." "Publishers Weekly"
Czy da się uciec od swojego pochodzenia? Jak pragnienie awansu społecznego wpływa na kolejne pokolenia? I czy nasze życie mogą kształtować ci, którzy odeszli, zanim się urodziliśmy?Wokół tych pytań krążą rozważania noblistki Annie Ernaux w trzech autobiograficznych prozach składających się na zbiór Bliscy. Zbierając słowa, gesty i wydarzenia z życia ojca, matki i siostry, rekonstruuje ich losy i odbija je w lustrze własnych doświadczeń. Opowiada o ojcu, który w dzieciństwie zamiast chodzić do szkoły, musiał pomagać w żniwach, a w dorosłości zajął miejsce wśród ludzi prostych i milczących. O matce pełnej gwałtowności i dumy, marzącej o pozycji, "dorobieniu się" i szacunku otoczenia. O przedwcześnie zmarłej siostrze, której odejście rzuciło długi cień na relacje rodzinne i zdefiniowało życie Ernaux. Ta, niczym archiwistka pamięci, opisuje dziedzictwo swoich najbliższych, łącząc kobietę, którą jest teraz, z dzieckiem, którym była w przeszłości.I choć twierdzi, że beznamiętna opowieść przychodzi jej naturalnie, opisane przez nią brzemię pamięci porusza czytelnika do głębi."Literacki Nobel dla Ernaux to nagroda za odwagę i chirurgiczną precyzję, z jaką odkrywa korzenie, wyobcowanie i zbiorowe ograniczenia osobistej pamięci." Z uzasadnienia Akademii Szwedzkiej"Ernaux dokonała niezwykle ważnej rewolucji formalnej w literaturze, z dala od metafor, "ładnych" zdań i wyrazistych bohaterów. Nie próbowała wpisać się w ustalone ramy literatury ani tego, co uznawane jest za piękne. Zdefiniowała się sama." douard Louis"Annie Ernaux jest nie tylko pisarskim wzorem - dzięki niej możemy też w końcu mówić o przemocy i traumie związanych z pochodzeniem klasowym. Ernaux w jednym zdaniu potrafi zawrzeć to, czego mnie nie udałoby się opisać na całej stronie. Nobel dla niej to wspaniała wiadomość, a jej dzieła wyznaczają czas odrodzenia francuskiej literatury." Didier Eribon
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?