Miecz koronacyjny polskiego króla leży na strychu zamku w Szwecji. Rękopisy Mikołaja Kopernika stoją na półkach w bibliotece w Uppsali. Jak do tego doszło, że w Sztokholmie sąkrólewskie zbroje z polski, a w kościołach na szwedzkiej prowincji są polskie dzwony, ołtarze, chrzcielnice, ambony? Historia Uratowanych z potopu osnuta jest wokół trwającej cztery lata wyprawy na poszukiwanie skarbów. Zabytków, które szwedzcy żołnierze w XVII wieku zabrali z warszawskich rezydencji polskiego króla, włożyli na barki rzeczne i próbowali wywieźć do Szwecji. Jednak błędnie nawigowane jednostki wpadły na rzeczne głazy i zatonęły, a pamięć o wiezionych skarbach przybrała postać miejskiej legendy. Nikt nie wiedział gdzie bezcennego ładunku marmurów.Autorzy książki archeolog i historyk w osobie Huberta Kowalskiego oraz nurek i dziennikarz naukowy Marcin Jamkowski rozpoczynają więc śledztwo. Ruszają do archiwów i pytają badaczy. Przeglądają listy króla Jana Kazimierza, księcia Radziwiłła i szwedzkiego feldmarszałka Wrangla. Pływają po rzece i sondują dno. Dostają nieoczekiwane podpowiedzi od stalinowskich biurokratów, zawodowych hydroakustyków i wiślanych nurków. Na końcu tej wyprawy, w której weźmie udział setka entuzjastów i wolontariuszy, z mętnego nurtu Wisły wyłaniają się zachwycające zabytki. Przy okazji pokazywania historii ich odnalezienia, autorzy opowiadają o mało znanych rozdziałach historii Europy.Publikacji książki towarzyszy film dokumentalny Uratowane z Potopu w reżyserii Marcina Jamkowskiego i Konstantego Kulika.
Wolne Miasto Gdańsk, lata 1937–1938. Stefania i Heinrich zakochują się w sobie, jednak niewinna miłość tych dwojga musi niestety pozostać tajemnicą. Stefania jest córką Polaka i Żydówki, a Heinrich Niemcem, synem wpływowego w mieście człowieka. Młodych rozdziela zbliżająca się wielkimi krokami wojna. Ostatnie spotkanie zakochanych owocuje ciążą, o której Heinrich nic nie wie.
Ostatni świadkowie tamtych lat często ze łzami w oczach wspominają zarówno dobre, jak i złe chwile, których doświadczyli podczas wojny. Listy do Duszki powstały na podstawie wspomnień kobiety, która w tych mrocznych czasach doświadczyła miłości, ale też bólu i cierpienia..
*******
Miłość, która jest zawsze niewinna. Powikłane ludzkie losy, trudna i burzliwa historia. Współczesność przeplatająca się z przeszłością, ponieważ nic się nie dzieje bez przyczyny. Wzruszająca opowieść, tym bardziej że… prawdziwa. Gdy ją już poznamy, pozostanie z nami na zawsze. Polecam.
Anna Klejzerowicz, pisarka
Niezwykle poruszająca historia. Opowieść o trudnej przeszłości i wojnie, o miłości i niespełnionych nadziejach. Koniecznie trzeba przeczytać! Gorąco polecam.
Anna Sakowicz, pisarka
Opowieść o niemożliwej wojennej miłości. Autorka sprawnie łączy plany czasowe, powoli odkrywając przed czytelnikiem kolejne akty tej smutnej historii, która swój początek ma w przededniu wojny. Polecam.
Agnieszka Kalus, czytambolubie.com
Tę książkę czyta się jak dziennik kobiety doprowadzonej do szaleństwa przez napastliwych mężczyzn, którzy zakładają, że i tak nikt jej nie wysłucha. Tym razem jednak prawda została w końcu odsłonięta, a Rose McGowan triumfowała.
The New York Times Book Review
“Odważna” to piękny manifest. Nie tylko przeciwko konkretnym mężczyznom, którzy źle traktowali McGowan, ludziom, którzy do tego dopuszczali, ale także przeciwko całemu przemysłowi filmowemu.
The Boston Globe
Rose McGowan urodziła się w sekcie Dzieci Boga, ale większość dorosłego życia spędziła w innej, o wiele bardziej niebezpiecznej: w Hollywood. Po drodze straciła i odzyskała matkę, uciekała od toksycznego ojca, żyła na ulicy, trafiła na odwyk, utknęła w pełnym przemocy związku, walczyła z zaburzeniami odżywiania, zamordowano jej ukochanego. Przez całe życie mogła liczyć tylko na siebie.
Hollywoodzka kariera Rose zaczęła się jak bajka: zaczepiona na ulicy niemal natychmiast została gwiazdą, wkroczyła na czerwone dywany Fabryki Snów jako nowy symbol seksu. I wtedy bajka zamieniła się w koszmar. „Zostałam sprzedana, żeby zapewnić publiczności przyjemność. Głęboko zaprogramowani mężczyźni (i kobiety) zarabiali pieniądze, sprzedając moje piersi, skórę, włosy, zdrowie, emocje, całe moje jestestwo” – opisuje swoje odczucia aktorka.
W swojej książce McGowan opisuje gwałt, jakiego dopuścił się na niej wpływowy producent filmowy, Harvey Weinstein. Publiczne wyjawnienie prawdy zajęło jej 20 lat. „Hollywood działa jak mafia, jeśli chodzi o ochronę swoich ludzi” – tłumaczy. Aktorka jest jedną z pierwszych kobiet, które zdecydowały się oskarżyć Weinsteina o gwałt. Ich odwaga i głośne domaganie się sprawiedliwości zapoczątkowały falę akcji #METOO na całym świecie.
W 2017 roku "New York Times" poinformował, że Harvey Weinstein przez kilkadziesiąt lat molestował seksualnie aktorki, asystentki i inne pracownice swojej firmy. Obecnie o molestowanie oskarża Weinsteina ponad 80 kobiet. Wśród nich są między innymi: Angelina Jolie, Gwyneth Paltrow, Heather Graham, Kate Beckinsale i Lea Seydoux.
Rose McGowan – aktorka urodziła się 5 września 1973 we Florencji. Jej matka jest Francuzką, a ojciec Irlandczykiem. Jest drugim z szóstki dzieci. Rose dorastała we Włoszech, we wspólnocie Kult Dzieci Boga. Gdy miała 9 lat przeniosła się do Oregon'u, gdzie była "dziecięcym modelem", skąd wyjechała do Kalifornii. Tam spotkała Gregga Araki, który dał jej rolę w niezależnym filmie "Doom Generation - Stracone pokolenie". Dostała za nią nominację do Independent Spirit w kategorii najlepszy debiut aktorski. Najlepiej znana jest z roli Tatum w kultowym horrorze "Krzyk". Zagrała w takich filmach jak: "Cukiereczek", "Małpiszon" czy "Kibice do dzieła!". W okresie 1998-2001 była zaręczona z szokującym rockmanem - Marilynem Mansonem (Brian Warner), ale zerwała zaręczyny i rozstała się z nim, gdyż miała dość takiego życia. Jak później przyznała, opierało się ono głównie na zażywaniu narkotyków. W czerwcu 2001 dostała rolę Paige w serialu "Czarodziejki", gdzie zastąpiła wyrzuconą z obsady Shannen Doherty. Rose na prawym ramieniu ma tatuaż w kształcie kobiety. W wolnych chwilach szydełkuje i pracuje w ogródku. Kolekcjonuje także pamiątki związane z Marleną Dietrich (Filmweb.pl)
Ta książka to kapitalne spotkanie. Spotkanie z nietuzinkowym facetem, charyzmatycznym indywidualistą, magiem fotografii i jednym z jej najwybitniejszych twórców o światowej renomie. Z nieśpiesznych rozmów wyłania się arcyciekawy portret uznanego artysty, ale także swego rodzaju drogowskaz na dobre życie, bo... Życie to kapitalna rzecz jest. Ta książka, pełna empatii pochwała wolności, bezinteresowności i zachwytu nad światem przy wszystkich jego niedoskonałościach, jest tego dowodem.Tomasz Sikora mógłby z powodzeniem obdarować swymi przygodami jeszcze wiele osób. Żył w kilku epokach i na kilku kontynentach, poznał sławy i tych, których z reguły na ulicy staramy się nie zauważać lub wręcz unikamy. Sam także przyjmował różne wcielenia. Fotografowanie jest jak rozmowa. Nie rozmawiasz ze wszystkimi ludźmi na raz, tylko z jednym człowiekiem i ciągniesz rozmaite wątki, żeby jak najwięcej o nim opowiedzieć tłumaczy. I taka też jest ta książka, fotografująca Sikorę ze wszystkich stron przy okazji oglądania jego najsłynniejszych zdjęć: ludzi, rzeczy, krajobrazów miejskich, natury od Polski przez paryskie metro po australijskich aborygenów, którzy nie fotografują się z powodów religijnych. Jak udało mu się namówić ich do zdjęć? Podobnie jak słynących ze swej niechęci do obiektywu Wisławę Szymborską i Wiesława Myśliwskiego. Skąd mocne słowa, wedle których fotograf to oprawca, a fotografowany ofiara? Czemu każdemu należy zrobić minimum trzy zdjęcia i dlaczego medialne ""ścianki to koszmar fotografowanego? Jakie doświadczenia pozwalają prowokująco twierdzić, że profesjonalizm to brak emocji i zarzynanie idei lub że studia psują ludzi?Przy słynnym zdjęciu psa, leżącego na grzbiecie wśród przechodniów, Sikora podkreśla kapitalną, rozbrajającą rolę śmiechu w naszym życiu, a przy innym wspomina surrealne kampanie reklamowe z czasów komunizmu, jak kalendarz FSO bez samochodów. Fotografia niejakiego Proroka pozwala opowiedzieć o wniknięciu w świat polskich hippisów, a podobizna Kazika Nożownika o cyrkowym sztukmistrzu, który z zasłoniętymi oczami rzucał nożami wokół kręcącej się na kole swojej partnerki - sam Sikora również odważył się być obiektem jego cyrkowego popisu - to tylko jedna z wielu przygód artysty w wiecznym głodzie życia. Artysty od siedemdziesięciu lat napawającego się jego bogactwem i gotowego na niemal każdą przygodę.Właściwie nie wiadomo, co w tej rozmowie ciekawsze. Nasza zmienna historia, której był świadkiem od powojnia i która pozwala mu w pewnym momencie opowiedzieć o tym jak został Misiewiczem PRLu i dlaczego nie chciałby fotografować ani Kwaśniewskiego ani Kaczyńskiego, czy wielki świat, którego jest obywatelem, mając w biografii 20 lat życia w Australii, czy świetnie podana filozofia istnienia z poczuciem szczęśliwości chwili, organiczną koniecznością pomagania innym i chodzeniem absolutnie własnymi drogami. Sikora o wszystkim opowiada z tak bezpretensjonalną siłą, pełną anegdot i niewymuszonej mądrości, że udziela się czytelnikowi jego niepodrabialny optymizm:- Wiesz, co zauważyłem? Że kilkakrotne powtórzenie przed zaśnięciem, nawet szeptem, ale tak, żeby słowa wyszły przez usta: o, jak wspaniale się czuję, jak mi jest dobrze, działa kapitalnie.- Jak?- Tak, że się budzę rano radosny. Prawdopodobnie dobre słowa zaczynają naciskać odpowiednie klawisze w mózgu.
Gdzie leży granica pomiędzy sprawiedliwością a obłudą?Badając sprawę pewnej paczki ze złotem, wysłanej przez jednego z techników z obozu koncentracyjnego Auschwitz do żony, Konrad Morgen przekonał się, że tego typu praktyki to codzienność. Przechwycona przesyłka okazała się wierzchołkiem góry lodowej nielegalnego procederu kradzieży, korupcji i przemytu, rozgrywającego się w obozach. Na miejscu, w Auschwitz, Morgen zaobserwował także, iż załoga obozu regularnie dopuszcza się samowolnych zbrodni na więźniach. W cieniu pracujących pełną parą komór gazowych postanowił więc tropić owe nielegalne morderstwa.Przenosząc się na kolejne placówki z rozkazu Reichsfhrera SS Heinricha Himmlera, Morgen wizytuje także inne obozy na obszarach mu podległych: Hertogenbosch/Vught, Kraków Płaszów, Majdanek. Bada przypadek aresztowanego w KL Buchenwald Karla Kocha i jego zboczonej żony Ilse. Za jego sprawą Koch zostaje ostatecznie skazany na śmierć i trafia przed pluton egzekucyjny na tydzień przed zajęciem obozu przez Amerykanów.Z ośmiuset wszczętych przez Morgena spraw dwieście kończy się wyrokami skazującymi, pięć wniosków o wszczęcie sprawy wobec komendantów umorzono.Po wojnie Morgen występuje jako świadek w głośnych procesach zbrodniarzy wojennych, m.in. w procesach norymberskich i w drugim procesie oświęcimskim we Frankfurcie nad Menem. W czasie procesu w Norymberdze określa SS jako praworządną organizację, która nie miała nic wspólnego z zagładą ŻydówKevin PrengerUrodził się w 1980 roku, mieszka w Holandii. Jest redaktorem naczelnym Go2War2.nl, największego holenderskiego portalu poświęconego II wojnie światowej.W swym dorobku autorskim posiada liczne artykuły zamieszczane m.in. w portalu Historiek.net oraz czasopiśmie Wereld in Oorlog (Świat w stanie wojny).Przez swoje publikacje stara się rzucać światło na mniej znane aspekty II wojny światowej oraz holocaustu.
Elizabeth Ann Hawley to amerykańska dziennikarka i kronikarka wypraw w Himalaje. Postać legenda, dzięki której świat poznał najważniejsze wydarzenia światowego himalaizmu. W latach czterdziestych XX wieku pracowała jako researcher dla magazynu Fortune. Szybko jednak opuściła Stany, by podróżować po świecie i ostatecznie osiąść w Nepalu.
Była korespondentem agencji prasowej Reuters, kiedy relacjonowała pierwszą udaną amerykańską wyprawę na Mount Everest w 1963. Pomimo tego, że sama nigdy nie zdobyła żadnego ośmiotysięcznika stała się inspiracją, skarbnicą wiedzy i autorytetem w dziedzinie wypraw i opowieści o największych osiągnięciach, a także skandalach i katastrofach, które działy się w Himalajach i Karakorum.
Elizabeth Ann Hawley skrupulatnie dokumentowała kolejne górskie ekspedycje, budując renomę i popularność wspinaczy, takich jak choćby Edmund Hillary, Reinhold Messner, Chris Bonington, Tomaž Humar i Ed Viesturs. Rozstrzygała wszelkie wątpliwości związane ze zdobywaniem himalajskich szczytów, a tworzone przez nią archiwum powstawało w oparciu o osobiste rozmowy ze wspinaczami. Wielokrotnie pomagała polskim wyprawom w zdobyciu informacji o szczytach, które planowali zdobyć. Zmarła w styczniu 2018 roku w Katmandu pozostawiając po sobie archiwum "Himalayan Database" opisujące 9,5 tys. ekspedycji, na 450 znaczących nepalskich szczytów oraz około 70 tysięcy uczestników tych wypraw, począwszy od 1905 roku.
Ta historia wydarzyła się naprawdę. Niektóre imiona bądź nazwiska oraz nazwy firm zostały zmienione. Wszelkie podobieństwo nazwisk i osób poza moją rodziną i przyjaciółmi jest przypadkowe. Przebieg wydarzeń został opisany na podstawie mojej wiedzy pozyskanej od informatorów z kręgów przestępczych, służb mundurowych, prywatnych śledczych. Formalnie śledztwo zostało umorzone.
"Od alarmującego telefonu i późniejszych rozmów z policją i prokuraturą upłynęło nie więcej niż dwadzieścia pięć minut. Nagle z pokoju Tusi dobiegł nas jakby głośny huk i tuż po nim w drzwiach salonu pojawiła się nasza przerażona córka. Nie miałam pojęcia, co to znaczyło. Tylko Leszek rzucił się biegiem do pokoju syna, krzycząc po drodze: – Krzysiu, padnij na podłogę! Nie podchodź do okna, padnij na podłogę! Wszyscy na podłogę! Strzelają do nas! [...]"
"Magnum" to prawdziwa historia nieznanych do tej pory szczegółów i dramatów związanych z budową fabryki lodów w Baninie. Sztandarowym produktem tego producenta lodów jest lód Magnum. Paradoksalnie do morderczego szantażu bandyci wybrali broń o tej samej nazwie.
Książka przedstawia losy dwojga rosyjskich artystów na tle dramatycznej epoki pełnej politycznych napięć i wojenno-rewolucyjnych kataklizmów.Drogi życiowe Margarity Sabasznikowej-Wołoszyny i Maksymiliana Wołoszyna wpisują się w atmosferę filozoficzno-estetycznych poszukiwań całego pokolenia rosyjskich twórców przełomu wieków XIX i XX oraz popaździernikowej rzeczywistości.Te dwie splatające się ze sobą biografie pokazują również, że pomimo emigracyjnej gehenny Margarity i nierównej walki Maksa o zachowanie człowieczeństwa w obliczu terroru, że pomimo upływu czasu bohaterowie nie zatracają tego, co łączyło ich na początku: miłości, przyjaźni i zwykłej ludzkiej dobroci.
To jest taki Russian Style! 12 000 kilometrów na kraniec Rosji... i z powrotem"""" nie jest klasyczną książką podróżniczą. Nie jest relacją z podróży, choć o podróży opowiada. Podróży pełnej nieplanowanych zwrotów i przypadków. Maciej Stroiński, pojechał na koniec kontynentu, aż do Magadanu nad Morzem Ochockim. Koleją Transsyberyjską i autobusem. Choć nie jest podróżnikiem, to świadomie zrezygnował z wygód, które gwarantuje samolot, choć w jego książce samolot też musiał się pojawić. Stroiński, jako rasowy reporter, uważnie obserwuje świat, który znika na naszych oczach i barwnie go opisuje. Te obrazy mają różne odcienie. Jest feria barw syberyjskiej przyrody, ale zaraz obok zdarta niebieska farba ze ścian porzuconych budynków, w których kiedyś toczyło się życie. Prawdziwy koloryt tej książki jednak tworzą ludzie. Opowiadają swoje historie i pokazują swój świat. Zapraszają do niego Stroińskiego, który koduje każdy szczegół, czytelnikom podpowiadając hasła potrzebne do zrozumienia tytułowego russian style. Maciej Stroiński nie jest zakochany w Rosji. Nie jest także jej antagonistą. Jest obserwatorem, który próbuje zrozumieć zjawiska. Brutalnie nazywa absurdy, którymi ten potężny kraj otacza mieszkańców, ale gdy jest ku temu okazja, pisze o kraju Puszkina, Lenina i Putina z prawdziwą sympatią. Choć można chwilami odnieść wrażenie, że najczęściej występującym odczuciem autora jest niedowierzanie. Dlaczego warto sięgnąć po książkę Macieja Stroińskiego To jest taki Russian Style!? Bo czyta się ją jak książkę przygodową, a chwilami nawet awanturniczą. Autor, który wyjeżdżając kompletnie nie pamiętał języka rosyjskiego, po kilkunastu dniach w królestwie Miszki, postanowił rzucać się chwilami w najgłębszą rosyjską wodę. I nie chodzi tu tylko o Bajkał, w którym Stroiński postanowił popływać pomimo ostrzeżeń miejscowych
Marcin Szulc rocznik 1977, mąż kochającej, żony, ojciec wspaniałych dzieci, psa nie ma. W ciągu dnia prawnik i tłumacz; prowadzi pierwszą polską kancelarię prawną w Irlandii Rostra Solicitors.Domorosły pisarz i złośliwy obserwator (od ponad 14 lat) konfrontacji irlandzkiej rzeczywistości z wyobrażeniem o niej. Dość szybko nauczył się nie mówić Irlandczykom, skądinąd wspaniałym ludziom, o swoich bolączkach aklimatyzacyjnych. W książce, którą trzymacie w rękach napisał wszystko to, czego kochanym Irlandczykom nie powiedział.Ku zgryzocie otoczenia uwielbia słuchać Jacka Kaczmarskiego i oglądać Top Gear (choć najchętniej jeździ rowerem i jedyne Lambo, jakie ma jest modelem 1:42). Zarówno Kaczmarski jak i Clarkson odcisnęli niejakie piętno na książce, którą trzymacie. Autor od wielu lat pisze popularne artykuły publikowane w polonijnej prasie i na portalach. Dziś ostrze swojego lekkiego pióra skierował w stronę Szmaragdowej Wyspy.Irlandia albo frytki z octem, czyli Zielona Wyspa oczyma pewnego emigranta to książka, której tytuł zdradza bardzo wiele. Hojnie okraszone humorem obserwacje życia w Irlandii, cięte komentarze i bezlitosne porównania do Polski dostarczą rozrywki i zmuszą do chwili refleksji nad niełatwym losem ludzi, którzy, szukając lepszego życia, setkami tysięcy opuścili Polskę po jej wejściu do Unii Europejskiej.Wyjechali, lecz czy znaleźli lepsze życie? Czy kiedyś wrócą?Książka, która rozbawi i wzruszy oraz pomoże tym, którzy wciąż są w Ojczyźnie w podjęciu decyzji wyjeżdżać czy nie?
Gdzie tkwią źródła globalnej przemocy? Jaki jest jej związek z liberalną demokracją? W porywającym eseju filozof historii analizuje mechanizmy wykluczenia, ukazując dwa skrajnie odmienne oblicza demokratycznego porządku. Jego zdaniem nie da się myśleć o liberalnej demokracji w oderwaniu od historii kolonializmu. Mbembe analizuje ich wzajemne powiązania i konsekwencje tej relacji w dzisiejszym zglobalizowanym świecie, w którym wrogość staje się głównym sposobem przeżywania Innego. Podejmując wątki obecne w myśli Frantza Fanona, Mbembe proponuje alternatywę dla polityki wrogości. Przeciwstawia jej „etykę przechodnia” – tworzenie więzi oparte na budowaniu wspólnej pamięci, trosce i solidarności.
Polskie wydanie książki zawiera także słynny esej Mbembego Nekropolityka, jeden z najważniejszych tekstów teorii politycznej i krytycznej, mówiący o relacji między podmiotowością a śmiercią jako o korzeniach nowoczesnej suwerenności. Tekst ten stał się także punktem odniesienia dla współczesnych artystów, o czym świadczy choćby fakt, że jedna z części documenta 14 nosiła tytuł „The Society for The End of Necropolitics”.
Książka ważna i potrzebna w dobie narastających nacjonalizmów.
Początkowo, wszystko przebiega tak, jak gdyby odmowa wroga przeżywana była, w sobie, jako głębokie zranienie narcystyczne. Być pozbawionym wroga – albo nie doświadczyć zamachów czy innych krwawych aktów dokonywanych przez tych, którzy nienawidzą nas i naszego sposobu życia – to być pozbawionym relacji nienawiści, dzięki której można dać upust wszelkiego rodzaju żądzom, zazwyczaj zakazanym. To być pozbawionym demona, bez którego nic nie jest dozwolone, gdy tymczasem epoka zdaje się nawoływać, gorączkowo, do absolutnej swobody, do powszechnego rozprzężenia i wyzbycia się jakichkolwiek zahamowań. (fragment książki)
Jednym z celów badawczych przyjętych przez autorów niniejszej książki jest przyjrzenie się mechanizmom budowania i umacniania kultu jednostki zarówno w historii, w czasach, gdy Europą Wschodnią niepodzielnie rządził Józef Stalin, jak i współcześnie, gdy u władzy od lat znajduje się Władimir Putin. Ogromną rolę w tym procesie odgrywają media.
Bo naród polski jest tym narodem wybranym, tą wdową z Sarepty, do której zstępuje Eljasz, aby wskrzesić jej syna i przez niego obudzić cały świat z letargu duchowego. Nie darmo nasi wieszcze narodowi przed blisko stu laty w duchu wieszczym prorokowali, że Polska da kapłanów całemu światu, że będzie ona Rzeczypospolitą wszystkich narodów, Kościołem–państwem ludzkości (…). Wdową tą będzie Polska, i syn polskiej ziemi i polskiego narodu będzie użyty za narzędzie Boga samego. Za pośrednictwem jego też zmartwychwstanie zmartwychwstaniem prawdziwem, i odrodzi się duchowo, a przez Polskę, tę duchową, nie polityczną, odrodzi się cały świat — pisał w jednej ze swoich broszur ks. Andrzej Huszno (...). Dla swoich zwolenników, a było ich niemało, pozostawał człowiekiem wielkiego serca, szczerym kapłanem — socjalistą, szukającym w prawdach ewangelicznych dróg do „odrodzenia ducha” i zbawienia ludzkości. (Ze Wstępu)
***
Ks. Huszno siał wielki zamęt w głowach mieszkańców Dąbrowy Górniczej i całego Zagłębia. Przystojny mężczyzna oraz charyzmatyczny i elokwentny mówca cieszył się wielkim poważaniem wśród robotników i robotnic, stając się w pewnym sensie ich „ludowym trybunem”. Przyciągał ich do siebie nie tyle swoimi wywrotowymi pod względem teologicznym kazaniami, co otwartym przyklaskiwaniem szerzącym się w tym robotniczym regionie ideom socjalistycznym i komunistycznym, wrogim w stosunku do chrześcijaństwa i Kościoła katolickiego (osobiście był sympatykiem Polskiej Partii Socjalistycznej). Zjednywał sobie ludzi także praktykowanym przez siebie ziołolecznictwem. Oczywiście — jak można się domyślić — tak jak wielu kapłanów, którzy zerwali z Kościołem — kwestionował zasadność życia w kapłańskim celibacie. Miał żonę Stefanię (zmarła w 1932 r.) i córkę Indrę (...).
W kwietniu ubiegłego roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny autora tych wspomnień. Ziemianina, prawdziwego gospodarza, Polaka i bohatera dla jednych, obszarnika i wyzyskiwacza dla drugich. Człowieka przez Polskę całkowicie zapomnianego i lekceważonego, za to docenionego przez komunistyczną Białoruś. Jest bowiem Edward Woyniłłowicz jednym z wielu Polaków,uznawanych dziś za białoruskich bohaterów narodowych. Hołd składa mu zarówno baćka Łukaszenka, jak i wierni Kościoła Katolickiego w jego rodzinnej Mińszczyźnie. Oto przed Państwem pierwszy tom wspomnień tego niezwykłego człowieka.
W kwietniu ubiegłego roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny autora tych wspomnień. Ziemianina, prawdziwego gospodarza, Polaka i bohatera dla jednych, obszarnika i wyzyskiwacza dla drugich. Człowieka przez Polskę całkowicie zapomnianego i lekceważonego, za to docenionego przez komunistyczną Białoruś. Jest bowiem Edward Woyniłłowicz jednym z wielu Polaków,uznawanych dziś za białoruskich bohaterów narodowych. Hołd składa mu zarówno baćka Łukaszenka, jak i wierni Kościoła Katolickiego w jego rodzinnej Mińszczyźnie. Oto przed Państwem pierwszy tom wspomnień tego niezwykłego człowieka.
Publikacja powstała w związku z prezentowaną w MOCAK-u wystawą Leona Chwistka Nowe kierunki w sztuce. W książce pod redakcją Karola Chrobaka obok wydanych po raz pierwszy tekstów artysty i licznych reprodukcji można znaleźć eseje autorstwa między innymi Jakuba Kornhausera, Marii Anny Potockiej i Jana Woleńskiego.
“Wyżej niż kondory” to reporterska opowieść o Pierwszej Polskiej Wyprawie Andyjskiej (1933-34). W jej skład weszli Stefan Daszyński, Jan Dorawski, Adam Karpiński, Konstanty Narkiewicz-Jodko, Stefan Osiecki i autor Wiktor Ostrowski. Była to pionierska eskapada w nieznane góry, podczas której tę szóstkę wspinaczy połączyło braterstwo liny. Polacy dokonali wejść na kilka dziewiczych szczytów (m.in. Cerro Mercedario 6670 m). Wspinacze wytyczyli także drogę na dziewiczej wschodniej ścianie Aconcagua (6960 m). Drogę stała się popularna i nazywana jest „Ruta de los Polacos”. Na argentyńskich mapach znajdziemy takie nazwy, jak Glaciar Ostrowski i Glaciar Karpiński, a także El Pico Polaco.
Przedmiotem monografii są reprezentacje Polski i Polaków w literaturze duńskiej, ze szczególnym wskazaniem na niefikcjonalne formy literackie. W swoich relacjach podróżniczych – będących głównymi źródłami do analizy duńskiego dyskursu literackiego o wskazanej tematyce – pisarze: Georg Brandes (Indtryk fra Polen, 1888), Else Moltke (Polsk September, 1939), Hilmar Wulff (Polen, 1961) i Dea Trier Morch (Polen, 1970) przedstawiają Polskę i Polaków przez pryzmat odmiennych autorskich poetyk, własnych „zasobów wewnętrznych” oraz pod wpływem modelującego ich możliwe rozpoznania zachodnioeuropejskiego dyskursu o Europie Wschodniej.
To nazwisko już za życia było legendą. Po śmierci Władimira Wysockiego jego imię otrzymały szczyty górskie, nowa planeta, ulice, statki oceaniczne, teatry. Fenomen Wysockiego opiera się nie tylko na jego niesłychanej popularności jest to następstwo olbrzymiego autorytetu moralnego, reputacji i daru słowa. Na ten fenomen składają się cechy osobowości i wielostronność talentu.Demidowa pracowała z Wysockim w Teatrze na Tagance od 1964 roku: od dnia powstania teatru do jego śmierci. Wiele razem grali, uczestniczyli w próbach, jeździli na koncerty, mieszkali obok siebie na występach gościnnych. Bez teatru nie można zrozumieć indywidualności artystycznej Wysockiego. Jednak w teatrze widziała go bardzo ograniczona liczba osób. Za życia Wysockiego dostać się do Taganki było praktycznie niemożliwe; na sali zasiadali tak zwani prestiżowi widzowie, dla których Wysocki był najczęściej zaledwie modą.Dla aktorów Teatru na Tagance Wysocki był Wołodią, Wołodiczką, z którym można było pogadać o czymkolwiek, którego można się było poradzić, z którym można się było posprzeczać na próbie albo na spektaklu, po czym nie rozmawiać przez tydzień, powybrzydzać z kolegami o jego kolejnych wybrykach. Dla całego kraju był mitem, legendą. Teraz ci, którzy za życia go nie znali, chcą znać najdrobniejsze szczegóły z jego życia. Publikacja jest próbą dotarcia do sedna tej legendy.
"Uwodzicielskie i niebezpieczne. W półmroku buduarów wyciągały sztabowe tajemnice od kochanków, skakały ze spadochronem, skutecznie operowały bronią.
Intrygi, szantaże, wielka polityka. Brawura i adrenalina.
KOBIETY WYWIADU
MATHILDE CARRÉ. Drapieżna kotka, zdradziła Niemcom siatkę francuskiego Resistance. Skazana na gilotynę w wieku lat 40. Dożyła jednak prawie stu lat, wydając po drodze pamiętnik.
GABRIELLE BONHEUR (COCO) CHANEL. Interesowna kobieta sukcesu. W czasie niemieckiej okupacji Coco związała się z niemieckim wywiadem. Francuski ruch oporu wydał na nią wyrok śmierci, ale po wojnie uniknęła kary za kolaborację.
ANNA CHAPMAN. Agentka 00Sex. Wyszkolona na „uniwersytecie uwodzicieli” koło Kazania. Powróciła do rosyjskiej ojczyzny w glorii superszpiega. Jej podobizna znalazła się ostatnio nawet na znaczkach pocztowych.
IZABELLA HORODECKA. „Teresa” od wyroków. Zwiedziła kilkadziesiąt państw na sześciu kontynentach. James Bond w spódnicy. Przenikliwa, niezwykle spostrzegawcza, mająca świetny refleks, podczas okupacji wzięła udział w 23 poważnych akcjach likwidacyjnych.
CHRISTINE KEELER. Seks, kłamstwa i samobójstwo. Piękna dziewczyna, lekarz erotoman, łysiejący brytyjski minister i przystojny rosyjski szpieg. Nawet w swingującym Londynie lat sześćdziesiątych taka mikstura po prostu musiała eksplodować.
KAROLINA RZEWUSKA (SOBAŃSKA). Szpieg w krynolinie. Używając prowokacji i szantażu, bez wahania niszczyła polskich patriotów, nawet tych z kręgu najbliższych przyjaciół i rodziny.
KRYSTYNA SKARBEK. Agentka brytyjskiego SOE, używająca pseudonimu Christine Granville. Ulubiony szpieg Churchilla. Za swoje brawurowe misje otrzymała najwyższe odznaczenia francuskie i angielskie. Nie potrafiła się odnaleźć w powojennej rzeczywistości. Zginęła najprawdopodobniej z ręki zazdrosnego kochanka.
ELŻBIETA ZAWACKA. Najdzielniejsza z dzielnych. Cichociemnych było tylko 316 – wśród nich jedna kobieta. Przekradała się przez ośnieżone przełęcze Pirenejów i skakała w nocy ze spadochronem. Wzorzec odwagi i patriotyzmu.
MARGARETHA ZELLE (MATA HARI). Oko Bóstwa. Na hasło: „kobieta – szpieg” każdy niemal odpowiada: „Mata Hari”, chociaż biedna Greta Zelle nie była ani dobrą tancerką, ani nie oddała aż tak wielkich usług szpiegowskich jak inni niemieccy agenci.
Sprawdź, dla kogo gasisz światło. Twoje tajemnice są w niebezpieczeństwie.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?