W ciągu 57 miesięcy, od kwietnia 2004 roku do grudnia 2008, na łamach „Gościa Niedzielnego” ukazało się 57 odcinków cyklu zatytułowanego „Poezja i teologia”. Ks. Jerzy Szymik proponuje w nich teologiczne odczytanie wybranego wiersza lub fragmentu literatury (…). Szukamy pokarmu dla ducha. Potrzebujemy duchowości i to może właśnie takiej, która rodzi się na styku poezji i teologii. Literatura jest czułym sejsmografem naszego świata, teologia pomaga go interpretować w świetle wiary. Poezja i teologia, każda na swój sposób, artykułują przekonanie, że człowiek jest większy niż mu się wydaje (…). Ta książka zainteresuje wszystkich, dla których bliskie jest przenikanie wiary i kultury. Sięgnąć po nią mogą także ludzie niewierzący, ciekawi myślenia o kulturze wierzących braci.
Ks. Tomasz Jaklewicz, fragmenty Wstępu
Wszelkie długoterminowe prognozy na przyszłość, dotyczące istot żywych, planet, gwiazd, galaktyk czy Wszechświata, wieszczą upadek. Słońce będzie stygło, Ziemia pogrąży się w przestrzeni kosmicznej, nawet materia Wszechświata rozpadnie się w radioaktywnym procesie. Wydaje się więc, że w naukach przyrodniczych brak jakiegokolwiek uzasadnienia dla nadziei. Jednak to w tych właśnie prognozach autor dostrzega grunt dla koniecznego - i fascynującego - dialogu między naukami przyrodniczymi i religią. Historia kosmosu jest dla niego metaforycznym obrazem przyszłego rozwoju każdej jednostki i całego świata.
Dwanaście tematów, m.in. Harmonia, dobro i zło, dusza, szczęście i nieszczęście, głupota, religijność, życie i śmierć, uplata wzór głębokiej, pełnej mądrości księgi oraz przesłania dotykającego spraw ostatecznych, i w tym sensie pierwszych: pożegnania i pojednania.
Smutek C. S. Lewisa jest uznawany za najlepszą książkę dla ludzi przeżywających utratę bliskiej osoby, żałobę i cierpienie. Słynny pisarz, autor cyklu Opowieści z Narnii, napisał ją po śmierci ukochanej żony, Joy Gresham, która odeszła po dwóch i pół roku walki z rakiem. Smutek jest książką do bólu szczerą i poruszającą. Pisany w formie dziennika bez dat jest relacją z kolejnych tygodni po odejściu ukochanej kobiety, pożegnaniem z nią, opowieścią o wyobcowaniu w środowisku przyjaciół, przygotowaniem na własną śmierć, rozpaczliwą próbą zaakceptowania Boskich wyroków. Autor stawia czytelnika przed najważniejszymi pytaniami w życiu: konfrontuje go z cierpieniem po utracie ukochanej osoby, z doświadczeniem śmierci, zwątpieniem. Jest to jednocześnie książka, która unika prostych odpowiedzi i potrafi w nadzwyczajny, empatyczny sposób przeżywać smutek i żałobę wraz z czytelnikiem. Nie popada w banały, lecz subtelnie kieruje w stronę nadziei i pocieszenia.
Na podstawie książki i wydarzeń z życia Lewisa, które ją zainspirowały, powstał wzruszający, wielokrotnie nagradzany film Richarda Attenborough Cienista dolina z Anthonym Hopkinsem i Debrą Winger.
Trudno o cierpliwość w stosunku do ludzi, którzy mówią: Śmierci nie ma albo Śmierć nie ma znaczenia. Śmierć istnieje. I jakakolwiek by była, ma znaczenie. Wszystko, co się wydarza ma jakieś następstwa, i zarówno to, jak i te następstwa to rzeczy nieodwracalne i nieodwołalne. Tak samo można by powiedzieć, że nie mają znaczenia narodziny. Podnoszę wzrok i patrzę w nocne niebo.
Clive Staples Lewis, Smutek
Smutek jest niezwykłą książką. Jej siła zniewala czytelnika, nie pozwala się oderwać, nie daje się zlekceważyć. Smutek to także dyskusja z Bogiem – Lewis podejmuje temat sprzeczności pomiędzy miłosiernym, opiekuńczym Bogiem, a niedoskonałym, przepełnionym bólem światem. Stara się pogodzić cierpienie (także cierpienie Chrystusa) z Boską dobrocią, nie zgadza się jednak na łatwe kompromisy. Odpowiedź nie przekreśla bólu, nie podważa istoty pytań – świat, w którym żyjemy jest światem sprzeczności.
Pomysł wydania tej małej książki przyszedł mi do głowy niedawno, gdy poproszono o reprodukcje kilku moich prac do strony internetowej Wydziału. Sięgnąłem do archiwum, gdzie zobaczyłem dawne projekty z Polski, Francji, Niemiec, jak i te, które powstały już w USA. Widząc je ponownie świeżym okiem pomyślałem, że wiele z tych prac jest ciągle interesujących pomimo upływu często kilkudziesięciu lat od ich powstania ? moje pierwsze profesjonalne projekty książek zrobiłem jesienią 1958 roku w Katowicach. A więc to już pięćdziesiąt lat temu...
Spośród wielu wybrałem do książki te projekty, które były kiedyś dla mnie ważne, bo stanowiły interesujące wyzwanie lub otwierały przede mną nowe horyzonty. Większość reprodukowanych prac stworzyłem sam. Niektóre jednak, zwłaszcza te z Dynamic Diagrams, są produktem wspólnie pracującego zespołu. Mój był koncept i kierowanie projektem, a młodzi współpracownicy wnieśli do powstania projektu swój zapał, talent i profesjonalną sprawność. Im też należy się uznanie.
Czterech przyjaciół ? Paul Kahn, Cyprian Kościelniak, Jan Kubasiewicz i Jacek Mrowczyk ? zechcieli podzielić się z czytelnikami swymi życzliwy-mi refleksjami. Jestem ich dłużnikiem. /Krzysztof Lenk/
Książka przedstawia twórczość malarską jednego z wybitniejszych, a stosunkowo mało znanych polskich artystów – Jerzego Tchórzewskiego. Jego niezwykłe artystycznie i tematycznie prace wpisywały się w nurt najnowocześniejszych powojennych nurtów europejskiego malarstwa. Prezentacji obrazów Tchórzewskiego towarzyszą teksty jemu poświęconego, m.in. autorstwa Doroty Folgi-Januszewskiej oraz Tadeusza Różewicza – przyjaciela artysty. Projekt graficzny: Lech Majewski. Tekst publikacji: polsko-angielski
W Iliadzie Homera odnaleźć można dwie metody przedstawiania rzeczy. Z pierwszą mamy do czynienia w opisie tarczy Achillesa: jest to forma pełna i zamknięta, w której Wulkan przedstawił wszystko to, co wiedział i co nam jest wiadome o mieście, okalającej go wsi, o wojnach i rytuałach w czas pokoju. Druga pojawia się, gdy poeta nie umie wypowiedzieć, ilu jest wojowników Achajów, ani też podać wszystkich ich imion: wzywa na pomoc muzy, ale w końcu musi się ograniczyć do tak zwanego katalogu okrętów, który, choć ogromny, nie może być kompletny i zakłada pewien rodzaj i tak dalej. Ten drugi sposób przedstawiania rzeczy nazywa się listą bądź wykazem. Są listy zamknięte, które mają cel praktyczny, jak lista wszystkich książek w danej bibliotece. Są jednak i inne, próbujące sugerować wielkości nieprzebrane, które pozwalają nam poczuć zawrót głowy w spotkaniu z nieskończonością.
Książka ta wraz z zamieszczoną w niej antologią pokazuje, jak nieskończenie bogata w listy jest historia literatury wszystkich czasów - od Hezjoda po Joyce?a, od Ezechiela po Gaddę. Często są to wykazy spisane z upodobania do wyliczeń, dla śpiewności wykazu lub nawet dla oszałamiającej przyjemności łączenia elementów niemających ze sobą szczególnego związku, jak to jest w przypadku tak zwanych enumeracji chaotycznych.
W tomie tym wszakże nie wyruszamy jedynie na odkrycie pewnej rzadko opisywanej formy literackiej. Przyglądamy się również temu, w jaki sposób sztuki figuratywne zdolne są do poddawania myśli nieskończonych wykazów, nawet gdy przedstawienie wydaje się surowo ograniczone przez ramę obrazu.
Czytelnik znajdzie więc na tych stronach listę obrazów, która również pozwala nam poczuć zawrót głowy w spotkaniu z nieskończonością.
Umberto Eco, jeden z najsłynniejszych naukowców i pisarzy współczesnych, urodził się w Alessandrii w Piemoncie w 1932 roku. Wykładał na uniwersytetach w Turynie i Mediolanie, obecnie jest profesorem Uniwersytetu w Bolonii. Do najważniejszych jego prac eseistycznych należą: Dzieło otwarte. Forma i nieokreśloność w poetykach współczesnych, Nieobecna struktura, Lector in fabula: współdziałanie w interpretacji tekstów narracyjnych, Semiologia życia codziennego, Interpretacja i nadinterpretacja, Pięć pism moralnych, W poszukiwaniu języka uniwersalnego. Zainteresowanie estetyką zaowocowało m.in. Sztuką i pięknem w średniowieczu, a teorią literatury ? Sześcioma przechadzkami po lesie fikcji. Jako autor błyskotliwych tekstów publicystycznych dał się Eco poznać w zbiorach: Diariusz najmniejszy oraz Zapiski na pudełku od zapałek (3 tomy). Prawdziwą sławę przyniosły mu powieści: Imię róży (jeden z największych bestsellerów w historii literatury), Wahadło Foucaulta, Wyspa dnia poprzedniego, Baudolino oraz Tajemniczy płomień królowej Loany. W latach 2004 i 2007 opublikował pod swoją redakcją Historię piękna i Historię brzydoty, które w wydaniu polskim REBISU stały się wielkimi hitami. Do tej pory sprzedało się ponad 50 tysięcy egzemplarzy Historii piękna i 30 tysięcy egzemplarzy Historii brzydoty.
Kopista Bartleby przynależy do konstelacji literackiej, której gwiazdą polarną jest Akakiusz Akakiuszowicz (?Tam, w tym przepisywaniu, zwidywał mu się jakiś własny, urozmaicony i przyjemny świat. Na twarzy jego malowała się rozkosz; niektóre litery były jego ulubienicami i gdy się dobierał do nich, był po prostu nieswój?), tkwiącymi w samym środku bliźniaczymi gwiazdami są Bouvard i Pécuchet (?Dobra myśl żywiona w sekrecie przez obu [?]: kopiować?), jaśniejącymi zaś na przeciwległym krańcu dwoma białymi karłami Simon Tanner (?bycie kopistą? to jedyna tożsamość, do jakiej rości sobie pretensje) oraz książę Myszkin, potrafiący naśladować dowolny charakter pisma; a którą okala, niczym wąski pas asteroidów, orszak anonimowych kancelistów Kafkowskich sądów. Istnieje wszelako inna jeszcze, filozoficzna konstelacja Bartleby?ego, skrywająca całą tajemnicę kształtu, jaki pierwsza ledwie wykreśla.
Giorgio Agamben, Bartleby, czyli o przypadkowości
Na pierwszy rzut oka formuła [I WOULD PREFER NOT TO ? WOLAŁBYM NIE] wygląda jak kiepski przekład z obcego języka. Kiedy jednak uważniej wsłuchamy się w jej wspaniałe brzmienie, będziemy zmuszeni odrzucić tę hipotezę. Być może to sama formuła wprowadza do wnętrza języka coś w rodzaju obcej mowy. [?] Czy nie to właśnie jest schizofrenicznym powołaniem literatury amerykańskiej: doprowadzić język angielski do upadku za pomocą osobliwych zwrotów, dewiacji, detaksy albo surtaksy (w opozycji do standardowej syntaksy)? Dodać odrobinę psychozy do angielskiej neurozy? Stworzyć nową uniwersalność? [?] Melville odkrywa obcy język, który płynie pod powierzchnią angielszczyzny i ją unosi: NIEZNANY albo zdeterytorializowany język Wieloryba.
Gilles Deleuze, Bartleby albo formuła
W tej błyskotliwej i niezwykle aktualnej książce, Friedman prezentuje oryginalne i prowokujące spojrzenie na dwa największe wyzwania stojące dziś przed Ameryką: utraty narodowego celu po 11 września i zagrożenie środowiska naturalnego, które dotyka wszystkiego ? od żywności poprzez paliwa po lasy. Pokazuje też, że jedynym wyjściem jest rozwiązanie obu problemów łącznie ? że można ocalić świat i jednocześnie tchnąć nowego ducha w Amerykę.
Friedman wyjaśnia, że globalne ocieplenie, gwałtowny wzrost liczby ludności i zadziwiający dzięki globalizacji wzrost klasy średniej na świecie spowodowały, że nasza planeta staje się ?gorąca, płaska i zatłoczona?.
Gorący, płaski i zatłoczony to spotkanie z klasycznym Thomasem L. Friedmanem: odważne, ostre, dalekowzroczne, ale i rozsądne spojrzenie na wzywania i nadzieje, jakie niesie przyszłość.
Thomas L. Friedman to trzykrotny laureat Nagrody Pulitzera za artykuły pisane dla ?New York Timesa?, w której jest komentatorem spraw międzynarodowych. Wcześniej wydał cztery bestsellerowe książki From Beirut to Jeruzalem, Lexus i drzewo oliwne, Longitudes and attitudes oraz Świat jest płaski. Mieszka w Bethseda w stanie Maryland.
Czy w XXI wieku można żyć przestrzegając w sposób dosłowny wszystkich biblijnych zakazów i nakazów? Wielbić Boga na nowojorskiej ulicy grą na dziesięciostrunowej harfie, obmywać nogi bliźnim, kamienować cudzołożników…?
Przez ponad rok A.J. Jacobs, Żyd-ateista żył bogobojnie, wypełniając ponad siedemset zaleceń zawartych w Starym i Nowym Testamencie. Zapuścił brodę a la Mojżesz (dla niektórych a la ZZ Top albo Gandalf!), założył strój biblijnego patriarchy i wyruszył w podróż: zarówno dosłowną, jak i metaforyczną, w świat Biblii i odległy od niej o trzy tysiące lat świat cywilizacji Google i New Age. Rozmawiał z Samarytanami w Tel Avivie i Beduinami na pustyni Negew, spotykał się z amiszami i wyznawcami kreacjonizmu, rabinami, pastorami i księżmi, przeczytał kilkanaście różnych edycji Biblii (w tym wersję hip-hopową oraz wydanie wodoodporne) oraz drugie tyle książek ją objaśniających.
Zapisem tego niezwykłego doświadczenia jest Rok biblijnego życia, książka dowcipna i prowokująca, pełna anegdot, ciekawostek, zabawnych historyjek, niepozbawiona jednak inteligentnej refleksji na temat moralności oraz roli religii i wiary w życiu współczesnego człowieka. Paramount Pictures oraz Plan B Brada Pitta przygotowują oparty na niej film (reż. Julian Farino).
O autorze
A.J. Jacobs (ur. 1968) – dziennikarz czasopisma „Esquire” znany z niekonwencjo-nalnych eksperymentów: by stać się „najmądrzejszym człowiekiem na świecie”, przeczytał 32 tomy encyklopedii Britannica. To doświadczenie opisał w książce The Know-It-All: One Man’s Humble Quest to Become the Smartest Man in the World).
Arjun Appadurai to światowej sławy antropolog wykładający na nowojorskim New School University, w Polsce jest znany jako autor książki Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji. Strach przed mniejszościami to ujęte w formie długiego eseju rozważania, które koncentrują się wokół nowych przejawów gniewu kierowanego przeciwko mniejszościom - narodowym, etnicznym i religijnym - w warunkach globalizacji. Poszukując odpowiedzi na pytanie, gdzie kończy się ideologia, a zaczyna strach, Appadurai szkicuje niekiedy wręcz brutalny obraz współczesnego świata widziany oczami antropologa.
„Książka, którą zaczęliście czytać, jest etapem przejściowym i przerwą w długofalowym projekcie - intelektualnym i osobistym - poszukiwania sposobów na to, by globalizacja zaczęła działać na rzecz tych, którzy potrzebują jej najbardziej i mają z niej najmniej: biednych, wywłaszczonych, słabych i zmarginalizowanych ludzi naszego świata. Etap przejściowy, ponieważ nie ma sensu mówić o nadziei, póki nie wyszarpnie się jej ze szczęk brutalności, którą również stworzyła globalizacja. A dopóki nie zrozumiemy, jak globalizacja może stworzyć nowe formy nienawiści, etnobójstwa i ideobójstwa, dopóty nie będziemy wiedzieli, gdzie poszukiwać źródeł nadziei związanych z globalizacją - i globalizacji nadziei”.
(z tekstu)
Najnowsze narzędzia, będące na usługach współczesnej medycyny, sprawiły, że w obszarze jej oddziaływań znalazł się człowiek w najwcześniejszych fazach rozwoju. Kilkukomórkowy embrion ludzki poddawany bywa różnorodnym procedurom, które oprócz pozytywnych aspektów, niosą ze sobą także zagrożenia dla jego życia. Ich pole poszerza się wraz z rosnącym dostępem do wspomnianych zdobyczy nauk biomedycznych, przyczyniając się tym samym do uśmiercania wielu istnień ludzkich.
Analiza tych zagrożeń jest przedmiotem niniejszych refleksji. Chcemy zastanowić się nad różnymi konsekwencjami współczesnych praktyk klinicznych, takich jak: diagnostyka prenatalna, sztuczne zapłodnienie, czy eksperymenty na zarodkach ludzkich (Rozdział I). W trakcie ich wykonywania dochodzi bowiem do masowego niszczenia istnień ludzkich w stadium preimplantacyjnym i prenatalnym. Wobec takiego faktu istnieje potrzeba jednoznacznego określenia statusu istot nienarodzonych, aby w ten sposób znaleźć uzasadnienie dla ochrony ludzkich embrionów przed działaniami, które zagrażają jego życiu. Stąd konieczne będzie odwołanie się do danych biologicznych, filozoficznych i prawnych oraz uwzględnienie głosu Kościoła w kwestii statusu istoty poczętej (Rozdział II). W ostatniej, trzeciej części książki (Rozdział III), podejmiemy problematykę ochrony prawa do życia ludzkich embrionów w kontekście stosowania praktyk klinicznych.
prof. Andrzej Muszala
Wiek dwudziesty przyniósł głębokie zmiany w tradycyjnych rolach płci. Siła tych zmian jest inna w społeczeństwie bogatych i biednych, inna w pokoleniach młodszych i starszych. Autorzy Wzbierającej fasli, słynny socjolog wartości Ronald Ingelhard i politolog Pippa Norris, próbują wyjkaśnić, jak modernizacja zmieniła kulturowe nastawienie do równouprawnienia plci. Przechodzą od państ biednych do bogatych, od agrarnych do postindustrialnych porównuja wzajemne relacje płci na całym świecie. Wzbierająca fala to lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcą zrozumieć zagadnienia polityki porównawczej.
Ostatni esej Jeana Baudrillarda napisany przed śmiercią.
„Pomówmy zatem o świecie, w którym zniknął człowiek.
Idzie tutaj o zniknięcie, nie o wyczerpanie, wyginięcie czy zagładę. Bowiem wyczerpywanie się zasobów czy wymieranie gatunków to procesy fizyczne i zjawiska naturalne.
W tym tkwi cała różnica, ponieważ gatunek ludzki jako jedyny zdołał wynaleźć szczególny sposób znikania, nie mający nic wspólnego z prawem natury. Być może wręcz sztukę znikania”.
(fragment)
Kultura i fetysze to zbiór esejów z przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Rozważania dotyczą klasycznych problemów filozoficznych i podstawowych pojęć, wokół których organizuje się specyficznie ludzka działalność człowieka – ów naddatek ludzkich sił i energii dający w efekcie tzw. kulturę. Istota filozofii, natura prawdy, mechanizmy i typy osobowości, problem decyzji, autorytetu, religii, wreszcie pytanie, w jakimś sensie autoironiczne, o znaczenie humanistyki i humanistów – to zagadnienia, które Autor bada ze swobodą i zainteresowaniem wytrawnego filozofa i historyka. Dla czytelnika uderzający jest widoczny w tych wczesnych tekstach szczery szacunek dla myśli Marksa, oparty na dogłębnej lekturze i prawdziwym zrozumieniu, oraz niechęć do wszelkich upraszczających interpretacji Marksowskiej filozofii. A właściwie szerzej: wspólnym mianownikiem esejów jest odrzucenie niesamodzielności myślowej, banalności w refleksji, urzeczawiającego i abstrakcyjnego podejścia do świata i życia. Książka stanowi krytykę powierzchownego myślenia i poprzestawania na grubych podziałach – jest wyrazem fascynacji złożonością świata i bogactwem różnic. Niezwykle inspirująca i aktualna lektura.
Książka autora McDonaldyzacji społeczeństwa traktuje o współczesnych modelach konsumpcji. Ritzer z wlaściwa sobie swadą, uciekając się do nieoczekiwanych skojarzeń, analizuje "katedry konsumpcji": świat centrów handlowych, supermarketów, parków tematycznych Disneya, zbiorowej tursytki. Są to miejsca pełne szczególnego uroku - ludzie udają się tam, by praktykować konsumpcjonizm niczym religię. Niestety, autor bez odpowiedzi pozostawia pytanie, jak żyć w społeczeństwie, w którym coraz częściej model konsumpcji jest wyznacznikiem statusu społecznego.
Francuski antropolog Marc Augé jest znaczącą postacią współczesnej humanistyki. Jego esej o zapomnieniu nie pretenduje do próby wyjaśnienia, czym jest pamięć ludzka, i nie sięga do rozległych rozważań na ten temat w literaturze przedmiotu. Jest raczej wyprawą etnologa na obszar jego własnego doświadczenia, szczególnie bogatego w różnorodne przeżycia świata. To relacja francuskiego człowieka miasta, który jako badacz poznaje wieś afrykańską, lecz mimo przeżytej fascynacji nie zostaje tam, lecz wraca do wielkiej europejskiej metropolii. Przemyślenia wynikłe z tego powrotu i to, co dostrzegł po latach przeżytych w Afryce, rozszerzają się na cały ponowoczesny rozwinięty świat i pozwalają świeżym okiem dostrzegać dokonujące się zmiany i klasyfikować wyłaniające się formy.
...w rozmowach z Renatą Dziurdzikowską
Wstęp
To się musiało wydarzyć. Spotkanie Wojciecha Eichelberger a i miesięcznika ZWIERCIADŁO.
Potrzebowaliśmy zmian, głębokich przeobrażeń. Wiedzieliśmy ze naszym czytelniczkom bardziej niż lifting twarzy potrzebny jest lifting duszy.
Wojciech Eichelberger podjął to wyzwanie. I tak rozpoczął się cykl „Sam na sam z terapeutą". Przez blisko dwa lata spotykaliśmy się co miesiąc, aby rozmawiać o tym, co najważniejsze. O trudnej drodze w poszukiwaniu siebie.
„Wszyscy prawdziwi nauczyciele, mędrcy, prorocy mówią: patrz w siebie, szukaj w sobie".
I to miałoby być takie trudne? Co miesiąc dowiadywaliśmy się, jak bardzo. Jak wielkim wysiłkiem jest samopoznanie, wyzbywanie się wyobrażeń na własny temat, zagłębianie w odległe zakamarki swojego dziecinna, w to wszystko, co nas ukształtowało. Ale też oddaliśmy, jak wiele możemy zyskać, jak bardzo satysfakjonujące może stać się nasze życie, jak rzeczywiście prawdziwe mogą być kontakty z sobą samym i z innymi. Nasi czytelnicy (ZWIERCIADŁO czytają nie tylko kobiety) reagowali bardzo spontanicznie. W tysiącach listów nadchodzących do redakcji dziękowali za każdy wywiad Renaty Dziurdzikowskiej z Wojciechem Eichebergerem, pisali, jak mocno są poruszeni, jak bardzo jej, dotyczy, jakie niesie refleksje i jak niebywale motywy do pracy nad sobą.
Powodzenie cyklu „Sam na sam z terapeutą" mogło się skończyć wydaniem książkowym, to oczywiste. W ten sposób żywot i zasięg tych ważnych, mądrych rozmów zostanie przedłużony i poszerzony.
Mając przed sobą znane mi dobrze teksty, zebrane teraz w całość, uderza mnie, jak bardzo spotęgowała się ich siła.
Ta książka może zaboleć. I chyba zaboleć powinna. Tym bólem, który towarzyszy narodzinom. Bo jest to książka o tym, jak możemy się urodzić po raz drugi. Jeśli tylko zagubieni w całej tej nieświadomości i chaosie, w którym żyjemy, zechcemy się zatrzymać.
Beata Dzięgielewska Redaktor naczelna miesięcznika „Zwierciadło' Warszawa 1999
Fragment książki
-Jaką kobietę określiłbyś jako piękną? Podobno mężczyźni najbardziej zwracają uwagę na nasze nogi, potem biust, oczy, biodra, talię. Wolą blondynki niż brunetki...
-Jest tylko jeden jedyny rodzaj pięknych kobiet - to kobiety pogodzone ze sobą.
— Czyli jakie?
- Kobieta pogodzona ze sobą cieszy się, że jest kobietą, lubi siebie, swoje ciało, bez względu na to, jak się ono ma do aktualnie obowiązujących standardów estetycznych i mody. Piękna kobieta tak naprawdę nie interesuje się tym, jak wygląda, nie patrzy w lustro. Jest kobietą wewnętrzną. Z kobietami, i w ogóle ze wszystkimi ludźmi, jest tak jak z drzewami. Tyle drzew, każde inne - dąb, brzoza, buk, osika czy sosna — i każde na swój sposób piękne.
- Po czym poznajesz, że oto masz do czynienia z piękną, czyli pogodzoną ze sobą kobietą?
- To widać na pierwszy rzut oka: po sposobie, w jaki się porusza, jak nosi głowę, jak patrzy na świat, jak się uśmiecha, jak używa swojego głosu. Widać po niej, że daje sobie prawo do tego, by istnieć i cieszyć się życiem, będąc taką, jaka jest.
- Po prostu - „jestem i już"?
- Tak - taka jestem, jaka jestem. Taka się urodziłam i nie muszę się do niczego i do nikogo dostosowywać. Piękna kobieta nie traktuje ciała jako przedmiotu, który ma spełnić jakąś określoną rolę; ciało nie jest dla niej manekinem do ubierania ani czymś do podziwiania czy uwodzenia. Ubiera się przede wszystkim wygodnie, z troską, by dobrze się czuć. Modą potrafi się bawić. Nigdy nie jest jej niewolnicą.
— A jeśli czuje się świetnie właśnie wtedy, gdy jest ubrana według najnowszych wskazówek mody, gdy dwie godziny spędza przed lustrem, robiąc makijaż?
— W ten sposób często mówią kobiety, które nastawione są głównie na to, by swoim wyglądem sprawiać wrażenie. Oczywiście mogą dobrze się z tym czuć, ale z zupełnie innych powodów. Dobrze się czują, ponieważ widzą, że są akceptowane, podziwiane czy pożądane.
— Czy to źle?
— Nie najlepiej. Pogodzona ze sobą kobieta, czyli ta prawdziwie piękna, nie kieruje się tym, czy się podoba, czy nie, jak wygląda w oczach innych, jakie zrobi wrażenie, co o niej pomyślą. Ona szuka zgody ze sobą, sposobu na wyrażanie siebie, własnej indywidualności. I pokazuje to swoim wyglądem, który jest ponadczasowy, tak jak i ona sama jest ponadczasowa. Ubranie, które na siebie wkłada, jest po to, by oddawało jej nastrój i jej osobowość. Czuje się dobrze w swoim ciele i intuicyjnie robi to, co dla niej najlepsze. Traktuje siebie podmiotowo. Jeśli chcemy sprawiać wrażenie, traktujemy siebie przedmiotowo, sprzedajemy się. Można się czasem tak pobawić, ale nie o to chyba chodzi w życiu. Poza tym dobre samopoczucie spowodowane tym, że ktoś nas podziwia czy pożąda, to ulotna sprawa — i tak przecież nie zdołamy zadowolić wszystkich.
— Jeśli tak bardzo zależy mi, by robić na innych wrażenie, to znaczy, że głęboko w sobie czuję, że jest ze mną coś nie tak, że nie jestem w porządku?
— Oczywiście. Jedynym wyjściem jest budować w sobie wewnętrzne poczucie wartości, które nie ma nic wspólnego z wyglądem. Chyba od czasów, gdy kobiety były niewolnicami, pokutuje w ich umysłach bardzo mocne przeświadczenie, że o wartości kobiety decyduje to, czy będzie się podobać mężczyźnie. Stąd te ciągłe pytania: co lubią w kobietach mężczyźni? Czy to nie przypomina targu niewolnic?
— Same kręcimy na siebie bat. Bardzo interesuje nas, co lubią mężczyźni; mały czy duży biust, szerokie biodra, a może wąskie, płaski brzuch czy wręcz przeciwnie. I badania na ten temat ochoczo drukujemy w naszych pismach.
— Przekonanie, że najważniejsze to sprawiać wrażenie i podobać się, jest spuścizną niewolnictwa. Na szczęście wiele wrażliwych i świadomych kobiet czuje wewnętrzny sprzeciw na samą myśl o tym. To nieprawda, że mężczyźni mają jakiś określony gust, że preferują jakiś rodzaj kobiecej urody.
— Ale badania...
— Badania dotyczą czegoś innego — preferencji estetycznych. Ale przecież przy wyborze partnerki na życie nieważne jest ciało, które przecież tak szybko się zmienia. Sprawy o wiele ważniejsze to radość życia, przymioty serca i charakteru, a także żywotność, temperament.
— Cokolwiek by mówić o pięknie wewnętrznym, w świecie, w którym żyjemy, obowiązuje bardzo konkretne i wymierne piękno. I „obiektywnie" ładnym żyje się łatwiej — bardziej ich lubimy, jesteśmy dla nich uprzejmi, chętnie pokazujemy się w ich towarzystwie. Dostają lepszą pracę i szybciej awansują.
- To media lansuj ą Ładnego—w reklamach Ładny jeździ dobrym samochodem, używa luksusowych towarów, zarabia duże pieniądze, jest inteligentny i wszechstronny. W ludzkich umysłach powstaje skojarzenie, że Ładny jest lepszy, że należy do kasty ludzi szczególnych, swoistych aniołów. Dlatego Ładnych traktujemy lepiej i dajemy im więcej szans. Ale z moich doświadczeń z kobietami, nie tylko w gabinecie terapeutycznym, niezbicie wynika, że te najładniejsze są często najbardziej nieszczęśliwe.
— I najczęściej — ku zdumieniu świata — samotne.
— Ładna kobieta jako dorastająca dziewczyna jest częściej odrzucana przez matkę. Matka, świadomie lub nie, postrzega córkę jako rywalkę. Jak macocha w baśni o królewnie Śnieżce, z niepokojem zagląda do lusterka i pyta, kto jest najpiękniejszy na świecie. Gdy widzi w lusterku własną, niemłodą już twarz, postanawia córkę królewnę uśpić. Od tej pory dziewczyna po kilka razy dziennie słyszy, że jest brzydka, okropna, do niczego. Wyrasta w przekonaniu, że nie zasługuje na miłość. (...)
Zatrzymaj sięSpis treści
1. Wstęp 5
2. Księżniczka 7
3. Ciało 15
4. Wina 23
5. Wartość 31
6. Zabawa 39
7. Pierwsza miłość 47
8. Druga miłość 55
9. Wierność 63
10. Agresja 71
11. Dzieciństwo 79
12. Mężczyzna 89
13. Ojciec 99
14. Szef 109
15. Przyjaciel 117
16. Cicho 123
17. Zatrzymaj się 131
18. Szukaj w sobie 139
19. Od nowa 147
20. Śmierć, czyli Życie 157
Pytania o sens istnienia towarzyszą ludziom od tysięcy lat. Myśliciele, artyści i uczeni wciąż próbują na nie odpowiadać, ale rezultatem są kolejne pytania. Zagubiony w ich gąszczu, współczesny człowiek odczuwa potrzebę poznania ostatecznej, rozstrzygającej odpowiedzi, która uwolni go od zwątpień i konieczności poszukiwania sensu życia i śmierci.
Anthony Storr przygląda się w swojej książce tym, którzy oferowali tego rodzaju pewność: założycielom współczesnych sekt (David Koresh i Jim Jones), charyzmatycznym guru (Gieorgij Iwanowicz Gurdżijew i Bhagwan Śri Radżnisz), wpływowym myślicielom (Rudolf Steiner, Carl Gustav Jung, Zygmunt Freud), a także świętemu Ignacemu Loyoli i Jezusowi Chrystusowi.
Jedni proponowali rozwiązania, które większość ludzi na świecie uznałaby za szaleńcze lub zbrodnicze – ale znaleźli się tacy, którzy w nie uwierzyli.
Myśli i wskazówki innych są przez wielu ludzi na świecie akceptowane i przestrzegane – choć są i tacy, którzy podają je w wątpliwość.
„Do kogo powinniśmy się zwrócić?” – pyta Storr w tytule ostatniego rozdziału. Odpowiedź jest tyleż uczciwa i użyteczna, co nierozstrzygająca.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?