Co dziś znaczy być Ślązakiem czy Ślązaczką? Czy to tożsamość, która istnieje wyłącznie w kontrze do niemieckości lub polskości? Bernadeta Prandzioch pokazuje coś wręcz przeciwnego – śląskość włączającą i otwartą, tworzoną na równi przez przyjezdnych i tych, którzy przez wieki żyli w Katowicach, Gliwicach, Opolu czy Bytomiu. Rodzinna historia staje się dla autorki tłem do opowiedzenia o powstańcach, którzy walczyli o przyłączenie Górnego Śląska do Polski, o Górnoślązakach, którzy w 1921 i w 1945 roku wybrali Niemcy, oraz o losach tej części społeczności, która lawirowała gdzieś „pomiędzy”. Do tej tożsamościowej układanki dołączają historie krewnych, którzy – w poszukiwaniu pracy – wyemigrowali na Górny Śląsk z Lubelszczyzny czy Bieszczad. Przybywali ze świata nieznającego przemysłowej nowoczesności. I z bagażem zupełnie innych doświadczeń: walki z UPA, przynależności do AK, akcji „Wisła”. Losy ich wszystkich splatają się w katowickim Załężu. A z zebranych w jednej rodzinie przeżyć wyłania się śląskość we współczesnym wydaniu – zdolna pomieścić historię wszystkich, którzy mieszkają na Górnym Śląsku i chcą nazywać siebie Ślązakami. W pewnym momencie zrozumiałam, że w mojej wersji śląskości musi być miejsce na wszystko, co znałam z domowych przekazów, o czym czytałam i co odkryłam w archiwach: na śląskich powstańców, żołnierzy walczących w niemieckich mundurach, pradziadka z AK, który zginął w Auschwitz, greckokatolickich przodków z Bieszczad i na prababcię używającą ukraińskich słów. Autorka
Każde miasteczko ma swoje mroczne tajemnice. Zapraszamy na Mazury! Czuł się jak w potrzasku, nerwowo wodził wzrokiem z jednej strony na drugą. Miał coraz mniej czasu, coraz mniej powietrza, pomieszczenie się kurczyło, pochłaniało przestrzeń. Wydawało mu się, że jest coraz bliżej rozwiązania, że jeśli pozwoli sobie poddać się temu uczuciu, przypomni sobie, co się wydarzyło. Musiał przetrwać ten lęk. Zacisnął powieki i wkroczył z powrotem w ciemność. Przywołane z pamięci obrazy zaczęły wirować, próbował je uchwycić, lecz one wciąż mu umykały. Słyszał jakiś stłumiony krzyk, głuche uderzenie, czuł gałęzie smagające go po twarzy i ramionach, nierówności drogi. Biegł, na pewno biegł. Przed czym uciekał?Skazany przed laty za morderstwo pacjent szpitala psychiatrycznego Zygmunt Milewski próbuje popełnić samobójstwo. Jeden z psychiatrów, Wiktor Janosz, zaczyna interesować się jego przypadkiem i z pomocą znajomego policjanta wraca do dawno zamkniętej sprawy. Ku swojemu zdziwieniu napotyka jednak mur milczenia, a nawet wrogości. Niechęć potęguje fakt, że Wiktor jest w miasteczku obcy, przyjechał tutaj z Warszawy z powodu problemów osobistych i zawodowych. Mimo to nie odpuszcza, a zawikłane tropy prowadzą go w odległą, przed- i powojenną przeszłość Węgorzewa-Angerburga i jego mieszkańców. W śledztwie pomaga mu młoda dziennikarka, Judyta Socha. Jakie tajemnice spokojnego małego miasteczka z niegdysiejszych Prus Wschodnich wyjdą na jaw?
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?