Badylara Justyna Wicenty portretuje współczesną kobietę. Nowa książka w serii prozatorskiej WiMBP!Po świetnie przyjętym i wielokrotnie nagradzanym debiucie literackim Kołysanka z huraganem, Justyna Wicenty powraca z odważną i poruszającą opowieścią-portretem współczesnej kobiety. Ta wyjątkowa pozycja, ukazująca się w serii prozatorskiej wydawnictwa gdańskiej biblioteki, to soczysty, dygresyjny i głęboko intymny reportaż z ciała i ogrodu. Główna bohaterka opowieści to czterdziestoletnia pisarka z dotkliwym kryzysem twórczym na koncie, która postanawia postawić wszystko na jedną kartę. W poszukiwaniu życiowego ratunku podejmuje decyzję, która całkowicie wywraca jej dotychczasowe, mieszczańskie życie do góry nogami kupuje ogródek działkowy w samym centrum Gdańska. Soczysta mozaika gatunkówAutorka w swojej najnowszej książce zaprasza w dygresyjną podróż po zakamarkach kobiecej codzienności. Badylara to opowieść o kobiecie opętanej ogrodem. Justyna Wicenty z ironiczną czułością miesza tu mikroeseje o seksie dżdżownic i gdańskim borsuku Banksym z intymnym pamiętnikiem z żałoby po stracie syna. Książka staje się jednocześnie hołdem dla chłopskich przodkiń, erudycyjną podróżą przez historię sztuki oraz bezkompromisowym reportażem z własnego ciała. To przewrotna opowieść o powrocie do korzeni i odzyskiwaniu życiowej energii w rytmie natury. To ogród jest moją ostoją doświadczania i praktykowania sprawczości. Może w XXI wieku tylko w ogrodzie mogę być w pełni producentką. Na własną rękę mogę stworzyć cokolwiek niezbędnego do życia pisze w książce Justyna Wicenty. Sałata, rzodkiewka, cukinia i pomidor to jedyne produkty, jakie jestem w stanie wyprodukować samodzielnie, poza globalnym rynkiem. Wicenty z niezwykłą plastycznością redefiniuje kobiecą codzienność i cielesność. Odrzuca kulturowe ramy i tresowane na matach brzuchy, oddając rację i czułość naturalnym krągłościom, niczym z rzeźb Aliny Szapocznikow. Poprzez fizyczną pracę z ziemią bohaterka odnajduje pełną autonomię: Wrosłam i się ukorzeniam. () Jestem kompletna. Reszta to didaskalia i przypisy. Justyna Wicenty pisarka, historyczka sztuki, menedżerka kultury i ogrodniczka. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Miasta Gdańska. Za swój debiut literacki pt. Kołysanka z huraganem (Wydawnictwo Dowody, 2020) została wyróżniona prestiżową Nagrodą Galion Gdyński oraz Pomorskim Sztormem Gazety Wyborczej. Obrastam ogrodem miarowo, jasnym słojemna wiosnę, ciemnym pod koniec lata.Raz szeroko, raz wąsko. Pierścienie i przyrosty,miesiące, sezony i lata, wszystko to zrasta sięwe mnie w jedną twardą tkankę.Wrosłam i się ukorzeniam. Badylara, Justyna Wicenty
Umarło mi dziecko. Oksymoron, żadne ze słów w tym zdaniu do siebie nie pasuje. Śmierć zrobiła swoje i poszła po inne dzieci. A ja musiałam samą siebie na nowo oswoić. Jak? Nie ma w dzisiejszych czasach niemal żadnych rytuałów żałobnych, musiałam znaleźć własny.Tydzień po nagłej śmierci mojego Tadka zaczęłam pisać dziennik. Kompulsywnie i intuicyjnie notowałam emocje, lęki, niechciane myśli i koszmarne sny. Zapisywałam błahe wydarzenia, analizowałam relacje z mężem, córką, rodziną i przyjaciółmi, przypadkowe rozmowy i spotkania. Rejestrowałam postępy w terapii stresu pourazowego, pisałam o kontaktach z psychiatrą i innymi rodzicami w żałobie.Opowiadanie pozwoliło mi przebrnąć przez rzekę rozpaczy i beznadziei.Chciałam pokazać wyczerpujący obraz. Że ostatecznie nie trzeba się bać, że nie trzeba cierpieć dłużej, niż to konieczne, choć krócej też się nie da w tej rozgrywce przyspieszanie cofa pionek o kilka pól. Że to cholernie ciężka praca nauka żonglowania żyletkami, połykania ognia i kroczenia nad przepaścią, a tym samotnym treningiem nie pochwalisz się w żadnym cyrku świata, co najwyżej sama możesz sobie bić brawo.To jest moje życie. Straciłam dziecko i trafiłam do strefy zero, ale okazało się, że świat dookoła nadal istnieje, a ja go doświadczam. Nie jestem trędowata, nie jestem naznaczona. Mogę się moim doświadczeniem podzielić. W taki sposób postanowiłam o tym opowiedzieć.Dwunasty sierpnia dwa tysiące siedemnastego roku. Jedziemy przez Kościerzynę do Bytowa. Właścicielka wynajętego mieszkania uprzedza nas telefonicznie o drzewach powalonych na drogę przez wichurę. Tadek i Róża, którzy przed chwilą marudzili i płakali, nareszcie zasnęli. Pierwszy raz podróżujemy wspólnie z półtoramiesięcznym synkiem.Jedziemy w błogiej ciszy. Nagle las znika. Z ziemi sterczą kikuty drzew, metodycznie połamane przez żywioł. Nie widzieliśmy nigdy tak bezwzględnie precyzyjnej siły.Niespodziewanie uruchamia się lampka sygnalizująca awarię silnika. Stajemy na poboczu. Żebyśmy tylko nie utknęli z dziećmi w epicentrum zniszczenia, żebyśmy tylko nie zostali uwięzieni w samochodzie Ale sinik odpala i ruszamy dalej. Skoszony las ciągnie się kilometrami. Wiele osób zatrzymuje auta i robi sobie zdjęcia w scenerii z filmu katastroficznego.A my nie wiemy jeszcze, że oglądamy nasze życie takie, jakie będzie, dokładnie za miesiąc i jeden dzień.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?