BESTSELLER „NEW YORK TIMESA”
Wciągające wspomnienia KateBetts o Francji – paryskich klubach nocnych lat 80., polach lawendy w Prowansji, wielkich pokazach na dziedzińcu CourCarrée w Luwrze – magicznie przywołują ten moment w życiu, gdy młoda kobieta odkrywa, co jest jej przeznaczeniem.
Jedyny taki przewodnik po modzie, Paryżu i tym, co Francuzi lubią najbardziej.
Od najmłodszych lat KateBetts pragnęła wyrwać się z rodzinnego domu i rozpocząć życie na własny rachunek. Chciała być zagraniczną korespondentką poważanej gazety. Po skończeniu Princeton, z duszą na ramieniu wyjechała do Paryża, gdzie postanowiła opanować francuski slang, styl i savoir-vivre oraz znaleźć pracę, która dałaby jej powód do pozostania dłużej nad Sekwaną.
Kate była zdeterminowana. Gotowość do podjęcia każdego wyzwania opłaciła się: relacje z nieustraszonych wypraw w głąb la France profonde – prawdziwej Francji – przykuły uwagę Johna Fairchilda, arbitra stylu i nieprzewidywalnego wydawcy „Women’sWearDaily” – biblii mody. Oceny pierwszych jej tekstów, tych o katastrofie na Balu Surrealistów u Rothschildów czy zabawach do białego rana wnuczki generała Franco, były jedynie przedsmakiem tego, co miało nadejść. W nagrodę za wysiłek John Fairchid wprowadził ją na paryskie salony. Była jedną z niewielu, którym pozwalał usiąść obok siebie w pierwszym rzędzie na pokazach nowych kolekcji i z którymi oglądał ekskluzywne projekty wychodzące z pracowni bogów francuskiej mody. W towarzystwie przyprawiającego o zawrót głowy i hipnotyzującego Yves Saint Laurenta, złośliwego i nieznoszącego sprzeciwu Karla Lagerfelda oraz buntowników łamiących wszelkie zasady: Martina Margieli, Helmuta Langa i Johna Galliano, autorka „Jak to się robi po francusku” ukazuje kulisy świata niedostępnego dla każdego. W swojej książce KateBetts opisuje życie Amerykanki w Paryżu, która poznaje samą siebie, zakochuje się i znajduje swoje miejsce na ziemi.
Co się stanie, kiedy lewicująca, zbuntowana studentka z Antwerpii, mieszkająca ze swoim irańskim chłopakiem, trafi do domu ortodoksyjnej żydowskiej rodziny, żyjącej na obrzeżach belgijskiego społeczeństwa we własnym, zamkniętym świecie? Czy bezpośrednia, trochę zadziorna dziewczyna może się odnaleźć w środowisku pielęgnującym zwyczaje, które od setek lat się nie zmieniły?
Margot przez sześć lat spędzała popołudnia w domu Schneiderów, pomagając ich dzieciom w nauce. Jej metody dydaktyczne bywały zupełnie nieortodoksyjne – stosowała między innymi prowokacyjne pytania, obcesowe komentarze i dużo śmiechu. Okazało się, że w niektórych sprawach dogaduje się z uczniami znakomicie, na przykład w interesach (razem ze średnim synem Schneiderów, Jakovem, przez kilka lat prowadzili wspólny biznes – ona pisała jego kolegom wypracowania, on zajmował się logistyką i zgarniał procent). W innych kwestiach, jak podejście do mody czy seksu, różnice były większe. Nie przeszkodziło to jednak Margot i jej uczniom konfrontować się z wzajemną odmiennością i co dzień przekraczać dzielące ich granice. Choć pierwsze zetknięcie dwóch skrajnie różnych światów i światopoglądów było gwałtowne, z czasem wśród gaf i pomyłek początkowa nieufność zmieniła się w niezwykłą przyjaźń, która przetrwała lata.
„Margot […] ukazuje zarówno piękno, jak i trudności bycia człowiekiem pośród ludzi. Lektura obowiązkowa dla każdego.” „De Standaard der Letteren”
„„Mazel tow” wprowadza nas za kulisy niedostępnego świata ortodoksyjnych Żydów i uświadamia, że on tylko wydaje się nam znajomy.” „Het Nieuwsblad”
„Książka Margot to wyjątkowa opowieść o świecie ortodoksyjnych Żydów oglądanym oczami gojów. Nadzwyczajna.” „De Sleutel”
„Świetnie nakreślone postaci i doskonale oddana codzienność. „Mazel tow” to o wiele więcej niż tylko dobra książka.” „Cutting Edge”
„Piękna opowieść o przyjaźni pokonującej podziały i różnice kulturowe.” „Mappa Libri”
Wbrew temu, co mógłby sugerować podtytuł, książka nie jest jedynie relacją z rowerowej wyprawy z Paryża do Santiago de Compostela, choć – oczywiście – jest nią również. Nie jest przewodnikiem turystycznym po trasie pielgrzymkowej, choć zawiera jego elementy. Jest – pisaną z nietypowej perspektywy siodełka rowerowego – próbą publicystycznej analizy niektórych problemów współczesnej Europy (tożsamość Europy, chrześcijaństwo, islam, średniowiecze, źródła i mechanizm działania współczesnej poprawności politycznej itd.), którymi w innych formach autor zajmował się wcześniej jako poseł na Sejm RP i wiceprzewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Oprócz tego: trochę rozważań religijnych i filozoficznych, a także garść napisanych w lekkim stylu osobistych wspomnień, jak to z tą Europą dawno temu (a przecież tak niedawno) bywało.
W kuchniach i salonach, w garażach, laboratoriach i piwnicach, nawet w przerobionych kurnikach kobiety i dziewczęta dokonywały wynalazków. Wymyślały świece, tkaniny, mydło, hełmy, nosidełka dla dzieci, preparaty chemiczne, sterowane głosem wózki inwalidzkie i leki zwalczające raka - dokonywały genialnych innowacji, które sprawiały, że życie stało się łatwiejsze i lepsze. Ich pomysły należą do najbardziej trwałych (wycieraczki do szyb samochodowych) i najbardziej ulubionych (ciasteczka z kawałkami czekolady). Co inspirowało te kobiety i jak przekształcały swoje pomysły w wynalazki?
Książka Dziewczęta myślą o wszystkim, począwszy od Sybilli Masters, pierwszej Amerykanki, której wynalazek został udokumentowany (choć patent musiał być wystawiony na nazwisko męża), po dwunastoletnią Becky Schroeder, która w 1974 roku została najmłodszą posiadaczką patentu, opowiada o trudnościach, jakie musiały pokonać te niezwykłe kobiety, i o ich niesamowitych zwycięstwach.
Opowieść o egzotycznych odległych krainach i morskich wyprawach
Wojtek, młody chłopak, po śmierci ojca rybaka, którego zabrało morze, opuszcza rodzinny dom. Nie mając żadnego fachu w ręku i środków do życia, zaciąga się na „Fennię”, stary statek handlowy. Podczas dalekomorskich wypraw zwiedza różne kontynenty, poznaje ich mieszkańców, nieznane kultury i obyczaje. Zdobywa nowe doświadczenia, które pomagają mu zrozumieć świat i samego siebie.
Augustyn Łosiński to postać nieszablonowa o niezwykle silnym charakterze. Jego niewzruszona postawa wymyka się zwykłym ocenom. Biskup Łosiński, pełniąc funkcję ordynariusza diecezji kieleckiej, mocno rozczarowywał władze carskie – chciały go one przenieść za to do Żytomierza, pomijały przy odznaczeniach i awansach. W latach wielkiej wojny Austriacy podejmowali próby usunięcia go z Kielc w ramach represji za paraliżowanie akcji werbunkowej do formacji wojskowych wspierających państwa centralne, krytykę rabunkowej polityki okupantów oraz otwarte potępienie rozbiorów Polski podczas obchodów kościuszkowskich w 1917 roku. Surowy recenzent poczynań rządów sanacyjnych.
Chwalony był za ocalenie miasta w 1914 roku, kiedy to ruble z jego kasy uchroniły Kielce przed zbombardowaniem ogniem artylerii rosyjskiej. Ordynariusz diecezji żywił najuboższych kielczan w trudnych latach I wojny światowej (jego kuchnie wydawały najbardziej potrzebującym po 700 posiłków dziennie). Po wojnie, podczas walk o granice, święcił sztandary pułkowe armii polskiej, wspierał moralnie i materialnie powstania śląskie oraz budżet wojskowy w dobie kampanii bolszewickiej. Zwołał synod diecezjalny. Zorganizował i rozwinął szkolnictwo katolickie w mieście, z gimnazjum św. Stanisława Kostki na czele. Założył kielecki oddział Akcji Katolickiej i „Caritas”. U kresu życia, pomimo prześladowań ze strony sanacyjnego państwa, patronował w 1936 roku zakupowi samolotu sanitarnego dla armii polskiej. Dla siebie nie żądał niczego.
Dlaczego warto sięgnąć po tę publikację?
Biskup Augustyn Łosiński, ordynariusz diecezji kieleckiej w latach 1910–1937. Wymagający wobec innych, ale przede wszystkim wobec siebie. Wierny swoim poglądom i niezwykle odważny w ich manifestowaniu. Ze spokojem znoszący wszelkie przeciwności. Pewnego dnia na kazaniu powiedział wiernym: „Będę wam jak latarnia morska na granitowej skale”. Słowa dotrzymał. Wytrwał przy swoich diecezjanach do końca, choć wielu z nich odpłaciło mu się otwartą agresją. Odwoływał się do wzoru pierwszych chrześcijan, ich wszakże miał sposobność naśladować. Dokonał niemało, dlatego też dwudziestu siedmiu lat jego rządów w diecezji kieleckiej nie wolno skazać na zapomnienie.
Alfabet to zbiór niepublikowanych dotychczas materiałów oraz wywiadów, które powstały podczas realizacji głośnego filmu dokumentalnego o tym samym tytule w reżyserii Erwina Wgenhofera. Książka zawiera też zapiski z dziennika o szczęśliwym dzieciństwie Antonina Sterna, syna André. Ponadto w Alfabecie zabrali głos: światowej sławy ekspert w dziedzinie edukacji sir Ken Robinson, uznany neurobiolog Gerald Hüther, Arno, André i Pauline Sternowie, a także Pablo Pineda – pierwszy Europejczyk z zespołem Downa, który ukończył studia wyższe i wielu innych.
Alfabet to książka dedykowana rodzicom i nauczycielom, która dodaje odwagi, by porzucili to, co stare i ruszyli - przez otwarte już drzwi - na spotkanie się z tym, co nowe.
"Gdyby słowo edukacja zastąpić po prostu słowem relacja, wówczas świat nagle zacząłby wyglądać zupełnie inaczej.
Aby żyć inaczej, będziemy potrzebowali nowego języka, będziemy musieli wymyślić nowe słowa, niezbędny okaże się nowy alfabet – to właśnie ma sugerować tytuł filmu i książki.
Każdy z nas doświadczył tego, że ani szkoła, ani czas poświęcony nauce nie umacniały nas i nie dodawały nam odwagi. Czyniły to bliskie nam osoby, które obdarzyły nas zaufaniem i szacunkiem!
Chcielibyśmy poprzez tę książkę dodać odwagi jej czytelnikom i samym sobie, żebyśmy ośmielili się porzucić to, co stare i spotkali się z tym, co nowe, co już na nas czeka".
E. Wagenhofer, S. Kriechbaum, A. Stern, Alfabet
"Rodzice powinni przeczytać tę książkę, żeby podejmować decyzje o edukacji ze świadomością ich wagi i konsekwencji. „Alfabet” to nie instrukcja, ale inspiracja do działania".
Elżbieta Manthey, Juniorowo.pl
Odosobnienie na chłodnych wybrzeżach Północnego Atlantyku. Wyprawy rybaków na Labrador. Zapach domowego chleba. Powroty po długich miesiącach spędzonych na morzu. Ognie skrzące się na polanach. Ziemianki wypełnione warzywami pozwalającymi przetrwać zimę. Woń żywicy i trocin. Piwo z pędów świerku. Życie surowe i okrutne, lecz niepozbawione piękna i nadziei. Ludzie twardzi i nieustępliwi jak skaliste klify Nowej Fundlandii, a zarazem pogodzeni z odwiecznym rytmem narodzin i śmierci. Wszystko to powoli odchodzi w niepamięć?
Michael Crummey, wybitny kanadyjski poeta i prozaik, autor głośnych powieści "Dostatek", "Rzeka złodziei", "Pobojowisko" i "Sweetland", postanowił zebrać okruchy dawnego świata i ocalić je od zapomnienia, przeistaczając w prawdziwe literackie perły. Ten zbiór krótkich tekstów stanowi niezwykłą, poetycką podróż w przeszłość Nowej Fundlandii - swoisty hołd złożony surowej, dziewiczej krainie, a przede wszystkim jej mieszkańcom: ludziom prostym, hardym i odważnym; gotowym do największych poświęceń dla tych, których kochali.
Autor dedykuje książkę ludziom, zwłaszcza młodym, którzy szukają odpowiedzi na pytanie, czy i jaki ma sens bycie we wspólnocie historyczno-kulturowej. Którzy chcą wiedzieć, czy powinniśmy być dumni z własnej przeszłości, czy raczej poddać się pedagogice wstydu akcentującej ciemne strony polskiej historii? Czy mamy się czuć zażenowani, że tkwi w nas swego rodzaju mesjanizm patriotyzmu jako umiłowanie ojczyzny i wolności?
Odwołując się do filozofii, tłumaczy, językiem prostym i zrozumiałam nawet dla nie obeznanego z pojęciami naukowymi czytelnika, że myśl hermenutyczna ma szacunek dla dokonań minionych pokoleń i dla tradycji. Dokonuje refleksji nad wyznacznikami hermeneutycznej filozofii polityki, zwraca uwagę na kryzys, w jakim znajduje się europejska kultura.
Uważa, że konieczny jest powrót do społeczeństwa nowoczesnego, które będzie budowało wspólnotę kulturową w oparciu o wartości i ideały godne pielęgnowania. Refleksja nad polityką powinna mieć hermeneutyczną głębię, ponieważ dopiero znajomość podstaw filozofii pozwala na krytyczną i racjonalną ocenę rzeczywistości. Udowadnia młodym ludziom, że zatopienie się w konsumpcji, zabawie, postawach hedonistycznych, tylko pozornie może gwarantować nowoczesną, europejską tożsamość. Przekonuje, że Polska jest wartością.
Projekt okładki, stron tytułowych i ilustracje Marianna Sztyma
Polecamy blog www.metamacierzynstwo.pl
„Znam piękne i dalekie od cukierkowej wizji zdjęcia robione przez matkę własnym dzieciom. Znam fotoreportaże z ciąży i z rodzinnego porodu. Znam nawet fotografie dokumentujące wygląd brzucha po ciąży. Ale nie znam takiego cyklu zdjęć, w którym na jednym potargana matka gotuje, a niemowlę na niezbyt czystej podłodze bawi się pokrywką słoika; na innym matka ziewa czytając pięćdziesiąty raz tę samą książeczkę; na jeszcze innym podczas spaceru gapi się tępo przed siebie. Czy coś w tym stylu. Rozmyślając o tych fotografiach uświadomiłam sobie, że to właśnie próbuję zrobić. Opisać macierzyństwo bez fikcji. Prawdziwe.” Joanna Czeczott
„Droga matko, myślę, że wśród występujących w tej książce kobiet na bank znajdziesz przyjaciółkę. Jak ja znalazłam. I serdecznie ją z tego miejsca pozdrawiam, koleżankę O., matkę dwojga, o której nie wiem, czy istnieje, ale która jest dla mnie, ze swoim ’whatever works’ i ’macierzyństwo nauczyło mnie tolerancji’, uosobieniem kobiecej mądrości. Jeśli nie istnieje, cieszę się, że Joanna Woźniczko-Czeczott ją wymyśliła. A jeśli istnieje, gratuluję autorce, że w tym emocjonalnym, kulturowym, marketingowym tumulcie, który towarzyszy macierzyństwu w naszych emocjonalnie, kulturowo i marketingowo niestabilnych czasach, usłyszała jej głos i nam go pozwoliła usłyszeć.” Justyna Bargielska
„Z tą książką jest tak jak z dzieckiem. Nie chcesz jej zacząć czytać, bo wiesz, czego się spodziewać. I to się nawet potwierdza, ale i tak już nie możesz przestać. Rzadko się zdarza, by obalona królowa tak lekko i tak szczerze opowiadała o tym, jak ścięto jej głowę.” Tomasz Kwaśniewski
„Opisy macierzyństwa zazwyczaj ociekają lukrem. Pisze się o maluszkach, bobasach i nieustającej radości bycia matką. Od tej słodyczy bolą zęby. A jak jest naprawdę, wiedzą ci, którzy mają małe dzieci. Problem polega na tym, że zazwyczaj o tym nie mówią. Joanna Woźniczko-Czeczott w swojej do szpiku kości prawdziwej i jednocześnie bardzo zabawnej książce przerywa zmowę milczenia. Macierzyństwo jest bowiem rewolucją, w wyniku której nie tylko coś zyskujemy, ale i coś tracimy. Czeczott pisze o terrorze metod wychowawczych i diet dla matek karmiących, o potwornej nudzie spacerów, wyjałowieniu intelektualnym, wypadaniu włosów i o wściekłości. Nazywa śmiało to, co niemal wszyscy rodzice znają z autopsji, ale do czego często wstydzą się przyznać. Dzięki tej książce odzyskują głos.” Justyna Sobolewska
Kompletną, szczerą biografię bohaterki czyta się jak najbardziej zajmującą powieść. Są w tej powieści karty tragiczne – przecież Pawliczenko, wstąpiwszy 26 czerwca 1941 roku na ochotnika w szeregi Armii Czerwonej, wraz ze swoim 54. Pułkiem Strzelców przebyła ciężką drogę odwrotu od zachodnich granic kraju do Odessy. Są też stronice heroiczne: podczas obrony tego miasta w ciągu dwóch miesięcy zlikwidowała ona 187 faszystów. Obrona Sewastopola jeszcze bardziej rozsławiła najlepszego snajpera 25. Dywizji Strzelców „Czapajewskiej”, ponieważ wtedy liczba zabitych wrogów na jej prywatnym koncie wzrosła do 309. Są też wreszcie stronice liryczne: na wojnie Ludmiła spotkała swoją wielką miłość – odważny towarzysz z pułku, podporucznik Aleksiej Arkadjewicz Kicenko został jej mężem.
Ze wstępu A. I. Biegunowej
Napisane 20 lat po wojnie wspomnienia to nie tylko katalog snajperskich dokonań Ludmiły Pawliczenko (1916–1974). Słynna snajperka przywołuje lata dorastania, patriotyczną atmosferę domu rodzinnego, pracę tokarza w fabryce Arsenał, studia historyczne i dwuletnie amatorskie kursy snajperskie – wszystko to, co przygotowało ją do tego, że w czerwcu 1941 roku na wieść o napaści hitlerowskich Niemiec na Związek Radziecki bez namysłu porzuciła uniwersytet i jak tysiące młodych Rosjan wstąpiła na ochotnika w szeregi Armii Czerwonej, a tam znalazła się w elitarnym gronie kobiet snajperów. Jej kariera strzelca wyborowego trwała zaledwie rok, zaowocowała jednak niebagatelną liczbą 309 zabitych wrogów. Ciężko ranna nie powróciła już na front. W 1942 roku była członkiem młodzieżowej delegacji, która w Stanach Zjednoczonych agitowała na rzecz utworzenia frontu zachodniego. Od 1943 roku szkoliła snajperów. W tej książce Pawliczenko, zwana Panią Śmierć, daje też odpowiedź na pytanie, które bardziej nurtowało i nurtuje postronnych niż ją samą, pytanie wyrażone ustami prezydentowej Eleanor Roosevelt: Jeśli pani dokładnie widziała twarze swoich przeciwników na celowniku, ale mimo to oddawała śmiertelne strzały, to amerykańskim kobietom trudno będzie panią zrozumieć, droga Ludmiło… Dla niej odpowiedź była od początku oczywista: Wyjaśniłam […], że przybyliśmy z kraju, który przeżywa ciężkie chwile, w którym bomby burzą miasta i wsie i w którym przelewa się krew Bogu ducha winnych ludzi. Trafny strzał to tylko odpowiedź na ciosy zdradzieckiego wroga. Mój mąż zginął w Sewastopolu na moich oczach. Zabił go człowiek, którego widzę w okularze celownika optycznego…
Na czym polega tajemnica Jarosława Kaczyńskiego? Czego zabrakło w politycznej wizji Donalda Tuska? Jak powinna skutecznie działać opozycja? Książka Tomasza Sawczuka przynosi odpowiedź na najważniejsze obecnie polityczne pytania. Autor nie poprzestaje przy tym na analizie konserwatywnej rewolucji i kreśli odważną wizję przebudowy liberalnego centrum. Liberałowie muszą wymyślić się na nowo oto warunek ocalenia praworządności w Polsce.
Czasami wystarczy kilka zranień, które po równi pochyłej poprowadzą człowieka na samo dno. Autor miał to szczęście, że w ostatniej chwili Bóg posłał kogoś, kto wyciągnął do niego pomocną dłoń.
„Każda moja decyzja ma wpływ na moje życie teraz i w przyszłości. Gdy na przykład zegniemy kartkę na pół, to nawet po jej wyprasowaniu pozostanie zgięcie – nieodwracalny ślad” (fragm, książki). Człowiek jest taką kartką. Można ją nie tylko zgiąć, ale też pomazać, potargać czy spalić. Tak było z Henrykiem Krzoskiem, autorem książki „Bóg mnie znalazł na ulicy i co z tego wynikło”. Czasami wystarczy kilka zranień, które po równi pochyłej poprowadzą człowieka na samo dno. Autor miał to szczęście, że w ostatniej chwili Bóg posłał kogoś, kto wyciągnął do niego pomocną dłoń.
Można odnieść wrażenie, że jest to książka dla zniewolonych chorobą alkoholową, a kto takiego problemu nie ma, nie powinien po nią sięgać. Nic bardziej mylnego! Autor porusza tematy, które dotyczą każdego człowieka. Bo czy jest ktoś, kto nigdy nie podjął złej decyzji, nie zranił lub nie został zraniony? Ktoś, kto nigdy nie czuł się samotny? Wreszcie, ktoś, kto nigdy nie zwątpił w to, że jest kochany?
Henryk Krzosek trafił na ludzi, którzy pomogli mu całkowicie i z pełnym zaufaniem rzucić się w ramiona kochającego Boga. Teraz on sam stara się przekazać tę wiarę innym, również za pomocą niniejszej książki.
Rośliny są czymś tak wszechobecnym, tak powszechnym, że rzadko zastanawiamy się nad tym, jak ogromny wywierają wpływ na nasze codzienne życie. Przy specjalnych okazjach wręczamy kwiaty, spędzamy wiele godzin pielęgnując ogródki, używamy roślin do farbowania tkanin i budowy domów, produkujemy z nich kosmetyki i leki. Jesteśmy również od nich całkowicie uzależnienie z powodu ich wartości odżywczych - nawet jeśli jemy mięso, jest to mięso zwierząt roślinożernych.
50 roślin, które zmieniły bieg historii to pięknie ilustrowany przewodnik po roślinach, które wywarły największy wpływ na cywilizację ludzką. Znajdziemy tu zboża, jak ryż i pszenica, które żywią całą populację, a także zioła i przyprawy wysoko cenione za właściwości lecznicze. Bogaty zasób informacji na temat historii, ekonomii i polityki, sprawia, że każdy rozdział czytamy z wielkim zainteresowaniem.
Kulisy polskiego futbolu okiem reporterów, którzy od lat znajdują się blisko wydarzeń, albo nawet w samym centrum. Wejdziecie za drzwi szatni naszego zespołu, poznacie nieznane dotąd okoliczności transferów Roberta Lewandowskiego, dowiecie się, jak niewiele brakowało, aby w eliminacjach do mundialu w Rosji kadry nie prowadził Adam Nawałka.
O kulturze i rewolucji to zbiór tekstów tworzących opowieść o oglądanejz Polski epoce, w której porządek kultury fundujący cywilizacjęzachodnią podważany jest przez rewolucyjne prądy. Zdaniem autorato one przekształciły się w dominującą dziś w Europie ideologię, którabezwzględnie eliminuje swoich tradycyjnych przeciwników, likwidujepluralizm i realną debatę oraz efektywnie homogenizuje nasząrzeczywistość. Ideologia ta jest miękką wersją totalitarnego ustroju,w której bezpośredni terror zastąpiony zostaje przez szczelny, regulującywszystko system prawny i symboliczną przemoc prowadzącądo ośmieszenia, zdezawuowania i usunięcia z życia publicznegowszelkich, niemieszczących się w doktrynie treści.Szczególną uwagę autor poświęca filozofii, literaturze i historii, bowiemz ich perspektywy dopiero jesteśmy w stanie zrozumieć nasząwspółczesną codzienność.
Nie wierzę w duchy, ale bardzo się ich boję - powiedziała kiedyś markiza Du Defand.Tematyką tej książki są duchy i różnego rodzaju zjawiska paranormalne występujące na dawnych polskich Kresach Wschodnich. Wszystkie przytaczane tu opowieści i relacje są udokumentowane w dawnych przekazach ustnych i pisemnych, zanotowane w pamiętnikach i wspomnieniach. Są tu także przedstawione różnego rodzaju motywy pojawiające się w podaniach i legendach związanych z nawiedzonymi miejscami, tajemniczymi osobami i dziwnymi zjawiskami.Terytorium, jakiego dotyczy ta książka, jest dość rozległe i obejmuje obszar, na którym dawniej rozciągała się Rzeczpospolita Obojga Narodów, to jest od morza do morza, czyli od Połągi i Rygi na północy do Akermanu i Odessy na południu, a także od Bugu aż po Berezynę na wschodzie.Niezwykła książka o niezwykłych zjawiskach i do tego w niezwykły sposób podkreślająca polskość dawnych Kresów. Autorka w swej prawie detektywistycznej pracy wyśledziła ogromną wręcz ilość podań i przekazów o zjawiskach paranormalnych, anomalnych, niewytłumaczalnych. Ta benedyktyńska praca połączona ze znakomitą erudycją dała efekt piorunujący - ze zwykłego, wydawałoby się ""spisu"" duchów, zjaw, widziadeł, wiedźm i in., wyłania się tak naprawdę kraina umiłowana, ukochana, nasycona tęsknotą za tym, co minęło i nie wróci. Polskość tych terenów, o których pisze Łukawska, jest nie do podważenia, powiązanie z literaturą i historią tylko wzmagają tęsknotę...
Co sprawia, że poeta, literaturoznawca i krytyk zaczyna pisać prozę? W dodatku prozę tak dojrzałą i nieoczywistą Imigranci wracają do domu to więcej niż powieść to jednocześnie opowieść, przypowieść i spowiedź. Bohater, Karol Tracz, to człowiek naszych czasów, anonimowy obywatel Zjednoczonej Europy. Wyemigrował z Polski po stanie wojennym i przez długie lata wiódł w Niemczech życie przeciętnego przedstawiciela klasy średniej. Wylew i częściowy zanik pamięci obracają w gruzy dotychczasowe życie Tracza, a jego przekonanie, jakoby nasz dom był tam, gdzie żyjemy, pracujemy i zarabiamy na chleb okazuje się fałszywe. Proces rehabilitacji uruchomi wspomnienia zepchnięte w podświadomość i pomoże mu odkryć na nowo siebie. Pytanie o to, kim jestem, staje się podstawą gruntownej przemiany duchowej bohatera i źródłem realnej odmiany jego losu. Bo jak na kartach swojej książki powiada Wojciech Kudyba: Człowieka nie tworzy życiorys, ale to, jaki w tym życiorysie był: dobry czy zły
Najstarszy z rodziny, senior Teodor Kysiak, poznał w klasztorze sierotę, Marię Mikę. I ożenił się z nią. Po kilkuletnim pobycie w Krakowie postanowili przenieść się do Lwowa i tam dopiero rozpocząć prawdziwe rodzinne życie. () Dziadek Kysiak założył firmę dekoracyjną i robił meble na zamówienie klient przychodził ze szkicem swojego mieszkania, mówił, jakie pokoje by sobie życzył wyposażyć i firma zaczynała projektować. Mój ojciec i wujowie chcieli studiować, ale dziadek Kysiak nie zezwolił. Powiedział, że najpierw muszą zbudować firmęW każdą niedzielę jeździliśmy hudsonem dziadka do Janowa, 25 kilometrów od Lwowa. () A wakacje przez wiele lat spędzaliśmy w Bolechowie, to jest jakieś 150 kilometrów od Lwowa. Urocza mieścina, właściwie duża wioska otoczona lasami, rzeka. Wynajmowaliśmy domek u gospodarza. Cudowne wakacje. Człowiek zjadał śniadanie, brał ze sobą drugie, kostium kąpielowy i już biegł na dół do rzeki.Historia opisana w książeczce to wciąż żywe wspomnienia wydarzeń sprzed wielu, wielu lat. Danuta Kominiak opowiada o swoim dzieciństwie jak Lisa z Dzieci z Bullerbyn. Z tą różnicą, że wszystko zdarzyło się naprawdę Opowieść została nagrana i trafiła do Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią i Ośrodka KARTA. W tej wielkiej bibliotece jest już kilka tysięcy wywiadów i ciągle przybywają nowe. Relacja Danuty Kominiak otwiera serię pięknie ilustrowanych książeczek Historia Mówiona Dzieciom.
„Polska i jej święci”, to publikacja ukazująca sylwetki kilkudziesięciu świętych i błogosławionych „polskich”, choć nie wszyscy byli Polakami. Każdy z nich, natomiast, wywarł ogromny wpływ na to kim jesteśmy dziś, jako wspólnota narodowa. Byli i są nadal patronami i orędownikami Polski. Świat i nasza ojczyzna także dziś potrzebuje świętych – to oni są prawdziwą solą ziemi, gwarantem prawdziwego rozwoju i pokoju w świecie.
Święty Jan Paweł II powtarzał, że człowieka nie da się zrozumieć bez Chrystusa. Podobnie historię naszej Ojczyzny można zrozumieć tylko wtedy, gdy pozna się sylwetki ludzi najściślej z nią związanych – gotowych poświęcić dla niej wszystko, zaangażowanych, aż do oddania własnego życia – jak Chrystus. Kim byli? W jakich czasach żyli? Co kształtowało ich osobowości, że potrafili tak bezkompromisowo i ofiarnie służyć innym?
Odbiorcy
– chcący zrozumieć działanie Ducha Świętego w duszach ludzkich
– poszukujący prawdy o człowieku w Kościele i w świecie
– miłośnicy mądrości zawartej w historii
– wszyscy ceniący orędownictwo świętych i błogosławionych
– wrażliwi na piękno
– pragnący obdarować innych wartościowym prezentem
Dlaczego warto sięgnąć po tę książkę
Stanowili elitę narodu na każdym etapie jego ponad 1050-letniej historii. Kroczyli śladami Chrystusa.
Oto życiorysy kilkudziesięciu świętych i błogosławionych – patronów i orędowników Polski. Ich sylwetki i słowa oraz czyny opatrzone pięknymi ilustracjami, modlitwami za ich wstawiennictwem oraz świadectwami i refleksjami na ich temat wypowiedzianymi przez Jana Pawła II, Benedykta XVI oraz inne znaczące postaci.
Obyśmy mieli odwagę podążać śladami naszych świętych patronów. Szlak ów bierze swój początek w chrzcie Polski i w naszym chrzcie, to zaś jaki przybierze kształt, dokąd nas zaprowadzi, zależy od każdego z nas…
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?