Kontynuacja światowego bestsellera „Kot Bob i ja” – ciąg dalszy prawdziwej historii niezwykłego rudego kota i jego człowieka.
Od dnia gdy James Bowen, muzyk uliczny i były narkoman, znalazł bezdomnego rudego kota skulonego na wycieraczce, minęło trochę czasu. Dwaj przyjaciele nadal żyją na marginesie społeczeństwa, doświadczając niechęci, pogardy, a nawet przemocy. Wkrótce jednak ręka w rękę czy raczej łapa w łapę będą musieli się zmierzyć z zupełnie nowym wyzwaniem. Jak sobie poradzą ze zdumiewającą odmianą losu, kiedy James otrzyma propozycję napisania książki?
Poruszająca opowieść o tym, że każdy z nas dostaje od życia drugą, trzecią, a nawet czwartą szansę. Wystarczy tylko jednej z nich nie zmarnować…
James Bowen jest brytyjskim muzykiem i pisarzem od wielu lat mieszkającym w Londynie. W 2007 roku w tajemniczych okolicznościach znalazł rudego kocura, którego nazwał Bob. Od tamtej pory są nierozłączni.
Gdy wojska radzieckie wkroczyły do Polski, tysiące obywateli deportowano do obozów pracy przymusowej w ZSRR. W roku 1941 Stalin wydał zgodę, by osierocone polskie dzieci wyjechały ze Związku Radzieckiego. Poruszony ich tragicznym losem Maharadża z Nawanagaru, Jam Saheb Digvijaysinghji, otworzył drzwi swego stanu i w Balachadi, nieopodal swojej letniej rezydencji, stworzył im nowy dom. Powiedział dzieciom: `Nie uważajcie się za sieroty. Jesteście teraz Nawanagaryjczykami, ja jestem Bapu, ojciec wszystkich mieszkańców Nawanagaru, w tym również i wasz`. W książce ,,Druga Ojczyzna"" znajdujemy fascynujący opis indyjskich losów tych młodych uchodźców wzbogacony o szczegóły ze źródeł archiwalnych, opowieści oraz listów i wspomnień. Książka Anuradhy Bhattacharjee to poruszająca historia polskich sierot przygarniętych przez maharadżę o wielkim sercu.
Wojciech Cejrowski - ekscentryk z fantazją i niezwykłym poczuciem humoru. Podróżnik, fotograf. Autor cyklu filmów dokumentalnych ""Boso przez świat"". Z wykształcenia antropolog kultury. Od 25 lat organizuje wyprawy w najdziksze zakątki kuli ziemskiej. Przyjęty do Royal Geographical Society (Królewskie Towarzystwo Geograficzne) w Londynie oraz do Explorers Club w Nowym Jorku. Mieszka na rancho w Arizonie. Tam pisze swoje książki.""Jestem wydawcą od wielu lat, przeczytałem tysiące maszynopisów. Ten zrobił na mnie ogromne wrażenie. Río Anaconda to opowieść przygodowo-podróżnicza. Trzyma w napięciu jak kryminał, a jednocześnie rozśmiesza do łez. I zapewniam Was: w trakcie lektury będziecie się śmiać na głos! A przy okazji jest to historia prawdziwa. Nie trzeba lubić Autora, żeby polubić tę książkę, bo czy się komu Cejrowski podoba, czy nie, trzeba przyznać, że opowiada bardzo ciekawie. Fantastyczne dialogi! Doskonałe zdjęcia! A wady? Jeżeli są, szukajcie ich sami, ja nie znalazłem. No, może poza jedną: po czterystu stronach opowieść się kończy"".Tadeusz Zysk, wydawca
Wywiad-rzeka Francois Truffauta (1932-1984) z Alfredem Hitchcockiem (1899-1980 zatytułowany ""Truffaut"" (wydanie pierwsze 1967, wydanie rozszerzone 1984) to prawdopodobnie najoryginalniejsza i najbardziej niezwykła książka filmowa, jaka kiedykolwiek powstała, od wielu lat ciesząca się zasłużoną sławą na całym świecie. To wyraz kinofilskiej fascynacji, pieczołowicie opracowana monografia krytycznofilmowa, jedyny w swoim rodzaju podręcznik kina, ale również utwór artystyczny, w głębszej warstwie dokumentujący rodzenie się więzi między dwoma wybitnymi twórcam
„Malowałam królów i prostytutki – mówiła Tamara Łempicka, jedna z największych polskich malarek ¬– tych, którzy są dla mnie inspiracją i powodują, że czuję wibracje”.
Dora Maar, spytana o obrazy ukochanego, powiedziała po śmierci artysty: „Być może na ścianach w galerii byłyby warte pół miliona. Na ścianach kochanki Picassa mają dodatkową, historyczną wartość”.
Gdy żona Vermeera sprzedawała piekarzowi ostatnie obrazy męża, by wyżywić ósemkę swoich dzieci, od dawna już nie miała słynnych kolczyków, które widnieją między innymi na obrazie „Dziewczyna z perłą”.
Samobójstwa z miłości, wielkie namiętności i okrutne zdrady. Rodzinne tajemnice, o których się nie mówi. Historie kobiet z obrazów są zaskakujące i do bólu prawdziwe. Ludzkie. Często pełne ciepła. Czasem tragiczne. Zawsze fascynujące.
Za każdym obrazem, który podziwiamy, kryje się prawdziwe życie. Pełne pasji, erotyzmu i oddania malarstwu.
Niezwykłe osobowości, femmes fatales, kobiety wyzwolone, muzy. To nie przypadek, że właśnie one pozowały do najsłynniejszych obrazów. Wszyscy znamy ich twarze. Czas poznać ich losy.
Pełna przygód i humoru opowieść o motorowych wędrówkach po Europie dwóch kobiet, matki i córki, w okresie głębokiej komuny lat 70. Czy jeszcze ktoś pamięta głodowe przydziały dewiz i ciułanie na kolejny wyjazd, książeczki walutowe, wkładki paszportowe, talony na paliwo, kilometrowe kolejki na granicach i oddawanie paszportów na milicji po każdym powrocie?
Ta książka powstała wiele lat temu. W niespokojnych latach 80. kilkakrotnie była przyjmowana do druku, po czym wydawnictwo przestawało istnieć. Później zabrakło mojej Najlepszej Towarzyszki Wypraw, Marii, wyjazdy zagraniczne stały się bardziej dostępne, a wspomnienia z dawnych wojaży zostały zdominowane przez dalsze i bardziej egzotyczne wyprawy.
A jednak na spotkaniach podróżniczych wciąż wraca pytanie o początki naszej turystyki i pierwsze, zwariowane wyprawy motocyklem oraz maluchem.
(ze Wstępu)
Maria Korpikiewicz – matka (1913–1989), socjolog, poetka, działaczka społeczna. Autorka tomików wierszy, reportaży, poradnika turysty; animatorka turystyki seniorów w Kościanie.
Honorata Korpikiewicz – córka (ur. 1950), astronom, fizyk, filozof, autorka książek naukowych i popularnych.
Biografia Charlotte Brontë pióra angielskiej powieściopisarki Elizabeth Cleghorn Gaskell należy w do klasyki światowej literatury. Zachwyca czytelników Charlotte, Emily i Anne Brontë, stanowiąc naturalne dopełnienie ich powieści, ponadto wciąż pozostaje głównym punktem odniesienia dla tych, którzy chcieliby poznać życie tej niezwykłej pisarskiej rodziny. Tak jest ponieważ Biografia Charlotte Brontë opowiada losy wielkiej pisarki, jej sióstr i brata, słowami jej listów, słowami jej ojca oraz przyjaciół, a należała do nich również Elizabeth Gaskell. Książka ukazała się 25 marca 1857 roku, w drugą rocznicą śmierci Charlotte Brontë. W tym czasie sława jej i jej sióstr była już dawno ugruntowana po obu stronach Atlantyku. Wszystko zaczęło się dziesięć lat wcześniej, kiedy to jesienią 1847 roku ukazała się pierwsza z powieści sygnowanych pseudonimem Currer Bell - Jane Eyre. Niebywała popularność tego dzieła z miejsca uczyniła z autorki, której prawdziwe nazwisko nie było znane wówczas nawet wydawcy, ,,jedną z największych znakomitości, trzymającą w małych rączkach potężną dźwignię, którą wprowadzała cały świat literacki w drżenie"". Jednak Brontë, dla której ten nieoczekiwany sukces był spełnieniem marzeń, wzbraniała się przed ujawnieniem tożsamości. Wolała przeżywać swoje uniesienia w ukryciu, z dala od londyńskiej socjety, która jej wyglądała. Jedyne, na co się w owym czasie zdobyła, to przyznanie się ojcu i przyjaciółce do tego, że napisała powieść...
"Czas pokera" to lektura obowiązkowa i dla tych, którym się wydaje, że wszystko wiedzą, i dla tych, którzy się gubią w dzisiejszym świecie narastającej niepewności, ogromu i szybkości przepływu informacji, globalizacji, postępu technologii, rozwoju. Stawka jest co prawda coraz wyższa, ale i ryzyka coraz większe. 99 krótkich, wcześniej pojedynczo publikowanych tekstów (można je czytać w dowolnej kolejności), które, zebrane razem, w zaskakujący sposób objaśniają, inspirują, oswajają z regułami tej "przymusowej gry", jaką niesie współczesność. Henryka Bochniarz, Konfederacja Lewiatan Felietony Andrzeja Koźmińskiego to nie tylko chłodny i precyzyjny opis naszego często nieprzewidywalnego życia gospodarczego. Ich niezwykłą wartością jest pokazywanie polskich wydarzeń w europejskim i globalnym kontekście, napełniając nas często dumą, ale czasami wstydem. Paweł Jabłoński, Rzeczpospolita To swoiste mikroświaty, których sens zawarty jest w kilkudziesięciu zdaniach. Autor potrafi ze swadą przedstawić problemy sztucznej inteligencji czy kryzys Doliny Krzemowej nadając im aktualny kontekst gospodarczy i polityczny. Artur Kurasiński, Aula Polska
,,Tryptyk oksytański"" to zebrane w jednym tomie trzy książki Adama Wodnickiego: ,,Notatki z Prowansji"", ,,Obrazki z krainy d'Oc"" i ,,Arelate. Obrazki z niemiejsca"" w nowym wydaniu - poprawionym, poszerzonym, uzupełnionym nowymi fragmentami.
Część pierwsza, utrzymana w konwencji blogu, jest opisem niespiesznej wędrówki z perspektywy wtapiającej się w egzotyczny tłum przenikliwej obserwatorki. To opowieść o codzienności w Indiach, Wietnamie, Kambodży czy na Borneo, o ludziach spotkanych po drodze, drewnianych autobusach, przydrożnych knajpach. O przybyszach dziwiących się życiu miejscowych, miejscowych zdumionych obyczajom przyjezdnych i wreszcie o tym, jak mimo inności próbują się nawzajem zrozumieć.
Część druga, zatytułowana ?Jadę sama?, to kompendium wiedzy dla kobiet (i nie tylko) marzących o dalekich podróżach. Znajdziecie w niej m.in. odpowiedzi na pytania: dlaczego nie należy się bać pierwszego samodzielnego wyjazdu, gdzie znaleźć porządny hotel i jak za niego nie przepłacić, gdzie trzymać pieniądze, jak to jest podróżować nocą w wagonie pełnym mężczyzn, ale także ? czy można kupić miejscowe kosmetyki albo pójść do miejscowego fryzjera.
Czyta: Maria Peszek
To opowieść o tym, co wydarzyło się w Smoleńsku tuż po katastrofie, gdy biegliśmy w stronę szczątków samolotu, wierząc, że jednak ktoś przeżył. O tym, co działo się tam przez kilka następnych dni. O tysiącach Rosjan, którzy dzień i noc przychodzili, by złożyć biało-czerwone kwiaty. O wciąż zadawanym pytaniu: Jak to możliwe? O niezwykłym, milczącym pożegnaniu prezydenta na pustym lotnisku i o tłumach stojących na trasie przejazdu konduktu z Okęcia do pałacu Namiestnikowskiego. O ludziach, którzy byli tam także potem, gdy miasto zamierało, patrząc na dziesiątki kolejnych trumien. O tym, jak po kilku godzinach od zapalenia pierwszej świeczki na Krakowskim Przedmieściu zapłonęły ich tam tysiące. O pogrzebach, które okryły żałobą tyle polskich miast. Nikt nie wie, co w nas zostanie z tych niezwykłych dni. Czy będziemy lepsi? Czy będziemy inni? Ale na pewno warto te dni pamiętać.
Janek Wiśniewski padł... Autorzy, dziennikarze, pochodzą z Trójmiasta i jako nastolatkowie widzieli te straszne wydarzenia na własne oczy. W fabularyzowanym reportażu o gdyńskiej tragedii rozmawiają z bezpośrednimi świadkami masakry. Odnaleźli też żonę Brunona Drywy, zastrzelonego portowca, ojca trojga małych dzieci, która opowiada dramatyczną historię swej rodziny. Spotkali się z rodzicami Zbigniewa Godlewskiego, zabitego osiemnastolatka, znanego ze słynnej ballady jako Janek Wiśniewski. Wstrząsająca, napisana z sercem i dbałością o szczegóły rekonstrukcja dni, których nie wolno nam zapomnieć.
"Kaprysik. Damskie historie" to sześć miniopowieści reporterskich ze wspólnym mianownikiem: kobieta.
Mariusz Szczygieł jest jednym z bardziej znanych polskich reporterów. W zeszłym roku za książkę 'Gottland" - opowieść o XX-wiecznej historii Czech - uzyskał wyróżnienie wyjątkowe: niezwykle prestiżową European Book Prize 2009 - nagrodę Unii Europejskiej za najlepszą europejską książkę roku, przyznawaną w Brukseli.
Książeczka 'Kaprysik. Damskie historie", z pięknymi zdjęciami z archiwum bohaterek, jest o sprawach niewielkich, i format też ma niewielki. Akurat do damskiej torebki. Ale do męskiej kieszeni pasuje także.
Wojciech Cejrowski - trzeci w historii Polak przyjęty do Royal Geographical Society (Królewskie Towarzystwo Geograficzne) w Londynie. Od dwudziestu lat organizuje wyprawy w najdziksze zakątki kuli ziemskiej. W serii programów telewizyjnych ""Boso przez świat"" z fantazją i niezwykłym poczuciem humoru oprowadza po egzotycznych zakamarkach świata. Tym razem zaprasza do Amazonii: Miasto w dżungli Amazonka Oaza wolności Życie codzienne w Amazonii Obrzęd żaby Israelitas
Fascynująca i poruszająca historia błyskotliwie opisująca jedno z najniezwyklejszych miejsc na ziemi - Arktykę. Kari Herbert miała zaledwie dziesięć miesięcy, gdy jej rodzice, Mari i sir Wally Herbert, zabrali ją w jedną z najważniejszych podróży jej życia. Jej celem była Arktyka, gdzie dziewczynka pośród ostatnich tradycyjnych myśliwskich plemion, Inughuitów, spędziła dwa lata.Książka opowiada historię powrotu Kari Herbert do miejsc, gdzie jej przyjaciele z dzieciństwa i przybrana rodzina nadal zajmują się latem polowaniem z harpunami w kajakach ze skór, przemierzają setki kilometrów z psimi zaprzęgami i gdzie zapada czteromiesięczna noc. Autorka przedstawia mity i wierzenia Eskimosów, obserwuje swych przyjaciół rozdartych między wiernością tradycji a nowoczesnością
W mglisty poranek Hape Kerkeling - znany niemiecki komik, zaprzysięgły piecuch - wyrusza w drogę. Czeka go sześć tygodni marszu legendarnym Szlakiem Jakubowym, przez ośnieżone szczyty Pirenejów, Kraj Basków, Nawarrę... Sam na sam ze sobą i jedenastokilogramowym plecakiem zmierza do grobu apostoła Jakuba. Z humorem i wyjątkowym zmysłem dostrzegania tego, co szczególne, Kerkeling opisuje swoje przeżycia. Poznaje zarówno tubylców, jak i współczesnych pątników. Doświadcza samotności i ciszy, wycieńczenia i wątpliwości, ale również gotowości do niesienia pomocy. Zawiera przyjaźnie, przeżywa chwile wynagradzające wszystkie wyrzeczenia i na swój sposób odkrywa zaskakującą bliskość Boga.
W Niemczech sprzedano ponad 2 000 000 egzemplarzy tej książki!
Fragment książki Na szlaku do Composteli
18 czerwca 2001 - Santo Domingo de la Calzada
Jest czwarta nad ranem. Dotychczas nie zmrużyłem oka. Wszystko mnie swędzi, chyba coś mnie pogryzło.
Chociaż skrupulatna zakonnica wie teraz, ile owieczek ma pod opieką, i prawdopodobne smacznie śpi, to jednak jagnię w łóżku numer siedem nie może zasnąć od czasu wieczornej odliczanki, tym bardziej że w pokoju wciąż jest za jasno. Wszystko jest, jak by to powiedzieć, ...syfiaste. Trudno spać w jednym pokoju z siedmioma lokatorami i słyszeć pięćdziesiąt innych osób w pozostałych salach, a jeszcze trudniej czuć ich obecność i zapachy. Na domiar złego moje łóżko stoi tuż przy drzwiach jedynej toalety. Koszmar. Co pięć minut ktoś idzie do klopa i bez przerwy rozlega się łoskot spuszczanej wody. Albo ktoś chrapie, albo wzdycha z braku powietrza, albo mówi przez sen. A jakże - „intensywne spotkanie w schronisku dla pielgrzymów", jak ujmuje to eufemistycznie mój przewodnik.
Mam wrażenie, że wyczuwam dusze innych ludzi, ich troski, pragnienia, tęsknoty. To prawdziwa katorga, jeśli chce się po prostu spać. Nie mam pojęcia, jak się przed tym obronić! Jestem zbyt otwarty!
Schroniska pielgrzymkowe powstały z myślą o tych, którzy nie mają pieniędzy. Dla tych, którzy są kompletnie bez grosza.
To najtańsza możliwość spędzenia urlopu, bo takie noclegi nic nie kosztują. Moja babcia zawsze mawiała: „Darmocha to chłam".
Na dodatek zrobiło się zimno! Chyba postradałem zmysły, decydując się na taki nocleg. Ileż ja mam lat? Piętnaście? Przecież nawet jeszcze w szkole nie cierpiałem schronisk młodzieżowych.
Niby czemu dwadzieścia lat później miałoby to być fantastycznym przeżyciem? Ta ciasnota! Te łazienki! No i pokoje... czy raczej klitki. Szkoda słów. Nie muszę tarzać się w grzybicy innych ludzi, żeby doznać olśnienia! Chociaż podobno grzybica świeci w podczerwieni!
Koniec z tym! Mogę pozwolić sobie na płatny nocleg, więc odtąd znowu będę sypiał w hotelach. Nie potrafię i nie chcę udawać biedaka. Hans Peter, bądź sobą! Ten gość tutaj to nie ty!
Ponieważ i tak nie ma szans na sen, wstaję i pakuję swoje manatki. Annę, jako jedna z niewielu, smacznie śpi. Wychodzę więc bez pożegnania. Wkrótce na pewno wzejdzie słońce. Pośpiesznie przemierzam pokręcony labirynt klasztornych korytarzy i otwieram wielką furtę, która prowadzi do murowanego łącznika do miasta. Bezmyślnie pozwalam na to, by drzwi za mną się zatrzasnęły, i stoję w ponurym tunelu, który 2 jednej strony kończy się drewnianymi wrotami wychodzącymi na ulicę, a z drugiej żelazną furtą wiodącą do klasztornego °grodu. Obydwie bramy są zamknięte na amen. No, jasne, przecież to hiszpański konwent sióstr zakonnych! Również droga powrotna do budynku jest odcięta, bo zamek można otworzyć tylko od środka. Utknąłem w klasztornych murach! A od ulicy dzieli mnie tylko jeden krok.
Miejmy nadzieje, że mniszki to ranne ptaszki. Siedem bitych godzin w łóżku bez zmrużenia oka. Czuję się, jakby wyjęli mnie z wyżymaczki. Cholera jasna!
Nie będę już nigdy nocował w klasztorze ani na podłodze; chyba że nie będzie innej możliwości! Wolę już czuwać lub zdrzemnąć się gdzieś na ławce. Nie wierzę, że Shirley MacLaine spędziła chociaż jedną noc w takim refugio. A jeśli tak, to naprawdę jest szurnięta! Chcę stąd wyjść! Naprzeciwko jest przemiły pensjonat, od którego dzieli mnie tylko pięć metrów.
Kiedy, na miłość boską, otwierają ten klasztor? Koszmar. Zupełnie jak więzienie! Zobaczymy, ile jeszcze będę siedział w tym przedsionku raju. Ani nie jestem w środku, ani na ze-
wnątrz. Zwyczajnie utknąłem. Tym razem dosłownie. Marznę tak upojne dwie godziny.
Punkt szósta jedna z zakonnic wybawia mnie z opresji i wypuszcza na wolność. Ja jednak nie mknę w siną dal, tylko idę wprost do pobliskiego pensjonatu. Tam wykończony padam na świeżo zasłane, czyściutkie, bielusieńkie łóżko i śpię kamiennym snem do jedenastej.
Gdy otwieram oczy, słońce stoi już bardzo wysoko i praży niemiłosiernie. Postanawiam odpocząć jeden dzień w Santo Domingo. Dalszy marsz w tej spiekocie i tak byłby szaleństwem. Włóczę się więc beztrosko cienistymi zaułkami tego cudownego hiszpańskiego miasta i trochę żałuję, że nie mogłem porządnie pożegnać się z Annę.
Nagle w oknie wystawowym jakiejś apteki dostrzegam przypadkiem swoje odbicie. Parskam śmiechem. Niezłe dziwadło! Chude, zarośnięte indywiduum w wyświechtanej, brudnej czapeczce. Nic dziwnego, że Annę się mnie boi! Muszę sobie zaraz kupić nowy kapelusz!
Szukam więc odpowiedniego sklepu i wreszcie znajduję go na obrzeżu starówki. Sympatyczny, żwawy staruszek sprawia takie wrażenie, jakby za szklaną ladą swego wielobranżowego salonu czekał na mnie od lat. Po krótkiej rozmowie natychmiast przystępuje do mierzenia mojej głowy. Nietypowy rozmiar nie pozostawia mi zbyt wielkiego wyboru i po krótkiej naradzie ze sprzedawcą wybieramy zielony bawełniany kapelusz z szerokim rondem.
Gdy decyduję się wyjść stąd już w nowym nakryciu głowy, sklepikarz zaskakuje mnie pytaniem:
- Czy mógłbym zatrzymać pański stary kapelusz? I tak nie będzie pan przecież go już nosić.
Prośba wydaje mi się wprawdzie dziwna, ale skoro nalega... Muszę jednak najpierw zaspokoić ciekawość:
- Co pan zamierza z nim zrobić?
Trochę zażenowany spogląda w sufit:
- Ach, wie pan, zbieram znoszone kapelusze pielgrzymów! Szczęka mi opada, gdy podążam za jego wzrokiem: Nad
nami wisi około setki starych czapek i kapeluszy. Sprzedawca podaje mi flamaster:
- Musiałby go pan podpisać... z datą. W przeciwnym razie będzie bezwartościowy. Ma pan coś przeciwko temu?
Umieszczam więc autograf i datę na swojej spłowialej ba-seballówce, nie mogąc powstrzymać się od komentarza:
- Może uzna pan to za szpanerstwo, ale... to nie pierwszy autograf, jaki daję. W Niemczech jestem postrzegany jako... hm.... gwiazda, to zbyt wiele powiedziane, ale...
- Pan jest znany? To wspaniale. Dzięki temu moja kolekcja będzie jeszcze bardziej wartościowa! - Natychmiast dokonuje dokładnych oględzin nowego eksponatu i jak mały chłopiec cieszy się z czytelności mojego charakteru pisma! - Będę to pokazywać wszystkim Niemcom. Ta czapeczka zawiśnie na honorowym miejscu!
A ponieważ handluje nie tylko kapeluszami, lecz także kosmetykami, daje mi w prezencie dwie tubki kremu Yves Rocher i żegna mnie słowami:
- To zabawne, że wszyscy Niemcy mają tak wielkie głowy jak pan. Za dużo, za dużo myślicie!
I ma rację. Ta przeklęta myśląca maszyna, która bez przerwy usiłuje kontrolować żołądek i serce.
Spróbuję teraz wyłączyć głowę. Pstryk i już. Pójdę do katedry i zaczekam na pianie koguta. Stop, szlaban na myślenie. Dzisiaj liczy się tylko serce!
Podczas mszy w katedrze podobnie jak inni pielgrzymi całuję relikwię świętego Hieronima; nie mam pojęcia, po co. Dziś przecież nie myślę.
Hiszpanie potrafią celebrować mszę! Ale kogut znów milczy jak zaklęty!
Wciąż ciągnie mnie do kościołów, oczywiście również dlatego, że to jedyne chłodne miejsca - żadna klimatyzacja nie może się z nimi równać. Podczas mszy szlifuję przy okazji swój hiszpański; nawet jeśli nie wszystko rozumiem - do czego nota bene niechętnie się przyznaję - wizyta w świątyni działa na mnie krzepiąco.
W drodze powrotnej do hotelu nagle słyszę głośny klakson. Obok mnie zatrzymuje się samochód. To sprzedawca kapeluszy zaprasza mnie do swojej hacjendy na butelkę wina no/a. Serce mi się raduje: chętnie bym z nim pojechał. Ale taka biesiada oznaczać może długą noc, a ja chcę jutro rano wyruszyć dalej. Dziękuję więc za zaproszenie i uprzejmie odmawiam.
Trochę rozczarowany sklepikarz odjeżdża, tymczasem ja wkurzam się na siebie: Dlaczego z nim nie pojechałem? Przecież miałem na to ochotę. Znowu w podjęciu decyzji przeważyła durna głowa!
Mały plac katedralny jest najpiękniejszym zakątkiem w mieście. Siadam więc na schodach ratusza naprzeciwko świątyni i obserwuję wieczorną krzątaninę gołębi. Wśród nich rzuca mi się w oczy jednonogi, śnieżnobiały osobnik, który z powodu kalectwa nie nadąża za pierzastymi kolegami. Porusza się niezdarnie, ale zarazem tchnie - o ile to w przypadku ptaka w ogóle możliwe - dumą i dostojeństwem. Jestem pod wrażeniem. W pobliskiej piekarni kupuję trochę chleba i ostrożnie próbuję nawiązać z nim kontakt. Podczas gdy pozostałe gołębie płochliwie przede mną uciekają, biały inwalida podchodzi coraz bliżej, aż wreszcie je mi z ręki.
Potem syty radośnie grucha. Dobrze wiedział, że jeśli minio kalectwa chce przeżyć, nie pozostaje mu nic innego, jak zbliżyć się do niebezpiecznie wyglądającej wielkiej istoty. Dzielny gołąb. Wmawiam sobie, że wzbudził podziw i zazdrość wśród swoich kompanów.
Mój wszechwiedzący przewodnik mówi, że pielgrzymka tym szlakiem to droga ku oświeceniu.
Ja jednak jestem przekonany, że to droga bez gwarancji takiego oświecenia. Tak samo jak urlop nie daje gwarancji odpoczynku. Owszem, nie robię sobie zbyt wielkich nadziei, ale oświecenie nie byłoby takie złe! Cokolwiek by to oznaczało!
Wyobrażam sobie oświecenie jako bramę, przez którą trzeba przejść. Prawdopodobnie nie wolno się jej bać, a jednocześnie nie powinno się jej chcieć przekroczyć za wszelką cenę. Może im obojętniej się te podwoje mija, tym szybciej i łatwiej dokonuje się oświecenie?
Lepiej nie tęsknić za tym, co znajduje się za bramą, i nie nienawidzić tego, co jest przed nią. To nieistotne. Może radość życia to właśnie obojętność? Żadnych oczekiwań, żadnych obaw.
Obawy prowadzą do rozczarowań. Rozczarowania budzą obawy, a obawy to kolejne oczekiwania. Nadzieja powoduje strach, strach zaś rodzi nadzieję. Obojętność? Hm, filozofii mi się na starość zachciało...
Obejrzałem na mapie jutrzejszą trasę. Nie powinna być zbyt męcząca. Zajmie około siedmiu i pół godziny.
Konkluzja dnia:
Otwórz serce i ucałuj dzień!
W małym kościółku tuż za polską granicą z Ukrainą, całkiem niedawno, bo w 2005 roku, zapłakała figura Matki Bożej. Nie towarzyszyły temu objawienia, nie było orędzi, były tylko łzy…
Na początku 2014 roku świat stanął na krawędzi globalnego konfliktu zbrojnego. Oczy wszystkich zwrócone zostały na Ukrainę.
Czy te dwa wydarzenia są ze sobą związane? Dlaczego Maryja zapłakała na tamtej ziemi? Czy Matka Boża płakała tylko nad Ukrainą, czy może nad całym światem? Czy Jej łzy były zapowiedzią wydarzeń, do których niedawno doszło za naszą wschodnią granicą?
Troje dziennikarzy pojechało na miejsce cudownych wydarzeń, by szukać odpowiedzi na te pytania. Ta książka jest owocem ich dziennikarskiego śledztwa prowadzonego w Niżankowicach i pierwszą publikacją na ten temat.
24 godziny przed otwarciem Lech Kaczyński odwiedził plac budowy. Był przerażony. – Wyszedł stąd blady – zdradzi po latach Lena Dąbkowska-Cichocka. Zadanie wydawało się niewykonalne – w trzynaście miesięcy zbudować i uruchomić nowoczesne muzeum.
Udało się. Grupa kilkunastu osób, zwanych później „muzealnikami”, utworzyła placówkę, na którą Warszawa czekała od kilkudziesięciu lat. Byli niewiele starsi od powstańców, mieli upór, determinację i pełne zaufanie prezydenta Warszawy.
Sukces przerósł ich marzenia. Muzeum Powstania Warszawskiego odwiedziło w ciągu 10 lat cztery i pół miliona osób. Miejsce tętni życiem. Przyciąga młodzież.
Prezentujemy raport z karkołomnej operacji Muzeum.
Książkę poleca Muzeum Powstania Warszawskiego.
Czyż nie przeraża was i nie nawiedza we snach wilcze, beznadziejne zbratanie samobójców i owadzi, napowietrzny taniec wisielców? A jeśli... Kontynuacja książki o wszechmocy wisielca w wyobraźni i praktyce Zachodu. Zbigniew Mikołejko opowiada między innymi o wieszaniu angielskich czarownic w Starym i Nowym Świecie, o przeobrażeniu figury wisielca w anonimowego, stadnego trupa bez twarzy poprzez mechanikę nowoczesnej wojny, o szaleństwie linczowania w Stanach Zjednoczonych, a także o wisielcu jako postaci z powieści i filmów przygodowych i kryminalnych.
Pestki winorośli i trzy jabłka. Reportaże z podróży do Gruzji i Armenii to książka barwna i smakowita, pełna zapachów, smaków i tajemnic, jakie skrywają Gruzja i Armenia - kraje, o których wiemy ciągle mało poza kilkoma frazesami i stereotypami.
Marcin Sawicki, uważny i wrażliwy podróżnik, barwnie opisując zarówno bogatą historię i kulturę tego regionu, jak i współczesność, życie codzienne zwykłych ludzi, wykracza poza ramy klasycznego reportażu.
Ta książka, wzbogacona licznymi fotografiami, to coś więcej niż reportaż, przewodnik czy proza podróżnicza. Pestki winorośli i trzy jabłka to lektura dla tych, którzy chcieliby jeszcze przed podróżą dowiedzieć się czegoś więcej o regionie, do którego zmierzają, poznać ludzi i klimat, pooddychać atmosferą mitycznego Kaukazu.
To książka w sam raz dla każdego, zamierzającego dobrze się przygotować do wyprawy do Gruzji i Armenii, włóczęgi i turysty, którego nie zadowoli suchy opis zabytków i historii, jaki znaleźć można w klasycznych przewodnikach. To także książka dla każdego, kogo ciekawi po prostu ten niezwykły i magiczny zakątek świata, jakim jest bez wątpienia Kaukaz, Gruzja i Armenia.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?