`Z prawa do prawdy w wymiarze narodowym i społecznym skorzystał Leszek Szymowski, opisując w oparciu o źródła agenturę wokół bł. Jana Pawła II. `Ksiądz Stanisław Małkowski (fragment wstępu) `Materiały SB ujawnione w tej książce wywołają trzęsienie ziemi nie tylko w Polsce, ale również w Watykanie. `Jan Piński, były szef Agencji Informacyjnej TVPZ tej książki dowiesz się: Jak mocna była sieć agentury komunistycznej wokół Jana Pawła II. Kto donosił na papieża Polaka. Kto oparł się naciskom i nie zgodził się donosić. Którzy dziennikarze, na zlecenie SB, zakłamywali prawdę o zamachu na Jana Pawła II. Poznasz treść tajnych donosów i sposób werbowania agentów przeciwko papieżowi. Jak bronią się ci, których SB zarejestrowała jako swoich agentów. To pierwsza książka zawierająca materiały dotyczące działalności Służby Bezpieczeństwa w Watykanie za czasów Jana Pawła II (dokumenty operacyjne, donosy, zobowiązania do współpracy). Pokazuje mechanizmy werbunku księży i świeckich. Odsłania kulisy wielu zbrodni bezpieki PRL. Pokazuje jakie szkody wyrządzali Kościołowi i Polakom agenci donoszący do SB. Książka pokazuje również przykłady bohaterskiego oporu, ludzi, którzy szantażowani i straszeni potrafili powiedzieć `nie`. Wstęp polecający książkę napisał ks. Stanisław Małkowski, znany z działalności opozycyjnej w PRL. Leszek Szymowski, znany dziennikarz śledczy, napisał książkę, która nie jest zwykłym wyliczeniem agentów. To książka pokazująca mechanizmy działalności tajnych służb w państwie totalitarnym. Wzorem ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego Szymowski każdej z osób, którą SB zarejestrowała jako współpracownika przedstawił możliwość przedstawienia swojej wersji. Stanowiska te są załącznikiem do książki.
Po dwóch bestsellerach: O kobiecie i O mężczyźnie, profesor Zbigniew Lew Starowicz tym razem przygląda się miłości. I co znajduje w naszych sercach? Miłość piorunującą, szaloną, nieodwzajemnioną - to tylko kilka klasyfikacji. Opowiada, jak kochają mężczyźni, a jak kobiety, a przede wszystkim radzi, co robić, żeby miłość nie wygasła.
Przewodnik, który pomoże ci dotrzeć do tajemnicy kobiecej duszy.
Bóg chce odpowiedzieć na twoje pytanie i rozbudzić na nowo pragnienia twojego serca. Każda kobieta tęskni, by być kochaną, by odegrać niezastąpioną rolę w wielkiej przygodzie, oraz by posiadać własne piękno do odsłonięcia. Przypatrz się swoim ulubionym filmom. Przypomnij sobie zabawy z czasów, gdy byłaś małą dziewczynką. Te pragnienia tkwiące w twoim sercu pochodzą od Boga i stanowią część Jego zamysłu wobec Ewy.
Mówią ci prawdę o tym, kim jesteś jako kobieta, i jaką masz odegrać rolę. Dlatego każda dziewczynka zadaje podstawowe pytanie:
"Czy jestem śliczna? Czy się mną cieszysz?". Odpowiedź, jaką uzyskałaś na to pytanie w swojej młodości, ukształtowała cię w kobietę, którą obecnie jesteś. Dla większości z nas była to odpowiedź niewłaściwa. Wszystkie czujemy się poranione. Ale nadal potrzebujemy odpowiedzi. Wciąż tkwi w nas pragnienie, by wiedzieć: "Czy jestem urzekająca?"
Gdyby dzisiaj zapytać dwudziestu dobrych ludzi, co uważają za najwyższą z cnót, to dziewiętnastu z nich zapewne odpowie, że bezinteresowność. Jeśli jednak zapytalibyście o to samo dowolnego chrześcijanina w dawnych czasach, odparłby: miłość. Widzicie, co się stało? Miejsce pozytywnego określenia zastąpiło negatywne i ma to znaczenie nie tylko językowe. Przecząca forma słowa bez-interesowność nie sugeruje, abyśmy w pierwszej kolejności czynili rzeczy dobre dla innych, lecz abyśmy odmawiali ich sobie jakby ważne było nie szczęście innych, lecz nasza wstrzemięźliwość. Nie sądzę, aby to wynikało z chrześcijańskiej cnoty miłości. Nowy Testament wiele mówi o samowyrzeczeniu, ale nigdy nie jest ono celem samym w sobie. Mamy dokonywać wyrzeczeń i brać na siebie krzyż, aby naśladować Chrystusa. I niemal każdy opis tego, co osiągniemy, tak postępując, zawiera odwołanie do jakiegoś pragnienia. Jeżeli we współczesnym umyśle czai się przekonanie, że pragnienie własnego dobra i nadzieja na osiągnięcie radości to rzeczy złe, to wyjaśniam, iż przekonanie to wywodzi się od Kanta i stoików, a nie z wiary chrześcijańskiej. W rzeczy samej, wziąwszy pod uwagę szczodre obietnice zawarte w Ewangelii, wygląda na to, że Chrystus Pan uważa nasze pragnienia nie za zbyt silne, lecz za zbyt słabe. Tak jak u nieświadomego dziecka, które zadowala się lepieniem babek w brudnej piaskownicy, bo nie wie, czym jest obietnica spędzenia wakacji nad morzem nie ma w naszych sercach entuzjazmu i oszałamiamy się alkoholem, seksem oraz ambicją, chociaż mamy obietnicę osiągnięcia nieskończonej radości. Zbyt łatwo nas zadowolić.
Gdyby dzisiaj zapytać dwudziestu dobrych ludzi, co uważają za najwyższą z cnót, to dziewiętnastu z nich zapewne odpowie, że bezinteresowność. Jeśli jednak zapytalibyście o to samo dowolnego chrześcijanina w dawnych czasach, odparłby: miłość. Widzicie, co się stało? Miejsce pozytywnego określenia zastąpiło negatywne i ma to znaczenie nie tylko językowe. Przecząca forma słowa bez-interesowność nie sugeruje, abyśmy w pierwszej kolejności czynili rzeczy dobre dla innych, lecz abyśmy odmawiali ich sobie – jakby ważne było nie szczęście innych, lecz nasza wstrzemięźliwość. Nie sądzę, aby to wynikało z chrześcijańskiej cnoty miłości. Nowy Testament wiele mówi o samowyrzeczeniu, ale nigdy nie jest ono celem samym w sobie. Mamy dokonywać wyrzeczeń i brać na siebie krzyż, aby naśladować Chrystusa. I niemal każdy opis tego, co osiągniemy, tak postępując, zawiera odwołanie do jakiegoś pragnienia. Jeżeli we współczesnym umyśle czai się przekonanie, że pragnienie własnego dobra i nadzieja na osiągnięcie radości to rzeczy złe, to wyjaśniam, iż przekonanie to wywodzi się od Kanta i stoików, a nie z wiary chrześcijańskiej. W rzeczy samej, wziąwszy pod uwagę szczodre obietnice zawarte w Ewangelii, wygląda na to, że Chrystus Pan uważa nasze pragnienia nie za zbyt silne, lecz za zbyt słabe. Tak jak u nieświadomego dziecka, które zadowala się lepieniem babek w brudnej piaskownicy, bo nie wie, czym jest obietnica spędzenia wakacji nad morzem – nie ma w naszych sercach entuzjazmu i oszałamiamy się alkoholem, seksem oraz ambicją, chociaż mamy obietnicę osiągnięcia nieskończonej radości. Zbyt łatwo nas zadowolić.
Musimy wrócić do wcześniejszego poglądu. Musimy po prostu zaakceptować fakt, że jesteśmy istotami duchowymi, wolnymi i racjonalnymi bytami, obecnie zamieszkującymi irracjonalny wszechświat, a także dojść do wniosku, że z niego nie pochodzimy. Jesteśmy w nim przechodniami. Pochodzimy skądinąd. Natura nie jest jedyną istniejącą rzeczywistością. Jest jeszcze inny świat"", i z niego bierzemy początek. To nam wyjaśnia, dlaczego na tym świecie nie możemy się do końca zadomowić. Ryba czuje się w wodzie jak w domu. Gdybyśmy my należeli tutaj"", również czulibyśmy się tu tak samo. To wszystko, co mówimy o okrutnych prawach przyrody, rządzących się kłem i pazurem, o śmierci, czasie i przemijaniu, także nasz na wpół żartobliwy, na wpół wstydliwy stosunek do własnych ciał - nie da się wyjaśnić teorią, że jesteśmy po prostu tworami natury. Gdyby ten świat był jedynym światem, to jakim cudem jego prawa wydawałyby nam się tak okropne, albo tak śmieszne? Skoro nigdzie indziej nie ma linii prostych, to jakim sposobem odkrywamy, że linia natury jest wykrzywiona?
Najważniejsze polskie muzeum i najważniejszy, arcypolski temat - powstańcy warszawscy.Czemu musieliśmy czekać 60 lat, by uczcić ich pamięć? Komu zależało na tym, byMuzeum nie powstało?Jaką rolę w jego stworzeniu odegrał śp. Lech Kaczyński i czy bez niego zostałby PrezydentemRP?Książka Piotra Legutki odpowiada na te pytania głosami twórców tej niezwykłej instytucji.To barwna, pełna anegdot opowieść o projekcie, który nie miał prawa się udać...,,Jest rok 2003. Upalne lato. Do obchodów sześćdziesiątej rocznicy wybuchu PowstaniaWarszawskiego zostało dwanaście miesięcy. Muzeum, które miałoby je upamiętnić, wciążnie istnieje. Nie ma go na mapie Warszawy ani nawet na urzędowych pieczątkach. Jesttylko w deklaracjach prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego. Ale wiadomo, jak to z obietnicamiwyborczymi bywa. Ludzi, którzy wierzą w to, że za rok o tej samej porze owa obietnicasię ziści, można na razie zmieścić w jednej windzie...
Gender - groźna kulturowa inwazja! Nie daj się ogłupiać !Podobno wszyscy mają już dość sporu o gender. Tak przynajmniej twierdzą media i propagatorzy tej nieznoszącej sprzeciwu ideologii. Czy w świecie gender rzeczywiście jest jakiś postęp? Czy jest w nim jakakolwiek przyszłość? Próbuje nam się wmówić, że obyczajowe zmiany, których jesteśmy świadkami, to spontaniczny powiew ducha nowego pokolenia,które prze ku wolności.Autorka publikacji podjęła się próby nakreślenia wielowymiarowej strategii ideologii gender, wierząc że pozwoli to uświadomić Czytelnikom, o co toczy się cała walka i co możemy w niej stracić. Argumentując swoje rozważania twierdzi,iż wciąż mamy szansę zatrzymać tę ideologiczną falę, jeśli tylko zrozumiemy, że stoimy w obliczu cywilizacyjnej wojny.Amerykański analityk rewolucji kulturowej Michael Jones zdecydowanie przestrzega Polaków przed genderową pułapką,w której pogrąża się Zachód. Zaleca, by uważnie przyjrzeć się politykom i organizacjom dążącym do zliberalizowania prawana rzecz homoseksualistów i wprowadzenia edukacji seksualnej do szkół.W sporze o gender nie chodzi więc o równy podział obowiązków domowych czy parytetowe zatrudnienie kobiet.Chodzi o fundament naszej tożsamości, o to, kim będziemy, jaką przyszłość zgotujemy naszym dzieciom.Metaforycznie podsumowując: Czy przetrwamy jako pokolenie orłów, zdolne do szybowania w przestrzeniach wolności,czy przytłoczeni własną niemocą damy sobie zalać skrzydła betonem i karleć. Dopóki nie pozwolimy zestrzelić olbrzyma, dopóki będziemy się karmić dziejową mądrością, dopóki nie pozwolimy się uśpić w rozpoznawaniu intencji wrogai podejmowaniu odpowiednich działań, dopóty trwamy. Jeśli będziemy mieć ,,serce orle"", ,,wzrok orli"" i zahartowanego ducha, Polska pozostanie ,,gniazdem orłów"".MARZENA NYKIEL - publicystka tygodnika ,,wSieci"", portalu wPolityce.pl,""Głosu Katolickiego"", wcześniej ,,Uważam Rze"". Nagrodzona Tulipanami Narodowego Dnia Życia za rzetelne przedstawianie szeroko rozumianej problematyki rodzinnej.Była wydawcą audycji publicystycznych i informacyjnych, producentem programów telewizyjnych i kierownikiem produkcji filmowej. Absolwentka filozofii i dziennikarstwa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Studiowała produkcję filmowąw Łódzkiej Szkole Filmowej
Książką tą chciałbym przemówić do otwartych, wrażliwych i poszukujących ludzi, którzy dotychczas nie wpadli na myśl, że paradygmat postnowoczesności - przekonanie o równej wartości wszystkich - można rozciągnąć na dziecięcy pokój i szkolną klasę. Mężczyźni nie przewyższają kobiet, biali nie przewyższają czarnych, jedne religie nie przewyższają innych, człowiek nie przewyższa natury - wielu tak uważa. Niewielu jednak idzie krok dalej - ku dzieciom.
Tematem książki jest poszukiwanie sensu ludzkiej odpowiedzialności, który jest pojmowany w różnoraki sposób. Jest to pierwsza polska monografia poświęcona psychologicznej problematyce odpowiedzialności ujętej z perspektywy klinicznej, a także rozwojowej.
Publikacja zawiera przegląd tematyki w świetle różnych dyscyplin (filozofii, etyki, prawa, socjologii oraz psychologii). Zaprezentowano w niej również oryginalną teorię odpowiedzialności, sformułowaną przez autorkę oraz przedstawiono wyniki analiz, do których materiał został zaczerpnięty z badań dzieci w różnym wieku, osób dorosłych, zdrowych oraz z zaburzeniami psychicznymi, neurologicznymi oraz przewlekle chorych somatycznie.
Książka jest napisana przystępnym językiem i bogato zilustrowana opisami klinicznymi. Adresatami publikacji są naukowcy, studenci zajmujący się tematyką odpowiedzialności, praktycy (psychologowie, zwłaszcza kliniczni), lekarze, pedagodzy, duchowni.
,,Książka Ewy Kiedio to pociągająca eseistyczna medytacja o sakramencie małżeństwa. Pociągająca - bo gdy się ją czyta, to aż się chce żenić, by móc doświadczyć tego, o czym pisze autorka. Przenikają się w tej książce erotyka i mistyka, fizyczność i duchowość, eros i agape, zwyczajność i misterium. Jest to zarazem medytacja eseistyczna - bo napisana w osobistym tonie, zrozumiale i pięknie. Spotykają się na kartach tej książki Fiodor Dostojewski i Kabaret Starszych Panów, fragmenty Pieśni nad Pieśniami przeplatają się z tekstami rockowych zespołów Frühstuck i Armia, słowa papieży współbrzmią z dialogami z serialu ,,Ranczo"", wielcy prawosławni myśliciele sąsiadują z bohaterami filmu ,,Shrek"". A pod umiejętnym piórem Ewy Kiedio nie jest to żaden miszmasz, lecz spójna całość."" (z przedmowy Zbigniewa Nosowskiego)
,,Dla Sprawy"" to jedna z najważniejszych książek w dorobku G.K. Chestertona, wybitnego angielskiego pisarza i publicysty. Jest w niej dowcip i humor, ale też wojowniczość, bo zawarte w niej eseje miały być z założenia polemiczne i kontrowersyjne. Chesterton, idąc pod prąd modnych idei, wyjaśnia, dlaczego porzucił protestantyzm, dlaczego świecki światopogląd nie wystarcza dla stworzenia cywilizacji, a także dlaczego konformizm jest dzić nazywany odwagą, a bezmyślność stanowi typową cechę współczesności.
Prezentowana książka to nie tylko zapis wykładu zatytułowanego pierwotnie Gender dewastacja człowieka i rodziny, zmienionego później na formę pytającą: Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?, ale również dokładny opis od początku do końca medialnej histerii, jaką ten wykład wywołał. Ksiądz prof. Bortkiewicz, który chcąc nie chcąc stał się głównym bohaterem tej pieczołowicie zaplanowanej operacji precyzyjnie demaskuje, w jaki sposób działają rzekomi zwolennicy wolności słowa i tolerancji oraz ich rzecznicy. Obraz jaki wyłania się z tej historii jest zgoła odmienny od narracji, jaka została większości społeczeństwa w związku z tym wydarzeniem narzucona.Jako nauczyciel akademicki wygłosiłem w życiu tysiące regularnych wykładów. Niejednokrotnie byłem świadkiem i uczestnikiem dyskusji, polemik, kontrowersji, ale wydarzenie, które przeżyłem 5 grudnia 2013 roku w trakcie wykładu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, było jednak zdarzeniem bez precedensu. Prezentowany w tej książce tekst ma zamiar o wiele bardziej poważny i nieosobisty jest to wprowadzenie Czytelnika do refleksji nad zjawiskiem gender.Czym jest słowo, które zrobiło w ciągu kilkudziesięciu lat ogromną karierę od niebytu do bliżej do końca nie zdefiniowanej treści? Jak to się stało, że to słowo, do niedawne nieistniejące w przestrzeni myśli i refleksji ludzi poważnych, stało się przedmiotem nauki? Jak mogła istnieć i rozwijać się nauka przez tysiące lat, nie posługując się słowem i kategorią gender?Zachęcam do lektury tej krótkiej książki, która pokazuje kulisy pewnej manipulacji związanej z moim wystąpieniem w progach poznańskiej uczelni, ale nade wszystko zachęcam do podjęcia działań, które muszą sprawić, by nie został po nas złom żelazny i głuchy drwiący śmiech pokoleń.Ks. prof. Paweł Bortkiewicz
Najważniejsze szkice podróżne Zbigniewa Herberta z Grecji, Włoch, Holandii... Zapis herbertowskiej sztuki podróżowania i patrzenia. Książka prowadzi przez dolinę Wezery prosto do siedzib mitów i tragedii greckich w Mykenach, od brauriońskich sanktuariów do Delf przez Mykonos, Delos, Ateny wielkim napowietrznym łukiem sięga Włoch, aby szlakiem św. Kolumbana znowu przekroczyć granicę Południa i klamrą spiąć je z zamgloną Północą.
Książka to opis niezwykłej inicjatywy międzynarodowej. Oto 13 starszych kobiet pochodzących z różnych części świata, społeczności, ras, wierzeń spotkało się po raz pierwszy w 2004 roku zawiązując Międzynarodową Radę 13 Kobiet Starszyzny Plemiennej.
W książce (cześć pierwsza) znajdują się barwnie przedstawione biografie uczestniczek Rady oraz wplecione w drugą cześć ich wypowiedzi na różne tematy – przepowiednie dotyczące przyszłości Ziemi, zdrowie fizyczne i psychiczne, związki, relacja z Ziemią, modlitwa.
Książka została przetłumaczona na kilkanaście języków a przesłanie Babć stale się rozszerza i dociera do coraz większej ilości ludzi. Babcie nieustannie podróżują po świecie dzieląc się swoją mądrością.
Jedna z najważniejszych polskich książek filozoficznych!
Znakomicie napisane eseje poświęcone wybranym współczesnym myślicielom (m.in. Husserlowi, Heideggerowi, Levinasowi, Ingardenowi i Kępińskiemu), wielki spór z tomizmem o kształt filozofii chrześcijańskiej, wreszcie zarys własnej koncepcji filozoficznej, rozwiniętej później w Filozofii dramatu i Sporze o istnienie człowieka. Zasadniczym tematem książki jest współczesny kryzys nadziei. „Kiedyś”, pisze we wstępie autor, „ludzie zabijali się w imię wiary w wyższość własnej nadziei nad nadzieją cudzą. Dzisiaj >>doduszają się<< własną beznadziejnością”. Odpowiedzią na taki stan rzeczy ma być nowa filozofia człowieka, czerpiąca z polskich doświadczeń i chrześcijańskich źródeł.
Filozoficzne credo ks. Józefa Tischnera.
Kiedy pierwszy raz dotarła na Wyspy Trobrianda, poczuła się jak w środku czarno-białego zdjęcia Bronisława Malinowskiego sprzed niemal stu lat. Jego „Życie seksualne dzikich” nabrało kolorów.
Naczelny wódz przyjął ją jak córkę, wodzowa nadała jej imię swojego podklanu, zamieszkała w chatce z liści.
Bez prądu, gazu, toalet.
Turystów przybywa tu niewielu, pieniądze nie są niezbędne, a moc czarowników zwalcza się po nowemu – mocą Jezusa.
Szesnastoletnie dziewice nadal jednak nie istnieją. A nocą, jak wówczas, atakują wiedźmy.
Od A jak „apokalipsa” do Z jak „zdrowy rozsądek”.Komuniści kombinowali przez lata i nie udało im się stworzyć kultury dla mas, która by te masy zainteresowała i porwała. Taka kultura kształtuje się teraz, ale nikogo nie indoktrynuje ani nie edukuje – przeciwnie, sprzyja najprostszym gustom. Mimowolnie jednak całkiem sporo opowiada o naszym świecie. O tym, że zdrowy rozsądek jest w nim towarem coraz bardziej deficytowym, że atakują nas rozmaite formy głupoty, że mamy więcej niż kiedykolwiek wcześniej powodów do strachu o teraźniejszość i przyszłość, że Bóg, który podobno to wszystko stworzył, nie chce za nic ponosić odpowiedzialności – schował się i udaje, że go nie ma. I co nam w tej sytuacji pozostaje? Czujność (w gruncie rzeczy bezcelowa), śmiech przez łzy, wymazywanie strachu… A popkultura nam gra do końca, jak orkiestra na Titanicu.
Leszek Bugajski – krytyk literacki i publicysta, autor książek o literaturze i kulturze popularnej, za które dostał kilka ważnych i nieważnych nagród. Ironista i wesoły pesymista, przeciwnik politycznej poprawności i przynależności do czegokolwiek. Zwolennik destrukcjonizmu i niekonsekwentny anarchista. Wielbiciel sztuki aktorskiej Jasona Stathama. Jako redaktor pracował w kilkunastu czasopismach, pisywał do kilkudziesięciu. Aktualnie (i od dawna) zajmuje się krytyką literacką w miesięczniku „Twórczość” oraz pracuje w dziale kultury tygodnika „Newsweek Polska”. Mijają lata, a Leszek Bugajski ciągle pisze i błyskotliwie, i mądrze. To musi budzić zniecierpliwienie, podejrzliwość i niechęć. Janusz GłowackiPierwsze teksty autora tej książki czytałem w dawnych, mrocznych czasach, kiedy to list kilku pisarzy powodował panikę w sferach rządowych, przedstawienie teatralne prowokowało uliczne demonstracje, a Polski film, literatura i plastyka święciły triumfu na świecie. Mijały lata, zachodziły historyczne zmiany, a Leszek Bugajski cały czas na swoim trudnym posterunku, regularnie i wnikliwie analizował wydarzenia kulturalne w naszym kraju. Ponieważ zdarzało mi się nie rzadko czytać jego wyrafinowane eseje poświęcone kulturze, mogę autorytatywnie stwierdzić, że Leszek cały czas się rozwija. Szkoda tylko, że kultura Polska się zwija. Andrzej Mleczko
Przestrzeń pisma Jaya Davida Boltera traktuje o tym wszystkim, co zapowiada jej podtytuł: o przemianach druku, książce, literaturze, nowych mediach i ich kulturowych zastosowaniach. To oczywiście prawda, ale przede wszystkim zajmuje się ona naszą kulturą, w której wzorem istnienia myśli była do niedawna jeszcze drukowana książka, w momencie wielkiej przemiany: zmiana medium z drukowanego na elektroniczne pociąga bowiem za sobą zmianę o wiele istotniejszą – cywilizacyjną. Książka Boltera, mimo że wydana pierwotnie w roku 1991 (zmienione drugie wydanie ukazało się po dziesięciu latach i jest podstawą tego przekładu), nie straciła nic na aktualności – nadal żyjemy w „późnej epoce druku” i nadal dotyczą nas jej problemy. Nawet jednak tam, gdzie fakty dogoniły śmiałe wizje Boltera, jest Przestrzeń pisma nadal odkrywcza i zachowuje walor książek wybitnych. Jej wybitność polega na tym, że daje nam doskonale funkcjonalny słownik do opisu obecnego stanu kultury i jej technologicznych umocowań, słownik, który zachowa ważność nawet w obliczu kolejnych przemian, następnych – trudnych na razie do przewidzenia – remediacji.
Juliusz Mieroszewski (1906-1976), dziennikarz, publicysta i pisarz polityczny. W początku lat trzydziestych rozpoczął pracę w Ilustrowanym Kurierze Krakowskim, specjalizował się w zagadnieniach niemieckich. W 1939 roku opuścił Polskę; służył w Brygadzie Strzelców Karpackich oraz 2. Korpusie. Po zakończeniu wojny osiedlił się w Londynie. Od 1950 roku współpracował z Kulturą i wspólnie z Jerzym Giedroyciem tworzył i formułował program miesięcznika. Pisywał o polityce wschodniej, opowiadając się za porozumieniem z Ukrainą, Litwą i Białorusią, analizował sytuację w Polsce, co spotykało się w kraju z uwagą niezależnej opinii, oraz bieżące zagadnienia międzynarodowe; wielokrotnie powracał do kwestii polsko-niemieckiej. Jego publicystyka, która pełniła funkcję porte-parole Kultury, wzbudzała uznanie, ale wywoływała również, głównie na emigracji, sprzeciwy, których przyczyną był na ogół nonkonformizm i bezprecedensowość tego, co proponował. Od połowy lat sześćdziesiątych zbiory tekstów Mieroszewskiego, ogłaszanych w Kulturze, ukazywały się w formie książkowej nakładem Instytutu Literackiego.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?