Wspomnienia Iriny Ratuszynskiej z lat spędzonych w więzieniu i w obozie o obostrzonym reżimie dla szczególnie niebezpiecznych przestępców w Mordowii (1983-1986) zostały napisane w 1987 roku i po raz pierwszy opublikowane w Londynie w 1989 roku. Przetłumaczono je na angielski, francuski, niemiecki, szwedzki, fiński, duński, norweski, włoski, holenderski, japoński. Po polsku ukazują się po raz pierwszy.
Wspomnienia odsłaniają wciąż mało znany świat radzieckich obozów dla więźniów politycznych z lat osiemdziesiątych XX wieku. Ten ważny dokument historyczny jest jednocześnie przejmującym, głęboko osobistym świadectwem ludzkiej solidarności i niezłomności moralnej w nieludzkich warunkach. Walory poznawcze wspomnień dopełniają ich żywe, bogate i obrazowe język i stylistyka, a dramatyzm wydarzeń, jakie opisują, sprawia, że jest to lektura przykuwająca i fascynująca. Więźniarki – zwykle kryminalne (poza nią do niekryminalnych należała tylko Tatiana Wielikanowa) – słuchały jej wierszy i opowieści, a nawet zwalniały z ciężkich prac, byleby tylko mogła opowiadać.
Tytuł książki odnosi się do koloru więziennego uniformu. Autorka pisze w Epilogu:
„Ja tymczasem żyję i jest to zapewne niesprawiedliwe. Przechowuję nikomu tutaj niepotrzebny więzienny uniform roboty pani Lidy. Czasami do owej obozowej skóry, która tyle widziała, przyciskam policzek. Mój szary kolor! Kolor nadziei! Jak długo jeszcze na mojej ziemi będą stały owe obozy? Jak będę mogła dzisiaj zasnąć, kiedy wciąż tam stoją?”.
Jest rok 1924. Po ośmiu miesiącach wyczerpującej wędrówki, pokonując głód, mróz, własne słabości i czyhające na drodze pułapki, ukrywając się pod przebraniem tybetańskiej pątniczki, Aleksandra David-Néel jako pierwsza Europejka dociera do Lhasy – niedostępnej wówczas dla obcokrajowców stolicy Tybetu.
Jej jedynym towarzyszem jest Jongden – młody tybetański mnich, cały ekwipunek mieści się w dźwiganym na plecak tobołku, a za oręż służy pomysłowość i niezłomny hart ducha. Wkraczając do Lhasy, ta na pozór krucha francuska orientalistka odnosi zwycięstwo nad granicami ustanowionymi przez ludzi i realizuje marzenie, podyktowane nie próżnością, ale miłością do tego kraju, ludzi, obyczajów, filozofii i religii.
W dzienniku z tej niezwykłej podróży Aleksandra David-Néel utrwaliła Tybet, którego już nie ma. Bez uprzedzeń, ale i bez upiększeń opisała świat, który fascynował ją jako badaczkę i poruszał serce. Wiele z obserwacji, jakie poczyniła w Lhasie okazało się ponurym proroctwem, tym cenniejszym staje się więc to świadectwo przeszłości, kiedy Tybet należał do Tybetańczyków.
Świat międzynarodowej polityki, salony władzy, piękne kobiety i wspaniałe przyjęcia – takie są przeciętne wyobrażenia o pracy tłumacza rządowego. Rzeczywistość, jak zwykle, daleko od nich odbiega. O blaskach i cieniach tej pracy opowiada autor książki, który spędził kilkanaście lat w Ambasadzie Bułgarii w Rzymie. Genialna znajomość włoskiego umożliwiała mu wstęp do miejsc nieosiągalnych dla zwykłych śmiertelników i znajomość z wielkimi tego świata, m.in. tłumaczył podczas kilkudziesięciu audiencji udzielonych przez trzech kolejnych papieży przedstawicielom Bułgarii. Był także tłumaczem podczas procesu Bułgarów oskarżonych o udział w zamachu na Jana Pawła II. Wie o tym procesie wszystko, bo choć przesłuchujący i świadkowie się zmieniali, to on nigdy nie schodził z posterunku. Ma na temat „bułgarskiego śladu” własną opinię, popartą sensacyjnymi faktami i dokumentami...
Marczewski z humorem i ironicznym dystansem przedstawia codzienność pracy w ambasadzie, przytacza ciekawe anegdoty z oficjalnych spotkań i prywatnych kontaktów z papieżami i politykami, oprowadza po zakątkach Rzymu nieznanych większości turystów, ujawnia pikantne szczegóły włoskiego stylu życia.
Służyłem w armii prawie czterdzieści pięć lat: od 1941 do 1986 roku. Wkroczyłem na moją wojenną ścieżkę na łuku kurskim, przeszedłem przez Ukrainę, Mołdawię, Rumunię, Jugosławię, Węgry i Austrię. Naszym przeciwnikiem był doświadczony, znakomicie wyszkolony, odważny i brutalny nieprzyjaciel. Musieliśmy zapłacić wysoką cenę za każdy zniszczony czołg, działo szturmowe i armatę, a także za każdy kilometr tej drogi. Wygraliśmy tę krwawą walkę, kończąc ją w Niemczech i Austrii, ale tak wielu towarzyszy walki zapłaciło najwyższą cenę za zwycięstwo... Byli to młodzi, odważni, przystojni chłopcy, każdy z nich miał rodzinę, nadzieje na lepszą przyszłość i wiarę w życie. Mieliśmy tyle powodów do dumy: dorównaliśmy najlepszej armii na świecie i ostatecznie ją rozgromiliśmy. Podczas wojny moja załoga i ja zniszczyliśmy dwadzieścia osiem czołgów i zabiliśmy setki nieprzyjacielskich żołnierzy. A ja przeżyłem.Nie żałuję przeszłości. Wiele dokonałem żyłem pełnią życia. Nie wstydzę się swoich czynów dałem z siebie wszystko. Niczego nie żałuję!Wasilij Briuchow
Kajakiem przez Syberię"" to opowieść o trzech wyprawach pompowanymi kajakami przez syberyjską tajgę. Jak tam było? Było straszno - spotkaliśmy się oko w oko z syberyjskim niedźwiedziem. Było śmiesznie - odkryliśmy mongolskiego Kiemlicza. Było wzruszająco - otulała nas gościnność i serdeczność ludzi tajgi. Było budująco - pomogliśmy w budowie nowej parafii. Było swędząco - napadały nas chmary gryzących robali. Było spartańsko i egzotycznie - nocowaliśmy w zimowlach. Było wykwintnie - jedliśmy kawior, uchę i inne regionalne przysmaki. Było pstrokato - na festynie Dnia Marynarza Floty Kamczackiej. Było mokro - jak to w kajaku nostalgicznie - odnaleźliśmy nagrobek zakochanych i polskie ścieżki na Syberii... Ale nade wszystko było PRZYGODOWO i NIEZAPOMNIANIE!
Opublikowane w dwóch tomach korespondencji materiały pochodzą ze zbiorów prywatnych Edmunda i Marii Wiercińskich, przechowanych przez Ich córkę, Ewę Wiercińską (później Smołkę) i udostępnionych dzięki uprzejmości Ich wnuka, Krzysztofa Smołki. Na tom pierwszy – „Korespondencje 1925-44” – składają się: listy Marii, Edmunda i Ewy Wiercińskich z lat 1925-1944, „Wspomnienia” Marii Wiercińskiej, zapiski diarystyczne Edmunda Wiercińskiego z września i początków października 1939 oraz blok listów Mieczysława Wiercińskiego do syna, synowej i wnuczki. Tom drugi wypełnia korespondencja Marii i Edmunda, a także bardzo obszerny zbiór listów do córki.
Publikacja, będąca niezwykłym świadectwem życia i pracy dwojga wybitnych ludzi teatru, jest także kroniką polskiej rzeczywistości lat międzywojennych i pierwszego powojennego dziesięciolecia.?
Andrzej Tadeusz Wirth urodził się 10 kwietnia 1927 roku w małym miasteczku Włodawa, które dziś leży przy granicy Polski z Białorusią. Później mieszkał w wielu miastach: Warszawie, Nowym Jorku, Londynie, Giessen, Berlinie i Wenecji – i najwyraźniej zawsze znajdował się we właściwym czasie we właściwym miejscu, gdy idzie o nowe formy teatralne. Oglądał Berliner Ensemble jeszcze za dyrekcji Brechta, polskie początki kariery Grotowskiego, był przy tym, jak Peter Handke wychłostał sarkazmem członków Grupy 47 i śledził wzlot Roberta Wilsona z piwnic Manhattanu. W 1982 roku założył Instytut Teatrologii Stosowanej (ATW) w Giessen, szkołę teatru postdramatycznego.
Książka ,,Paskudne lata"" Jerzego Krzywika-Kazimierczyka przenosi czytelnika w trudne czasy okupacji. Pielęgnowane przez lata dziecięce wspomnienia autora, który w chwili wybuchu II wojny światowej miał jedynie siedem lat, zostały wreszcie uwiecznione na kartach książki. Opowiadania zamieszczone w publikacji przedstawiają najczęściej gorzkie i smutne doświadczenia łodzian. Nie brakuje w nich jednak charakterystycznego dla autora humoru i dystansu. Oczy dziecka poznającego świat widzą więcej niż dorosłego człowieka. Dorosłym łodzianom zajętym codziennymi, ,,poważnymi"" sprawami z pewnością umknęło wiele z przedstawionych przez autora historii. Ich bohaterowie to m.in. Rysiek, który obmyśla odważny plan zemsty na niemieckim oficerze, wzbudzając tym lęk nawet wśród opryszków z okolicznych bram, pan Kanfiszer, nieraz chodzący w mundurze SA, Willy, strażnik pilnujący warsztatów czy Jan Wolski, bliżej znany jako Herr Frey John. Dawne łódzkie ulice ponownie ożywają. Tym razem jednak nie jest tak kolorowo... Dowiedz się, jak zwykli mieszkańcy psuli szyki niemieckiemu okupantowi i odnajdywali się w tych ,,paskudnych latach"".
Są takie wspomnienia, których nie zatrą lata i inne wydarzenia. Są miejsca i ludzie, do których tęsknimy przez całe życie. Pozostają w naszej pamięci również chwile i obrazy, które uporczywie i bezowocnie staramy się wymazać. Osób pamiętających drugą wojnę światową jest coraz mniej. Jedną z nich jest Tadeusz Pabin, autor publikacji ,,Chłopak z Przędzalnianej"". Jego książka jest opowieścią o tęsknocie do dziecinnych lat i rodziny, pierwszych zauroczeniach i przyjaźniach. Są to jednak także wspomnienia dziecka, a później młodzieńca, dotkniętego okrucieństwem wojny, chłopaka z zajętej przez hitlerowców Łodzi. Autor ze szczegółami opisuje lata okupacji, miejsca bliskie jego sercu - Księży Młyn, park Źródliska, do którego nie wolno było wchodzić Polakom, powojenną ulicę Piotrkowską, a także ważne chwile, m.in. moment wyzwolenia miasta przez wojska radzieckie. Kreśli swoją historię w charakterystyczny sposób, specyficznym, prostym językiem, tworząc niebywale sugestywne obrazy, dzięki czemu stajemy się świadkami wojennej codzienności i dowiadujemy się, jak zwykli łodzianie radzili sobie w tych trudnych latach. Książka ,,Chłopak z Przędzalnianej"" to oryginalna lekcja historii. Przepełniona atmosferą lat wojennych i powojennych oraz skrajnymi emocjami i osobistymi przeżyciami autora.
Albin z Albionu
z Albinem Tybulewiczem — działaczem polonijnym, społecznym, politykiem, filantropem i przyjacielem Polski rozmawiali: Radosław Ptaszyński i Tomasz Sikorski
Albin Tybulewicz był – zmarł bowiem na wiosnę roku 2014 – postacią w Polsce znaną, choć kraj opuścił jako nastolatek. Jego losy były tyleż tragiczne, co – mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka – typowe. Koniec beztroski i wszelkich młodzieńczych planów przyszedł 1 i 17 września 1939 roku. Luty 1940 to początek zsyłki całej rodziną w głąb ZSRR. Potem wyjście z armią Andersa do Iranu, szkoła w Indiach – był świadkiem odzyskania niepodległości przez ten kraj. Wyjazd do Anglii, studia, praca, miłość, rodzina… Ale w tle tych zwyczajnych polskich losów pierwszej połowy XX wieku jest też dorastanie młodego człowieka do polskości, oswajanie się z nią i dźwiganie niełatwej przecież historii i teraźniejszości z dumnie podniesioną głową, tym to bardziej fascynujące, że odbywa się w na emigracji i w czasie gdy ojczyzna z jednej okupacji dostaje się pod drugą, sowiecką. Albin Tybulewicz jest przykładem polskiego nacjonalisty, polskiego endeka pozytywnie nastawionego do świata, dumnego ze swego dziedzictwa i zarazem otwartego na to, co przychodząc ze świata jest dobre i zdolne ubogacić tradycję Polski chrześcijańskiej, co nie naruszając fundamentu i zasadniczej konstrukcji polskiego bytu narodowego czyni go atrakcyjniejszym, nowocześniejszym, nie zgnębionym, ale optymistycznie patrzącym w przyszłość. Albin Tybulewicz był znany w kręgach politycznych jako działacz emigracyjnego Stronnictwa Narodowego, sympatyk Ruchu Młodej Polski, potem członek Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, bliski przyjaciel Wiesława Chrzanowskiego; był znany w świecie naukowym jako jeden z najwybitniejszych tłumaczy języka rosyjskiego; był znany jako społecznik potrafiący zorganizować licząca się pomoc dla kraju – ponad 175 20-tonowych ciężarówek – w potrzebie nocy kryzysu i stanu wojennego. Przyszedł czas, by Albina Tybulewicza i świat według niego, świat według polskiego endecka, poznało grono czytelników, także tych młodych. Może być on bowiem wzorem i autorytetem, niezłomnym w pragnieniu i czynieniu dobra – a takich bardzo nam dziś potrzeba.
Albin Tybulewicz (1929-2014) – jeden z nielicznych Polaków, którego biogram umieszczono w prestiżowym brytyjskim Who’s Who, działacz polonijny, czołowy działacz emigracyjnego Stronnictwa Narodowego i legendarny kurier tej partii do Polski, społecznik i filantrop. W czasach PRL-u zaangażowany w pomoc humanitarną dla Polaków, sympatyk i współpracownik Ruchu Młodej Polski, założyciel i lider londyńskich struktur Zjednoczenia Chrześcijańsko–Narodowego, światowej sławy tłumacz i redaktor periodyków naukowych oraz książek, ale przede wszystkich Przyjaciel Polski i Polaków, człowiek gołębiego serca i twardych przekonań. Posiadał imane brytyjskiego gentlemana połączony z literacką osobowością panów: Zagłoby, Jowialskiego i Samuela Pickwicka.
Tomasz Sikorski
Książka ukazała się dzięki wsparciu finansowemu Fundacji im. Arkadiusza Rybickiego oraz Fundacji Rodziny Witaszków.
Patronat medialny: Muzeum Historii Polski, Myśl Polska, Niezlomni.com, Biblioteka konserwatyzm.pl, Ośrodek Badań Bibliograficznych Uniwersytetu Szczecińskiego.
ISBN 978-83-60748-62-6, format A5, stron 223, cena detaliczna 28,90 w tym 5% VAT.
Notes podróżny do prowadzenia prywatnych zapisków, ilustrowany zdjęciami Wojciecha Plewińskiego i zapiskami Jarosława Mikołajewskiego, w wyborze Marka Zagańczyka. Strony numerowane, notes z indeksem ułatwiającym porządkowanie dokonanych wpisów.
Zdumiewająca historia człowieka, którego przez życie prowadziła głęboka wiara. Są takie chwile, kiedy stajemy na rozstaju dróg, pełni wątpliwości i obaw. Zastanawiamy się wtedy: „Co dalej?”. Z lękiem wypatrujemy światła w tunelu. Gdy rozsądek zmaga się z rozterkami, powinniśmy docenić dojrzałość intuicji. To właśnie jest opowieść o człowieku, który znalazł się na życiowym rozdrożu, którego los niejednokrotnie wystawiał na najcięższe próby. Nie uląkł się śmierci ani w czasie wojny, ani później. Niestrudzenie podążał własną drogą dzięki wiedzy i głębokiej wierze, pokonując niepewność, ludzką słabość i wątpliwości. Historia mojego dziadka prowadziła mnie przez życie i nieraz stawała się cudownym źródłem natchnienia, także w najtrudniejszych chwilach. Pozwoliła mi zrozumieć, jak odnaleźć mądrość i siłę, która ma większą moc niż logika. Jestem głęboko przekonany, że każdy, kto zdecyduje się podążać tą ścieżką, odnajdzie odwagę, inspirację duchową, a więc i wiarę w swoje nieograniczone możliwości. I tym samym zdoła przemienić ciemność w niewysłowioną radość życia. Vtec (Witold) Januś urodził się w Krakowie, od 1988 roku mieszka na stałe w Australii. W swej debiutującej, prawdziwej opowieści przedstawia wspomnienia swojego Dziadka, które są przeplatane przeżyciami z okresu drugiej wojny światowej. Opisuje, jak zwykły człowiek noszący w sercu i umyśle tylko to, czym obdarował go Bóg, wystarczyło by osiągnąć pragnienia, które wydawały się niemożliwe. Ożywiając wyobraźnię czytelnika, porusza jego serce, inspirując go do zrozumienia i tworzenia własnego świata.
FRAGMENT KSIĄŻKI:
Zawsze pragnąłem doświadczyć stanu, w którym człowiek czuje, jak spełniają się jego marzenia. Teraz mogę po prostu powiedzieć, że właśnie mnie coś takiego spotkało. Może to brzmi dziwnie, nawet banalnie, ale jest prawdą. Pozwólcie, że wyjaśnię, jak do tego doszło. Będąc dzieckiem, uwielbiałem czytać bajki, a byłem jeszcze szczęśliwszy, gdy ktoś mi je czytał. Najlepiej zapamiętałem powszechnie znane baśnie duńskiego autora, Hansa Christiana Andersena. Niesamowicie wpłynęły one na moją wyobraźnię, nauczyły też odróżniać dobro od zła. Już wtedy zrodziło się we mnie pragnienie pisania podobnych opowieści. Od tamtej pory nieraz zastanawiałem się, czy kiedyś stanie się to możliwe. Gdy dorastałem, w moim życiu zachodziły różne zmiany, pojawiały się nowe doświadczenia. W końcu dotarłem do Australii i zamieszkałem w Sydney. Mimo wielu zamierzeń i planów, nigdy nie przestałem myśleć o pisaniu. Pewnego dnia, podczas rozmowy z moim przyjacielem, Williamem C., poruszyliśmy temat drugiej wojny światowej. Kiedy opowiadałem historię dziadka, przerwał mi i powiedział: „Gdybyś napisał o tym książkę, przeczytałbym ją jednym tchem". Jeszcze tego samego dnia podzieliłem się tym pomysłem z moją żoną, która była podobnego zdania. Długo z tym zwlekałem — minęły prawie trzy lata. Tuż przed Wielkanocą 2010 roku żona sprawiła mi małą niespodziankę....
Dziennik Tischnera jest zjawiskiem wyjątkowym. Rzadko mamy okazję poznać wybitnego myśliciela w momencie rodzenia się jego zainteresowań i fascynacji. W chwili, gdy dopiero kształtuje się jego powołanie. Józef Tischner - późniejszy kapłan, filozof i autorytet - prowadzi dziennik jako uczeń szkoły podstawowej i licealista. Obdarzony poczuciem humoru i literackim talentem opisuje pierwsze miłości i religijne rozterki, kreśli w nim sugestywne portrety nauczycieli i kolegów. Opisuje niepowtarzalny klimat gór, miejsc z którymi był związany od najmłodszych lat. Obrazuje ówczesną rzeczywistość: walkę nowych władz z Kościołem i dylematy młodych ludzi, rozdartych między chęcią zdobywania wiedzy a kompromisami, jakie się z tym wiążą. W swoim dzienniku kilkunastoletni Józek stworzył barwny portret pokolenia, które dorastało w latach powojennych, a zarazem przejmującą opowieść o młodości, dojrzewaniu, buncie i szukaniu dróg do odpowiedzi na ważne pytania.
Tytułowe 'pod prąd' to sprzeciw wobec stalinowskiej rzeczywistości w Polsce Ludowej.
Rozmowy Władysława Bartoszewskiego z Michałem Komarem są serią portretów osób, z którymi autor zetknął się w latach 40. i 50. XX wieku. W trudnym okresie pierwszych lat powojennych i stalinizmu życie tych niezwykłych ludzi było przykładem życia 'pod prąd', byli oni wierni sobie i ponadczasowym wartościom. Z niektórymi z nich los połączył Bartoszewskiego na krótko, z innymi połączyły go wieloletnie przyjaźnie. Wspomnienia przetykane są anegdotami oraz zdjęciami z archiwów rodzinnych i uzupełnione notami biograficznymi. Życiorysy bohaterów i sam tytuł książki stanowią zarazem przesłanie do czytelników, że warto iść pod prąd rzeczywistości, z którą często trudno się zgodzić, a przede wszystkim należy być wiernym sobie i wartościom, takim jak godność, przyjaźń, lojalność, odpowiedzialność.
'Ta książka to dla mnie samego eksperyment, bo mieszczę w niej kolegów z Armii Krajowej i przypadkowych współwięźniów, mieszczę arystokratów i bardzo prostych, zwyczajnych ludzi. Mieszczę byłego komunistę, Żyda, adwokata, który miał też różne oblicza, i mieszczę wybitnego, orientacji prawicowej, oficera rezerwy, uczestnika walk o niepodległość. Wszyscy występują obok siebie, jako ludzie, którzy wpływali na mnie, może ja trochę na nich'.
Ze Wstępu
Seria 'Na dwa głosy' to rozmowy wybitnych Polaków ze znakomitymi dziennikarzami. Poruszają sprawy niekiedy trudne, zawsze ważne i pobudzające do myślenia.
Krew Bacy powstała na kanwie wydarzeń, które naprawdę miały miejsce. Autor opowiada o swojej nieporadnej, samotnej, czterodniowej wyprawie w Alpy, podczas której w desperackim stylu mozolnie zdobywał Mont Blanc. Wspinanie nie jest tu przyjemnością, to mordercza mitręga, w której nie ma ani odrobiny poezji i heroizmu. Jest za to walka o przetrwanie - opisana nie bez czarnego humoru. Są też spotykani na szlaku ludzie - ze swoimi dramatami, radościami i przywarami.
"Na skrzydłach jachtów" to opis kilku wypraw morskich, które w latach międzywojennych odbył Zaruski na pokładach jachtów „Jaskółka”, „Witeź” i „Junak”. Jednak nie o samą przyjemność morskiej włóczęgi mu chodziło. Głównym celem słynnego kapitana była popularyzacja w Polsce tego pięknego, acz wymagającego siły mięśni i ducha, sportu, aby rozkosz zeń płynąca stała się „własnością społeczeństwa lub przynajmniej tej jego części, która rwie się do czynu”. „Pragnąłem przykładem «Witezia» – pisze Zaruski – oderwać od brzegu tych, którzy kąpią się w morzu, pływają w kajakach albo na rybackich żaglówkach zawsze tuż-tuż, o sto metrów od brzegu, i pociągnąć ich samych albo przynajmniej ich dusze na pełne morze”. Tam, unosząc się na tytułowych skrzydłach jachtów, można poznać smak wielkiej przygody!
Ten niezwykle przyjazny podręcznik podyktowany jest przez osobiste doświadczenia Autorki. Gdy usłyszała przed laty diagnozę nowotworu, zamiast pogrążyć się w smutku, znalazła sposób na przezwyciężenie choroby. Przedstawia tu metody, które doskonale zdały egzamin w przypadku jej walki z rakiem; od lat dzieli się nimi poprzez powołaną przez siebie fundację na wykładach, warsztatach. W pierwszych słowach zwraca się do czytelnika z apelem o postawę dzielności: PAMIĘTAJ, DIAGNOZA RAKA TO NIE WYROK ŚMIERCI, tylko swoiste wołanie organizmu, że coś z nim nie jest w porządku, że uczyniłeś coś niewłaściwie i przestał dobrze funkcjonować. A zatem zastanów się nad tym spokojnie, bo sam najlepiej znasz prawdę. Kiedy już odpowiesz na owo SOS organizmu i zdecydujesz się podjąć "samonaprawę", skorzystaj z tego poradnika, bo jest doskonałym źródłem skutecznych metod uzdrawiania: odpowiedniej diety, prostych domowych zabiegów, gimnastyki i spędzania wolnego czasu, a także zmiany sposobu myślenia na temat swojej choroby. Nie bój się więc, nie panikuj, uwierz w naturalną moc samouzdrawiania organizmu i przystąp do działania, opierając się na wyłożonych tu zasadach, które pomogły już niejednej osobie wrócić do pełnego zdrowia.
Polacy nie jedzą. Polacy ,,zakanszają"" - mówi Jerzy Krzywik Kaźmierczyk i zabiera nas w barwną podróż po dawnych łódzkich lokalach, serwujących wymyślne potrawy i zaspokajających przemożną chęć sfrustrowanego czy szczęśliwego Polaka do picia i ,,zakanszania"" właśnie. Autor, który na własnym podniebieniu doświadczył działania zakładów zbiorowego żywienia, jak nazywano wówczas lokale gastronomiczne, wspomina gospody, restauracje, bary - te popularne i te mniej znane. Gdzie szukać śladów dziada, pradziada, który zerwał się z babcinej smyczy? Może w ,,Café Mocca"" pije kawę w towarzystwie znanych artystów, w ,,Turystycznej"" delektuje się plackami ziemniaczanymi i kieliszkiem wódeczki, w ,,Delfinie"" prowadzi dysputy przy łososiu królewskim, turbocie i kergulenie czy w ,,Słoniu"" popija brizol z pieczarkami stoma gramami wódki i podziwia... malarskie próby Władysława Strzemińskiego. A być może uczestniczy w balu mlecznym w ,,Klubie Dziennikarza"", podczas którego łodzianie przypadkowo odkryli... malibu, topi smutki w bufecie na Dworcu Fabrycznym, mknie ,,czarną drogą"", wyjątkowo cenioną ,,w męskim świecie obowiązku nieustającego sprawdzania swoich sił witalnych"", czy jest na szlaku spragnionych i zmęczonych, który wytyczały kolejne szynkwasy na ulicy Kilińskiego.Przeliczy się jednak ten, kto liczy na podróż sentymentalną. Lorneta z meduzą to opowieść pieprzna, zakrapiana licznymi anegdotami, przyprawiającymi o lekki zawrót głowy. Intrygująca tytułem, prowokująca do wędrówek rozkołysanym krokiem... Jej lekturę ubarwią Wam rysunki znanego łódzkiego rysownika - Dariusza Romanowicza, a na końcowych stronach książki znajdziecie fotografie ponad dwudziestu punktów na ówczesnej gastronomicznej mapie Łodzi.
Z Warszawy do Równika jest zapisem pierwszej wyprawy Józefa Siemiradzkiego do Ameryki Południowej, odbytej w latach 1882-83. Siemiradzki wraz ze swym kompanem, zoologiem Janem Sztolcmanem odwiedzili Ekwador, gdzie założyli bazę w Guayaquil. Stamtąd eksplorowali Andy, które stały się pasją Siemiradzkiego. W Ekwadorze spotkali również słynnego polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego. Zarówno Siemiradzki, jak i Sztolcman, zaliczani są do najbardziej zasłużonych badaczy Ameryki Południowej. Pamiątką po ich wspólnej pierwszej wyprawie jest właśnie ta książka.
Książka jest próbą podzielenia się doświadczeniem zdobytym w czasie życiowych zmagań. Znajdziesz w niej odpowiedzi na pytania o powołanie, modlitwę, spowiedź i o inne elementy życia chrześcijańskiego. Niech to będzie dla ciebie świadectwo dwóch elektryków, którzy nie lubią marazmu życiowego i starają się wykorzystać każdą sekundę życia.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?