Kuchnia Haute Couture jest moją pierwszą książką otwierającą serię opowieści o życiu, kuchni, pasjach odkrywanych przy wspólnym stole z rodziną i przyjaciółmi. Jest opowieścią o szukaniu inspiracji, o wspaniałych smakach i więzi, jaka buduje się podczas wspólnego biesiadowania.
Mam nadzieje, że stanie się dla Państwa miłą lekturą inspirującą do wspólnego gotowania i wniesie dużo radości w codzienność.
Marta Grycan
Utrzymana w konwencji bestsellera Candice Millard, River of Doubt, książka Zaginione plemię to opowieść przygodowa o przetrwaniu, poszukiwaniach i odkryciach. Mówi o niezwykłej podróży w najdalsze zakątki Amazonii w poszukiwaniu jednego z ostatnich na Ziemi ?plemion bez kontaktu?. W tej pisanej w pierwszej osobie fascynującej relacji z przygód i walki o przetrwanie, fotoreporter ?National Geographic?, Scott Wallace, podąża razem z 34-osobową grupą w głąb niezbadanych rejonów Amazonii, poznając sekrety lasu deszczowego i równocześnie przybliżając się coraz bardziej do ewentualnego spotkania z tajemniczymi flecheiros ? ?Plemieniem Strzały? ? rzadko widywanym szczepem sprawnych łuczników, o których wiadomo tyle, że bronią swoich ziem deszczem śmiercionośnych strzał, a następnie wtapiają się z powrotem w cienie lasu.
Książka Zaginione plemię, bogata w informacje biologiczne i antropologiczne oraz mogąca pochwalić się gronem conradowskich bohaterów ? każdym z nich kieruje żarliwe pragnienie ocalenia dzikich terytoriów, ale każdego dręczy też strach, podejrzenia i rozpaczliwe pragnienie przetrwania ? ożywia dla nas to ostatnie pole bitwy, jakim stała się Amazonia, wyjaśniając przy tym złożone kwestie dotyczące rdzennych plemion oraz ich znaczenie dla nas wszystkich.
Patron medialny:
National Geographic Polska
Eugenika i inne zło Chestertona należy do tych jego dzieł, których wspólną cechą pozostaje niezwykła aktualność podejmowanych zagadnień. Poruszana problematyka moralna przy dogłębności analizy na polu logiki i wiecznie żywych idei Ewangelii, w konfrontacji z rozpoznaniem ludzkiej natury zaskakuje konsekwencją oraz wrażeniem, że wszystko to znamy z osobistych sytuacji i życia społeczno-politycznego.
Autor rozkłada na czynniki pierwsze każdą sprzeczność z zasadami wynikającymi z prawdziwego porządku rzeczy, tak zakorzenioną w stereotypowym, powszechnym ?myśleniu?, że możliwą do przełamania tylko na drodze konwersji. Pokorne otwarcie na prawdę stawia go w szeregu najsprawniejszych detektywów, precyzyjnie tropiących niekonsekwencje ludzkiego myślenia i postępowania, zwłaszcza stanowiące występek przeciwko niezmiennemu prawu naturalnemu z odwiecznego ustanowienia Bożego.
Zupełny brak tej logiki ma miejsce w ?kulturze? liberalnego relatywizmu pełnego hipokryzji, która dla pozoru wspaniałomyślności wprowadza ułatwienia i podjazdy dla wózków niepełnosprawnych, jednocześnie bezlitośnie zezwalając na ?aborcję? eugeniczną ułomnych, którym nie pozwala się urodzić.
- Sean!
- No...?
- Opowiedz mi, gdzie w Tokio o trzeciej rano można kupić piwo w nielegalnym automacie. I
jak napić się w pubie, kiedy się nie ma ani grosza przy duszy. Wiesz, na trick ze
spirytusem.
- Przecież ty to wiesz, aż nadto dobrze zresztą.
- Tak, ale moi czytelnicy nie wiedzą.
- Jacy czyte... książkę piszesz??? Pogięło cię. Zwariowany Polak...
- Zamknij się, nie mniej zwariowany Irlandczyku. I lepiej mi pomóż, bo muszę zmieścić
dziesięć lat naszych przygód w Japonii w jednej powieści, w której ty...
- Dlaczego ja?
- Nie przerywaj. No więc ty masz napisać, jak się podrywa Japonki i o majteczkach.
Różowych, w białe płatki wiśni. I o cerowaniu dziewic...
- Nawet nie śmiej, małpo wredna! Jeszcze Mayumi przeczyta i będę miał prze-chla-pa-ne!
Jak wspomnisz o podrywaniu, to ja napiszę o nocy na zardzewiałym rowerze w Ikebukuro.
- I oku tuńczyka?
- I jak cię aresztowali!
- I o Przyjacielu Kalorii, koniecznie!
- I o żubrówce!
- I o...
Marcin Bruczkowski wyjechał do Japonii na rok, a został na dziesięć lat. Jak twierdzi, zatrzymała go tam miłość do japońskiego piwa i łaźni koedukacyjnych. Jego pierwsza powieść, „Bezsenność w Tokio”, stała się natychmiastowym bestsellerem.
Maria wywołała skandal bez precedensu. Prezydent Polski poślubił młodszą o 28 lat kobietę. I to kogo! Żonę własnego adiutanta i sekretarkę swojej pierwszej małżonki, która zmarła zaledwie kilka miesięcy wcześniej!
Michalina w młodości własnoręcznie konstruowała bomby i dobrze wiedziała, czego oczekuje od życia. Gdy jej mąż odrzucił propozycję objęcia urzędu prezydenta, wystarczył jej jeden telefon. Natychmiast zmienił zdanie i potulnie zgodził się na wszystko.
Mąż rewolucjonista porzucał Marię na długie miesiące. Ona nie zamierzała przejmować się rolą pierwszej damy. Zawsze i każdemu mówiła prawdę prosto w oczy. Czy to jej scysja z adiutantem marszałka Piłsudskiego doprowadziła do zamachu stanu i rozlewu krwi?
Pierwsze damy II Rzeczpospolitej. To one uosabiały magię, czar i elegancję dwudziestolecia międzywojennego – Polski utraconej dla nas na zawsze.
Oferta last minute: załap się na podróż do nieba
Miłośnik egzotycznych lotnisk i najgorszych hoteli Szymon Hołownia ? przemierzył setki tysięcy kilometrów, aby odkryć dla nas chrześcijaństwo na nowo.
Kardynał Maradiaga, kandydat na papieża, pilotował dla niego śmigłowiec w Hondurasie. Od księdza komandora US Navy na Guam dowiedział się, że w amerykańskiej armii też można zostać świętym. Miejsca spotkania z koptyjką Mariam nie ujawni nigdy ? w Egipcie wydano na nią wyrok śmierci za porzucenie islamu.
Dotknij chrześcijaństwa w jego niezwykłej różnorodności. Poczuj się częścią wspaniałej wspólnoty, żywej 24h na dobę.
Czy ktoś wierzy, czy nie, czyta się wybornie. Jak dla mnie ? najlepsza rzecz Szymona.
Marcin Prokop
Niezwykła podróż, tak geograficzna, jak i duchowa. Szymon zagląda w zakamarki duszy swoich rozmówców i to jest prawdziwa wartość tej książki.
Kinga Baranowska, himalaistka
Złotówka ze sprzedaży każdego egzemplarza książki zostanie przeznaczona na sierociniec Kasisi Children?s Home w Zambii.
Zanim stała się słynną marką kosmetyczną, Helena Rubinstein wiodła inne życie. I to jakie, co za nieprawdopodobna przygoda!
Znaliśmy miliarderkę obwieszoną klejnotami, z portretów Dali?ego czy Picassa. Ta ?cesarzowa piękna? zmieniła wizerunek kobiety podając jej lustro wiecznej młodości; była niesłychanie pracowita, z ogromną szybkością przemierzała naszą planetę, zatrzymując się zaledwie na chwilę w którymś ze swych wspaniałych domów ? ale czy wiadomo, że ta ?Hearst w spódnicy? była kiedyś skromną Polką?
Przyszła na świat w roku 1872 w żydowskiej dzielnicy Krakowa, była najstarszą z siedmiu sióstr, na tyle silną, że umiała przeciwstawić się konwenansom. Zawsze była wolna, potrafiła też narzucać swoją wizję. Od Australii, do której wyemigrowała w wieku 24 lat i w której była pionierką w dziedzinie pielęgnacji kosmetycznej, po Nowy Jork gdzie zmarła jako kosmopolityczna księżna w wieku 93 lat, życie Heleny Rubinstein toczyło się jak powieść-rzeka.
Powieść, w której pojawiają się wszystkie talenty tamtych czasów, od Poireta do Chanel, poprzez Louise de Vilmorin; to wspaniała saga, pełna giełdowych krachów, miłosnych tragedii, dramatów małżeńskich i utraconych klejnotów.
Polecieć na drugi koniec świata, aby męczyć się długą jazdą na rowerze i żywić się kolejnymi porcjami makaronu z makaronem? Pedałować wiele dni przez zaśnieżone góry Alaski, czujnie rozglądając się za głodnymi niedźwiedziami? I w dodatku robić to za własne pieniądze, a co gorsza, dla przyjemności? Dla większości z nas to czyste szaleństwo, ale na szczęście nie dla Piotra Strzeżysza!Rozsiadłem się na niedużym placyku. Zajadałem konserwę, popijając jęczmienną nalewką, kiedy przysiadł się do mnie postawny, barczysty mężczyzna.
(...) skąd jesteś?
Z Polski.(...)
A sól w Polsce jest?
Sól? Tak, mamy sól. Dużo soli.
Dużo macie soli? Ale nie tyle, co w Boliwii, tutaj wszędzie sól.
Tak, tyle to pewnie nie mamy, ale też mamy dużo, tylko że nie w jeziorach.
Nie w jeziorach? Hmmm... A po ile w Polsce kilo soli?
Dwa dolary - mówię i patrzę, jak mężczyźnie zaświeciły się oczy.
Dwa dolary!! Puta madre! Jak mówiłeś? Polska? Jaki piękny kraj! Jadę, dwa dolary!
Puta madre! Daleko do tej Polski? Ile dni samochodem? Sąsiad ma ciężarówkę, załadujemy ją solą i wrócimy bogaci! Dwa dolary za kilogram! Tutaj całe jeziora soli, po horyzont! Powiedz, jak się jedzie do tej Polski? (fragment rozdziału Podróż przez Andy)
O książce:
Polecieć na drugi koniec świata, aby męczyć się długą jazdą na rowerze i żywić się kolejnymi porcjami makaronu z makaronem? Pedałować wiele dni przez zaśnieżone góry Alaski, czujnie rozglądając się za głodnymi niedźwiedziami? I w dodatku robić to za własne pieniądze, a co gorsza, dla przyjemności? Dla większości z nas to czyste szaleństwo, ale na szczęście nie dla Piotra Strzeżysza!
O autorze:
Autor po raz kolejny zadziwia nas swoim zapałem, energią i żelazną konsekwencją w dążeniu do celu. Jest przy tym rzadkim przykładem osoby wręcz emanującej otwartością na wszelkie przygody i chęcią poznawania nowych ludzi. Tym razem postanowił wyruszyć do obu Ameryk, a plonem tych wypraw jest książka opisująca, co przeżył, kogo spotkał na swojej drodze i dlaczego w życiu rowerzysty tak ważny jest tytułowy makaron.
Makaron w sakwach - fragment książki
Rozdział 2
Rankiem, po szybkim śniadaniu, zabrałem się za przygotowanie roweru do dalszej jazdy. Odczepiłem zbędne elementy, takie jak nóżka, dzwonek, światła z dynamem, przymocowałem bagażnik, prędkościomierz, zamocowałem sakwy, torbę na kierownicę i trąbkę. Część rzeczy, takich jak śpiwór, namiot i statyw, upchałem do dużego plecaka. Początkowo myślałem, że plecak zostawię komuś w parku, ale po namyśle postanowiłem go zabrać i większe gabarytowo rzeczy wieźć na plecach.
Na południe od Puerto Montt miałem do wyboru dwie drogi. Albo jechać bezpośrednio trasą zwaną Carretera Austral w stronę Argentyny, albo zwiedzić jeszcze po drodze wyspę Chiloe. Wybrałem tę drugą opcję, kierując się sugestiami sprzedawcy ze sklepu rowerowego, jak też informacjami z przewodnika. Czekał mnie krótki odcinek asfaltowej drogi na południe od miasta i potem kilkaset kilometrów bezdroży już po samej wyspie.
Głębszy oddech, kilka podskoków, parę wymachów ramionami i wreszcie ruszyłem. Obciążony rower nie sunął zbyt lekko. Pocieszałem się w myślach, że pierwsze metry zawsze są najgorsze. Wyjechałem za miasto. Ciepło, zdecydowanie zbyt ciepło i za zielono. Przecież miały być puste przestrzenie, skały i wiatr, jakaś egzotyka, namiastka chociaż, a tutaj krajobraz jak na Mazowszu.
Przerzutki w rowerze działały topornie, ale długich i stromych podjazdów na razie nie oczekiwałem, koła kręciły się znośnie, jechało się całkiem komfortowo. Nawet plecak na ramionach zbytnio nie przeszkadzał, pewnie zacznie po kilku dniach, wtedy go przepakuję.
Po kilkudziesięciu pierwszych kilometrach trzeba wreszcie się zatrzymać, rozprostować kości i coś zjeść. Siedziałem pod sklepem wgryzając się w wielką bułkę, gdy usiadł obok mnie mężczyzna. Miły, subtelny, po raz setny zasłyszane zdania jeszcze nie drażnią, tchną świeżością, człowiek chce odpowiedzieć, porozmawiać, usłyszeć, dowiedzieć się, posiedzieć chwilę, przystanąć, nie ma potrzeby się spieszyć, życie jest za krótkie, żeby się spieszyć.
Widzę, że słowo Polska wzbudziło w nim jakieś wspomnienia.
- Jesteś' z Polski? Dobrzy piłkarze, Deyna, Lato, pamiętam mecz z 1978, spuściliśmy wam wtedy lanie...
Mówię, że wtedy byłem jeszcze mały, do tego nie mieliśmy w domu telewizora i że teraz polscy piłkarze już nie tak dobrzy, zresztą, nie znam się.
— Tak, tak, to był piękny mecz — mężczyzna wyraźnie się ożywił. — Deyna nie strzelił karnego, gdyby strzelił, kto wie, może i byśmy przegrali wtedy.
Mówię, że kompletnie nie wiem i że to mnie naprawdę w ogóle nie interesuje.
- Nie interesuje cię piłka? A Maradonę znasz? Musiałeś coś słyszeć.
— Tak, słyszałem, Maradona bardzo znany w Polsce — odpowiadam.
- A widzisz, to trochę się jednak interesujesz piłką - pan znów się ożywił. - Maradona już nie ten sam, narkotyki go wykończyły, ale wyszedł na prostą, stary jestem, a jeszcze jego plakat w pokoju mam. Sport to piękna rzecz, nawet jak brudny, to i tak piękny.
Przytaknąłem i wgryzłem się w kanapkę.
- A po co ty tutaj właściwie przyjechałeś? - mężczyzna zmienił temat.
- W sumie to tak bez większego celu, ot tak, przejechać się kawałek rowerem w obcym kraju.
— To nie lepiej w domu zostać?
Patrzę na spalony nadgarstek, jakbym miał na nim znaleźć odpowiedź, łydka nie lepsza, wiatr niby chłodny, ale słońce pali mocno.
Opowiadam jeszcze trochę o Polsce, nie, wulkanów nie mamy, tak, morze jest, ale mniejsze, nie, na statkach nie pływałem, choć będąc dzieckiem rysowałem statki na mapie, nie wiem, chyba raczej nie chciałem być marynarzem, bardziej lotnikiem, ale uparcie rysowałem statki na mapie i kiedyś wypatrzyłem taki długi kraj na końcu świata, opływałem go in my mind's eyes, miał żółty kolor, nie wiem, czemu żółty, przemalowałem go na czerwony, może dlatego, że wulkany, a może dlatego, że po tamtej stronie, a zaświaty zawsze częściej kojarzyłem z l'enfer niż le ciel.
Kilka słów na pożegnanie, czas w drogę. Niby nie ma co się spieszyć, ale samo się nie przejedzie. I w końcu sam nie wiem, dlaczego nie skorzystałem z zaproszenia na nocleg, coś mnie pchało dalej, na południe.
W Pargua przesiadłem się na prom, który miał mnie zawieźć na wyspę Chiloe. Wsiadłem na pomarańczowy stateczek i szybko znalazłem się po drugiej stronie wąskiej cieśniny. Tego dnia nie przejechałem już zbyt wielu kilometrów. Skręciłem na zachód, w stronę Caulin i jadąc szutrową drogą, pokonywałem mozolnie dość strome, krótkie
wzniesienia. Zakres przełożeń nie był wystarczający na tyle, abym mógł podjeżdżać, często więc musiałem zsiadać z roweru i pchać go pod górę.
Przenocowałem pod Caulin, na łące, by następnego dnia ruszyć w stronę Ancud. Miasteczko, podobnie jak poprzednie, które mijałem, pełne było tęczowych domków / przepięknymi gontami z drzew araukariowych. Fioletowe, żółte, pistacjowe czy czerwone, mieniły się w słońcu wielobarwnymi kolorami. Siedziałem na nadbrzeżu i chłonąłem spokój płynący z morza.
Może się przejdę, spacer dobrze mi zrobi,-plaża cała pokryta algami i małżami. Może to przez te algi albo małże, ale nagle pomyślałem o jedzeniu, a potem przypomniałem sobie, że miałem przecież w Ancud spróbować miejscowego specjału, czyli curanto.
Curanto to lokalny przysmak, przyrządzany z małży, boczku, kurczaka, kiełbasy, ziemniaków i placków kukurydzianych, do tego przygotowywany w dość szczególny sposób. Otóż najpierw należy wykopać duży dół, którego dno wypełnia się rozżarzonymi do czerwoności kamieniami. Następnie kładzie się na nie owoce morza i ryby, które przykrywa się liśćmi rośliny zwanej pangue, choć podobno zamiennie można też użyć liści kapusty. Potem tworzy się kolejne warstwy, układając jeden po drugim składniki, takie jak mięso, warzywa i ziemniaki, pamiętając, by każdą z nich oddzielić liśćmi pangue. Na koniec wszystko szczelnie się przykrywa i dusi, jak w ciśnieniowym garnku.
Podejrzewam, że curanto, które zamówiłem w niedużej restauracji, było przygotowane mniej wyszukanymi metodami, ale i tak smakowało wyśmienicie. Wygrzebałem tylko niektóre owoce morza, które nie wiem czemu, wyglądały, jakby jeszcze żyły, a resztę pochłonąłem ze smakiem.
I kto wie, może to dzięki małżom na obiad, a może to wiatr tak mi sprzyjał, ale tego dnia udało się pokonać aż dziewięćdziesiąt pięć kilometrów, co napawało mnie wielkim optymizmem, zważywszy, że część drogi, z uwagi na brak odpowiednich przełożeń, pokonywałem pchając rower pod strome wzniesienia.
Miasteczko Castro miało zakończyć moją przejażdżkę po wyspie Chiloe. Według informacji z jednego z przewodników powinny z niego odpływać promy na główny ląd. Niestety, połączenie pomiędzy wyspą a lądem zostało zawieszone, a kiedy próbowałem dowiedzieć się czegoś konkretnego w biurze informacyjnym, pan poradził, abym sobie wyszukał informacje w internecie, dodatkowo płatnym.
Po godzinie poszukiwań udało mi się ustalić, że na szczęście nie muszę wracać do Puerto Montt. Leżące na południu wyspy miasteczko Quellon oferowało połączenia promowe ze stałym lądem. Należało tylko mieć nadzieję, że uda mi się kupić bilet, bowiem według informacji z internetu, wyprzedano już wszystkie na najbliższe dwa tygodnie. [...]
Autor uczestniczył w wyprawie "Long Walk Plus Expedition" śladami polskiego oficera, Witolda Glińskiego i jego towarzyszy, którzy w lutym 1942 roku uciekli z syberyjskiego łagru przez Mongolię, Tybet, Nepal. Podróżując pieszo, konno oraz rowerem trzej reporterzy przebyli trasę, którą siedemdziesiąt lat temu przebyli uczestnicy wielkiej ucieczki.
Wyprawa miała za cel przywrócić pamięć o tej niezwykłej historii, a także oddać hołd wszystkim Polakom, zesłanym na "nieludzką ziemię", z których wiele pozostało tam na zawsze.
Tomasz Grzywaczewski ? łodzianin, z rozsądku absolwent prawa, a z pasji dziennikarz i podróżnik. Z Berberami w górach Atlas jadał kuskus z jednej miski, a na bezkresnych stepach zażywał mongolską tabakę. Rzecznik prasowy Explorers Festival, jednego z największych na świecie festiwali gór, przygody i sportów ekstremalnych. Stały współpracownik działów podróżniczych we "Wprost" oraz "Dzienniku. Gazecie Prawnej". Wraz z Bartoszem Malinowskim i Filipem Drożdżem uczestniczył w wyprawie "Long Walk Plus Expedition", śladami polskiego oficera, Witolda Glińskiego i jego towarzyszy, którzy w lutym 1942 roku uciekli z syberyjskiego łagru przez Mongolię, Tybet, Nepal.
Z miłością do świata, psa, kota, dziecka i faceta
Kontynuacja bestsellerowej Autobiografii na czterech łapach.
Dom pełen kochających się ludzi i ocalonych zwierząt. Miejsce, w którym rodzą się wspaniałe pomysły na książki, na życie i na to, jak poprawić świat. Dorota Sumińska opowiada o swoich pasjach, podróżach, o nowo poznanych ludziach i zwierzętach?
Wymarzone siedlisko pod lasem, gdzie mieszka Autorka, ma swoje legendy i dobre duchy, które strzegą ludzi i zwierzęta. Domownicy maja swoje rytuały i tajemnice. Tu się żyje, pracuje, podróżuje i powraca. Tu powstają projekty ochrony przyrody, ginących gatunków, akcje społeczne na rzecz zwierząt i wyjątkowy pomysł resocjalizacji więźniów przez opiekę nad bezdomnymi psami. Drugim domem Doroty Sumińskiej jest Indonezja. Zabiera tam w podróż swoich najbliższych. Okazuje się, że nawet na końcu świata dzikie zwierzęta wychodzą z dżungli na spotkanie i przytulanie do pani doktor Sumińskiej. Z polskiej puszczy przychodzi łoś, a zdarza się też, że lisek nocuje na werandzie.
Książka mądra, wzruszająca i pełna pozytywnej energii. Wciąga od pierwszego zdania, kiedy dowiadujemy się, o tym, jak po trzech nieudanych małżeństwach, autorka spotkała swoją licealną miłość, Tomasza, który stał się jej towarzyszem życia. Dalej na czterech łapach i dalej z miłością. Do świata, psa, kota, dziecka i faceta.
Książka Kamila Sipowicza to odpowiedź na proces Kory w sprawie posiadania niecałych 3 gramów marihuany. Napisana w formie listu do premiera Donalda Tuska zawiera ostre oskarżenie polskiej polityki oraz Tuska, który sam kiedyś palił marihuanę.
Książka jest także kopalnią informacji na temat używek, również tych, które przez wieki używali Polacy.
"Leukodystrofia metachromatyczna… Co za barbarzyńska nazwa! Nie do wymówienia. I nie do przyjęcia. Podobnie jak choroba, która się za nią kryje. Nazwa zupełnie niepasująca do mojej księżniczki, która stoi teraz przy drzwiach i klaszcząc w rączki, dopomina się o tort i świeczki. Na ten widok pęka mi serce. To nie do zniesienia. Moja pełna życia córeczka może umrzeć. Nie tak wcześnie. Nie teraz. Jeszcze przez chwilę powstrzymuję łzy - przytulam ją i włączam ulubioną kreskówkę. Zamykam drzwi. Thais uśmiecha się do mnie." Historia zaczyna się na plaży, kiedy Anne-Dauphine zauważa, że jej córeczka lekko powłóczy nóżką, a jej chód jest nieco chwiejny. Po serii badań lekarze stwierdzają, że Thais cierpi na rzadką chorobę genetyczną, leukodystrofię metachromatyczną. Dziewczynce, która właśnie obchodzi swoje drugie urodziny, zostało zaledwie kilka miesięcy życia. Autorka składa swojemu dziecku obietnicę: "Będziesz miała piękne życie. Nie takie, jak inne małe dziewczynki, ale życie, z którego będziesz mogła być dumna. Życie, w którym nigdy nie zabraknie ci miłości".
Niniejsza książka - świadectwo matczynej miłości i zaangażowania - opowiada o tym, w jaki sposób rodzice, rodzina, niania i przyjaciele spełnili złożoną Thais obietnicę.
Fragment Książki Ślady małych stóp na piasku
Leukodystrofia metachromatyczna... Co za barbarzyńska nazwa! Nie do wymówienia. I nie do przyjęcia. Podobnie jak choroba, która się za nią kryje. Nazwa zupełnie niepa-sująca do mojej księżniczki, która stoi teraz przy drzwiach i klaszcząc w rączki, dopomina się o tort i świeczki. Na ten widok pęka mi serce. To nie do zniesienia. Moja pełna życia córeczka nie może umrzeć. Nie tak wcześnie. Nie teraz. Jeszcze przez chwilę powstrzymuję łzy - przytulam ją i włączam ulubioną kreskówkę. Zamykam drzwi. Thais uśmiecha się do mnie.
Mama czeka na rnnie w salonie. Pękam. Jest gorzej, niż myśleliśmy. Thais jest bardzo chora. Umrze. Umrze". Moja mama, która nie umie płakać - wybucha płaczem.
Nie jestem w stanie powiedzieć jej nic więcej. Po prostu nic nie pamiętam. Zanim wyszliśmy ze szpitala, przewidująca lekarka wsunęła mi do ręki karteczkę /, nazwą choroby: „leu-ko-dys-tro-fia me-ta-chro-ma-tycz-na". Sylabizuję, próbując odnaleźć sens stów. Ukonkretnić rzeczywistość.
Dopiero za trzecim razem udaje mi się wpisać bezbłędnie nazwę choroby w wyszukiwarce. Klikam. Ale nie otwieram
wyświetlających się linków. Za bardzo się boję poznać kryjącą sit; za nimi grozę.
Automatyczne powiadomienie o przychodzącym e-mai-lu. To Łoić. On miał więcej odwagi. Przejrzał strony dotyczące choroby i przysyła mi złagodzone w swej formie streszczenie. Jak bardzo go kocham! Nikt inny, tylko on, pomaga mi teraz zrozumieć, czym jest leukodystrofia metachromatyczna. Koszmar! Zbieżność nieprawidłowych genów, Loica i moich. Oboje jesteśmy zdrowymi nosicielami anomalii genetycznej i przekazaliśmy defektywny gen Thais. Jej komórki nic produkują specyficznego enzymu - arylo-sułfatazy A, odpowiedzialnej za rozkład pewnego rodzaju lipidów, sulfatydów. Niedobór tego enzymu powoduje spichrzanie sulfatydów w komórkach i niszczenie otoczki mielinowej, „osłonki" nerwów, która odpowiada za przepływ impulsów nerwowych. Na początku choroba atakuje organizm w ukryciu. Z chwilą, gdy się ujawnia, stopniowo niszczy cały układ nerwowy. Na początku prowadzi do ubytku funkcji motorycznych, utraty mowy, wzroku... aż do śmierci, która następuje od dwóch do pięciu lat od zachorowania. Obecnie nie ma na nią lekarstwa. Thais jest dotknięta najgroźniejszą, późnoniemowlęcą rormą choroby. Nie ma najmniejszych szans na przeżycie.
Książka zawiera zapis rozmów przeprowadzonych przez Elżbietę i Jacka Kopoczów z o. Karolem Meissnerem OSB na temat małżeństwa. Rozmówcy poruszają tematy trudne, jak i niezwykle piękne - aktualne dla każdego współczesnego małżeństwa. Motywem przewodnim jest budowanie więzi małżeńskiej w niełatwych czasach. Zdaniem o.Karola, małżeństwo sakramentalne wymaga ciągłego wysiłku i uczenia się, jak wyrażać czułość i zainteresowanie małżonkiem w słowach, gestach i cielesnym zjednoczeniu.
"Staram się o tym, co dotyczy płciowości, mówić w sposób, który nie rani. Ważną jest rzeczą, by mówić na serio, ze świadomością powagi ludzkich problemów, rzeczowo. Czynię też starania, aby język był odpowiedni, unikam tonu kpin, czy płaskich żartów, rubaszności, porównań, które stawiają dziedzinę męskości i kobiecości w groteskowym świetle. To nie służy prawdzie".
O. Karol Meissner OSB
Dziennikarze to strażnicy prawdy i demokracji. Ale okazuje się, że strażników trzeba pilnować, aby nie zapominali, że uprawiają zawód zaufania publicznego, że są ""czwartą władzą"" o ogromnych wpływach. Jeżeli praca dziennikarza nie opiera się na etyce, to staje się zwykłą propagandą lub oszustwem.Ta książka to kompendium wiedzy dla wszystkich, którym zależy na zachowaniu godności tego zawodu. Autor w jednym tomie zawarł historię etyki mediów, przedstawił rozwiązania tych trudnych problemów w różnych krajach, zebrał dokumenty dotyczące tego zagadnienia.Ta książka to punkt wyjścia do wszelkich dyskusji o kondycji etyki dziennikarskiej.
Ks. prof. Józef Tischner zapisał się w pamięci tysięcy Polaków jako gwiazda mediów lat 90. minionego wieku oraz kontrowersyjny publicysta. Jednak tak naprawdę jest on przede wszystkim jednym z najwybitniejszych myślicieli chrześcijańskich i filozofów polskich oraz należy do grona największych w dziejach naszej ojczyzny nauczycieli chrześcijaństwa.
Jan Galarowicz ? urodzony i wychowany w Łopusznej. Świadek życia i myślenia Tischnera i jeden z jego najbardziej twórczych uczniów ? przedstawia w sposób popularny jego drogę życiową, w szczególności jego intelektualną formację, oraz szkicuje jego portret. Autor publikacji koncentruje uwagę przede wszystkim na dwóch aspektach bogatej osobowości i aktywności Tischnera ? na jego filozoficznym myśleniu i głoszeniu przez niego Dobrej Nowiny.
Książka jest skierowana do szerokiego kręgu osób. Napisana z pasją, klarownie i przystępnie praca jest znakomitą pomocą w lekturze religijnych i filozoficznych tekstów Tischnera, które ciągle fascynują, inspirują i umacniają w człowieczeństwie czytelnika wierzącego, wątpiącego i poszukującego.
Książka nawiązuje do bestsellerowej publikacji Dietricha von Hildebranda Koń trojański w mieście Boga, która ukazała się w 1967 r., wieszcząc poważny kryzys w Kościele po Soborze Watykańskim II. Tomasz P. Terlikowski pisze o nadużyciach, herezjach, sporach i skandalach, które od tamtego czasu miały miejsce w różnych dziedzinach życia i nauczania Kościoła. W książce przeczytamy m.in. o teologach, którzy wystąpili przeciw doktrynie, o kryzysie w szeregach kapłanów, o homoseksualnej „bombie” w Kościele, o szokujących eksperymentach liturgicznych, o podważaniu istnienia piekła i szatana oraz o innych kontrowersjach, które skutecznie zabijają ducha wierności i modlitwy. Autor wskazuje też na znaki odnowy w Kościele, do których należą: autentyczna, niezafałszowana interpretacja Soboru oraz papieska walka o prawdę.
ALAN AXELROD jest autorem ponad sześćdziesięciu popularnych książek biznesowych i historycznych. Przekopał życiorysy Królowej Elżbiety I, generała George’a S. Pattona i Winstona Churchilla w poszukiwaniu praktycznych mądrości, które dzisiejsi liderzy biznesu mogą wykorzystać. Pracując nad Gandhim, Axelrod znalazł jak do tej pory najbardziej sprzeczny z intuicją obiekt badań– i na wiele sposobów najbogatszy zarazem.Alan Axelrod przekopał życiorysy Królowej Elżbiety I, generała George’a S. Pattona i Winstona Churchilla w poszukiwaniu praktycznych mądrości, które dzisiejsi liderzy biznesu mogą wykorzystać. Pracując nad Gandhim, Axelrod znalazł jak do tej pory najbardziej sprzeczny z intuicją obiekt badań– i na wiele sposobów najbogatszy zarazem.
Axelrod w charakterystycznym dla siebie gawędziarskim, lecz wnikliwym stylu rozbija strategie przywódcze Gandhiego na 14 kluczowych aspektów i sto lekcji, każda zilustrowana cytatami z Gandhiego i typowymi sytuacjami z jego czasów. Słowa i dokonania Gandhiego przedstawiono w sposób, dzięki któremu ich ponadczasowa mądrość rozbłyskuje po dziś dzień, stanowiąc źródło natchnienia dla wyzwań biznesu, dzisiaj – i jutro.
Okoliczności życia i zmagań Gandhiego sprawiają, że jego przykład staje się wyjątkowo istotny dla wielokulturowego środowiska biznesowego dwudziestego pierwszego wieku – arena, na której panuje zaciekła konkurencja, a idee zrównoważonego rozwoju i odnowy zasobów nabrały świeżego znaczenia oraz w której poszanowanie godności globalnej siły roboczej jest bardziej niezbędne niż kiedykolwiek dotychczas. Rywalizacja sama w sobie przeszła zmianę, wywołana potrzebą i załamaniem na giełdzie – i nagle odkryto, że etyczna współpraca to nie tylko ścieżka do mądrości, ale i bogactwa.
NAJWAŻNIEJSZA KSIĄŻKA ROKU
CZYTANA PRZEZ SAMEGO AUTORA
Posłuchaj głosu jednego z najwybitniejszych polskich aktorów.
Ten audiobook to niezwykła rozmowa Jerzego Stuhra ze słuchaczami, czytelnikami, a zarazem z samym sobą: o życiu, o miłości, o sztuce – o rzeczach najważniejszych.
Gdy Jerzy Stuhr w zeszycie podarowanym mu przez córkę zaczął notować swoje przemyślenia i obserwacje, był październik 2011 roku, początek jego walki z chorobą nowotworową. Choć dziennik powstawał w tak ciężkim dla Autora okresie, to nie rak jest głównym tematem i bohaterem zapisków. Dziesiątki anegdot, polityka, sport, kultura, refleksje o roli aktora we współczesnym świecie, recenzje oglądanych filmów, wspomnienia i głębokie przemyślenia na temat rodziny, przyjaciół i wielbicieli – o tym Autor pisze najwięcej.
A choroba? Oczywiście jest, ale jakby w tle. Jerzego Stuhra najbardziej zajmuje to, co za szpitalnymi oknami.
„Tak sobie myślę… ma wszelkie walory szlachetnej literatury dziennikowej. Szlachetnej przez swą wielobarwność, czułość, przez żarliwy i szczery stosunek autora do spraw i ludzi. To pisanie wartkie, emocjonalne, niewydziwione i bezpretensjonalne, bardzo Stuhrowe – jak jego teatr i jego kino”.
Tadeusz Nyczek
JERZY STUHR (ur. 1947 r.) – jeden z najpopularniejszych i najbardziej wszechstronnych aktorów polskiego teatru i filmu, przez wiele lat związany z krakowskim Starym Teatrem i scenami teatrów włoskich, reżyser filmowy i teatralny, wykładowca krakowskiej PWST i wieloletni rektor tej uczelni, jest laureatem wielu prestiżowych nagród i członkiem Europejskiej Akademii Filmowej. Autor książek: Sercowa choroba, czyli moje życie w sztuce i Stuhrowie. Historie rodzinne.
Ta książka Bogusława Wołoszańskiego znanego autora bestsellerów o tematyce II wojny światowej poświęcona jest największemu wrogowi Hitlera. To on stał za zamachem w Bürgerbräukeller w listopadzie 1939 roku, który przypisano stolarzowi Georgowi Elserowi. To w jego imieniu zaufany Walter Schellenberg prowadził w Sztokholmie tajne negocjacje z rządem brytyjskim. To on nie podjął akcji przeciwko spiskowcom Stauffenberga i nie zapobiegł dokonaniu zamachu 20 lipca 1944 roku, chociaż znał plany spiskowców. Heinrich Himmler, Reichsführer SS, szef Gestapo, niemieckiej policji i wywiadu. Człowiek, który zgromadził tak wielką władzę, że od najwyższego stanowiska w państwie dzieliło go tylko usunięcie Führera. I chciał tego dokonać. Dlatego w maju 1945 roku, gdy dostał się w ręce brytyjskie musiał umrzeć…
Adam Hanuszkiewicz w szczerej rozmowie o kobietach.
Adam Hanuszkiewicz mawiał, że lepiej niż na teatrze zna się tylko na kobietach. Czterokrotnie żonaty, był ich miłośnikiem i wyrafinowanym koneserem, także w praktyce. W książce opowiada o swoich fascynacjach postaciami w literaturze, jak i dzieli się przemyśleniami na temat odwiecznych sposobów obcowania płci, dylematów wynikających z miłości, zdrady, erotyki i seksu. Rozmawia niezwykle szczerze o kobietach na scenie i w życiu prywatnym, w polityce i w sztuce, w filmie i modzie. Są to również przemyślenia o relacjach kobiet z mężczyznami w minionym wieku i czasach, które dopiero nadchodzą.
Adam Hanuszkiewicz (1924–2011) – jeden z najznakomitszych inscenizatorów polskiego teatru XX wieku, drugi po Wojciechu Bogusławskim tak znaczący kreator Teatru Narodowego i legendarny dyrektor. Jego hondy z „Balladyny” i drabina z „Kordiana” przeszły do podręcznikowej historii teatru.
Renata Dymna przez osiemnaście lat była kierownikiem literackim w Teatrze Nowym Adama Hanuszkiewicza. Wcześniej pracowała w teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Trzech Panów H. ukształtowało ją dla teatru – Hebanowski, Hübner i Hanuszkiewicz. Dziennikarka, autorka filmów dokumentalnych. Zajmuje się reżyserią, psychologią (jest mediatorem) i historią obyczaju. Prowadzi autorskie zajęcia KOD (Kultura. Obyczaj. Dramat) dla studentów UKSW. Powołała do życia Piwnicę Warszawską, w której królował duch krakowski. Jest miłośniczką Krakowa i podróży na Wschód. Prywatnie ważni są dla niej przyjaciele i dwie córki.
Janusz B. Roszkowski – poeta, prozaik, eseista oraz tłumacz literatury szwedzkiej. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Toruńskim oraz język i literaturę szwedzką na Uniwersytecie Królewskim w Sztokholmie. Debiutował jako poeta w 1965 roku na łamach dwutygodnika „Współczesność”. Długoletni członek Związku Literatów Polskich w Warszawie, obecnie niestowarzyszony i od 2007 roku zamieszkały w Iwoniczu-Zdroju. Z przekładów z literatury szwedzkiej najbardziej znane są te związane z twórczością Augusta Strindberga-skandalisty: „Spowiedź szaleńca”, „Listy miłosne i nienawistne”, „Historie małżeńskie”.
Kobieto! Boski diable
Spis treści:
Teraz reżyseruje Królestwo Niebieskie
Połączył nas Strindberg
Jestem pani cichym wielbicielem
Już dawno temu chciałem napisać powieść o kobietach!
Opowiem wam historię, której nie rozumiem do dzisiejszego dnia
A co tak naprawdę jest zależne od naszej woli?
Adam i Ewa w raju
W epoce matriarchatu
Przez góry wędruje samotny turysta...
Kwintesencja babskości
Wenus sprzed dwudziestu czterech tysięcy lat
Nie mam związku z materią
Przepraszam bardzo, to nie samiec wybiera!
Poligamia z umiarkowaną monogamią
Kłamiemy, żeby przeżyć...
Jaś pobił Stasia
Kilka obrazków z mojego życia...
Z życia to wiem
Mózg w stosunku do naszych namiętności
Guten Morgen, herr Hanuszkiewicz!
Ania – Adam
Skończyłem właśnie pięćdziesiąt lat
„Rezonans natury”
„A skąd wiadomo, że to źle?”
Widzę ciasto
Miłość odkryła Safona
Poszło o jakąś Nataszę z burdelu w Moskwie
Dlaczego Kościół tak źle traktował kobiety?
Nie powinno się operować informacjami, ale wiedzą
Pozłocony brud?
Największym znawcą kobiet był chyba Władysław Krasnowiecki
To nie są oczywiście wiadomości dla szkół
Mimo wszystko jesteśmy dziećmi natury
Nie czytaj bzdur, patrz w dokumenty!
Bo ja jestem monogamista!
To się nazywa jaźń odzwierciedlona
„Tylko jakiegoś kretyna można na to nabrać!”
Biologia nigdy nie jest absurdalna
Dzisiaj to wczorajsze jutro
Dobre rady pani Zofii
Do małżeństwa też nikt nie jest stworzony
Kobiety zdradzają znacznie poważniej
Mógłbym się poddać celibatowi
Najbardziej seksowne jest to, co zakryte
Pokazuje się to, czego się nie ma!
„Panna się na posagu wiezie”
Do hollywoodzkich łóżek weszli szoferak z pensjonarką
Grunt to wygoda!
Dziś prawdziwych lordów już nie ma!
A teraz wygłoszę naukę o grzeczności
Fryzura à la Kojak!
W Polsce nie mogłaby powstać Kamasutra
Od tamtej pory zmieniła stosunek do swego ciała
To ten „Piłsudski” wyszedł z babci!
Ja sam nie jestem w stanie dosięgnąć ziemi
Szkoda tylko, że kobiety nie stosują tej mądrości w praktyce
Każda kobieta ma inną mapę ciała
Romans wydaje mi się formą optymalną
Psa łatwiej wypędzić z domu
Kobiety prawie zawsze zachowują się jak rywalki
Sąsiadów wzięli
Strach był w ludziach i strach był w murach
To dlatego kundel jest inteligentny, a charty są głupie
Przekleństwa mają walor terapeutyczny
Kto dziś, Renato, tańczy tango?
Do dwudziestu pięciu procent kobiet było lub będzie ofiarami gwałtu
Jeśli będziemy posługiwali się zegarem biologicznym, a nie kuchennym!
Mówi się o głodzie seksualnym, a zaspokojenie głodu nie może być grzechem!
Nie mogę być na próbie, bo facet w sypialnym stanął mi na szczęce i pękła!
Obecnie wszystkie wybitne aktorki są Kucównopodobne!
Dlatego mężczyźni wolą blondynki od brunetek
Jestem mądrzejszy od ciebie o prawie dwadzieścia lat
A nawet jeśli nam się niezupełnie zgadza, to też się zgadza
„Tolerujesz wszystkich, bo nie masz poczucia godności”
„Chcesz, żeby ci to przeszło? Ożeń się z nią!”
Po prostu pozwalała mi całować swe nagie piersi
„Gdyby mężczyźni rodzili – aborcja byłaby sakramentem!”
Wyznała mu, że ma Henia, którego kocha
Albo ta moja kuzynka ze Lwowa
Zorientował się jednak, że zdarzyło się coś dziwnego!
Pewnej pani pięknej śni się
„Panowie w pewnym wieku też mogą być obyczajowymi kołtunami!”
Dwudziestosześcioletnia Izabela z Lalki musiała być dziewicą!
„Piękna kobieta to niebo dla oczu, piekło dla duszy, czyściec dla kieszeni”
Kolejny przykład dotyczy Kazimierza Brandysa
Jeśli już żebro, to my powstaliśmy z żebra Ewy!
„Niech żyje sztuka aktorska!”
Posłowie
Hanuszkiewicz: biografia kobietą podszyta
Uczył i uwodził
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?