Dziennik Hadriena i Rumianki to zapiski z czteromiesięcznej podróży, w którą nastoletni Hadrien wyruszył ze swoją... krową. Biała Rumianka wytrwale dźwiga ciężary i towarzyszy swemu panu w wyprawie przez Francję, wzbudzając nie lada sensację. Okazuje się, że nie jest może najlepszym zwierzęciem jucznym, ale za to niezwykle wiernym przyjecielem. Hadrien zwierza się z trudów i radości wyprawy, opisuje mijane krajobrazy, z dyskretnym humorem szkicuje obraz Francji innej niż ta, którą powszechnie znamy, a przede wszystkim opowiada o tym, co dla niego najważniejsze - ludziach poznawanych w drodze. Czasem to tylko przelotne spotkania, wymiana dobrego słowa lub uśmiechu, poczęstunek czy zaproszenie na noc. Ale są też spotkania z pokrewnymi duszami, które zaowocują przyjaźnią na lata. Szczególnie interesują Hadriena ginące zawody, potrafi więc nadłożyć kilkanaście kilometrów, by zajrzeć do warsztatu lutnika czy kamieniarza, a w wiosce garncarzy spędza kilka dni, ucząc się zawodu. Dziennik Hadriena i Rumianki pozwala odetchnąć świeżym powietrzem Francji i nasycić oczy wiejskim krajobrazem. To pozbawiona dydaktyzmu bezpretensjonalna opowieść o wyjątkowej przygodzie, dzięki której możemy na nowo z radością i zdziwieniem spojrzeć na otaczający świat.
Dla większości piechurów krowa nie jest dobrym towarzyszem podróży. Po pierwsze - idzie wolno, opóźniając marsz. Po drugie - omija drogi asfaltowe, decydując się na polne safari. Po trzecie wreszcie - nie jest skora do rozmowy. Ale dla 18-letniego Hadriena Rabouina, który wyruszył w pieszą wyprawę po Francji, krowa okazała się znakomitym kompanem. Rumianka, krowa mięsna maści białej, wymusiła nieśpieszne, kontemplacyjne tempo i wybierała niekonwencjonalne trasy, co pozwoliło na dostrzeżenie i docenienie uroków prowincjonalnego życia. Poza tym jadła byle co, a z noszeniem bagaży radziłasobie lepiej niż zwierzęta juczne. A że niewiele mówiła? Niewielka strata. Tym większej wagi nabierała rozmowa z przygodnie spotkanymi ludźmi. Dziennik tej niezwykłej podróży jest okazją do poznania Francji, jakiej nigdy byśmy nie poznali. A przy okazji - hymnem na cześć bydła rogatego.
Maciej Robert"
"Tak więc jestem i Grekiem, i Chińczykiem, cóż to komu może przeszkadzać? Choć polski mym ojczystym językiem, najbardziej lubię słyszeć wokół siebie także inne mowy. Cieszy mnie obecność w jednym miejscu świątyń różnych wyznań, a jeszcze bardziej raduje, gdy wszystkie są otwarte. Przekraczanie granic od dzieciństwa stanowiło mą ulubioną rozrywkę, a myśl o ich istnieniu jedno z najczęściej przywoływanych przekleństw. Gdy już sam mogłem decydować o miejscu własnego pobytu, a los sprawił, że granice stały się przekraczalne, podejmowałem nieraz wyprawy bez konkretnie określonego celu, byle tylko usłyszeć inny język, zjeść inny rodzaj zupy, spróbować innego alkoholu, zobaczyć inny krajobraz. By zobaczyć własne odbicie w innym lustrze. To konieczne, gdyż lustra potrafią kłamać, więc jeśli całe życie przeglądasz się w jednym, możesz do końca nie wiedzieć, jak naprawdę wyglądasz" - pisze Robert Makłowicz
"Przy lekturze tej książki towarzyszyło mi nieustające poczucie głodu; fizycznego głodu, wynikającego z obłędnych opisów jedzenia, jak i głodu wiedzy o świecie, który Makłowicz tu tak plastycznie kreśli. Czytając Café Museum, pragnąłem natychmiast zjeść te wszystkie opisane ze znawstwem i miłościš potrawy, zaraz potem wypić wszystko, czego picie jest tu opisane, a jeszcze bardziej - natychmiast wsiąść do samochodu i pojechać w miejsca, które na łamach tej zbyt skromnej objętościowo książki wymienia Makłowicz. Ale to przecież nie jest książka kucharska ani podróżnicza, to jest książka o narodach, społeczeństwach i ich kulturach. Café Museum to, owszem, rzecz o łaknieniu i pragnieniu, ale nade wszystko wyprawa do tajemniczej krainy Mitteleuropy, która jest bardziej skomplikowana i niezwykła niż wszystkie kiedykolwiek wymyślone krainy. I z której pochodzimy my, Środkowoeuropejczycy. Bo tak naprawdę nie ma prawdziwych Polaków, prawdziwych Słowaków i Węgrów, tym bardziej prawdziwych Austriaków ? są tylko prawdziwi Środkowoeuropejczycy. Tacy jak Robert Makłowicz".
Krzysztof Varga
"Sybaryta Makłowicz opisuje podróż dookoła świata swych marzeń. Właściwie jest to opowieść o tęsknocie, niespełnialnej, bo to tęsknota za światem, który nie wróci, a zarazem za światem nigdy, siłą rzeczy, bezpośrednio niezaznanym, krajem wspomnień cudzych, więc mitycznym. Pokonując niezliczone przejścia graniczne, Makłowicz przekonuje nas żarliwie, że podróżuje wciąż po tej samej c.k. Europie. Szuka owej mitycznej jedności, ciesząc się jednocześnie wszelkimi przejawami odrębności kulturowej w każdej wielonarodowej wspólnocie. Na koniec zaś swej podróży wiodącej krętymi drogami, poznawszy wielu nowych przyjaciół, zakosztowawszy najsmakowitszych potraw i trunków, znajdzie swój nowy, prawdziwy, realny raj na ziemi - Dalmację".
Piotr Bikont
"Patrzę, czytam, słucham i chwilami odnoszę wrażenie, że mimo braku stosownych uprawnień, cała Polska zajmuje się głównie ? polityką, futbolem oraz gotowaniem. Na tym tle zaś ? Robert Makłowicz, gość z Krakowa, który zrozumiał starą prawdę, że przez żołądek dociera się nie tylko do serc, ale także do wiedzy o ludziach, krajach, geografii, historii. Robert ma to, że mówi mądrze i smacznie. Wielka sztuka!
Talent! Robert unika pretensji ? to rzadkość. Czytając Makłowicza delektuję się smakami tego świata".
Jan Nowicki
Daniel Tammet urodził się 31 stycznia 1979 roku. W środę. Dla zwykłego śmiertelnika nie jest to szczególnie ważna informacja, ale Daniel cierpi na zespół Aspergerera i zaburzenie zwane synestezją, które sprawiają, że liczby wywołują w nim szczególne skojarzenia i emocje. Widzi ich kolory, kształty i faktury, które w jego umyśle układają się w przedziwne, harmonijne krajobrazy. Dlatego data jego urodzin jest niebieska, a cyfry, które ją tworzą, kształtem przypominają gładkie otoczaki. Daniel potrafi dokonywać obliczeń, których wynik możemy sprawdzić jedynie za pomocą komputera. Liczby są od najmłodszych lat jego najwierniejszymi przyjaciółmi. Dostrzega ich odmienne charaktery i osobowości. Najbardziej lubi cyfrę cztery, podobnie jak on ""cichą i nieśmiałą"".
Daniel Tammet nie jest jednak oderwany od rzeczywistości. Opowiada o swoim niełatwym dzieciństwie i dorastaniu, a także problemach, z którymi styka się na codzień jako dorosły człowiek. Urodziłem się pewnego błękitnego dnia daje czytelnikowi klucz do niezwykłego umysłu człowieka dotkniętego autyzmem i szansę spojrzenia na świat jego oczami.
"Daniel Tammet potrafi wykonywać w pamięci najbardziej złożone obliczenia matematyczne i w tydzień nauczyć się nowego języka. Każdego ranka zjada na śniadanie dokładnie 45 gramów owsianki i zanim wyjdzie z domu, liczy wszystkie rzeczy, które na siebie zakłada. Jego niezwykła książka to poruszające spojrzenie do wnętrza człowieka cierpiącego na niezwykle rzadką i wciąż tajemniczą chorobę".
"Independent"
"Danniel Tammet jest człowiekiem o niezwykłym umyśle. Dlatego tym bardziej godne podziwu są jego skromność i prostoduszność, które przebijają z tej arcyciekawej książki. Jeszcze do niedawna ludzie tacy jak on nazywani byli ‘idiotami-sawantami’, ale na szczęście cząstka ‘idiota’ została słusznie odrzucona. W tym człowieku nie ma bowiem nic idiotycznego".
"Sunday Times"
"Urodziłem się pewnego błekitnego dnia jest przypuszczalnie pierwszym raportem z wnętrza umysłu sawanta (...). W Tammecie zdumiewająca jest przede wszystkim nie tyle niezwykłość jego umysłu, ile fakt, że potrafi nam o nim opowiedzieć"
"Daily Mail"
"Można powiedzieć, że Tammet powrócił z podróży w świat autyzmu, miejsca niemal niedostępnego dla naukowców i rodziców".
"ABC News"
To książka o podróży przez zapomnianą Europę. Polska, Słowacja, Węgry, Rumunia, Słowenia, Albania, Mołdawia - przez te kraje podróżuje autor. Samochodem, autostopem, pociągiem. Ale jednocześnie jest to podróż w głąb świadomości mieszkańca tej części Europy, która zawsze była uważana za gorszą, zapóźnioną, prymitywną i zacofaną.
Książka wraz z płytą DVD zawierającą film ?Ryszard Kapuściński?
Wiosną 1987 r. grupa dziennikarzy i studentów skupionych w Pracowni Reportażu zorganizowała przeprowadzenie wywiadu z Ryszardem Kapuścińskim w studiu filmowym w Łodzi. Kilkudniową rozmowę z najsłynniejszym polskim reporterem poprowadził Marek Miller. Zrealizowane wówczas nagranie, uzupełnione zdjęciami wykonanymi przez Ryszarda Kapuścińskiego podczas podróży w Trzecim Świecie, stanowi treść filmu.
Dyskusje, które na temat pisania reportażu Marek Miller prowadził wielokrotnie z Ryszardem Kapuścińskim, tworzą też oś książki. Jej treść dopełniają fragmenty innych wywiadów, artykułów i książek Ryszarda Kapuścińskiego na temat sztuki reportażu, uporządkowane tematycznie przez Marka Millera. Autor Cesarza, Szachinszacha, Imperium, Hebanu opowiada o całym procesie twórczym ? od wymyślenia tematu, poprzez zbieranie informacji, opracowanie materiału, po żmudny trud samego pisania. Zwraca uwagę na niezwykle istotne szczegóły, jak tytuł czy pierwsze zdanie tekstu. Chociaż z założenia mówi o ogólnych zasadach powstawania reportażu, to jesteśmy też pewni, że przede wszystkim zwierza się ze swojej metody pracy, zwłaszcza że ilustruje opowieść wspomnieniami i anegdotami ze swego życia, podróży reporterskich, spotkań ze studentami dziennikarstwa.
Książka powinna zainteresować zarówno wiernych czytelników dzieł Ryszarda Kapuścińskiego, jak i osoby pasjonujące się dziennikarstwem, chcące je studiować i uprawiać.
Marek Miller jest autorem lub pomysłodawcą i współtwórcą książek poświęconych dokumentowaniu ? w reportażu, filmie, codziennej pracy dziennikarskiej ? wydarzeń współczesności. Najbardziej znane spośród tych publikacji to: Kto tu wpuścił dziennikarzy (1981), Reporterów sposób na życie (1983), Filmówka: powieść o łódzkiej szkole filmowej (1992), Dziennikarstwo według Jana Pawła II (2008).
Jest także współautorem nowatorskiego opracowania dziejów getta łódzkiego w latach 1939?1945 pt. Europa wg Auschwitz ? Litzmannstadt Ghetto (2009).
Piękna, barwna reminiscencja życia wsi sprzed ponad pół wieku!
„Obrazki ze wsi Konopne” są pamiętnikiem młodego człowieka, zawierającym sfabularyzowany opis życia w małej wsi na Ziemi Hrubieszowskiej. Mieszkali w niej ludzie prości, pracowici, słuchający „z otwartymi ustami” jakichkolwiek wieści ze świata, ale posiadający swoją wiedzę na temat otaczających ich zjawisk i spraw. Każde lokalne wydarzenie było najpierw przeżywane, a następnie przez wiele wieczorów komentowane po chatach i przy płotach.
A było w tamtych czasach wydarzeń bez liku: wizyty mini cyrków objazdowych na przemian z Cyganami, wiejskie zabawy przy naftowych lampach, zaręczyny, wesela, występy przyszkolnego kółka teatralnego, niespodziewane przyjazdy objazdowego kina, budowa świetlicy, wreszcie elektryfikacja wsi i pierwszy wspólny telewizor…
Jest to relacja z czterech lat, które spędziłam w buszu. Kierowana wielką miłością mego życia, wyszłam za mąż za Lketingę, Masaja z Kenii. Tam doświadczyłam nieba i piekła, dotarłam do granic wytrzymałości fizycznej i duchowej. Wraz z córką Napirai wygrałyśmy największą walkę o przetrwanie.
przecież od tego się nie umiera?
a jednak?
wątroba zamordowana przez narkotyk?
zostaje tylko kilkanaście godzin, potrzeba cudu?
przeszczep ? tajemnicza, wielkoduszna, a zarazem okrutna wymiana miłości?
połówka tabletki prawie zabiła?
Normalna, spokojna dziewczyna z kochającej rodziny. Uczy się, ma chłopaka. Pewnego wieczoru w dyskotece postanawia spróbować ecstasy. Tylko pół pastylki. Wywołuje ona zapalenie wątroby, ratunkiem jest jedynie błyskawiczny przeszczep. Udaje się. Giorgia staje się głosem przestrogi dla innych młodych, by wiedzieli, co zrobić, gdy na ich drodze pojawią się narkotyki. Okazji nie brakuje. Nawet pierwsza, ?niewinna? próba może się skończyć tragicznie.
"Wzięłam pigułę" jest wzruszającą, trzymającą w napięciu opowieścią o naiwności, beztrosce, jednej chwili zapomnienia. Prawdziwa do granic wytrzymałości opowieść o chorobie, cierpieniu, otarciu się o śmierć i o złudnym poczuciu bezpieczeństwa, w którym żyją rodzice i ich dzieci. A nade wszystko o obłudzie tych, którzy tworzą prawo zezwalające na używanie niektórych narkotyków, a także o rodzajach narkotyków ? nawet takich oferowanych dzieciom, by miały siłę jak najdłużej się bawić?
Tę historię powinien poznać każdy nastolatek, bo nigdy nie jest za wcześnie, by poznać zabójczą moc narkotyków, a także wszyscy rodzice i inne osoby, którym zależy na szczęściu ich podopiecznych, wchodzących powoli w dorosłość.
W latach 60. XX wieku, w głębokim PRL-u istniał w Poznaniu przy ul. Wielkiej Studencki Klub „Od nowa”. Żył krótko, ale szybko. Działały w nim: galeria, czytana gazeta, klub filmowy, zespół jazzowy, kabarety i teatry. W ciągu dekady odbyło się tam kilkaset spotkań, dyskusji, wernisaży, przedstawień, koncertów, wieczorów poetyckich, kompozytorskich, recitali, odczytów, prelekcji, wykładów i zabaw. Dla poznańskich studentów klub był drugim, a niekiedy i pierwszym domem. Skończyło się równie szybko, jak się zaczęło – w 1970 roku klub przeniesiono do zamku. Nigdy już nie odzyskał dawnego splendoru. Pozostała legenda. I pamięć uczestników tamtych wydarzeń. Przywołują ją w zbiorowym pamiętniku – Klub „Od nowa” 1958–1970.
Poruszający opis powojennej Polski oraz życia w PRL-u, pokazany z perspektywy jednego człowieka. Akcja rozgrywa się w szpitalu, w którym poznajemy historię Drugiego – jednego z pacjentów – przedstawioną poprzez rozmowę z drugim pacjentem, fragmenty jego opowiadań, a także zapiski z pamiętnika jego żony. Poprzez jego dzieje poznajemy życie w czasach PRL-u i historię tamtych czasów, zmagania z szarą codziennością i absurdami komunizmu, ale też konspiracyjną walkę opozycjonistów, którzy dla własnego bezpieczeństwa niewiele o sobie nawzajem wiedzieli. Zaletą tej publikacji jest jej autentyczność, a szczególnie opis stanu wojennego, gdzie fikcyjne wątki spłatają się z autentycznymi wydarzeniami i postaciami. Szczególnie wzruszający jest opis pobytu bohatera w więzieniu na warszawskiej Białołęce i spędzonej tam Wigilii. Dzięki sfabularyzowaniu swoich wspomnień autorowi udało się nie tylko przekazać potężną dawkę historii z życia w PRL-u, ale pokazać sieć układów i zależności, w których rączka rączkę myje… i nie zawsze wiadomo, kto podstawił nogę. Książka nie tylko bawi, uczy, zaskakuje i wzrusza, ale też czasami wywołuje poczucie złości i niezgody na panujące wówczas normy i obyczaje.
Ginny Elkin to pseudonim młodej kobiety z poważnymi problemami psychicznymi, która po kilku latach nieudanych prób znalezienia pomocy u przeróżnych specjalistów rozpoczęła indywidualną terapię u Irvina D. Yaloma, psychiatry z Uniwersytetu Stanforda. Pacjentka i psychoterapeuta zawarli umowę, że po każdym spotkaniu będą pisać własne, osobiste relacje z jego przebiegu i co pół roku wymieniać się swoimi sprawozdaniami. I tak powstała książka – niepowtarzalny zapis jakże odmiennych przeżyć, emocji, refleksji, interpretacji dotyczących tych samych zdarzeń, tych samych rozmów i zachowań.
Irvin D. Yalom, znany polskim Czytelnikom jako autor prac naukowych, esejów oraz opowiadań i powieści terapeutycznych – takich jak Psychoterapia grupowa, Psychoterapia egzystencjalna, Kat miłości, Leżąc na kozetce, Kiedy Nietzsche szlochał, Dar terapii, Religia i psychiatria i wielu innych – odwołuje się do unikatowego dokumentu, jakim jest ta książka, w wielu spośród swoich późniejszych publikacji.
W 1893 roku 35-letni wówczas Ludwik Krzywicki spędził prawie pół roku Za Atlantykiem. Wyjechał, by zwiedzić Wystawę Światową w Chicago i wziąć udział w Kongresie Folklorystów. Chciał też poznać Amerykę - przede wszystkim tamtejszą gospodarkę rolną, ale także drogie mu zagadnienia oświaty i sprawy świata pracy. Na miejscu interesowało go wszystko: życie wielkiego miasta i Polonii, obyczaje i życie codzienne, kultura i psychologia yankee, emancypacja kobiet i maszyna polityczna. To, czego się dowiedział i co zobaczył na wystawie i w mieście Chicago, na "stepach pszennych" Dakoty, w Nowym Jorku i Buffalo opisywał w korespondencjach do gazet krajowych, wkrótce wydanych w osobnym tomie (1895).
Za Atlantykiem jest sprawozdaniem z naukowej obserwacji terenowej. Krzywicki był antropologiem, który pracował w bibliotekach, a "ludy" o których pisał, znał tylko z książek. W Ameryce okazał się antropologiem rodzącego się społeczeństwa "nowoczesnego". Znalazł się w terenie, wyposażony tylko w notes i ołówek, miał jednak już "teoretyczną" wiedzę o tym kraju, zdolność do wnikliwej obserwacji oraz bogaty język. Książka pokazuje, jaki użytek zrobił z tego wszystkiego.
Prezentowana publikacja to już drugie wydanie wspomnień znanej aktorki Ewy Złotowskiej. Autorka opowiada w nich o swoich pupilach – papugach, kotach, psach i wszystkich innych zwierzątkach, którymi opiekowała się na przestrzeni niemal 30 lat. Znakomita lektura dla wszystkich miłośników zwierząt, ale nie tylko dla nich. Całości dopełniają ciekawe fotografie opisywanych ulubieńców.
Magia stylu. Cały sekret kryje się w tych słowach. Wiele kobiet poświęca swemu wizerunkowi serce i duszę, starannie wybierając makijaż, fryzurę i kolor włosów, szukając bezustannie tej jedynej, wyjątkowej sukni i kolekcjonując tony dodatków. Większość osiąga w ten sposób pewien poziom elegancji, niewiele natomiast jest w stanie stworzyć własny styl, który sięga poza modę i wykracza poza stereotypy. Dziesięć kobiet opisanych w tym niezwykłym albumie pozostawiło po sobie dziedzictwo, które przetrwało upływ czasu i zmiany mody. Każda z nich funkcjonuje w zbiorowej pamięci jako pamięć unikatowa, wyjątkowa i absolutnie niedościgniona.
W poszukiwaniu nowego domu i przygody brytyjski dziennikarz Benjamin Mee wraz z rodziną objął w posiadanie upadające zoo na angielskiej wsi. Zamarzyło mu się poprowadzenie tam rodzinnego biznesu. Wszyscy koledzy zgodnie twierdzili, że kompletnie zwariował. Przecież mieszkał sobie spokojnie na południu Francji, pisał artykuły, już prawie opanował język francuski (ku rozpaczy miejscowych). A jednak w 2006 roku Mee razem z żoną Katherine, dwójką dzieci, bratem i siedemdziesięciosześcioletnią matką wprowadził się do Parku Dzikich Zwierząt w Dartmoor, gdzie rezydowały do tej pory m.in. lew Solomon, wilk Zak, tapir Ronnie i jaguar Sovereign. Szczęście i radość z przywracania świetności temu miejscu szybko jednak zostały zakłócone: zdiagnozowana jeszcze we Francji choroba Katherine - rak mózgu - znów dała o sobie znać...Kupiliśmy zoo to niezapomniany portret rodziny żyjącej w niecodziennym otoczeniu, opowieść o tajemnicach królestwa zwierząt i świadectwo triumfu nadziei nad rozpaczą.
Ta opowieść jest wyjątkowa, a przez to, że Mee wydaje się podobny do nas, potrafi zainspirować czytelników do podjęcia własnych, osobistych wyzwań.
inthenews.co.uk
Rozczulający, zabawny i poruszający pamiętnik Benjamina Mee jest naprawdę wspaniałą lekturą.
?Winnipeg Sun"
Opowieści wigilijne to ilustrowany album zawierający 26 opowieści - wspomnień związanych z Wigilią i świętami Bożego Narodzenia spisanych przez dziennikarkę Ewę Gil-Kołakowską na podstawie rozmów ze znanymi i lubianymi Polakami: aktorami, wokalistami, przedstawicielami świata sportu, nauki i showbiznesu. Wzruszające, pełne humoru, najczęściej ciepłe, czasem nostalgiczne, pełne szczegółów z lat dzieciństwa i młodości, ilustrowane są fotografiami z albumów rodzinnych i współczesnymi zdjęciami bohaterów książki.
Są wśród nich reprezentanci różnych profesji, różnych pokoleń i różnych tradycji regionalnych i rodzinnych: Kazik Staszewski i ks. Isakowicz Zaleski, Magda Schejbal i Magda Zawadzka, Piotr Galiński i Jan Miodek, Tomasz Raczek i Robert Makłowicz, Paweł Królikowski i Danuta Stenka? Dodatkiem do wspomnień jest dwanaście zwięzłych tekstów, napisanych przez księdza Henryka Szareykę, traktujących o polskiej tradycji wigilijnej i bożonarodzeniowej. Stanowią one komentarz teologiczno-etnograficzny do świątecznych zwyczajów i obrzędów.
David Yallop - angielski dziennikarz i dokumentalista jest już w Polsce dobrze znany. Napisał bowiem dwie książki, które sprzedały się w u nas w bardzo dużych nakładach. Mowa o książkach o najsłynniejszym terroryście świata Carlosie pt. ,,Szakal"" oraz z niezwykle kontrowersyjnego dzieła ,,W imieniu Boga"", książki w której autor ujawnia kulisy tajemniczej śmierci papieża Jana Pawła I i kulisy działalności arcybiskupa Marcinkusa i kierowanego przezeń Banku Watykańskiego. ,,W imieniu Boga"" sprzedało się w Europie w kilkusettysięcznych nakładach. I podobnie dzieje się z jego najnowszą książką - książką o kulisach pontyfikatu Jana Pawła II, ,,naszego"" papieża, Karola Wojtyły. Ta książka może być szokująca dla polskiego czytelnika, przyzwyczajonego wyłącznie do hagiograficznych książek dotyczących Jana Pawła II. Tymczasem pracę Yallopa można najkrócej streścić sloganem: Prawda i kłamstwa - prawdziwa historia człowieka, którego nazwano ,,Jan Paweł Wielki"". Od chwili, gdy Karol Wojtyła został papieżem, dążył do uzyskania wpływów politycznych i pragnął odgrywać istotną rolę na światowej scenie. Na początku dwudziestego pierwszego wieku mogło się wydawać, że opowiada się za zmianami, zapowiadającymi odnowę Kościoła. Po wielu latach badań, dzięki kontaktom w CIA i KGB, dzięki polskim służbom specjalnym i źródłom w samym Watykanie, David Yallop odsłania prawdę kryjącą się za obiegowymi opiniami na temat papieża. W swej kontrowersyjnej i bezlitosnej relacji Yallop ujawnia mity i półprawdy dotyczące doniosłych wydarzeń z 1989 roku i upadku komunizmu, trwającego od dawna złego zarządzania finansami Watykanu, nieumiejętności rozwiązania kryzysu związanego z wykorzystywaniem seksualnym dzieci, który ujawniono w latach osiemdziesiątych, rozkwitu Opus Dei oraz mitu ,,Świętego Przymierza"" między Białym Domem i Watykanem. Yallop nie stroni od opinii skrajnych często - zwłaszcza z naszego polskiego punktu widzenia - niesprawiedliwych. Ale przecież to po prostu inny punkt widzenia.
Hulya ma 17 lat, kiedy wbrew jej woli ma zostać w Turcji wydana za mąż. Dzięki podstępowi udaje jej się uciec do Niemiec, gdzie się urodziła i dorastała. Gdy jej młodszej siostrze grozi ten sam los, postanawia uprowadzić Esme. Nie może liczyć na pomoc z żadnej strony, zostaje jej tylko jedna droga, która może ją zaprowadzić bezpośrednio do więzienia...
Książka walecznej Niemki tureckiego pochodzenia: po latach pełnych wstydu i milczenia Hulya Kalkan spisała protokół swojego cierpienia.
Der Spiegel
Nie wierzę w życie pozaradiowe fragment
W Łodzi.
Presley rozwiódł się z Priscillą, a ja jestem szczęśliwy
Uzyskałem drugi wynik maturalny w Zduńskiej Woli. Pierwsza była Baśka i to jej przysługiwał przywilej wyboru studiów bez egzaminów. Wybrała anglistykę. Ja zrobiłbym to samo, gdybym otrzymał przepustkę na studia. A tak pojechałem (pod opieką mamy!) na egzamin z matematyki i fizyki do Lodzi.
Na politechnice wcześniej studiowała moja siostra Małgośka. Odwiedzałem ją czasem, dzięki czemu dowiedziałem się o istnieniu Studenckiego Radia Żak. Myśl o tym, że zostanę radiowcem, dojrzewała po cichu. Moim marzeniem nie podzieliłem się ani z rodzicami (ojciec wciąż uważał, że trajkotanie do mikrofonu chleba nie zapewnia), ani z Mariolą, do której pisałem coraz krótsze listy.
Odkąd pamiętam, byłem powściągliwy w emocjach i wyjawianiu planów na życie. Ale podczas studiów jeszcze bardziej zamknąłem się w sobie. Któregoś dnia po prostu zszedłem do kiosku i kupiłem gruby zeszyt. Odtąd moje najskrytsze myśli zapisuję w pamiętniku.
Marek Niedźwiecki wyłącza mikrofon i po cichu opuszcza Myśliwiecką. W lokalu czekają na niego Billie Holiday (na chandrę) i Genesis (w godzinie melancholii). Zaszywa się w gronie płyt, w ciepłym szlafroku. Lubi pomyśleć sobie o Australii jak o kochance, do której ucieka od Trójki. Lubi też przestraszyć się przed snem, najlepiej amerykańskim horrorem. Wtedy śpi spokojnie. W życiu poza radiowym lubi być niewidzialny i nieuchwytny. Napisał o tym książkę. Książka jest bogato zilustrowana obrazami z prywatnego archiwum Pana Marka Niedźwieckiego. Nie wierzę w życie pozaradiowe Spis Treści:
WSTĘP
W poprzednim wcieleniu
W SZADKU
Tato plącze, a dla mnie liczy się Niemen
W ZDUŃSKIEJ WOLI
Cala klasa głosuje, a ja mówię na co
W ŁODZI
Presley rozwiódł się z Priscillą, a ja jestem szczęśliwy
W WARSZAWIE
Chcesz pracować w Trójce? Nie rób niczego głupiego
W DALEKIM ŚWIECIE
Czuję się bezpiecznie i anonimowo
W MIESZKANIU
Uciekam w sny kolorowe, fabularne, pełnometrażowe
Zbiór opowiadań ""Pod czerwoną różą i opowiadania różne"" jest dopełnieniem kompletu twórczości Karola Olgierda Borchardta. W tym tomie zamieszczono wszystko to, co nie ukazało się we wcześniejszych książkach pisarza.W pierwszej części, ""Pod czerwoną różą"", autor wraca do wspomnień z lat dzieciństwa i wczesnej młodości. Te opowiadania, odtwarzające atmosferę miejsc najbliższych sercu pisarza i przywołujące najważniejsze dla niego osoby, pozwalają bliżej poznać fascynującą osobowość kapitana Borchardta. Na ""Opowiadania różne"" składają się utwory, które publikowane były za życia autora w czasopismach i te znalezione w archiwum pisarza po jego śmierci.Uzupełnieniem tego tomu są zatytułowane ""Pod białą różą"" wspomnienia Ewy Ostrowskiej, zaprzyjaźnionej z kpt. Borchardtem asystentki pisarza.Dla Karola Olgierda Borchardta każda z tytułowych róż - czerwona i biała - miała symboliczne znaczenie.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?