"Karawana"Żar leje się z nieba, piach pod nogami trzeszczy,Na objuczone wielbłądy Przewodnik wrzeszczy.Porządek trzyma i właściwej drogi stale pilnuje,Bo tylko z nim karawana bezpiecznie podróżuje.Wędruje karawana przez pustynię już drugi tydzień,A pewien samotny jeździec podąża obok jak cień.Jedzie najpierw trochę z dala, czy podjechać, rachuje,A po chwili uścisk dłoni Przewodnika przyjmuje.Dokąd zmierza karawana? - pyta jeździec. - Do DamaszkuJedziemy z Bagdadu dywany sprzedać i kupić tamaryszku.A ty, pani, sama podróżujesz wśród piaskowych burz?Tak, na imię mi Śmierć i do Damaszku jadę po sto dusz.Przewodnik i Śmierć dojechali do miasta wieczorem,Życząc sobie powodzenia, rozstali się z humorem.Przewodnik następną karawanę przejął od rana,A w drodze powrotnej doszło do ponownego ich spotkania.Ucieszyli się bardzo z tego powodu, ponieważ się polubili,Podjechali więc do siebie i już razem ze sobą gawędzili.Czy tamaryszek po dobrej cenie karawana kupiła?Zapytała Śmierć: Czy na dywanach dobrze zarobiła?Rzekł Przewodnik: Dobre interesy karawana zrobiła,Bo na tych transakcjach bardzo dobrze zarobiła.Lecz ty, o pani, mówiłaś, że idziesz po sto dusz,A ja - tylko obok ciebie - widzę ich z tysiąc już.Patrzę i patrzę, wcale nie widzę końca tego pochodu.Żeby cię oszukiwać, Przewodniku, ja nie mam powodu,Jednak kiedy widzisz ten tłum maszerujący przez piach,Wiedz, że ja wzięłam sto dusz, a resztę prowadzi Strach.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?