W 2022 roku kroniki Wrocławia i innych miast Europy odnotowały napływ kobiet z dziećmi, z walizkami i plecakami, z psami i kotami. Byli wśród nich chłopczyk Petro i jego mama Maria. Petro cytował Wikipedię i deklamował wiersze. Maria nie potrafiła odróżnić żywych od umarłych. W tym samym roku kroniki Tarnopola odnotowały, że do miasta przybył Witia przystojniak i erudyta ze skłonnością do mocnych trunków. Nie potrafił odróżnić tego, co realne, od tego, co wyobrażone. Uczeni kronikarze widzieli, że Witia, podwójny uchodźca, kocha swoją żonę Lizę, a podwójna uchodźczyni Maria swojego męża Saszkę i synka Petra. Lecz kiedy rzęsisty deszcz zalewa Ukrainę, kiedy wyją alarmy i suną masy powietrza, żadna kronika nie opisze pękniętych serc z taką czułością, jak zrobił to autor tej powieści. Talent Wołodymyra Rafiejenki wciąż zwodzi nas tłumaczy, wydawców, krytyków na manowce. Przynajmniej ty, Czytelniczko albo Czytelniku, nie daj się omamić. Fabuły bywają płynne, pamięć jest zawodna. Czasem niełatwo odróżnić ludzi normalnych od obłąkanych, a żywych od tych, którzy opuścili nas na zawsze. Granicę między dobrem a złem widzimy jednak wyraźnie. Zanim życie weźmie górę nad śmiercią, zanim światło rozproszy mroki i półcienie, a nieznośny ból wreszcie ustąpi, pozwólmy zwyciężyć miłości. Tylko ona uniesie nas wysoko. Marcin Gaczkowski
Są na niebie i ziemi rzeczy, o których się nie śniło doktorom nauk filologicznych. Gabriel Gaba Gabiński wiedzie spokojne życie w mieście Z (zwanym także Donieckiem). Wykłada literaturę, uprawia filozofię, ignoruje wiadomości z szerokiego świata. W 2014 roku uporządkowana rzeczywistość Gabriela ulega destrukcji. Rosyjscy okupanci i lokalni kolaboranci odmieniają miasto do tego stopnia, że da się je wprawdzie rozpoznać, ale zrozumieć go już nie sposób. Gabiński jedzie do Kijowa. Przesiedla się nieodwołalnie i radykalnie, bo także na gruncie językowym. Ojczysty rosyjski zastępuje mową ukraińską stara się ją opanować, ale to ona opanowuje go bez reszty. Gaba zarabia w stolicy na przesiedleńczy chleb powszedni i z gorliwością neofity czerpie z nieprzebranego słowopoju. Ta historia, jak każda historia, nie ma początku ani końca. Tę historię, jak wszystkie inne, każdy z nas może opowiedzieć po swojemu. Łatwo dziś o nieporozumienie. W naszych czasach tożsamości są płynne, amnezje zbiorowe, a komunikacja międzyludzka idzie w ślady krążownika Moskwa. W co warto wierzyć? W język źródło olśniewających przesłyszeń. W zafrasowane oblicze, które co dzień wita cię w lustrze. W widmo Kobylej Głowy krążące nad Europą.Marcin Gaczkowski
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?