Ta książka powstała z frustracji. Mojej i moich rozmówców.Zacznę od przytoczenia kilku historii.Wkrótce po ataku Rosji na ukraińskie Krym i Donbas odbyły się ćwiczenia z zarządzania kryzysowego zorganizowane przez NATO. W ćwiczeniach, które odnosiły się bezpośrednio do hybrydowego zagrożenia ze strony Rosji, wzięły udział najwyższe wojskowe i cywilne instytucje wszystkich dwudziestu ośmiu państw NATO. Uczestniczyły w nich także polskie instytucje – ale w bardzo specyficzny sposób.Polski prezydent nie był nimi zainteresowany, więc je zignorował. Podobnie zrobił premier. Ważniejsze sprawy miał też minister obrony narodowej, który przynajmniej wyznaczył do ćwiczeń jedną z urzędniczek resortu. Mimo że ćwiczenia odbywały się przez kilka dni w trybie dwudziestu czterech godzin na dobę, urzędniczka już na pierwszej odprawie zakomunikowała, że w ministerstwie nikt w nocy nie pracuje i ona także nie ma zamiaru tego robić.– Właśnie atakowała nas Rosja, a my z powodu paraliżu decyzyjnego nie robiliśmy nic, bo w ministerstwie wszyscy spali. W Brukseli zastanawiali się, czy my w ogóle chcemy bronić własnego kraju – opowiada mi oficer uczestniczący w tych ćwiczeniach.I następna historia. W 2024 roku – dwa lata po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę i w pełnym natężeniu wojny – zorganizowano w Warszawie inne ćwiczenia. Symulowały one atak Rosji na stolicę.Ćwiczenia odbywały się w kilku miejscach na terenie miasta jednocześnie. Jednym z najciekawszych miejsc były warszawskie Filtry, do których bez wiedzy ich obsługi wtargnęli zamaskowani „terroryści“ i założyli „ładunki wybuchowe“ na pojemnikach z chlorem. Zdetonowanie takich pojemników w centrum miasta spowodowałoby śmiertelne zagrożenie dla mieszkańców. Służby zdecydowały się więc na użycie urządzeń do zakłócania fal radiowych, które miały uniemożliwić „terrorystom“ zdetonowanie ładunków za pomocą radia. Rychło okazało się, że systemy te zakłóciły nie tylko łączność „terrorystów“, ale także komunikację służb mających ich zneutralizować. Co więcej, ich realne użycie sparaliżowałoby funkcjonowanie znacznego obszaru w centrum miasta, łącznie z zablokowaniem łączności pomiędzy przelatującymi tamtędy samolotami i wieżą kontrolną na Lotnisku Chopina, co spowodowałoby ryzyko katastrofy lotniczej.A to był dopiero początek pomyłek i niespodzianek, do których należy zaliczyć skończenie się baterii w dronie obserwacyjnym w newralgicznym momencie akcji lub niemożność dojazdu żołnierzy na miejsce w godzinach szczytu.– Nie muszę dodawać, że ćwiczenia uznano za niebywały sukces i na końcu decydenci i politycy gratulowali sobie dobrze wykonanej roboty – zakończył opowieść związany z kwestiami bezpieczeństwa w mieście urzędnik, z którym rozmawiam w tej książce.Te historie pokazują fikcję, jaką władza karmi Polaków, przekonując ich o budowaniu systemu odpornego na rosyjską agresję.Książka opiera się na wielogodzinnych rozmowach ze specjalistami z zakresu wojskowych szkoleń, rezerw, lotnictwa, artylerii, wojsk pancernych, dronów, ratownictwa pola walki, sztucznej inteligencji, obrony cywilnej, schronów dla ludności. Trudno w tych rozmowach o optymizm. Ale i nie taki był ich cel. Dla narodu stojącego w obliczu wojny ważniejszy od optymizmu jest realizm.
Nocą słyszysz z balkonu przeciągłe serie z karabinów maszynowych, a rano widzisz zburzone mosty, płonące domy, leżące wokół ciała. Jeśli jesteś ochotnikiem, to prędzej czy później zaczynasz zadawać sobie pytanie, ile jest warte twoje życie. Piotr pojechał na wojnę w ciężkiej depresji po to, żeby go zabili. Daniel czuł powołanie ze względu na swoje poglądy polityczne. Dorota wyjechała, aby pomóc swoim współpracownikom z Ukrainy. - A jak nie będziemy mieć łączności, to ktoś po nas przyjedzie? - Nikt po nas nie przyjedzie, bo nikt nawet za bardzo nie wie, gdzie jedziemy. Wtedy on spojrzał na mnie i powiedział: - My jedziemy tam na śmierć. W tej książce korespondent wojenny Marcin Wyrwał oddaje głos szesnastu polskim ochotnikom.Ludziom, którzy porzucili wygodne życia, aby walczyć za innych. Marcin Wyrwał – dziennikarz śledczy i reporter Onetu. Od wielu lat relacjonujący konflikty na świecie, w tym zwłaszcza na Ukrainie - od 2014 r. Najpoczytniejszy dziennikarz relacjonujący wojny w Ukrainie, Syrii, Iraku oraz Libanie. Dwukrotnie nominowany do nagrody Grand Press i jednokrotnie do nagrody im. Woyciechowskiego. Autor dwóch książek: “I zejdzie na ich głowy nasz gniew!" oraz "Nadzwyczajni". Na Twitterze ma ponad 60 tysięcy fanów.
To oni pierwsi pojawiają się w miejscach, gdzie toczy się najbardziej dramatyczna walka. To oni odsłaniają wypaczenia systemu w kraju, który nie jest przygotowany na zagrożenie. To oni docierają do ludzi, których do głosu nie dopuścił nikt inny. Nadzwyczajni Marcina Wyrwała i Małgorzaty Żmudki to wstrząsający reportaż o nierównej walce z COVID-19.Rzeczywistość przedstawiona w Nadzwyczajnych obala oficjalną narrację, że pandemia w Polsce była i jest pod kontrolą. Pogrążone w sprzętowym kryzysie szpitale. Tragiczna sytuacja pozostawionych samym sobie pielęgniarek. Stres. Ekstremalnie wyczerpująca praca pod presją czasu. Dyżury wydłużone do kilku dób. Skandaliczne i bezprawne nakazy pracy. Medycy, lekarze i ratownicy pozostawieni bez środków ochrony własnej. I wreszcie izolacja by chronić najbliższych.Nadzwyczajni to dokonywany na gorąco zapis wielu nieznanych historii. Marcin Wyrwał i Małgorzata Żmudka pokazują prawdziwych ludzi, jednocześnie ukazując szerszy kontekst sytuacji, w której Polska znalazła się z powodu wirusa.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?