KATEGORIE

Kategorie

Jak mówić, żeby dzieci się uczyły

Jak mówić, żeby dzieci się uczyły

w domu i w szkole

  • Autor: Adele Faber Elaine Mazlish
  • ISBN: 978-83-85594-4
  • Oprawa: Miękka
  • Rok wydania: 2006
  • Wydawca: Media Rodzina
  • Format: 14.0x20.0cm
  • Liczba stron: 224
  • Wysyłamy w ciągu: niedostępny
  • Brak ocen
  • 18,37

     zł

    25,00 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Wpisz e-mail, jeśli chcesz otrzymać powiadomienie o dostępności produktu
Nigdy dotąd tak wielu młodych ludzi nie było atakowanych tyloma obrazami bezsensownego okrucieństwa. Nigdy dotąd nie byli świadkami rozwiązywania tak wielu problemów przy pomocy kul i bomb. Nigdy dotąd nie zaistniała tak paląca potrzeba pokazania dzieciom na ich własnym przykładzie, że nieporozumienia można zażegnać dzięki uczciwej i pełnej szacunku rozmowie. To najlepsza ochrona przed ich agresywnymi odruchami, jaką jesteśmy w stanie im zapewnić. Kiedy nadchodzi nieunikniona chwila frustracji i wściekłości, zamiast sięgać po broń mogą użyć słów, które słyszeli od najważniejszych osób w swoim życiu.
Z tym przekonaniem podjęłyśmy się napisania tej książki. Trzy lata później, po wielu kolejnych dyskusjach, miałyśmy wreszcie w ręku gotowy maszynopis i odczuwałyśmy głębokie zadowolenie. Udało nam się stworzyć przejrzysty zbiór zasad Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole. Przedstawiłyśmy konkretne przykłady zachowań i język, który jest tak ważny w procesie nauczania. Pokazałyśmy, jak stworzyć klimat emocjonalny, w którym dziecko będzie mogło z poczuciem bezpieczeństwa otworzyć się na nowe i nieznane rzeczy; jak skłonić dziecko do odpowiedzialności i samodyscypliny. Opisałyśmy niezliczone metody pomagające dziecku uwierzyć w siebie.
Mamy szczerą nadzieję, że idee przedstawione w tej książce pomogą wam dostarczyć inspiracji i siły młodym ludziom, z którymi zetkniecie się na swej drodze.


Jak mówić żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole – fragment

Siedem sposobów zachęcania dzieci do współpracy

Podczas pierwszego roku pracy moja metoda zachęcania dzieci do współpracy przypominała slogan reklamowy firmy Nike: „Po prostu to zrób!" Poświęcałam mnóstwo czasu na dokładne rozplanowanie i podzielenie dnia na kilka przesyconych materiałem lekcji. Mieliśmy dużo materiału do przerobienia i mało czasu, więc gdyby dzieci po prostu spokojnie siedziały i „współpracowały", bylibyśmy w stanie maksymalnie wykorzystać dany nam czas.
Słowo „współpraca" oznacza „pracować wspólnie dla osiągnięcia określonego celu". Jednakże niektórzy uczniowie zachowywali się tak, że odnosiłam wrażenie, iż ich wspólnym celem jest położenie kresu mojej pracy! W trakcie przeglądania zadań domowych jakiś uczeń mnie pytał, czy może pójść do toalety, przez klasę przelatywał samolocik z papieru albo ktoś spadał z krzesła.
Co się działo z tymi dziećmi? Czy nie wiedziały, jak ważne jest zdobycie wykształcenia? Czy nie dostrzegały związku pomiędzy nauką a ich własną przyszłością? Dlaczego nie potrafiły narzucić sobie dyscypliny?

Pewnego dnia gdy miałam dyżur na przerwie razem z inną nauczycielką, obserwowałam, jak dzieci się popychają, szturchają i kłócą o to, czyja kolej, żeby bawić się piłką. Moja towarzyszka przewróciła oczyma z obrzydzeniem i powiedziała:
— Popatrz na nich. Są tacy niedojrzali. Dlaczego się tak dziecinnie zachowują?
Mruknęłam coś pod nosem, ale pomyślałam: „Może dlatego, że są dziećmi i może to my, dorośli, powinniśmy starać się ^piej rozumieć, jak naprawdę zachowują się dzieci". Kiedy spotkałam Jane w pokoju nauczycielskim, przekazałam jej swoje Wielkie odkrycie.
Jane pokręciła głową.
— To, co obserwujesz, to nie tylko dziecinne zachowanie, ale coś więcej. Niektóre z tych dzieci mają takie problemy, o jakich nam się nawet nie śniło w ich wieku. Mam w klasie uczniów, którzy prawie nie widują swoich rodziców. Są oni wysokiej klasy specjalistami, zajętymi robieniem kariery, i z niczego nie chcą zrezygnować. Z kolei rodzice innych dzieci po prostu nie mają kiedy przebywać w domu, bo biorą dodatkową pracę, żeby jakoś związać koniec z końcem. Ken ma w klasie dziecko, które było w ciągu roku w dwóch rodzinach zastępczych i trzech różnych szkołach. A ty sama opowiadałaś mi, że masz ucznia, który mieszka w schronisku dla bezdomnych. Te dzieci nie tylko borykają Się z normalnymi problemami wieku dojrzewania, ale wiele z nich nawet nie miało szansy być dziećmi. — Jane przerwała i westchnęła. — To smutne, ale prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach dzieci jak nigdy dotąd przeżywają stresy i cierpią z powodu zaniedbania. Jeśli chcemy w ogóle mieć nadzieję, że pomożemy im zdobyć wiedzę, to musimy najpierw pomóc im rozładować cały ten emocjonalny bagaż, z którym przychodzą do szkoły. A to znaczy, że jako nauczyciele musimy w dużym stopniu przyjąć na siebie rolę rodziców.

Jane przypuszczalnie miała rację. Chociaż część dzieci przychodziła do szkoły chętna do nauki, inne wydawały się roztargnione i wymagające pomocy. Może to dlatego ignorowały moje najprostsze prośby i stawiały opór. Cokolwiek działo się w ich domach, miało wpływ na ich zachowanie w szkole. To wydawało się nawet na swój sposób logiczne. Kiedy Sam zapytał matkę, czy może jej przeczytać wypracowanie, powiedziała, żeby dał jej spokój (właśnie rzucił ją kochanek). Melissa, której owdowiały ojciec wpadł w alkoholizm, była wychowywana przez nastoletnią opiekunkę i telewizję. Dziewczynka zupełnie nie wiedziała, jak porozumiewać się z dorosłymi. Matka Erica cierpiała na chroniczną depresję. Co te dzieci mogły wiedzieć o współpracy? Z pewnością nie nauczyły się tego od swoich rodziców. Oczywiście nie byłam w stanie zmienić tego, co działo się w ich domach, ale mogłam zmienić to, co działo się w szkole. Kiedy rozmyślałam o moim sposobie uczenia, musiałam przyznać, że czasami sprawiałam wrażenie sierżanta wykrzykującego rozkazy:
„Naostrzcie ołówki".
„Podnieś rękę".
„Podpisz swój sprawdzian".
„Siedź na miejscu".
„Wyjmijcie książki".
„Patrz na swoją kartkę".
„Stójcie równo".
„Mów ciszej".
„Wypluj gumę".
„Ostrożnie z komputerem!"

Nie tylko mówiłam dzieciom, co mają zrobić, ale także czego nie mają robić:
„Nie biegajcie po korytarzu".
„Nie pchajcie się".
„Nie bij go!"
„Nie zapomnijcie odrobić zadania!"
„Nie pisz po ławce".
„Nie rozmawiaj".
„Nie oszukuj".
„Nie wyciągaj tak daleko nóg".
„Nie drażnij chomika".
Zamiast przekazywać wiedzę traciłam czas na kontrolowanie niesfornych uczniów. Ale gdybym tego nie robiła, to w jaki sposób mieliby się nauczyć zachowywać jak cywilizowani ludzie? A jednak im więcej rozkazów wydawałam, tym większy stawiali opór. Traciliśmy cenny czas lekcyjny na przełamywanie oporu i walkę. Gdy zdarzały się szczególnie trudne dni, wracałam do domu wyzuta całkowicie z sił, a moja cierpliwość była na wyczerpaniu. Czułam się, jak w tym dowcipie: „Został mi jeden nerw... właśnie na nim grasz!"[...]




Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole
Spis treści



Podziękowania 8
Jak powstała ta książka? 9
Kim jest narratorka? 13

1.Jak radzić sobie z uczuciami, które przeszkadzają w nauce 15
2.Siedem sposobów zachęcania dzieci do współpracy . . 47
3.Pułapki stosowania kar: inne możliwości prowadzące do samodyscypliny 77
4.Wspólne rozwiązywanie problemów: sześć kroków, które rozbudzają twórczy zapał dzieci i ich zaangażowanie 104
5.Pochwała, która nie wprawia w zakłopotanie; krytyka, która nie rani 136
6.Jak uwolnić dziecko od narzuconej mu roli 161
7.Partnerska relacja rodzice — nauczyciel 192
8.„Wyłapywacz snów" 221


*
* wyłącznie do wiadomości księgarni - nie będzie widoczny przy recenzji
ocena:*
*
* - pola wymagane
x
Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE