Nowa powieść autorki bestsellerowych książek „Rok na Majorce” i „Powrót na Majorkę”
W Warszawie lat 90 krzyżują się drogi trojga młodych ludzi. Iza od małego obiecywała sobie, że wyrwie się z Białegostoku, nie będzie harowała na parówkową i swetry z lumpeksu, ale zostanie kimś. Anita od zawsze miała wszystko, a czego nie miała, potrafiła zdobyć. Tomek wraca do Warszawy po kilku latach spędzonych we Włoszech, żyje ponad stan utrzymując kolejnych kochanków i zatracając się w nocnym klubowym życiu. Z ich przypadkowego spotkania wywiązuje się trwająca ponad dwadzieścia lat przyjaźń. Szalone imprezy, błahe problemy, powierzchowne rozmowy, życie bez planu wydają się trwać wiecznie. Ale pewnego dnia różowa beztroska się kończy.
Ta opowieść jest jak pralinka z cierpkim nadzieniem. Szybko i przyjemnie rozpływa się w ustach, ale czuć w niej nutę goryczy prawdziwego życia.
Zapętliliśmy się. My i Wy. Najwyższy czas zacząć normalnieć. Najwyższy czas zacząć ze sobą rozmawiać.
Polską, jak mówi jeden z bohaterów książki, podobno rządzi nasizm. Wszystko, co robią nasi, jest dobre – dodaje. Trudno ustalić, kto zaczął. I kiedy. Czy to 10 kwietnia 2010 roku tak nas w Polsce podzielił, czy może tę przepaść zaczęliśmy kopać dużo wcześniej? Wałęsa – zdrajca czy bohater? Okrągły Stół – powód do dumy czy Targowica? Smoleńsk – katastrofa czy zamach? Pytając tylko o to nie ruszymy się z miejsca, nie dowiemy się o sobie niczego więcej.
Ewa Wanat spotkała się z przedstawicielami każdej ze stron, by poszukać punktów wspólnych. Jest ich więcej, niż się wydaje.
Jacek Żakowski krytykujący prof. Jana Tomasza Grossa? Magdalena Środa deklarująca, że „w pewnym sensie jest katoliczką”? Paweł Lisicki mówiący, że winne dzisiejszego bałaganu są obie strony? Paweł Wroński, któremu nie przeszkadza Kościół wrośnięty w funkcjonowanie państwa?
Tomasz Terlikowski mówi w rozmowie z Wanat: Nie ma postaci jednowymiarowych. Tak mogą sądzić tylko ślepi wyznawcy jednego z plemion. Biało-czarna ukazuje się w momencie, w którym dotarliśmy do ściany. Są dwa plemiona i dwa monologi, ale nie ma rozmowy, bo obie strony mówią odwrócone do siebie plecami. Albo wyłącznie uciekają – do swoich. Rozmowy Wanat pokazują, że czas przestać uciekać.
Pisarz w kryzysie, piękność z prowincji i … zupełnie nie to, czego się spodziewasz
Poznają się w pociągu relacji Kraków-Warszawa. On 50-letni autor bestsellerowych kryminałów, skłócony z rodziną i pozbawiony złudzeń kobieciarz przeżywający kryzys twórczy. Wraca właśnie ze spotkania autorskiego, na które przyszło osiem osób. Ma za sobą trzy nieudane małżeństwa i klika udanych powieści, ale wciąż nie potrafi ułożyć sobie życia. Hanna zwraca jego uwagę niezwykłą urodą i urzekającą nieśmiałością. Ucieka do stolicy z podkrakowskiego małego miasteczka, gdzie większość problemów rozwiązuje się przy pomocy modlitwy lub alkoholu. On widzi w niej szansę na kolejny romans, a ona tylko pozornie chce łatwej przepustki do lepszego świata. To, co z pozoru wygląda jak zapowiedź banalnej historii miłosnej okazuje się prowadzić do nieoczekiwanego finału.
Tubylewicz stworzyła prawdziwy portret wiecznego Piotrusia Pana. Jednak to kobiety grają tu pierwsze skrzypce, na niepokojącą nutę.
Grażyna Plebanek
Przewrotna i wciągająca lektura.
Andrzej Saramonowicz
Mądra, przejmująca i dowcipna powieść o schematach relacji międzyludzkich i o sile wrażliwości, która pozwala je przełamać. I co najważniejsze - kobiety mają tu naprawdę sprawczą i twórczą moc!
Agnieszka Glińska
Romantyczne, środowiskowe i pisarskie sekrety pokazują swoje drugie dno. Zaskakujące i nieoczywiste.
Agata Tuszyńska
Oto mrożące krew w żyłach historie o Polsce, która siedzi z piwem w ręce i pilotuje telewizor.
Marcin Kołodziejczyk jest specem od Polski – zarówno tej prowincjonalnej, jak i wielkomiejskiej. Pierwszą portretował w docenionym zbiorze tekstów „B. Opowieści z planety prowincja”. Pod podszewkę wielkomiejskiej klasy średniej zaglądał w świetnie przyjętej „Dysforii. Przypadkach mieszczan polskich”, książce badającej horyzonty życiowe, mentalne i językowe nowych „strasznych mieszczan”.
„Bardzo martwy sezon” to reporterska opowieść o szansach utraconych i tych nigdy nie zyskanych. Zachwyca precyzją i wnikliwością. Z pozornie mało znaczących historii codziennego życia i drastycznych sensacji, którymi żyła cała Polska, wyłania się gorzka prawda o nas samych i o naszym kraju. Kołodziejczyk kolejny raz udowadnia, że jest jedną z najjaśniejszych gwiazd polskiego reportażu.
Teksty w jego nowej książce układają się w opowieść o tym, jak Polska stara się być częścią bogatego i kulturalnego Zachodu, ale często znajduje się gdzieś indziej - wszędzie i nigdzie, w toku wiecznej zmiany. To oda do niedziania się wielkich rzeczy i do codzienności, a czasem jednak do rzeczy najistotniejszych. Bo najbardziej tajemnicze jest stawanie się, a nie osiąganie celów.
Wiejskie klany skłócone tajemniczą śmiercią młodego chłopaka, mężczyźni pijący pod sklepem nalewkę Ambasador za 6,50 zł, młodzież, która ucieczki od nudnej codzienności Więcborka szuka w podnoszeniu ciężarów, powiatowi aktorzy porno, bywalcy dyskoteki w popegeerowskiej wsi, ale też dziewczyny z wielkiego miasta, które chcą robić teatr alternatywny – oto bohaterowie książki Marcina Kołodziejczyka. Reporter znajduje ich na obrzeżach głównego nurtu życia, gdzie nie docierają kamery telewizyjne. Podsłuchuje swoich bohaterów zarówno pod wiejskim sklepem, jak i na berlińskim dworcu. Ich głosy tworzą nieoczywisty, choć prawdziwy obraz Polski.
Marcin Kołodziejczyk (ur. W 1973 w Warszawie) reporter związany z tygodnikiem POLITYKA. Siedmiokrotnie nominowany do nagrody Grand Press w kategorii reportaż i publicystyka. Ma na swoim koncie wiele prestiżowych nagród dziennikarskich, m.in.: nagrodę reportażystów Melchior 2015 w kategorii Inspiracja Roku. Autor książek „B. Opowieści z planety prowincja (2013) oraz „Dysforia. Przypadki mieszczan polskich” (2015)
Wybór stu najlepszych felietonów czołowego felietonisty „Dużego Formatu”. Zazdroszczę felietonistom politycznym, oni mogą codziennie napisać wystrzałowy felieton. Wystarczy, że rano włączą radio, wejdą do internetu, przejrzą gazety. Pisanie felietonów, do których punktem wyjścia jest kultura, wymaga jednak przeczytania książek, obejrzenia filmów i wysłuchania płyt. Ale satysfakcja jest niepomiernie większa, niż w przypadku doraźnego komentowania. Nawet, jeśli owe książki, filmy, płyty są grafomańskie i nieudaczne. A wręcz powiedziałbym, że satysfakcja jest wówczas jeszcze większa, ponieważ felietonistyka jest zajęciem dla autorów szczycących się ponadnormatywnym poziomem złego charakteru, niesympatyczności i zgorzknienia. Ten, kto ma dobry charakter, przyjazne usposobienie i prawdziwie chrześcijańską miłość bliźniego od pisania felietonów trzymać się powinien z daleka. Krzysztof Varga, urodzony w Warszawie w 1968 roku pisarz i felietonista. Autor m.in. powieści Masakra, Tequila, Nagrobek z lastryko, Trociny. Wydał także dwie książki eseistyczne Gulasz z Turula i Czardasz z mangalicą. Trzykrotnie nominowany do Nagrody Literackiej NIKE, laureat NIKE Czytelników w 2009 roku za Gulasz z Turula.
Do Polski nadciagają imigranci? Oni już tu są
Oto historie zderzeń I zdziwień, historie w których “my' spotykamy “ich'
Świetnie wykształcona Ukrainka sprzątająca polski bazar. Turek, który przywiózł Polsce kebab i w odpowiedzi na gusta kulinarne Polaków zaczął serwować go z kapustą. Albanka, która wstąpiła do klasztoru. Cygan z Andrychowa planujący zostać polskim superbohaterem.
Otwartość poplątana z niezrozumieniem, sympatia podszyta wyższością, niechęć ubrana w poprawne politycznie ględzenie lub bluzgi z internetu. Polacy i cudzoziemcy - patrzą na siebie, choć nie zawsze się widzą, żyją obok siebie, choć rzadko razem.
Marta Mazuś - jedno z najmłodszych I najlepszych piór polskiego reportażu – przedstawia trzynaście opowieści o sukcesach, porażkach, determinacji, o rozczarowaniach życiem w Polsce. O nadziei. O codzienności tych Innych, Obcych. A może bardziej o nas samych?
Kilkanaście zdumiewających losów, opisanych z wyczuciem dramatu, fantastycznym szczegółem I poczuciem humoru. Sprawiedliwie, bo obu stronom – przybyszom I tutejszym – dostaje się po równo. Głęboko, bo za każdym losem plątanina spraw, z którymi obie strony z trudem sobie radzą, lub nie radzą wcale. Dobre przygotowanie do spotkania z innymi, którzy napływają.
Małgorzata Szejnert
Ludzie stamtąd stali się ludźmi stąd. Niedawni obcy, stali się częścią polskiego społeczeństwa. O tym, jak ich przyjęliśmy i jak oni odnaleźli się wśród nas, fascynująco pisze Marta Mazuś.
Michał Nogaś, Polskie Radio Trójka
Jeden mężczyzna, osiem kobiet. Literacki flirt rozgrywający się w fascynującym świecie damsko-męskich relacji. Największe przeciwieństwo, a zarazem doskonała jedność. Gdy zderza się pierwiastek męski z kobiecym, dochodzi do KULMINACJI uczuć. Wyjątkowy projekt, na jaki składa się kilkanaście opowiadań o kobietach w kulminacyjnych sytuacjach życiowych autorstwa Janusza Wiśniewskiego i gwiazd kobiecej literatury. Polskie autorki podejmują dyskusję na temat im najlepiej znany - kobiecości. Każde opowiadanie odczytują na nowo - odnajdują wątek, bohatera, scenę, które stają się dla nich inspiracją dla własnej historii. Z tego dialogu zrodziła się prowokacyjna opowieść o sile uczuć, stracie, tęsknotach, zdradach i zdumiewających kobietach - dojrzewających, choć dawno dorosłych; dorosłych, a przecież nadal niedojrzałych.
Pewnego lipcowego deszczowego poranka, przed wschodem słońca, na plaży przed sopockim Grand Hotelem bezdomny mężczyzna znajduje śpiącą tam znaną warszawską dziennikarkę...""Tak zaczyna się nowa powieść Wiśniewskiego. Obrosły historią i legendami sopocki Grand Hotel staje się miejscem wydarzeń szczególnych, a autor, jak Anioł Podpatrywacz, towarzyszy ludziom, którzy spędzają w tym hotelu jeden krótki letni weekend. Niezauważony wchodzi do ich pokoi, prześwietla ich biografie, zasypia i budzi się w ich łóżkach. Opowiada o ich snach, porażkach, tęsknotach, marzeniach i cierpieniach. Hotel to często miejsce przemienienia. I o tym także jest ta książka. Dziennikarkę porzucił mężczyzna niepogodzony z jej sukcesem, dziadek niemieckiego pastora z sąsiedniego pokoju zabijał Polaków w pobliskim Stutthofie, nieutalentowany naukowiec z pokoju na trzecim piętrze najmuje autora do napisania habilitacji, rosyjski nowobogacki z apartamentu na drugim piętrze zakochuje się w ukraińskiej sprzątacze z hotelu. Atmosfera anonimowości hotelu pozwala bohaterom zrzucić swoje maski, a śledzący ich czytelnik na końcu dowie się prawdy, którą sam już dawno znał. Że wszystkim chodzi o miłość.Audiobook w znakomitej interpretacji Piotra Grabowskiego.
Smoleńsk"" to zbiór rozmów przeprowadzonych w ostatnich dwóch latach z osobami, które mówią o tym, jak katastrofa smoleńska zmieniła i podzieliła Polskę i Polaków. W książce znajdują się rozmowy z Jerzym Bahrem, Adamem Bielanem, Joachimem Brudzińskim, Anną i Bronisławem Komorowskimi, Ewą Kopacz, Longiną Putką, Ewą Komorowską, prof. Henrykiem Samsonowiczem, Bożeną Mikke i Michałem Kamińskim.
Zmysłowa opowieść o miłości absolutnej.
Ona, Muszelka, jako dwunastoletnia dziewczynka zagrała w jednym z jego filmów. Już wtedy wiedziała, że go kocha i że ich drogi wkrótce się połączą. Musiała tylko dorosnąć. Musiała przejść przez ręce wielu mężczyzn, dojrzeć, aby wreszcie połączyć się z nim.
On, Sandow, artysta, który stworzył już prawie wszystko, co mógł. Choć najważniejsze dzieło jeszcze przed nim. Dotąd nie czuł takiej jedności z nikim. Ponowne pojawienie się Muszelki w jego życiu sprawiło, że ziemia i czas stanęły w miejscu, zatarły się granice między dobrem i złem.
Ta miłość musiała się zdarzyć.
Czyta: Adam Ferency
Zwariowana i ironiczna komedia autora bestsellerowego Jednego dnia . Brian Jackson wierzy w to, że uczestnictwo w popularnym turnieju wiedzy pomoże mu zdobyć serce uniwersyteckiej piękności Alice Harbinson. Plan mógłby się powieść, gdyby nie jego wrodzone szczęście do pecha. Najpierw feralne eliminacje, potem niefortunnie ulokowane uczucia i wreszcie finałowa kompromitacja. Brian poczuł na własnej skórze, że wiedza to nie mądrość, zauroczenie to nie prawdziwa miłość, a dobry początek wcale nie gwarantuje happy endu. Ta książka pozwala poczuć niepowtarzalny klimat studenckich czasów; pierwszą miłość, walkę o przyjaźń, rozczarowania. Na chwilę, bo czyta się ją jednym tchem...- poleca Kamil Kula
Gruba, chuda, mądra, głupia? Zależy od dnia. Bezkompromisowe, niepokorne i pełne humoru opowiadania Mery Spolsky. O codzienności, życiu w trasie koncertowej, kompleksach po trzydziestce i patrzeniu na świat okiem szalonej dziewczyny. Kiedy czuje zazdrość? Czego się boi? Dlaczego tak lubi przeklinać? Po co ulega trendom-srendom? I co tak naprawdę myśli, choć nie zawsze wypada powiedzieć to na głos? Po mocnym debiucie Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj Mery wraca z kolejną książką – przewrotnym, bezczelnym i lekko prowokującym dziennikiem. Mery Spolsky – artystka, songwriterka i autorka, która od początku idzie własną ścieżką i nie boi się głośno mówić tego, co myśli. Jej znakiem rozpoznawczym jest słowo – celne, bezpośrednie, pełne humoru i autoironii. Ma na koncie cztery albumy studyjne i setki koncertów, podczas których łączy muzykę z mocnym przekazem i własnym, wyrazistym stylem. W 2021 roku zadebiutowała książką Jestem Marysia i chyba się zabiję dzisiaj, która sprzedała się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Teraz wraca z dziennikiem i po raz kolejny mówi na głos to, co inni czasem wolą zachować dla siebie. Idę przodem po osi czasu. Czytam i wiem, że kiedy Mery będzie mijać chorągiewki, które zostawiam po drodze – będzie w godnej pozazdroszczenia formie, zarówno w głowie, jak i poniżej. Kolejne rozdziały dostarczyły mi na to szereg dowodów. KATARZYNA NOSOWSKA Większość ludzi, pisząc o sobie, wychodzi z tego ładniejsza, niż weszła. Tu jest na odwrót. Gruba, chuda, mądra, głupia. Mery Spolsky zna wszystkie cztery i żadnej nie udaje. Łącznie z tą, do której najtrudniej się przyznać. MARCIN PROKOP Mery Spolsky rozbiera i recenzuje Polskę! Potrafi rozprawić się nawet z wulgaryzmami. Zabiera nas w podróż po swoim życiu z troską, szaleństwem i lekkością. Dowiadujemy się, skąd przybyła i dokąd zmierza ze swoją niepokornością. Konstatacja jest jedna – Mery kocha Polskę. MONIKA OLEJNIK
POLACY KOCHAJĄ ROBERTA MAKŁOWICZA. ALE CZY NAPRAWDĘ GO ZNAJĄ? Kucharz, smakosz, hedonista, intelektualista. Bohater memów. Robert Makłowicz jest jednym z najbardziej lubianych Polaków – jeśli nie po prostu najbardziej lubianym. Jest też osobą tak nieoczywistą i wielowymiarową, że nie sposób zamknąć go w jakiejkolwiek szufladce. W rozmowie z Aleksandrem Kaczorowskim aż kipi tym, z czym wszyscy go kojarzymy: humorem, dystansem, rozległością zainteresowań. Ale odsłania też oblicze, o którym wiemy znacznie mniej: człowieka wrażliwego, rodzinnego, z niejedną trudną kartą w życiorysie. Co myśmy wtedy jedli we Francji? Chodziliśmy do Wietnamczyka albo wcinaliśmy baguette con merguez, bułę z merguezami i z frytami, nie mieliśmy pieniędzy po prostu. Spirytus z apteki, bez recepty, niezatruty, bo tam nikomu nie przyszło do głowy, że można by było zatruć spirytus. Wlewałeś ćwiartkę do dużej butelki z napojem Oasis – najtańszym, a więc o nieokreślonym smaku – zmieszałeś i już był napitek. Robert Makłowicz: dziennikarz, krytyk kulinarny, publicysta, podróżnik. Krakowianin, lokalny patriota, miłośnik Galicji. Twórca programów kulinarno-podróżniczych, które najpierw były emitowane w telewizji, a od kilku lat – na platformie Youtube. W Polsce odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, na Węgrzech – Złotym. Uhonorowany również Orderem Chorwackiej Plecionki oraz Złotą Odznaką Zasługi dla Republiki Austrii. Urodził się w 1963 roku w Krakowie. Aleksander Kaczorowski: eseista i dziennikarz, tłumacz literatury czeskiej, autor biografii Milana Kundery, Izaaka Babla, Václava Havla, Bohumila Hrabala i Oty Pavla, wywiadu-rzeki z byłym prezydentem RP Aleksandrem Kwaśniewskim oraz zbioru esejów „Praski elementarz”. Finalista Nagrody Literackiej Nike. Urodził się w 1969 roku na Mazowszu.
Egzemplarze mogą posiadać drobne ślady magazynowania lub transportu, takie jak delikatne zarysowania okładki, niewielkie zagięcia, lekkie przebarwienia papieru czy minimalnie uszkodzone narożniki.
Trzy zwyczajne kobiety z kamienicy na wrocławskim Nadodrzu. Może znasz je z sąsiedztwa albo spotykasz w domu? Może jesteś jedną z nich? I wstydzisz się tego.
Zośkę porzuciła pracująca na kolei matka. Dziewczyna do dziś czuje smak upokorzenia, które rośnie jak gula w gardle na wspomnienie przypalonych ziemniaków z zakładowej stołówki. Marta nawet nie chce pamiętać swojego panieńskiego nazwiska w jej uszach brzmi jak nie raz wymierzony policzek. A Bosa nawet wyrwana ze snu poda wartość liczby Pi. Pijany ojciec dobrze ją wyćwiczył.
Losy tych trzech kobiet skleja toksyczny wstyd. Udają, że go nie ma, ale on jest i płynie wartko w ich żyłach. Przechodzi z matki na córkę, z pokolenia na pokolenie. I truje.
Najpierw trzeba się zawsze ukłonić i TO powiedzieć. Że dzień dobry. Nawet gdy ktoś cię nie widzi, nie lubi, gdy ty kogoś nie lubisz, gdy ktoś ci mówi, że jesteś gruba, taki pączek brzydki. Kiedy twoja matka wariatka, a ojciec pijak. Skoro pijak, a ty jego córka, to przecież oczywiste, że jaki ojciec, taka córka. A kilkanaście lat później zachodzisz w ciążę, rodzisz albo nie rodzisz i nie dziwi nic. Schemat się powtarza, choćby ci się wydawało, że ty nigdy, że ty inaczej, ty na pewno nie.
Egzemplarze mogą posiadać drobne ślady magazynowania lub transportu, takie jak delikatne zarysowania okładki, niewielkie zagięcia, lekkie przebarwienia papieru czy minimalnie uszkodzone narożniki.
A to Polska właśnie! - chciałoby się zakrzyknąć, może i bezradnie, lecz po lekturze tej absolutnie niebanalnej, intrygującej i cudownie niepoprawnej politycznie książki, ów okrzyk zabrzmi wyjątkowo. I choć Marcina Kołodziejczyka, nagradzanego twórcę ""Prymitywa"" czy ""Dysforii nikomu nie trzeba przedstawiać, t a k i e g o Kołodziejczyka jeszcze nie czytaliście!
Dlaczego Wioletta, ekspedientka ze stacji Orleniu, cieszy się po cichu z covidu-19?
Z czego tłumaczy się radny Wyczuć z miasta Chłam, skoro jest ubezczelniony jak trzeba - zgodnie z wymogiem czasów?
Jak współcześnie się o ludziach wyrażać, by nie urażać?
Na czym polega rozmowa balkonami?
Na jak długo wrócił z Anglii do kraju niejaki Zdybał, wierząc w wyjście z niewoli unijnej jako wzorzec i walkę o Polskę jako obowiązek?
To tylko kilka kwestii, które mogłyby wypełnić niejeden pasjonujący reportaż. Tyle tylko, że w ujęciu Kołodziejczyka nie są to reportaże, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, ale sugestywne impresje, napisane w niepowtarzalnym stylu. Krótko mówiąc, to jest po prostu Literatura! Opowieści te przywodzą na myśl Białoszewskiego, Mrożka i niezapomnianego Wiecha. Docenią je również miłośnicy wielu innych mistrzów literackich, by wspomnieć jeszcze Brechta, Hrabala, a nawet Balzaka. Finezja językowa i wszechobecne ""ucho"" idą w parze z formą. Opowiadanie, relacja, komiks z obrazkami, rymowana piosenka... A wszystkie składają się na Coś między czarną komedią obyczajową, satyrą społeczną a horrorem ogólnym. To Coś - to panorama naszej rzeczywistości, w której wszystkim dostaje się po równo: nowobogackim, robiącym kasting na nianię i wykształciuchom, owijającym swe prawdy w górnolotne frazesy, religijnym i niedowiarkom, prawakom i lewakom, zakompleksionym i zachwyconym sobą.
Egzemplarze mogą posiadać drobne ślady magazynowania lub transportu, takie jak delikatne zarysowania okładki, niewielkie zagięcia, lekkie przebarwienia papieru czy minimalnie uszkodzone narożniki.
Najlepszy, najpełniejszy, najprawdziwszy, a nade wszystko najśmieszniejszy przewodnik po rzeczywistości PRL-u.
Jakim cudem po raz pierwszy ukazał się legalnie w rzeczonym PRL-u w roku 1975 pozostaje zagadką. Nigdy później nie wznawiany. Chwalony w Kulturze paryskiej przez Stefana Kisielewskiego. Ilustrowany przez Autora. Jeżeli nie było Cię wtedy na świecie przeczytaj, a dowiesz się, jakiej ekwilibrystyki wymagało życie od twoich rodzicow. Jeżeli PRL pamiętasz - czytając tę książkę będziesz śmiał się w głos, choć czasem pomyślisz - jak do cholery dawało się wtedy normalnie żyć? Jak żyć z władzą, jak podróżować pociągiem sypialnym, jak kupić samochód albo, co gorsza, części zapasowe, jak znaleźć prawdziwą kawę, dlaczego nowowybudowany hotel jest nieporównanie gorszy od starego, od lat nieremontowanego, jak nie rozgniewać ekspedientki w sklepie, jak żyć nie pijąc - to tylko niektóre zagadnienia z pasją omówione przez Fedorowicza. Które stały się zupełnie nieaktualne, które przetrwały, a które bywają reaktywowane - oceni, pysznie bawiąc się w trakcie lektury, czytelnik.
Egzemplarze mogą posiadać drobne ślady magazynowania lub transportu, takie jak delikatne zarysowania okładki, niewielkie zagięcia, lekkie przebarwienia papieru czy minimalnie uszkodzone narożniki.
Szwedzka sztuka kochania–odważnie, bez masek i moralizowania. WSzwedzkiej sztuce kochania wysłuchacie głosów i historii ludzi znanych i opiniotwórczych, którzy opowiedzą o tym, o czym nigdy wcześniej publicznie nie mówili, oraz ludzi zupełnie nieznanych, ale fascynujących i świadomych swoich wyborów. Przeczytacie o wszelkich rodzajach związków, o monogamii i poliamorii, o tantrze, o związkach tęczowych i queerowych rodzinach, będzie o wierności i zdradzie, o związkach otwartych i skrajnej wolności seksualnej, a także o miłości po miłości. Spotkacie ludzi pięknych, mądrych i wolnych. Dowiecie się, jak ma się do rzeczywistości słynny mit o „szwedzkim grzechu”. Jeden z bohaterów – Marcus – zabiera autorkę na miejsce spotkań homoseksualistów położone tuż obok popularnej plaży. „Tajemny świat jest dyskretny i unikający konfrontacji. Jeśli jakaś heteroseksualna para nieświadoma niczego przeniesie się z kocem zbyt wysoko w las, w rejon gejów, ci ostatni przesuną się jeszcze wyżej. Przypomina to trochę taniec. I jest to taniec łagodny, pełen wzajemnej ostrożności nie znających się dobrze partnerów” – pisze autorka. Katarzyna Tubylewicz uświadamia, że za rzadko toczy się w Polsce poważna i otwarta dyskusja o uczuciach, o wzajemnych relacjach, pokazuje, jak jesteśmy spętani konserwatywną narracją. Udowadnia, że miłość i erotyka to jedne z najważniejszych życiowych doświadczeń.
Egzemplarze mogą posiadać drobne ślady magazynowania lub transportu, takie jak delikatne zarysowania okładki, niewielkie zagięcia, lekkie przebarwienia papieru czy minimalnie uszkodzone narożniki.
Żyjemy w kraju, gdzie państwem rządzi Kościół, a Kościół od dawna toczy gangrena.
Podobno żyjemy w świeckim kraju, w którym panuje rozdział religii i państwa. Joanna Podgórska w swojej książce miażdżąco demaskuje to stwierdzenie i udowadnia, że Polska jest świecka tylko w teorii. W polskich szkołach jest siedem razy więcej lekcji religii niż historii czy chemii. Można sądownie zmusić dziecko do przyjęcia komunii. Z pieniędzy podatników, które miały być przeznaczone np. na walkę ze smogiem, sfinansowano budowę obiektów sakralnych. O aferach pedofilskich i ingerencji w politykę nawet już nie trzeba wspominać. Krzyż, który miał być symbolem miłosierdzia, już dawno spróchniał i nie ma nic wspólnego z istotą chrześcijaństwa. Stał się raczej złym widmem ucisku.
Egzemplarze mogą posiadać drobne ślady magazynowania lub transportu, takie jak delikatne zarysowania okładki, niewielkie zagięcia, lekkie przebarwienia papieru czy minimalnie uszkodzone narożniki.
Wybór stu najlepszych felietonów czołowego felietonisty „Dużego Formatu”. Zazdroszczę felietonistom politycznym, oni mogą codziennie napisać wystrzałowy felieton. Wystarczy, że rano włączą radio, wejdą do internetu, przejrzą gazety. Pisanie felietonów, do których punktem wyjścia jest kultura, wymaga jednak przeczytania książek, obejrzenia filmów i wysłuchania płyt. Ale satysfakcja jest niepomiernie większa, niż w przypadku doraźnego komentowania. Nawet, jeśli owe książki, filmy, płyty są grafomańskie i nieudaczne. A wręcz powiedziałbym, że satysfakcja jest wówczas jeszcze większa, ponieważ felietonistyka jest zajęciem dla autorów szczycących się ponadnormatywnym poziomem złego charakteru, niesympatyczności i zgorzknienia. Ten, kto ma dobry charakter, przyjazne usposobienie i prawdziwie chrześcijańską miłość bliźniego od pisania felietonów trzymać się powinien z daleka. Krzysztof Varga, urodzony w Warszawie w 1968 roku pisarz i felietonista. Autor m.in. powieści Masakra, Tequila, Nagrobek z lastryko, Trociny. Wydał także dwie książki eseistyczne Gulasz z Turula i Czardasz z mangalicą. Trzykrotnie nominowany do Nagrody Literackiej NIKE, laureat NIKE Czytelników w 2009 roku za Gulasz z Turula.
Egzemplarze mogą posiadać drobne ślady magazynowania lub transportu, takie jak delikatne zarysowania okładki, niewielkie zagięcia, lekkie przebarwienia papieru czy minimalnie uszkodzone narożniki.
Jego debiutancka powieść "Baśka" - opowiadanie o mieszkańcach warszawskiej Ochoty - stała się bestsellerem. Wojtek Friedmann wraca z nową książką - tym razem zabierze czytelników na Mokotów do z pozoru zwyczajnej kamienicy. Ale w powieściach Friedmanna nic nie jest zwyczajne, losy mieszkańców i pewnego wyjątkowego psa przeplatają się ze sobą, składając się na niezwykle barwną i wciągającą opowieść. Nie dajcie się zwieść. To nie jest książka o psie. "Przezabawny pies o imieniu Kolka" to przede wszystkim ludzie - mieszkańcy starej kamienicy - i ich losy, opowiedziane w krótkiej, charakterystycznej dla autora formie. "Mieszkanców kamienicy łaczył nie tylko adres. Łaczyła ich takze porecz schodów. Troche jak zaczarowany bluszcz, tyle ze bez lisci". Mokotów oczami Friedmanna, tętniący życiem lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, aż po współczesność, to miejsce zamieszkane przez barwne osobowości, zawsze ukrywające jakąś tajemnicę, a historie ich życia, jak ta książka, mają w sobie coś pięknego, a zarazem chuligańskiego. Proza Friedmanna to literatura, która kipi od ulicznego gwaru. Czytając, zapominamy, że to fikcja. I nikt tak naprawdę do końca nie może być pewny, czy opisane historie na pewno są zmyślone. Stara kamienica, gdzie toczy się życie bohaterów "Kolki", może być miejscem, w którym sami mieszkacie albo w którym chcielibyście zamieszkać. Z książką wiąże się anegdota. Friedmann, który wcześniej nigdy nie myślał o posiadaniu psa, napisał nową książkę. Praktis zaprojektował okładkę, z rysunkiem psa Kolki, tytułowego bohatera. Niedługo potem zbieg różnych wydarzeń sprawił, że autor "Baśki" został opiekunem psa. Oczywiście nazwał go Kolka. Dziwnym trafem okazało się, że pies wygląda niemal tak samo jak pies z okładki. "Książka wspaniała, dowcipna, wzruszająca, jest jak miód na serce rdzennego mokotowianina z okolic Kazimierzowskiej. Pozycja obowiązkowa dla każdego warszawiaka, ale także wszystkich tych, którzy chcieliby poznać naturę prawdziwej Warszawy i pokochać to miasto". - Jan Holoubek Wojtek Friedmann - pisarz, podróżnik i fotograf. Rodowity warszawiak, który stolicy oddał serce, choć nieustannie opuszcza ją w poszukiwaniu przygód. Nowelista i storyteller. Autor debiutanckiej książki "Baśka" (Wydałem, 2020). Tata Szymona i opiekun psa Kolki. Jak pisze o sobie: "Czytam, pisze i słucham muzyki".
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?