Na przestrzeni dwudziestu lat moje życie było związane z Tłomackiem 13. Z tego powodu pozwalam sobie pisać o siedzibie Żydowskiego Związku Literatów i Dziennikarzy. Przeżyłem tam wiele radości i niemało goryczy. Bywało, że wściekałem się na Budę, ale teraz nie biorę tego pod uwagę. Teraz pragnę tylko jednego: wywołać z niebytu osoby, które przewinęły się przez Tłomackie 13. [] Przelanie wspomnień na papier wymaga mocnego skupienia. Silnej koncentracji umysłu. Trzeba wywołać z głębi pamięci postacie, osoby i środowiska, w którym te osoby się obracały. Należy też mocno wytężyć słuch, żeby wyłowić głosy tych osób. Kiedy to czynię, ciarki przechodzą mi po plecach. Rwą się myśli. Nie ma ich. Nie ma już tych ludzi, nie ma tych domów, nie ma ulic. Spoglądam w przeszłość przez dziury rozdartej duszy. Ale muszę przecież coś wypatrzyć, coś zobaczyć, bo pragnę coś opowiedzieć.Zusman Segałowicz
O tym, że w Polsce powinna powstać Hagada kobiet, myślałam od dawna odkąd przeczytałam i przetłumaczyłam wiersz Merle Feld Wszyscy staliśmy razem. Musiała jednak powstać wspólnota kobiet, które chciałyby ją napisać. Dlatego chętnie dołączyłam do projektu Kol Isha, do którego zaprosiły mnie jego uczestniczki. Zgodnie z duchem Hagady, która miała powstać, rozumiałam swoją rolę jako położnej, która pomaga przyjść na świat. []Krakowska Hagada kobiet ujrzy światło dzienne. Oby niosła nadzieję na przyszłość, oby zwiastowała wyjście z niewoli ku wolności. A do uczestniczek naszych zgromadzeń, do każdej z osobna, chciałabym skierować błogosławieństwo, sformułowane również przez poetkę Merle Feld: Bądź, kim jesteś i bądź błogosławiona za wszystko, czym jesteś.I have cherished the idea of a women's Haggadah for a long time ever since I read and translated Merle Feld's poem We All Stood Together. But to make it real, a community of women who would like to write it should be created. This is why on the invitation from the participants, I have willingly joined the Kol Isha project. In the spirit of the Haggadah to be created, I saw myself as performing the role of a midwife, helping it to be born. []The Haggadah of Kraków will come to light. Let it bring hope for the future, let it announce the exodus from slavery to freedom. To the participants of our meetings to all of them and to every single one I would like to address the words of the blessing, written by Merle Feld: Be who you are, and be blessed for everything that you are.Bella Szwarcman-Czarnota
Teksty zebrane w tej książeczce zostały nie tyle napisane, co wykrzyczane z rozpaczy, gniewu i bezsilności. Są owocem bardziej reakcji fizjologicznej niż operacji intelektualnej. Nie angażując się bezpośrednio w politykę, tylko w ten sposób mogłem wyrazić swój bunt i niezgodę, na to, co dzieje się w naszym kraju.Próbowałem w nich powiedzieć, co czuję, opisać skalę zniszczeń, wyrazić ból i niedowierzanie, że z cieszącego się wolnością, podziwianego za swe osiągnięcia kraju mogliśmy w ciągu kilku zaledwie lat stać się zapyziałą dyktaturą i pośmiewiskiem Europy. Niech teksty te będą zapisem toczącej nas choroby. Oby mogły też być lekarstwem aplikowanym jako odtrutka.Jerzy Illg
To się nie zmieni terazPo tylu latach;Życie tego nie zmyłoŁzami rozstania;Śmierć nie pogrzebie,Żyć będzieWe wszystkich moich pieśniach dla ciebieKiedy odejdę.Sara Teasdale Któż dzisiaj wie kim była Sara Teasdale, amerykańska poetka przełomu XIX i XX wieku? Przyznam, że jeszcze kilka lat temu i ja nie miałam pojęcia o jej istnieniu.Sara przyszła do mnie sama. To nieprawdopodobne, a jednak tak się stało. Wchodziła w moje życie małymi krokami, niepostrzeżenie. Początkowo pod postacią utworów muzycznych, które do jej wierszy tworzył mój przyjaciel Andrzej Rejman. Wysyłał mi je mailem. Wtedy bardziej interesowała mnie muzyka niż tekst piosenki. Nie starałam się nawet go rozumieć. Zastanawiało mnie jedynie dlaczego swoje utwory Andrzej chce śpiewać po angielsku? Czy w Polsce nie lepiej byłoby tworzyć w języku ojczystym? Ale Andrzej tego nie chciał. W jego reakcji wyczuwałam jakieś dziwne przywiązanie do oryginalnych tekstów, jakiś nieprawdopodobny szacunek do autorki wierszy. Zauważyłam, że nawiązał z nią pewnego rodzaju przyjaźń. Sprowadzał ze Stanów przedwojenne wydania poezji Sary, bo lubił komponować otwierając żywą książkę. Kiedyś w czasie pracy książka upadła i kiedy otworzył ją na przypadkowej stronie, przeczytał wiersz rozpoczynający się słowami: ,,In Warsaw, In Poland half the world away, the one I love best of all thought of me to-day;"" (W Warszawie, w Polsce, stąd o pół świata gdzieś, najukochańszy mój jedyny, pomyślał o mnie dziś).Opowiadał mi o tym, jak bardzo go to poruszyło. Zdziwił się, że na początku XX wieku w amerykańskiej poezji przewija się Polska i Warszawa. Poczuł nagle jakby Sara chciała mu coś powiedzieć. Ale takie słowa? Przeszył go dreszcz. Wprawdzie pracował już jakiś czas z jej poezją, nawet ją polubił. Wyczuwał przesłanie i klimat wierszy. Komponował kierując się ich nastrojem. Ale poczuł, że ona teraz mocniej chwyciła go za rękę i ciągnie do siebie. Jakby chciała powiedzieć: ,,Nie odchodź! Zostań ze mną! Otwieram Ci drogę do pracy nad moimi wierszami, ufam Ci!"".[ze Wstępu Anny Ciciszwili]
Frymografia jest wielowątkowym esejem o postrzeganiu świata i osobistym przeżywaniu fotografii. Korzystając z pretekstu, jakim są zdjęcia, autor opisuje subiektywną relację z rzeczywistością za pośrednictwem aparatu. Kieruje obiektyw na rzeczy duże i małe. Na miejsca i na człowieka. Także na siebie. Prawdziwym bohaterem książki jest życie.W swej ascetycznej prozie Bogdan Frymorgen przenosi nas w czasie i przestrzeni, żongluje historią i współczesnością, opowiada o rytuale przejścia z fotografii amatorskiej do dojrzałej. Frymografia śledzi powstawanie stylu i towarzyszy zdjęciom w ich wielorakich odsłonach. W kilkudziesięciu skromnie ilustrowanych opowieściach wyłania się obraz fotografa pełniącego misję. Frymorgen służy fotografii tak sam siebie określa.Jest dziennikarzem z wieloletnim stażem, londyńskim korespondentem radia RMF FM. Ma na swoim koncie kilka wystaw i albumów. Zajmuje się też nadzorem projektów fotograficznych i literackich. Ojciec i mąż, od niedawna dziadek, ciekawy świata podróżnik. Wszystkie te aspekty znajdują odzwierciedlenie w tekstach. Zdjęcia i proza Frymorgena uniwersalizują człowieka. Opisują jego kondycję w różnych kontekstach. Miejsce akcji nigdy nie jest wyłącznie miejscem. Czas przestaje być linearny. Fotograf tylko pozornie fotografuje. W rzeczywistości porządkuje świat na swoich zasadach.Aparat to młotek, a zdjęcie to gwóźdź podkreśla Frymorgen, stroniąc od fetyszyzowania technicznego aspektu współczesnej fotografii. Unika stereotypów w tej książce nie znajdziecie wiele informacji o sprzęcie. Autor wprowadza natomiast pojęcia kadru pierwotnego i pre-wizualizacji które pomagają mu w uzyskaniu twórczej konsekwencji. Fotografia jest też dla Frymorgena formą terapii. To narzędzie do godzenia się lub rozliczania z przeszłością. To także kryształowa kula, o czym dowiadujemy się często dopiero po latach.Frymografia opowiada również o szukaniu kontaktu z przeszłością: to Lanckorona widziana oczami prababki czy Chorwacja rozliczana z wojennych grzechów surowym obiektywem dziennikarza. To Londyn miasto Frymorgena które sam nazywa potworem i tak je fotografuje. Plac w Marrakeszu staje się dla niego partią szachów, a mazurska wioska opowieścią o nieuchronnych zmianach. Frymorgen, zabiera nas także dosłownie w podróż dookoła świata, choć robi to przewrotnie. Różnicuje swój styl poetycka proza opowiadań przeplata się z reportażowym spojrzeniem. W tle zawsze jest obraz zawsze inny tętniący muzyką, ogłuszający pustką czy ociekający terrorem.Frymorgen umiejętnie dobiera słowa. Podobnie jak w swojej fotografii, także w pisarstwie wyznaje zasadę: mniej to więcej. W końcu rozlicza się sam ze sobą, pisząc o kosztach, jakie z uwagi na jego pasję poniosła cała rodzina. To szczera i odważna proza, w której dużo jest światła i cienia.
Jestem pod urokiem poetyckiej prozy Jakuba Ciećkiewicza.Mitologia dzieciństwa, baśniowe miniaturki o dużym ładunku emocjonalnym poświęcone Olszy i innym zakątkom Krakowa, w których to na poły surrealistycznych miniaturkach zadziwia realistyczna dbałość o detal i szczegół opisywanego świata, zapamiętanego oczami dziecka; galeria dziwaków, proroków, Jezusów, Judaszy, Michałów Aniołów, panów Mechów, Banachów, Cuchaltów i innych postaci z odeszłej epoki, kolorowych ptaków, jakich się już nie spotyka, bo przecież jak zapowiada tytuł tej prozo-poezji jest to rzecz o końcu świata na mojej ulicy.Z przedmowy Józefa Barana
Napisz o tym powiedział mąż, który formalnie wcale nie jest moim mężem.Ja?A dlaczego nie? Wszyscy teraz piszą.Jeśli wszyscy piszą, to kto czytaNapisz, to się przekonasz.***Nic nie zapowiadało zmiany pogody: pierzaste chmury trwały w bezruchu jak gęsto ubita śmietana, a poznańskie koziołki nie kręciły się wkoło na znak, że wiatr zadmie za chwilę niczym pastuch w dudy. A jednak właśnie tego dnia przemarzłam do szpiku kości, a może raczej przemarzła moja głowa, niechroniona niczym poza własnymi, przystrzyżonymi na pazia, piórami.Z pierwszym podmuchem wiatru przypomniałam sobie o czapce, spoczywającej leniwie na tylnym siedzeniu samochodu, od którego dzieliło mnie pół godziny drogi piechotą.[fragment książki]
Noszę w sobie wyobrażenie miasta, w którym nikt się nie spieszy. Nikt nie garbi się w samolocie i nikt nie szarpie portfela. Nikt nie czuje się winny. Każdy ulepiony z gliny doskonałej, kelner, lekarka i artysta.A gdyby to miało być zdjęcie, byłoby czarno-białe, byłoby stare i nowe. Jednocześnie. Byłoby gotowe, choć dopiero przeze mnie robione. Moje i nienależące do mnie. Jak przytulenie do człowieka, który wcale tego nie potrzebuje.W aptece przy Wipplingerstraße 12, stoją drewniane pudełka, zabytkowe puszki, czcionki zwołane z innego czasu. Kokardki. Wstążki. Tasiemki. Papierki. Kolorowe upominki. Dekorowane pierniki. A przecież to tylko apteka.W końcu jednak są święta, nawet akcjonistyczne ryzyka muszą iść spać.Może w Perinetkeller też stawiają choinki?Dość.Przecież definiowanie gotowych miejsc jest zupełnie pozbawione sensu.Wydanie dwujęzyczne
Ten koci chód i spojrzenie z ukosa Kławdii Chauchat oraz jej aura egzotyczności wynikająca z rosyjskiego pochodzenia sprawiły, że Hans Castorp pozostał na Czarodziejskiej Górze. Samo jej oczekiwanie, bez jakiejkolwiek nadziei na nagrodę czy premię, wystarczyło, by nadać sens czasowi.- fragment
Bohater tej książki był kiedyś znany światu. Specjaliści wiedzą sporo o jego poezji. Jerzy Zagórski był stosunkowo dobrze znanym poetą, a przed wojną należał do czołówki. Jego sława jednak minęła względnie szybko. Literaturoznawcy opisali jego dzieło poetyckie i zinterpretowali je wnikliwie. Poezja Zagórskiego znalazła swojego monografistę, interesowali się nią i pisali o niej ważni badacze. Napisano o niej dość. Nie chcę niczego powtarzać. Nie będę opowiadał o poezji opowiem o jej utracie.Jerzy Zagórski był interesującym poetą, sprawnym pisarzem (eseistą, prozaikiem), wziętym tłumaczem, śmiałym publicystą, ambitnym dramaturgiem. O tym jednak przekonywał nie będę. Był Jerzy Zagórski przede wszystkim jak to inaczej powiedzieć? odważnym człowiekiem. I wierzę, że o tym warto mówić. Odwaga ma bowiem wiele odcieni i rzadko jest jednoznaczna. Tylko pozór każe nam myśleć o niej patetycznie.[fragment książki]
Życie gospodarcze i muzyczne krakowskich Żydów, działalność wielkich przemysłowców w XIX w., międzywojenne debaty o kwestii żydowskiej, problem donosicielstwa w czasie II wojny światowej omówienie tych i innych tematów znajdzie czytelnik w niniejszym tomie.Zebrane w nim artykuły prezentują najnowsze kierunki badań nad Żydami krakowskimi, w szczególności realizowane obecnie projekty badawcze, stąd ich duże zróżnicowanie tematyczne. Chronologicznie obejmują okres od XVIII w. do II wojny światowej.Teksty mają różny charakter począwszy od prezentacji ogólnych założeń trwającego projektu, poprzez studia przypadku lub ujęcia monograficzne, a skończywszy na próbie przeglądowego, syntetycznego ujęcia stanu badań. Ich autorami są zarówno młodzi badacze, jak i doświadczeni naukowcy. Część artykułów wykorzystuje nowe źródła, dotychczas niemal nieobecne w obiegu naukowym, jak np. pinkas krakowskiego bet dinu czy akta gospodarcze.Artykuły zostały napisane na bazie referatów wygłoszonych w ramach seminarium Żydzi krakowscy dzieje i kultura, organizowanego od 2018 r. przez Ośrodek Studiów nad Historią i Kulturą Żydów Krakowskich UJ. Istniejący od 2009 r. OSHKŻK UJ ma na celu prowadzenie prac badawczych dotyczących dziejów krakowskich Żydów, wydawanie publikacji im poświęconych, a także integrację środowiska naukowego.
W układzie słonecznym - jedna z najmniejszych, na Drodze Mlecznej - prawie niezauważalna, a we wszechświecie - nieskończenie mała drobina... ale jest.Haiku - gatunek krótkiej poezji (17 sylab lub mniej), który powstał w Japonii w XVI wieku i obecnie stał się bardzo popularną formą poetycką na świecie.Haibun - krótka proza połączona z jednym lub kilkoma haiku.Haibunga - haibun połączony z obrazem. Termin stworzony przez Lidię Rozmus w jej książce Dwadzieścia widoków z Kreciej Góry.Sumi-e (obraz namalowany czarnym tuszem) - jest stylem malowania pędzlem, pochodzącym z XIII wieku Japonii. Ściśle związany z buddyzmem zen i podobny w koncepcji do japońskiej kaligrafii. Sumi-e polega na prostocie myśli, działania i formy, w celu stworzenia unikalnego piękna.***In the solar system - one of the smallest, in the Milky Way - almost imperceptible, and in the universe - an infinitely small speck... but it is there.Haiku - a genre of short poetry (17 syllables or less) that originated in Japan in the 16th century and has now become very popular all over the world.Haibun - short prose combined with one or more haiku.Haibunga - haibun combined with the image. The term was coined by Lidia Rozmus in her book Twenty Views from the Mole Hill, Deep North Press, Santa Fe 1999.Sumi-e (""black-ink pictures"") - is a style of brush painting that originated in the 13th century Japan. Closely associated with Zen Buddhism and similar in concept to Japanese calligraphy, sumi-e relies on simplicity of thought, action, and form to create works of unique beauty.
Mordy zachwycone same sobą. Pijane, oślizgłe, nabite szamą i wódą. A na mordach tych odbite ślady oszczędnego gospodarowania mózgową substancją szarą i niezbyt zacnego prowadzenia się: są oznaki chciwości, obżarstwa, łajdactwa, kurestwa, i chorób wszelakich, a wszetecznych. […] To Statek głupców Hieronima Boscha, malowany około 1500 roku. I do zobaczenia dzisiaj w paryskim Luwrze. Tak? Naprawdę? Zapewniam: nie musicie jechać do Luwru. Stańcie, drodzy Polacy, przed wielkim lustrem. I zobaczycie „statek głupców”. Zobaczycie ludzi, którzy zachwyceni rzucanymi przez władzę ogryzkami i koralikami, zataczają się jak w czasach króla Sasa od lewej do prawej, czkając, defekując i kopulując – konsumują, konsumują, konsumują… Polskę, której jest obojętne, co się dzieje wokół, kto cierpi i Polaków, którzy mają gęby pełne podłości. I, co najważniejsze, mają w głębokim poważaniu, co będzie z tą krainą za lat dwadzieścia – trzydzieści.
Rok 5782 od stworzenia świata. Symbol roku to '' (gimel/kaf/zajin), co oznacza, że Rosz Haszana przypada we wtorek (trzeci dzień tygodnia), miesiąc cheszwan ma 29 dni, a kislew 30 dni (kesidran prawidłowo), natomiast pierwszy dzień Pesach przypada w sobotę (siódmy dzień tygodnia). Rok ma 384 dni i 55 szabatów, jest to również rok przestępny zawiera dodatkowy miesiąc adar. Jest to rok szabatowy (szmita). Jest to też szósty rok w dziewiętnastoletnim cyklu księżycowym i czternasty rok w dwudziestoośmioletnim cyklu słonecznym.W kalendarzu podano czas rozpoczęcia i zakończenia szabatów, świąt i postów dla czterech miast Warszawy, Krakowa, Łodzi oraz Wrocławia, według programu Kaluach. Czas zapalania świec przed szabatem i świętami 18 minut przed zachodem słońca. W święta podano czas rozpoczęcia pierwszego dnia świątecznego, zakończenia pierwszego dnia świątecznego (co oznacza jednocześnie nastanie drugiego dnia) oraz czas zakończenia drugiego dnia świątecznego. Uwzględniono zmianę czasu na letni (czas przestawiany jest w ostatnią niedzielę października oraz w ostatnią niedzielę marca).
Pisarski notes Wojciecha Kassa: studium melancholii i poetyckiego zapatrzenia w świat. Dziennik rozpaczy i ekstatycznego zachwycenia istnieniem cum grano salis. Rzecz o zmartwieniu i afirmacji. Spojrzenie z ducha i z głębi mitu Gałczyńskiego, mistrza z Leśniczówki Pranie. Własne, Kassowe ścieżki do?..Jarosław Ławski
Czyste ciało, musiałoby być z marmuru, a może z kryształu. Albo wyryte w chłodnym kamieniu. W szkle, którego nie wolno dotykać, żeby nie zostawić śladów. Spoconych rąk, linii papilarnych. Czyste ciało, które nie znałoby smaku pieczywa ani jabłek. Śliny, która napływa do ust na sam dźwięk słowa jabłko i chleb. Czyste ciało, oddzielone od umysłu, który rodzi pożądanie.
Zagadka pierwsza: W zbiorowej świadomości historyków kina, filmoznawców i widzów wciąż panuje przekonanie, że Fred Zinnemann, twórca W samo południe i Stąd do wieczności, był wiedeńczykiem, a jego korzenie były austriackie. Mówił o tym wielokrotnie, a za nim powtarzali to historycy i dziennikarze. O Polsce i o Rzeszowie nigdy nie wspominał. Może to była zwykła próżność, a może jakaś gra, może nie potrafił wyplątać się z życiorysu, który kiedyś sobie stworzył, a być może faktycznie w tę wersję swojej biografii w którymś momencie uwierzył?Zagadka druga:Ślady wielowiekowej obecności Żydów w stolicy Podkarpacia są ledwie uchwytne, wspólna przeszłość została niemal zupełnie zapomniana, opowieść o Zinnemannie każe się natomiast z nią skonfrontować. Może pytanie nie powinno brzmieć: dlaczego hollywoodzki reżyser nie chciał się przyznawać do Rzeszowa, tylko: czy Rzeszów - i pod jakimi warunkami - był/jest gotowy przyznać się do niego? Jaki rodzaj historii jesteśmy gotowi usłyszeć?
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?