Nigdy więcej nie będzie takiej drużyny - Magic JohnsonW ciągu dwudziestu dwóch lat, odkąd DREAM TEAM zawładnął światową opinią publiczną, otaczająca go aura tajemniczości tylko się spotęgowała, podobnie jak wpływ, jaki wywarł on na koszykówkę. Książka doskonale odtwarza tamte chwile - kiedy dwunastu wybitnych zawodników połączyło siły, osiągnęło sukces, który przerósł wszelkie oczekiwania, i jednym błyskawicznym kontratakiem ukształtowało całą przyszłość sportu.Prowadzeni przez autora zasiadamy z koszykarzami do nocnych partyjek pokera, a także przysłuchujemy się ich rozmowom na temat ukochanej dyscypliny, sławy i wzajemnych relacji. Wisienką na torcie jest szczegółowe sprawozdanie z legendarnego sparingu rozegranego w lipcu 1992 roku, w którym przeciwko sobie stanęli najlepsi zawodnicy DREAM TEAMU - być może był to najlepszy mecz i najwspanialszy pokaz trashtalkingu w historii.W Dream Team opowiada nieznaną dotąd historię najlepszej drużyny wszech czasów: koszykarskiej reprezentacji olimpijskiej Stanów Zjednoczonych z 1992 roku, która urzekła świat, rozbudziła sportowe marzenia dzieciaków i sprawiła, że NBA stała się międzynarodową sensacją.McCallum przez całe igrzyska spędzał czas, grał w golfa, a także pił drinki z najlepszymi koszykarzami: Magikiem Johnsonem, który mimo niedawnej diagnozy o zarażeniu HIV stał się niekwestionowanym liderem drużyny; Michaelem Jordanem znajdującym się wówczas u szczytu sportowych i marketingowych możliwości; Charlesem Barkleyem, którego wypowiedzi mogły doprowadzić do konfliktu międzynarodowego... Na czele najsłynniejszej drużyny świata stał Chuck Daly, którego podejście pozwoliło wykorzystać potencjał takich gwiazd jak Larry Bird, Patrick Ewing czy Scottie Pippen.W ciągu dwudziestu dwóch lat, od kiedy Dream Team po raz pierwszy zawładnął światową opinią publiczną, otaczająca go aura tajemniczości tylko się spotęgowała, podobniejak wpływ, jaki wywarł on na koszykówkę. W NBA występuje dziś mnóstwo międzynarodowych gwiazd, a wiele z nich zainspirowała właśnie atmosfera towarzysząca występom najwspanialszej drużyny na ziemi.Dream Teamdoskonale odtwarza tamte chwile - kiedy dwunastu wybitnych zawodników połączyło swe siły,osiągnęło sukces, który przerósł pokładane w nich oczekiwania, i jednym błyskawicznym kontratakiem ukształtowało całą przyszłość sportuDream Team był jedyny w swoim rodzaju i taka też jest niniejsza fascynująca opowieść o najlepszej drużynie w historii koszykówki. Jack McCallum, wielki znawca basketu, wprowadza nas tylnym wejściem do szatni wesołej ekipy supergwiazd. Przytacza mnóstwo barwnych anegdot, które wywołują w nas uczucie radości, śmiech i tęskne westchnienia. Fantastyczna lektura.- Jackie MacMullan, dziennikarka ,,New York Timesa"", współautorka bestsellerowej książki Shaq. Bez cenzuryIdealna książka, idealny temat, idealny pisarz. Dream Team to jedna z najlepszych książek sportowych, jakie czytałem - porywające spojrzenie od wewnątrz na wyjątkową drużynę działającą w wyjątkowych czasach. Jack McCallum napisał arcydzieło.- Jeff Pearlman, dziennikarz ,,New York Timesa"", autor bestsellerów sportowychJack McCallum to jeden z moich ulubionych autorów piszących o NBA. Nawet jeśli znam jakąś historię, to kiedy opisuje ją Jack, aż chce się posłuchać raz jeszcze. Reprezentuje najlepsze tradycje dziennikarskie ,,Sports Illustrated"". Dream Team to wnikliwe spojrzenie na zjawisko, które zapamiętamy nie tylko jako najlepsze lata NBA, ale również podsumowanie złotej ery. Jack fantastycznie łączy historię tamtych czasów z anegdotami, zabiera nas do szatni na spotkania z najlepszymi zawodnikami tamtych lat. Jego książkę czyta się fantastycznie, a uśmiech nie schodzi z twarzy Czytelnika.- Sam Smith, dziennikarz ,,New York Timesa"", autor bestsellera The Jordan Rules.
Kard. August Hlond jest znany z proroczych słów wypowiedzianych na łożu śmierci: „Nie rozpaczajcie! Zwycięstwo, gdy przyjdzie - będzie zwycięstwem Błogosławionej Maryi Dziewicy” (wcześniej powiedział, że czeka nas większe zwycięstwo, niż to pod Lepanto i Wiedniem, zawierając w tym swoje przekonanie o zwycięstwie nad sowieckim komunizmem).
30 lat po śmierci ks. kard. Hlonda spełniło się jego proroctwo o zwycięstwie Matki Najświętszej. Dokładnie w rocznicę i godzinę jego śmierci, 22 października 1978 r., odbyła się w Rzymie inauguracja pontyfikatu Ojca Świętego Jana Pawła II. Kard. Stefan Wyszyński, którego August Hlond konsekrował na biskupa i zasugerował jego nominację na swojego następcę, powiedział podczas wspomnianej inauguracji: „Wypełnia się testament kardynała Hlonda. (...) Wszystkie uczucia wiążemy z aktem dziękczynnym za tę proroczą wizję Kardynała Prymasa, który trzydzieści lat temu umierając w Warszawie mówił: Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Matki Najświętszej. Meldujemy Tobie, radosny przyjacielu z Ojczyzny niebieskiej, trwający dzisiaj na kolanach przed Świętą Bożą Rodzicielką: zwycięstwo, które ukazałeś, krzepiąc nas na duchu – przyszło!”.
Po 1990 r. przepowiednia Prymasa Hlonda o zwycięstwie nad komunizmem, nabrała cech proroctwa. Zapowiedział to zwycięstwo Prymas Hlond już w słynnym liście pasterskim „O katolickie zasady moralne”, 29 lutego 1936 r., głosząc, że „jedynie etyka katolicka ma elementy, które mogą skutecznie przeciwstawić się etyce bolszewickiej. (...) Etyki, wahające się między katolicyzmem a bolszewizmem, zawiodą i ulegną w wielkiej rozprawie o ducha świata. W walce ideowej z rewolucją bolszewicką tylko katolicyzm jest niepokonany”.
Do słów Prymasa Hlonda o czekającym nas zwycięstwie Maryi, wielokrotnie odwoływał się i często je przytaczał bł. Jan Paweł II (wzmiankę o tym znajdujemy nawet w papieskim testamencie). W tym kontekście czekamy obecnie na spełnienie się jeszcze jednego proroctwa, o którym była mowa we wspomnianym wyżej liście pasterskim Prymasa Hlonda, „O katolickie zasady moralne”, iż zwycięstwem ma być nowy człowiek, który wyrośnie z walk duchowych XX w. „Wyróść powinien z człowieczeństwem nieokaleczonym, z człowieczeństwem uporządkowanym, człowiek pełny, wolny, z inicjatywą, z obowiązkami i prawami złączony ze m Stwórcą i ze stworzonym światem, złączony ze swym Odkupicielem i jego prawem, złączony z Duchem Świętym i jego łaską. A więc nie mechaniczny, elektryczny, bezduszny robot w zamienionym na fabrykę świecie techniki, lecz prawdziwy władca świata, pan siebie samego, a sługa Boży”.
Ten wielki duchowy syn św. Jana Bosko, salezjański zakonnik, przez całe życie odznaczał się duchem ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Sam mówił: „Byłem kardynałem, a żyłem jak zakonnik”. Proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Prymasa Augusta Hlonda od 2006 r. jest już na etapie prac w Kongregacji do spraw Kanonizacyjnych. 22 października 2008 r. opublikowano w Rzymie tzw. Positio super virtutibus, co niewątpliwie przybliża nas do dnia jego beatyfikacji.
O „Wielkim Prymasie II Rzeczypospolitej”, wielkim wychowawcy Narodu Polskiego w kraju i na emigracji, pisze Czesław Ryszka w swojej najnowszej książce.
Nie tylko bogactwa materialne miały dla arystokracji znaczenie.Tradycja, styl życia, dobieranie małżeństw, kwestia honoru, patriotyzm, to były inne wartości i zostały nam zabrane przez komunę polską i rosyjską. Co jest smutne, że my starzy powoli wymieramy, a młodzież nie zawsze interesuje się historią rodziny. Przez małżeństwa też się to nieraz zatraca i polscy arystokraci zostaną już tylko w książkach.Antoni hrabia Potocki z Olszy
Parkinson. Choroba Parkinsona. Parkinsonizm.
Zwyrodnieniowa choroba ośrodkowego układu nerwowego. Opisana przez specjalistów, lekarzy i neurologów. Znana od strony medycznej, pewnego rodzaju magnum ignotum dla swoich wybrańców – osób, które zmagają się z nią na co dzień, i ich rodzin. Ogranicza i zmusza do pokory. Można z nią walczyć albo spróbować się zaprzyjaźnić, zawrzeć z nią swoisty traktat pokojowy, współistnieć, by zachować spokój ducha i optymizm, tak bardzo potrzebny w codziennym życiu z panem „P”.
Tego rodzaju postawę prezentuje Autor książki Tato! – zrób sobie „z lotu ptaka”, znany dziennikarz radiowy Grzegorz Chwalibóg, u którego zdiagnozowano chorobę papieską. Pisząc swój pamiętnik, nie narzeka, nie skarży się, nie użala się nad sobą, ale pokazuje,
jak funkcjonować, nie tracić nadziei i dobrego humoru, mając u boku nieodłącznego towarzysza, pana „P”. Opowiadając o życiu i wydarzeniach opartych na bezpośredniej obserwacji, wspomnieniach i przeżyciach, pokazuje, że pomimo ograniczeń ciała, można zachować pogodę ducha, że nie muszą one blokować możliwości umysłu, że warto je przezwyciężać, by osiągnąć swój sukces.
Trwamy sobie tak w specyficznej symbiozie ja i mój pan „P”, czyli parkinson, a dokładnie, zgodnie z diagnozą neurologiczną – parkinsonizm połowiczy lewostronny. Raz on mnie, raz ja jego. Od ściany do ściany, doktor Jekyll and Mr. Hyde, Buster Keaton
z nagłośnieniem… I optymizmem mimo wszystko.
Katarzyna Rosicka-Jaczyńska - Urodzona w ciepły majowy poranek, zaczęła oddychać dopiero po silnym klapsie w tyłeczek…
Szkoła nie zostawiła właściwie żadnych wspomnień, za którymi by tęskniła… W liceum chłopcy odkryli jej urodę, a ona w sobie zdolności przywódcze i nieumiejętność podporządkowania się zakazom, rozkazom, nakazom, autorytetom…
Na Warszawskim Uniwersytecie, pośród zgiełku akademiku, dyskotek, kawiarnianych spotkań wolna od szkolnych ograniczeń wreszcie pokochała naukę, na którą rzuciła się jak wygłodniałe zwierzę… Wegetarianka z wyboru, nie pijąca, nie paląca, była w gronie studenckiej braci duszą towarzystwa… Leszek, magister prawa, został jej mężem i ojcem trójki dzieci…
Po pięciu latach niańczenia maluchów w cieple domowego ogniska, rzuciła się w wir pracy… Została bizneswomen…
Kiedy jej firma Ars-media odnosiła spektakularne sukcesy gwałtownie zachorowała… Po trzech latach dostała diagnozę… choruje na SLA – śmiertelną, nieuleczalną chorobę… I tutaj powinna się kończyć historia jej życia…, a ona właśnie teraz dopiero się zaczyna… „Zamknęłam oczy i w marzeniach i realnym świecie.
– Boże - wyszeptałam – jeżeli kiedykolwiek będziesz chciał mnie uzdrowić, obiecuję, że docenię najmniejszy okruszek podarowanego mi życia.” – doceniać każdą chwilę życia, bo jutra może nie być – to chyba najważniejsze przesłanie „Ołówka” .
Fragment Książki Ołówek
Wstęp pierwszy - do ludzi
Dzisiaj całuje mnie tylko osiemdziesięciodwuletnia ciocia. Jeszcze sześć lat temu całowałam się jak szalona z nowym facetem w moim życiu. Miałam czterdzieści lat, wyglądałam na trzydzieści, czułam się na dwadzieścia parę. Nie byłam piękna, ale znałam siłę swojej kobiecości i bezwzględnie ją wykorzystywałam. Czułam się przede wszystkim kobietą, później właścicielką znanej agencji modelek, na samym końcu matką trójki dzieci. Byłam samodzielna, niezależna, podziwiana. Miałam duże mieszkanie, gosposię zajmującą się dziećmi i domem, dobry samochód, pomarszczonego psa i wakacje za granicą. Dzieci chodziły do prywatnej szkoły, na basen i zajęcia tenisa, uczyły się dwóch języków. Rok wcześniej pozbyłam się z domu faceta bezskutecznie próbującego zastąpić dzieciom ojca, a mnie męża, od którego uwolniłam się z kolei parę lat wcześniej. Od trzech lat byłam szaleńczo zakochana, z wzajemnością, w jednym ze stu najbogatszych Polaków. Oczywiście był żonaty, tajemniczy i niespotykanie inteligentny. Nie wiem, czy bardziej kochałam jego ciało czy mózg, wiem, że nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa i równocześnie obolała.
Właściwie nie wiem, o czym chcę pisać, czuję tylko, że jeżeli nie wyrzucę z siebie emocji, rozsadzą mi głowę i serce. Czasem myślę, że z perspektywy wózka inwalidzkiego stać mnie jedynie na napisanie nudnego kazania umoralniającego zdrowych ludzi. Czasami czuje, że mogę przekazać swoje najbardziej osobiste przeżycia, doświadczenia i myśli, tworząc mądrą i wrażliwą książkę. Kiedyś łysy profesor filologii klasycznej, wymownie wskazując na siebie i stukając palcem w mój indeks, powiedział, że moimi włosami mogłabym obdzielić kilku łysych. Może napiszę tandetną telenowelę, bo tak jak moimi włosami nadal mogę obdzielić łysych, tak moim losem mogę obdarzyć paru nudziarzy. Jeżeli wytrwam i napiszę historię mojego życia, to będzie tak samo nierówna jak ja, pogmatwana jak moje myśli, porwana jak moje wspomnienia, ale na pewno prawdziwa. Paulo Coelho napisał w „Alchemiku", że każdy w życiu musi odnaleźć swoją legendę i za nią podążać. Podobno dziecko bardzo dokładnie wie, jakie jest jego przeznaczenie, zna własną legendę, dopiero oczekiwania rodziców, wyobrażenia dziadków, uwagi nauczycieli czy kolegów zaciemniają obraz. Wbrew własnym przeczuciom, wychowaniu, wygłaszanym poglądom, wbrew wszystkiemu, co miałam i kochałam, pewnego dnia porzuciłam drogę mojego przeznaczenia. Porzuciłam wszystko, w co wierzyłam, dla coraz większych emocji i coraz silniejszych doznań. Pracowałam nie po to, żeby zarabiać na utrzymanie domu, ale żeby czuć adrenalinę kolejnych wyzwań. Jechałam samochodem, nawet odwożąc dzieci do szkoły, nie po to, żeby dojechać, ale żeby jechać. Kochałam tym mocniej, im więcej było bólu, niepewności i nienormalności. Jeżeli przez chwilę było spokojnie, robiłam wszystko, żeby życie nabrało przyspieszenia. Moi pracownicy, znajomi, a przede wszystkim faceci mówili, że nie mogą za mną nadążyć. Byłam nieprzewidywalna dla innych i dla siebie. Moja ciocia, ta sama, która dziś jako jedyna mnie całuje, z niezadowoleniem powtarzała: „Z tego nie będzie nic dobrego". No... i wykrakała. Dzisiaj tkwię w bezczasie, bezruchu i bezrobociu. Jestem nieuleczalnie chora. Stopniowo traciłam pracę, pieniądze, urodę, przyjaciół, wreszcie dzieci, aż zaskoczona i przerażona chorobą zamknęłam się w swoim własnym świecie. Zmęczona obojętnością najbliższych przestałam prosić, żeby mnie dostrzegali, a oni zaczęli mnie traktować jak mebel, ciężką szafę, której nie da się przesunąć. I tak oto utknęłam w wózku inwalidzkim na środku dywanu w moim pokoju. Dostaję jeść, jestem myta, czesana i... to wszystko. Przekonuję siebie, że nie powinnam narzekać, bo inni mają gorzej. Zawsze może być jeszcze gorzej, tylko... gdzie jest koniec tego gorzej...?
Chciałabym wykrzyczeć wszystkim „chorym", żeby nigdy się nie poddawali, nie pozwalali się poniżać i nie dawali sobie wmówić, że są nic niewarci. Najgorsze w chorobie jest przeświadczenie, że już niewiele można zrobić, że nie wypada niczego od życia oczekiwać, że jest się osobą gorszą, niewartą miłości i uwagi. Nie pozwalajmy na odbieranie nam godności istoty żywej, czującej i myślącej. Wszystkim „zdrowym" chciałabym przypomnieć, żeby doceniali i byli prawdziwie wdzięczni za każdy krok, gest, oddech, bo jutro może wyglądać zupełnie inaczej. Życie jest cudem zawsze. Jeżeli przestanę myśleć, że mam prawo po prostu żyć i cieszyć się życiem, jeżeli pozwolę zamknąć się w domu, przykuć do wózka - symbolu mojej niemocy, już nigdy nie zobaczę słońca i rozgwieżdżonego nocą nieba. A ja chcę jeszcze poczuć zapach egzotycznego morza, wiatr od Himalajów, smak innego jedzenia. Jeśli nadal mam życie, chcę żyć!
Wstęp drugi - do Boga
Jestem na pustyni. Ty siedziałeś tam czterdzieści dni, żeby usłyszeć Boga. Mnie się wydaje, że przebywam na tym pustkowiu nieskończenie długo. Wiem, że dla Ciebie czas nie ma znaczenia, ale dla mnie ma. Mijają lata, a ja jestem coraz bardziej zagrzebana w piasku. Wołam Cię i odpowiada mi cisza. Jestem tak bardzo zmęczona, czuję się tak szaleńczo samotna, tak niezwykle opuszczona. Utknęłam na samym środku pustyni i obojętnie, w którą stronę pójdę, mam jednakowo daleko. Szłam drogą próśb, zalewałam się łzami, modliłam żarliwie, modliłam bezmyślnie wyuczonymi zdaniami, próbowałam spokojnie przedstawić swoje argumenty, krzyczałam, może nawet bluźniłam, na pewno próbowałam Cię szantażować. Myślę, że nie traktujesz mnie poważnie, że moje sposoby na to, żebyś mnie wreszcie usłyszał, odbierasz jak sztuczki małego dziecka, które chce od ojca wyłudzić zabawkę. Przecież mówisz, że mnie kochasz, że jeżeli będę prosiła, to dasz, że jeżeli będę pukała, to otworzysz. Od tak dawna dobijam się, a Ty nawet nie zapaliłeś światła przed domem, żeby było mi raźniej. Stoję tam jeszcze, mając nadzieję, że mnie usłyszysz. Każesz mieć wiarę, choć wiem, że możesz działać niezależnie od wielkości mojej wiary. Nie byłbyś Bogiem, gdybyś był od czegokolwiek uzależniony. Po co te gierki, po co ta cała cholerna nadzieja, która sprawia, że kolejny raz Ci ufam i oczekuję Twojej obecności? Przyprowadziłeś mnie do siebie swoimi boskimi metodami, szłam jak po sznurku prosto w Twoje ramiona. Co takiego zrobiłam, że mnie zostawiłeś zupełnie simą? Dlaczego Cię nie słyszę, nie widzę, nie czuję? Przecież się staram, musisz to widzieć. Próbuję odgadnąć, czego oczekujesz ode mnie, ale wiesz sam, że nie jest łatwo odgadnąć boskie zamiary. Każdy psycholog mówi, że najważniejsza jest rozmowa między rodzicami a dziećmi, wtedy można rozwiązać każdy problem. Dlaczego nie chcesz ze mną porozmawiać?! Chociaż mnie wysłuchaj! Jeśli nadal dajesz mi życie, daj żyć!
To rodzaj pamiętnika, w którym autorka opisuje swoje wspomnienia i refleksje związane z psychozą maniakalno-depresyjną. Świadoma swojej choroby przekonuje o tym, jak ważne jest leczenie farmakologiczne oraz wsparcie najbliższych. Stara się pokazać, jak różne sytuacje oraz postawy i zachowania innych osób wpływały na jej stan i co pomogło jej odzyskać równowagę.
Istnieją zjawiska, z którymi logika nie może sobie poradzić i trzeba je tłumaczyć jako dziwne, niezrozumiałe wydarzenia. Nasze zmysły, które czasem trafiają do świadomości, mogą odbierać coś, czego nie ma. I odwrotnie - nie dostrzegamy rzeczy oczywistych, uznając je za złudzenie.
Opisane historie są prawdziwe - wydarzyły się w rzeczywistości. Bohaterowie mają ścisły umysł i kierują się chłodną analizą, która powinna wszystko tłumaczyć. Jednak nie potrafią logicznie zaistniałych zdarzeń wyjaśnić.
Czy 46-letnia, zupełnie przeciętna, kobieta może wejść na Kilimandżaro?
Prawie zmuszona przez swoja rodzinę, pełna obaw, pojechałam. I udało się. W swojej relacji z wyprawy opisuję, że nie było to łatwe i wymagało sporej dawki samozaparcia, ale było warto. Przy okazji udowodniłam sobie, że nadal mogę wiele osiągnąć. Oprócz niesamowitej przygody, która w pełni zasługuje na miano "wyprawy życia" były to również wspaniałe rodzinne wakacje.
Chłopiec, którego operowaliśmy, nazywa się Salomon Akwongo.
Opowiadał, kiedy do mnie trafił, że czworo uciekinierów przywiązano do drzew w pobliżu wielkich kopców termitów i wszyscy musieli się przyglądać, jak mrówki objadały na żywca tych nieszczęśników. Krzyczeli straszliwie, miotali się bezradnie, a termity wchodziły im do ust, nosa, oczu, pokrywając całe ciało.
Salomon nie wytrzymał. Jednym z pożeranych był jego kolega z wioski. Porwał swoją pangę, dobiegł do nieszczęśnika i ciął go z całej siły w szyję. Jak mi później opowiadał, cięcie było skuteczne, bo wytrysnęła smuga krwi i po chwili kolega przestał się ruszać.
Chciał to samo zrobić drugiemu, ale nie zdążył. Odciągnięto go do tyłu i tą samą pangą ucięto mu rękę w połowie ramienia, a potem rzucono go nieopodal nieszczęśników, między chwasty, aby termity dokończyły swoje dzieło. Kiedy pozostali dwaj przywiązani do drzewa przestali dawać oznaki życia i zmienieni zostali w termitowe stosy, obserwatorzy rozeszli się.
Salomon po pewnym czasie odzyskał przytomność. Był bardzo słaby, ale żywy. Kikut ramienia bolał straszliwie, ale już nie krwawił. Stracił dużo krwi. Powoli z trudem usiadł. Poczuł wtedy intensywny, gorzki zapach. Leżał w kępie afrykańskiego piołunu, którego zapachu nie znoszą ani mrówki, ani skorpiony. Gdy przestało mu się kręcić w głowie i zniknęły mroczki sprzed oczu, zobaczył pnie czterech drzew z przywiązanymi do nich szkieletami. Termity wyżarły wszystko, pozostawiły jedynie kości. Czaszki chłopców zwisały w dół i „patrzyły” pustymi oczodołami w ziemię.
"Gdziekolwiek jesteś, doktorze…" to pasjonująca relacja z życia zaprzyjaźnionych, początkowo studentów medycyny, później doświadczonych lekarzy. Zapis ich losów, pełnych przygód i emocji, pracy na różnych kontynentach świata, w misji „Lekarze bez Granic”, umiejętnie przez autora napełniony fikcją literacką stanowi fascynującą fabułę książki.
Takiej książki jeszcze na polskim rynku nie było!
Bartosz Sułkowski – mistrz przekraczania wszelkich granic – opisuje swoje podboje na popularnych portalach randkowych.
Postawił sobie za cel zaliczyć sto kobiet przed trzydziestymi urodzinami. Czy mu się to uda? Czy w polskim Internecie jest aż tyle naiwnych kobiet? Na której randce najłatwiej jest odnieść sukces? Jak zręcznie lawirować w zakamarkach kobiecej psychiki?
W tę arcyciekawą, kontrowersyjną i absolutnie niepoprawną politycznie opowieść wplecione są najciekawsze historie z życia autora. Dowiesz się, jak to się robi w Santiago de Chile, jak żyje Michelle w Zambii i co się wyprawia na Kubie. Przez trzy lata Sułkowski przebywał na emigracji w okolicach Londynu, gdzie pracował m.in. przy przeszukiwaniu kobiecych torebek (zwolniony za molestowanie seksualne) oraz w liniach lotniczych (dowiesz się, kim naprawdę są stewardesy…). W brutalny, ale i do bólu szczery sposób przedstawia obraz Polaków w Wielkiej Brytanii.
Lektura bulwersuje, rozśmiesza do łez, gorszy, wzrusza, oburza. Wieczory z tą książką są jak wieczory z Sułkowskim – gorące i pozostające w pamięci do końca życia
Esej historyczny opisujący konflikt pomiędzy królem Bolesławem Śmiałym a biskupem krakowskim Stanisławem ze Szczepanowa, którego następstwem była egzekucja wykonana na duchownym 11 kwietnia 1079 roku oraz upadek króla. Spór ten całkowicie zmienił układ sił w naszym kraju i zachwiał państwem. Biskup Stanisław wyniesiony został na ołtarze i do dnia dzisiejszego jest patronem Polski, a Bolesław udał się na wygnanie na Węgry, gdzie zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Książka jest próbą odpowiedzi na pytanie czy biskup powinien zostać świętym, a król potępionym. To również próba obalenia mitów, które narosły wokół tej sprawy przez prawie tysiąc lat.
Historia niezwykłego życia Boba jest historią prawdziwą. Na jej tle autor ukazuje rozwój choroby alkoholowej, drogę upadku i moment zwrotny w życiu.
Czytelnik dowie się, co spowodowało, że Bob ogłosił swoją bezsilność wobec alkoholu, że w pewnym okresie przestał kierować swoim życiem.
Autor snuje jednocześnie refleksje nad wiarygodnością chrześcijaństwa.
Jego intencją jest przekonać niejednego adresata, że nawet z ewidentnego zła może powstać dobro. Bóg może wyprostować nawet bardzo poplątane życie. "Washngton Post"
Duchowy pamiętnik ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego jest zapisem dziejów duszy młodego człowieka, który miał odwagę kształtować siebie w świetle powołania do świętości i kapłaństwa. Pragnienie świętości dojrzewało w nim poprzez wewnętrzne zmagania, aż pewnego dnia, w siedemnastym roku życia, stało się zasadniczym wyborem, decyzją radykalną na fascynujący program.
Jak podkreślił we wprowadzeniu do pierwszego wydania ks. Józef Augustyn SJ, lektura Pamiętnika może być wielką inspiracją we wzroście ludzkim i duchowym dla wielu: duchownych i świeckich, ludzi młodych i starszych, bez względu na stan oraz miejsce, w którym przeżywamy swoje chrześcijaństwo.
Książka Dobrzy księża. Kapłani w naszym życiu przypomina sylwetki, życie, modlitwę, pracę i duszpasterską posługę dwunastu kapłanów. Są wśród nich święci ¦ o. Maksymilian Kolbe i Karol Wojtyła, Jan Paweł II; dobrzy proboszczowie ¦ Aleksander Fedorowicz, Andrzej Glibowski i Piotr Oborski; ks. Tadeusz Fedorowicz ¦ najpierw opiekun duchowy wygnańców polskich w Sowietach, a potem wszystkich, którzy garnęli się do Lasek; ks. Edmund Boniewicz ¦ apostoł Miłosierdzia Bożego; o. Innocenty Buba ¦ kapelan partyzantów i uczony; a także wybitni duszpasterze emigracji polskiej ¦ ks. Franciszek Cegiełka, o. Justyn Figas, o. Łucjan Królikowski, ks. Jan Pitass. Autorzy znali większość z nich osobiście, a z kilkoma koleje życia związały ich szczególnie blisko.
Zofia Reklewska-Braun jest pisarką, teatrologiem, pedagogiem, dziennikarką. Publikuje po polsku i po angielsku. Jej książka wspomnieniowa Urodziłam się pomiędzy... stała się bestsellerem. Główną dziedziną twórczości Kazimierza Brauna jest reżyseria teatralna. Reżyserował, wykładał i publikował w Polsce, a następnie w Stanach Zjednoczonych.
We wstępie do swej książki autorzy piszą: „To byli dobrzy księża. Święci księża. Jest z nami bardzo wielu im podobnych. Chcemy dać o nich świadectwo. Różne były ich charyzmaty i otrzymaliśmy od nich różnorakie dary duchowe. Dzielimy się tymi darami z czytelnikami.”
,,Dziennik pokładowy"" to wybór najciekawszych podróżniczych tekstów z blogów Seawolfa, w których dowcip, ironia i szczypta nostalgii wciągają czytelnika bez reszty. Ale tym razem nic o polityce. Bo Seawolf zabiera nas w długą podróż, trochę sentymentalną, ale też pełną niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. Ta książka to w zasadzie powieść podróżnicza. Są tu chwile grozy z piratami, są momenty skrzące się humorem, szczególnie gdy wycieczkowicze dostarczają obsłudze statku wielu ,,atrakcji"". Jest przyroda, bezkres mórz i oceanów. Są wreszcie ,,Queen Elizabeth II"", ,,Prince Albert 2"", ,,Silver Wind"" i inne znakomite statki, bez których ta przygoda nie miałaby miejsca. Tomasz Mierzwiński pisał bardzo barwnym językiem. Całości dopełniają zamieszczone w ,,Dzienniku pokładowym"" zdjęcia, z których większość pochodzi z prywatnego zbioru autora. Mamy więc unikalną okazję zobaczyć świat z perspektywy ,,Wilka morskiego"", kapitana żeglugi Wielkiej.
Wydanie na 100-lecie pierwszego wydania tego arcydzieła XX wieku
W stronę Swanna to pierwszy tom quasi-autobiograficznego cyklu Marcela Prousta W poszukiwaniu straconego czasu, uznanego w powszechnej opinii krytyków za arcydzieło literatury. Pewnego dnia smak magdalenki zanurzonej w herbacie budzi w bohaterze, młodym człowieku rozpieszczonym przez matkę i babkę, wspomnienia. Wraca myślą do miasteczka Combray, gdzie spędzał cudowne wakacje jako dziecko. Powracają też wspomnienia spacerów szlakiem posiadłości pana Swanna, gdzie mieszka niedostępna księżna będąca obiektem westchnień bohatera…
Kariera pisarska Prousta szła drogą dość niezwykłą. Zaczęła się stosunkowo późno, przerwała ją wojna, potem przecięła ją rychła śmierć. Ale mimo że w chwili zgonu nieznane było jeszcze w całości jego dzieło, już niepodobna było wątpić, że odszedł artysta i myśliciel na miarę największych; Proust zaważył jak mało kto na swojej epoce. Tuż po śmierci Prousta zaczęto gromadzić – z niezawodną pewnością ich znaczenia – dokumenty tyczące pisarza i człowieka, listy, wspomnienia, tradycje ustne.
Równocześnie zaczęła narastać legenda. Nie ma dziś czytelnika – a może i nie czytelnika – Prousta, który by nie wiedział o jego chorobie, o jego światowych sukcesach, o jego późniejszym odosobnieniu, o jego dostatku, hojności, neurastenii, dziwactwach, o heroizmie wreszcie, z jakim do ostatniego tchnienia pracował, uzupełniał swoje dzieło, spożytkowując jako materiał twórczy własne cierpienie, niemal własną śmierć.
Tadeusz Żeleński (Boy)
Soc, pop, post. Portrety gwiazd to kobiecość, historia, popkultura, to portrety dziewięciu gwiazd polskiej muzyki rozrywkowej. Intymność i tryb zwierzeń splata się z wymiarem społecznym i przemianami zbiorowej wyobraźni. Kobiecość to inne, prywatne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, alternatywne podejście do dominujących wydarzeń politycznych. Historia to zapisane momenty przesileń w polskich dziesięcioleciach: lat 50, 60, 80 i 90. Popkultura to gwiazdorstwo, moda, mocny przekaz emocjonalny i proste odpowiedzi na zbiorowe tęsknoty i marzenia. Soc, pop, post. Portrety gwiazd to reporterskie ,,portrety momentalne"", datowane ślady dni, lat, miejsc, emocji i nastrojów. To gromadzone i zapisywane przez ostanie 25 lat archiwum spotkań, rozmów, faktów i wyobrażeń. Archiwum osobliwe, bo prezentujące pamięć rozproszoną, gromadzącą rzeczy pozornie błahe, ulotne równie pieczołowicie jak i te poważne, przemieniające historię. Subiektywna kolekcja spotkań z artystkami o znaczącej sile oddziaływania na styl popularnej muzyki i sceniczne formy jej przedstawiania.
Ta książka jest poświęcona polskiej telewizji czy raczej Telewizji Polskiej, przede wszystkim jej ludziom: ich śmiałym pomysłom, uporowi, wytrwałości, konsekwencji, ambicji, talentowi. Opowiada też o niepowodzeniach, pomyłkach, wpadkach, nawet klapach, bez których sukces smakuje gorzej, a przynajmniej inaczej. Dariusz Michalski
Najsłynniejsza powieść Charlotte Bronte, która przyniosła jej międzynarodową sławę. Bronte opowiada historię młodej dziewczyny, która po stracie obojga rodziców, trafia do domu brata swojej matki. Nie potrafi jednak obudzić uczuć u ciotki, która - gdy tylko nadarza się okazja - pozbywa się dziewczynki, wysyłając ją do szkoły dla sierot, słynącej z surowego rygoru. Jane daje sobie jednak radę, zdobywa wykształcenie i wreszcie znajduje pracę jako guwernantka, w domu Edwarda Rochestera, samotnie wychowującego przysposobioną córkę. Wydawałoby się, że tu wreszcie znajdzie prawdziwe szczęście. Jednak los upomni się zadośćuczynienia za winy z przeszłości jej ukochanego pana. Jane nocą ucieka szukać swojej własnej drogi... To jest autobiografia - być może nie w ujęciu nagich faktów i okoliczności, lecz prawdziwego cierpienia i doświadczenia - pisał angielski filozof, George H. Lewes - to właśnie nadaje książce jej urok: dusza przemawia tutaj do duszy, jest to wypowiedź z głębin wewnętrznego zmagania i bólu ducha, który wiele przeszedł. Jane Eyre to powieść, o której wnet po jej opublikowaniu gazety angielskie pisały codziennie, do tego - niemal w samych superlatywach, a taki publiczny zachwyt nie zdarza się często. Książka Charlotte Bronte rzeczywiście porwała tłumy. Po ponad stu sześćdziesięciu latach nadal pozostaje powieścią kultową i choć epoka wiktoriańska dawno przeminęła, Jane Eyre wciąż żyje w umysłach czytelników. W czym tkwi jej fenomen? Wydaje się, że w wierności samemu życiu. Charlotte Bronte była pisarką, której nigdy nie myliło się ono ze sztuką. Bez względu na epokę, w której człowiek żyje, samotność, tęsknota i cierpienie są zawsze te same i zawsze tak samo przeżywane. Zwłaszcza jeśli jest to samotność wśród ludzi, tęsknota za zwykłym ciepłem drugiego człowieka i cierpienie wynikające z odtrącenia przez innych. Czy działo się to dawno temu, czy działo się wczoraj - trauma odrzucenia pozostaje ta sama, a lekcja miłości do odrobienia. Tymczasem Jane Eyre ukazała tę drogę nie tylko jako możliwą do przezwyciężenia, ale pewną, przykładem własnej osoby ręcząc, że sprawiedliwość istnieje, a cierpienie zostaje wynagrodzone.
Sobieski i Marysieńka to z pewnością jedno z najosobliwszych w świecie zdarzeń miłosnych, ucieleśniona bajka. Jedna miłość wypełniająca całe życie człowieka, rzucająca to życie bez wahania pod nogi kobiety, prowadząca go poprzez małostki do wielkości, zwycięsko opierająca się przeszkodom, rozłące, znosząca grzech i naganę opinii, czasem kaprysy i niewdzięczność, wzbijająca bohatera wyżej niego samego i wiodąca tę niedobraną na pozór, a w istocie świetnie dobraną parę aż na tron - czyż to nie jest historia z bajki? W każdej sprawie istnieje historia i legenda. Legenda opowiada nam o Sobieskim, który ujrzał, pokochał i poprzysiągł sobie, że nigdy inna kobieta nie będzie jego żoną. Kim naprawdę była kobieta, która tak bez reszty podbiła króla Jana Sobieskiego, pogromcę Turków?
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?