Wielka miłość Szwajcarki i Masaja z Kenii dała im córkę oraz niezwykłe wspólne cztery lata, spędzone w buszu i opisane w "Białej Masajce". Po archaicznym życiu Corinne z córką uciekła od zazdrosnego męża i osiadła w Europie, walcząc z trudnościami codziennego życia. Teraz powraca do Kenii i swej afrykańskiej rodziny, by spotkać się z Lketingą i asystować przy kręceniu filmu, opowiadającym o je j niezwykłych losach.
Chan Victor zna Dalajlamę od ponad trzydziestu lat, Jego Świątobliwość nazywa go nawet "starym przyjacielem". W czasie trwającej kilka lat pracy nad tą książką spędzili wspólnie bardzo dużo czasu. Victor obserwował Dalajlamę z bliska, podróżował z nim jako jedna z towarzyszących mu osób i przebywał w jego domu. Podczas niezwykłych podróży i bardzo osobistych rozmów, z których relacje pojawiają się w książce, udało mu się uchwycić ten wyjątkowy spokój ducha, radość życia, bezpretensjonalną mądrość i głęboką duchowość, promieniujące od Dalajlamy. Podczas lektury możemy choć na chwilę znaleźć się obok tego pełnego niezmąconego spokoju, pozytywnych emocji, wybaczającego umysłu, czerpać z jego wiedzy i doświadczeń. Mamy szansę spojrzeć na tę postać od nieznanej strony.
O wychowaniu dziecka z zespołem Aspergera
Drodzy Rodzice, Nauczyciele i Terapeuci!
Książka Czy kochasz Małego Misia jest opisem trzynastu lat życia chłopca z zespołem Aspergera. Chłopiec ten dzięki swojej pracowitości, determinacji Matki i pomocy wielu osób nauczył się mówić, czytać i pisać, rozwinął w sobie liczne talenty i zyskał przyjaciół.
Treść książki ujęłam w formę opowiadania, posługując się stylem wypowiedzi Misia (w trzeciej osobie), aby przybliżyć Czytelnikom sposób mówienia i rozumowania dziecka autystycznego. Zawarłam w niej również wiele przykładów zachowań i wypowiedzi bohaterów oraz opisów autentycznych sytuacji, z którymi musieli poradzić sobie Miś i jego Mama. Książka zawiera także fragmenty opinii pedagogicznych, psychologicznych i logopedycznych. Na końcu zamieściłam Dekalog postępowania z dzieckiem autystycznym, skierowany przede wszystkim do rodziców, oraz Krótką charakterystykę dziecka z zespołem Aspergera.
Józef Bilczewski (1860-1923) - profesor teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, rektor Uniwersytetu Lwowskiego, najwybitniejszy arcybiskup lwowski w sześciowiekowych dziejach archidiecezji. Papież Pius XI powiedział, że był to "jeden z najwybitniejszych biskupów swojej doby". Sam Bilczewski na pytanie: "Czego dziś i zawsze narodowi najbardziej potrzeba?" jednoznacznie twierdził, że ludzi mądrych, pracowitych, a nade wszystko - świętych.
...Skarga jest mówcą, politykiem, kapłanem i prorokiem. Nade wszystko dzieła jego odznaczają się patriotyzmem...
...Skarga wstępując na ambonę, zapomina zupełnie o sobie, obraca głos do tej ojczyzny idealnej, co zawsze stoi mu przed oczyma, dla swoich słuchaczów jest - jak sam powiada: "na przymówki, wrzaski, gniewy i groźby - słupem żelaznym i murem miedzianym". Co zaś najbardziej go nad wszystkich tych oratorów wynosi, to ów duch prorocki, jakiego złożył dowody tak niezaprzeczone i tak jasne...
...Skarga zdaniem naszym spełnił ideał kaznodziei i patrioty. Jako mówca, jako pisarz stoi on na równi z Bossuetem i Massillonem, a poniekąd wyżej...
Adam Mickiewicz
Literatura słowiańska
Paryż, lekcja 25 czerwca 1841 r.
Czy Al Capone rzeczywiście był największym gangsterem Chicago w czasach prohibicji?
Henrik Hojer w swojej pasjonującej książce próbuje pokazać, że Al Capone nie pasował do mitu o złych gangsterach. Pisarz chce odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób gangster doszedł na sam szczyt świata
przestępczego; dlaczego jako przywódca gangu stał się wrogiem publicznym numer jeden i co przyczyniło się do jego szybkiego upadku.
Książka Hojera nie jest tylko opowieścią o największym gangsterze Chicago, nielegalnym handlu alkoholem i strzelaninach urządzanych na ulicach w biały dzień. Autor opowiada przede wszystkim o świecie przestępczym,
który w oparach dymu i przy dźwiękach nowo powstałego brzmienia muzyki – jazzu – świetnie prosperował w ówczesnym społeczeństwie.
80 historii - 80 cudów... Tak można by najkrócej streścić tę książkę. Łączy ona to, co Matka Boża w Medjugoriu mówi (orędzia), i to, co czyni - świadectwa osób, które się nawróciły.
Boso, ale w ostrogach: Barwna, napisana ujmującym językiem opowieść o życiu Grzesiuka przywołuje klimat warszawskiego przedmieścia, jego obyczaje i cwaną stołeczną ferajnę. To książka pełna wspomnień z dzieciństwa i młodości. Na marginesie życia: Książka jest świadectwem czasu spędzonego przez Grzesiuka w obozie koncentracyjnym. Każdy dzień - to walka o przetrwanie, szukanie sposobu na przeżycie głodu, upokorzenia i krzywdy. Pięć lat kacetu: Książka zamykająca cykl autobiograficzny Stanisława Grzesiuka. Grzesiuk z właściwą sobie szczerością opisuje walkę z gruźlicą, której stawia czoła z optymizmem nie mniejszym, niż ten towarzyszący mu przez całe dotychczasowe życie. Gratis! 3 praktyczne opakowania samochodowe.
Tylko u nas w formie książki audio. Trzecia i ostatnia część autobiografii Grzesiuka. Historia leczenia, pobytów w sanatoriach. Autor, walcząc z chorobą nadal posiada w sobie ogromne złoża optymizmu i ?charakterności?. Wspaniała interpretacja Arkadiusza Bazaka.
Dzień po śmierci syna Barbara Pachl-Eberhart wysłała do rodziny i znajomych przejmujący mail, w którym opisuje, co się stało. List ten wywołał lawinę reakcji. Przyjaciele, znajomi i zupełnie obce osoby zoaferowały Barbarze pomoc i wsparcie. Dwa lata po wypadku Barbara Pachl-Eberhart napisała książkę, w której z niezwykłą szczerością i odwagą opisała swoje przeżycia, chwile zwątpienia, myśli samobójcze, niewyobrażalny ból. Barbara Pachl-Eberhart ma 36 lat i niegdyś, razem z mężem, pracowała jako klaun w klinice w austriackim mieście Graz. Pewnego dnia w wypadku samochodowym zginęła cała jej rodzina. Mąż Barbary 39-letni Heli umiera na miejscu a córka niespełna 2-letnia Valentina cztery dni poźniej. Pięć dni po wypadku Barbara zdecydowła się na odłączenie aparatury podtrzymującej pracę serca jej 6-letniego syna, którego mózg był już martwy. Trzymając synka w ramionach, w towarzystwie rodziny i grupy przebranych klaunów, cicho śpiewając Fly me to the moon, Barbara pożegnała swoje dziecko. Jak żyć po takiej tragedii? Dzień po śmierci syna Barbara Pachl-Eberhart wysłała do rodziny i znajomych przejmujący mail, w którym opisuje, co się stało. List ten wywołał lawinę reakcji. Przyjaciele, znajomi i zupełnie obce osoby zoaferowały Barbarze pomoc i wsparcie. Dwa lata po wypadku Barbara Pachl-Eberhart napisała książkę, w której z niezwykłą szczerością i odwagą opisała swoje przeżycia, chwile zwątpienia, myśli samobójcze, niewyobrażalny ból. Ta książka to dokument o mądrej i odważnej kobiecie, która nie poddaje się schematom. Książka Cztery minus trzy miejscami może szokować – choćby opis pogrzebu, tak bardzo odbiegającego od tradycyjnych wyobrażeń o pochówku. W ostatniej drodze Heliemu, Fini i Thimo, towarzyszyła im głośna muzyka, klauni i kolorowe baloniki. Barbara Pachl-Eberhart napisała piękną książkę o wielkim osobistym nieszczęściu i trudno nam będzie w czasie lektury powstrzymać się od łez. Jest to książka nie tylko o śmierci, ale przede wszystkim o życiu – o tym, jakie jest piękne i ile warte samo w sobie.
Clayton Anthony Fountain był uznawany za najbardziej niebezpiecznego przestępcę, z jakim kiedykolwiek musiał się zmierzyć system federalny Stanów Zjednoczonych. Skazany za morderstwo, za więziennymi murami dokonał czterech następnych. Specjalnie dla niego została zbudowana cela wyposażona w system zabezpieczeń, który miały zapobiec atakowi ze strony osadzonego. Fountain nigdy już jej nie opuścił. Przeszedł jednak głęboką duchową przemianę, która zaowocowała przyjęciem go do zakonu trapistów. W Celi ojciec W. Paul Jones, który przez sześć lat był duchowym przewodnikiem Fountaina - aż do chwili jego nagłej śmierci w 2004 roku, ze szczerością i współczuciem dzieli się zdumiewającą opowieścią o tym niezwykłym nawróceniu.
Clayton Fountain był uważany za bezlitosnego zabójcę, którego nikt nie jest w stanie ocalić. Jednak w ciszy samotnego osadzenia ? tam, gdzie był żywcem pogrzebany w żelbetonowej celi ? Bóg wypełniał swoje dzieło odkupienia i odnowienia Claytona Fountaina. Jestem wdzięczny ojcu Paulowi za to, że z tak wielkim współczuciem służył człowiekowi mającemu wartość tylko w oczach Boga ? i za to, że podzielił się ze światem tą niesamowitą opowieścią.
Martin Sheen, aktor
Krytyczne głosy o Janie Pawle II
Krytyczne głosy o Janie Pawle II
Zbiór sensacyjnych wywiadów ze znanymi postaciami polskiego życia publicznego na temat mrocznych stron pontyfikatu Jana Pawła II.
Pomiędzy rozmówców Piotra Szumlewicza są dziennikarze, politycy i naukowcy, przedstawiciele różnorakich wyznań i opcji światopoglądowych, m.in. Joanna Senyszyn, Magdalena Środa, Janusz Palikot, Jerzy Urban, Stanisław Obirek. Prawie każdy z bohaterów książki mówi o innym aspekcie działalności i nauczania Jana Pawła II.
Piotr Szumlewicz pyta o podejście Karola Wojtyły do kobiet, gejów i lesbijek, protestantów, otwartych katolików. Wiele spośród poruszonych tu problemów to tematy od dawna obecne na łamach europejskiej i światowej prasy, która nie żywiła obaw przed krytykowaniem Jana Pawła II. Jednakże w polskiej debacie publicznej tematyka nadal jest naznaczona piętnem tabu i prawie że nieobecna ze względu na niepisany zakaz poważnej krytyki Karola Wojtyły.
W książce znajdują się rozmowy o pedofilii w strukturach Kościoła Katolickiego, praniu brudnych gotówki i współpracy Watykanu z krwawymi dyktatorami. Skupiając się na faktach i merytorycznych opiniach, Szumlewicz i jego rozmówcy nie dają powodu do oskarżeń o „tańszy” antyklerykalizm. Po raz 1szy ukazuje się w Polsce całościowa krytyczna analiza pontyfikatu polskiego papieża. Powstała w ten metodę książka, która wielu z pewnością się nie spodoba, ale osobom ceniącym sobie świecki światopogląd i niezależność myślenia z pewnością otworzy oczy, zaś tych, którzy od dawna patrzyli sceptycznie na pontyfikat Jana Pawła II, zachęci do otwartego wyrażenia swych poglądów.
Piotr Szumlewicz – socjolog, filozof, publicysta, dziennikarz TVP. Redaktor kwartalnika „Bez Dogmatu” i serwisu www.lewica.pl. Publikował między innymi w „Trybunie”, „Przeglądzie”, „Gazecie Wyborczej”, polskiej edycji „Le Monde diplomatique”, „Krytyce Politycznej”, „Etyce”, „Przeglądzie Filozoficznym”, „Res Publice Nowej”. Autor książki Niezbędnik ateisty (2010) i współredaktor książek: Stracone szanse? Bilans transformacji 1989–2009 (2009) oraz PRL bez uprzedzeń (2010).
Fragment książki Ojciec nieświęty
Wywiad z Joanną Senyszyn
Toksyczny i przereklamowany
Czy spotkała się Pani kiedyś z Janem Pawłem II? Jakie były wrażenia?
Osobiście nigdy. Nie odczuwałam takiej potrzeby. Dzięki temu mam nieskażone spojrzenie na osobę i działalność Jana Pawła II. Podobno w bezpośrednich kontaktach potrafił być ujmujący, więc opinie tych, którzy się z nim zetknęli, są w znacznej mierze wypaczone i nieobiektywne. Z zasady nie dostrzegają oni, że polski papież, od politycznego wyboru do transmitowanej na żywo, teatralnej śmierci, jest produktem marketingowym. W dodatku mocno przereklamowanym.
A jak wspomina Pani pielgrzymki do Polski Jana Pawła II? Co Pani czuła, kiedy papież przyjeżdżał do Polski?
Papieskie pielgrzymki wspominam jako imprezy kosztowne dla państwa i obywateli oraz powodujące wiele zamieszania. Najgorzej wyszli na nich polscy emeryci. Pieniądze na podwyżki ich świadczeń premier Suchocka przeznaczyła w 1993 roku na sfinansowanie pielgrzymki na Litwę. Imprezy te robiły naturalnie wrażenie, gdyż poprzednicy Jana Pawła II poza Watykanem byli praktycznie niedostępni dla wiernych. Msze odprawiane na specjalnie w tym celu wybudowanych ołtarzach gromadziły tłumy. Zwłaszcza że były to starannie wyreżyserowane spektakle, a papież świetnie odgrywał rolę zatroskanego ojca narodu. Niemniej jednak nie czarujmy się, żadne z pielgrzymkowych spotkań z JPII nie było tak liczne jak wiec, który odbył się dwudziestego czwartego października 1956 roku na placu Defilad w Warszawie. Wówczas na cześć Gomułki entuzjastycznie skandowano: „Wiesław! Wiesław!". Potem do papieża: „Zostań z nami!". Wyjaśnienie jest proste: Polacy kochają bohaterów. A z jakiej bajki, to już inna sprawa. Najważniejsze, by byli żywi, bo wtedy można ich dotknąć, zrobić sobie fotkę do rodzinnego albumu, a na starość opowiadać wnukom, że brało się udział w historycznym wydarzeniu. Część wiernych pewnie odczuwała dumę, wzruszenie czy też religijną ekstazę, ale mnie jako ateistki to nie dotyczyło.
A jak Pani, jako wieloletnia uczestniczka polskiego życia publicznego, ocenia stosunek polskich polityków do papieża? Czy jest w nim zawarte kunktatorstwo, czy realny szacunek i uznanie dla papieża? Kim Jan Paweł II jest dla polskich parlamentarzystów?
Jest przyjęty wiernopoddańczy kanon wypowiedzi, zgodnie z którym o JPII można mówić tylko „na klęczkach" albo wcale. Politycy mu ulegają, gdyż nie widzą interesu w jakimkolwiek sprzeciwie. Są wręcz nadgorliwi i prześcigają się w kadzeniu. Stosunek do papieża stanowi swoistą mieszaninę podziwu, uznania, zawiści, konformizmu, strachu i nadziei na profity płynące z podporządkowania się stereotypowi wypowiedzi. Najmniej w tym wszystkim miłości. Nie tylko politycy stale powtarzają, że to autorytet moralny i że kierują się jego naukami.
A czy Pani zdaniem politycy stosują się do nauk papieża? Czy w ogóle je znają?
Może znalazłyby się nieliczne przypadki - posłowie, którzy czytali jakieś encykliki, kazania czy książki papieża, ale to zaledwie wyjątki. Nie widać, by te lektury w jakikolwiek sposób przekładały się na ich zachowanie i postępowanie. Chyba żeby uznać, że papieskie nauki są raczej nieetyczne.
Według sondażu przeprowadzonego w tym roku 28 procent parlamentarzystów uznało, że Jan Paweł II powinien być patronem Polski. Skąd taki wysoki odsetek?
Zapytałabym raczej, dlaczego tak niski. Najwyraźniej sondaż był anonimowy i dlatego zaledwie co czwarty parlamentarzysta uznał, że wypada tak powiedzieć. Reszta zachowała zdrowy rozsądek. To optymistyczne. Sześć lat temu odsetek pozytywnych odpowiedzi wynosiłby zapewne 80 procent, bo po śmierci JPII panował istny obłęd.
Matka Boska jest już patronką polskiego parlamentu...
Różne dziwne rzeczy dzieją się w polskim parlamencie. Były już modły o deszcz, relikwią jest fotel, na którym siedział Jan Paweł II. Do tej pory stoi w kaplicy sejmowej, ale kto wie - może teraz zostanie porąbany i podzielony na tysiące relikwii?
Poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego, Franciszek Stefaniuk, niedawno powiedział, że papież to „największa postać w dziejach ludzkości od czasów Jezusa Chrystusa". Jak Pani ocenia tego typu sformułowania?
Są żenujące. Wszak JPII jest pod każdym względem przeciwieństwem Chrystusa. Niemniej akurat do posła Stefaniuka taka wypowiedź bardzo pasuje. Stale jest rozmodlony i chętnie eksponuje swoją religijność. Pamiętam, że w 2006 czy 2007 roku, podczas jednego z posiedzeń Komisji do spraw Rodziny i Praw Kobiet, której był wówczas wiceprzewodniczącym, odmawiał różaniec. To tłumaczy wiele, a nawet wszystko.
A jak Pani zdaniem kult papieża wpływa na kondycję polskiej demokracji i parlamentaryzmu?
Kult jednostki zawsze wpływa niekorzystnie na demokracje, a przecież w przypadku Jana Pawła II mamy do czynienia z takim właśnie kultem. W dodatku rozpoczętym za życia i akceptowanym przez jego podmiot. Papież wręcz zachęcał do okazywania mu uwielbienia. Z rozkoszą święcił swoje pomniki, aprobował nadawanie swojego imienia wszystkiemu, co nie ucieka. Wbrew rozpowszechnianemu mitowi nie był to w żadnej mierze człowiek skromny. Konkordat, który z demokracją raczej się kłóci, był prezentem dla polskiego papieża. Bardzo kosztownym. Jego ratyfikacja nie wynikała z oceny korzyści dla Polski, bo takich nie ma, ale ze źle pojętej poprawności politycznej. Takim szkodliwym prezentem była też ustawa antyaborcyjna z 1993 roku. Swoistym zaprzeczeniem demokracji jest uczestnictwo kościelnych dostojników w uroczystościach państwowych i przyznawanie im najwyższych miejsc w precedencji stanowisk publicznych w Polsce.
Jan Paweł II uchodzi w Polsce za największy autorytet. Czy Pani zdaniem zasługuje na to miano?
Uchodzi, bo tak wypada w Polsce mówić. Jednak absolutnie nic z tego nie wynika. We współczesnym świecie w zasadzie nie ma powszechnych autorytetów. Z badań przeprowadzonych w naszym kraju wśród młodzieży wynika, że do pewnego wieku takim autorytetem jest jedynie matka, a potem panuje całkowite rozdrobnienie idoli. Jeżeli papież w ogóle jest autorytetem, to najwyżej dla mniejszości. W dodatku bez jakiegokolwiek przełożenia na ich realne życie. To zresztą akurat bardzo dobrze. Jan Paweł II propagował poglądy wsteczne, szkodliwe dla rozwoju społecznego, a nawet dla zdrowia fizycznego i psychicznego jednostek. Dopiero w 1999 roku Watykan uznał, że dążenie kobiet do kariery zawodowej nie jest grzechem. A przecież - jak wynika z badań - zwiększenie udziału kobiet w gremiach decyzyjnych jednostek gospodarczych przynosi kilkuprocentowy przyrost PKB. Trudno zliczyć, ile śmierci i nieszczęść spowodował jego zdecydowanie negatywny stosunek do edukacji seksualnej, antykoncepcji, in vitro, prawa do aborcji, a ile tolerowanie i ukrywanie pedofilii duchownych. Naturalnie papież ma prawo do głoszenia katolickich poglądów, ale niedopuszczalne, wręcz skandaliczne jest ich przedstawianie jako jedynie słusznych, a tym bardziej wymuszanie ich przestrzegania za pomocą kodeksu karnego, jak ma to miejsce w Polsce. Trudno uznać za autorytet moralny człowieka, który ma na sumieniu miliony zarażeń wirusem HIV w Afryce i nie tylko, tysiące ofiar pedofilów w sutannach, który popierał zbrodnicze reżimy, w tym między innymi dyktaturę Augusta Pinocheta, i odegrał co najmniej dwuznaczną rolę w rozpętaniu wojny w byłej Jugosławii. W dodatku nie jest nawet najwybitniejszym papieżem XX wieku, bo to miano bezapelacyjnie przypada Janowi XXIII, który zaczął reformować skostniałe kościelne struktury i formuły oraz zapoczątkował nowe spojrzenie na świat. JPII zahamował te pozytywne procesy. Do grona książąt Kościoła awansował wyłącznie wiernych sobie katolickich ortodoksów, co uwsteczniło Kościół na kolejne lata. Podsumowując, Jan Paweł II to raczej moralny antyautorytet.
A dlaczego w polskim parlamencie nie krytykuje się papieża? Dlaczego nie krytykują go media?
Dla wygody i spokoju, a przede wszystkim, by nie narazić się na zarzut obrazy uczuć religijnych, co mogłoby słono kosztować.
A dlaczego SLD nigdy nie krytykowało papieża? Przecież jego poglądy były sprzeczne z tym, co głosiło, a w latach dziewięćdziesiątych konflikty kulturowe były szczególnie intensywne. Czy krytykę papieża SLD uznało za zbyt ryzykowną?
Partia polityczna nie ma obowiązku odnoszenia się ani do dogmatów religijnych, ani do wypowiedzi kleru. Zdecydowanie konieczne jest natomiast dbanie o świeckość państwa i przeciwstawianie się uchwalaniu przez Sejm dziesięciu przykazań jako obowiązującego prawa.
Przejdźmy do Pani wypowiedzi o Wojtyle i reakcji, z jakimi się spotkały. W 2006 roku w czasie Parady Równości w Warszawie powiedziała Pani: „Niech ta parada zmieni oblicze ziemi. Tej ziemi". Miała Pani wtedy konflikt nawet z szefostwem SLD, które odcięło się od tej wypowiedzi. Jak Pani dziś ocenia tamto wydarzenie? Czy świadomie chciała Pani sprawdzić, jaka będzie reakcja?
Użyłam tych słów przekonana, że parady równości rzeczywiście zmieniają oblicze Polski. To słowa z Ewangelii, których w 1979 roku użył w homilii Jan Paweł II. Uznałam, że doskonale pasują do nowych czasów, bo w III RP nadal jest wiele do zmienienia. Żadne słowa nie są zarezerwowane dla kogokolwiek. Uważam wręcz, że Kościół powinien być mi wdzięczny, gdyż w nauce miarą sukcesu jest liczba cytowań.
W 1997 roku miał miejsce słynny happening posła Marka Siwca i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, którzy naśladowali pamiętny gest papieża całowania ziemi ojczystej. Jak Pani ocenia ów happening?
Był zabawny i dowcipny. Papież, całując ziemię każdorazowo po wyjściu z samolotu, urządzał swoisty spektakl pod tubylczą publiczkę. Wzbudzał niesamowity aplauz, pokazywały to wszystkie media. Z czasem przyklęk i muśnięcie ustami ziemi stały się znakiem firmowym pielgrzymek JPII. Wzorowany na tym spektakl w wydaniu Marka Siwca wywołał ogromne oburzenie. Niesłusznie. Każdy ma prawo całować ziemię. A już szczególnie po katastrofie smoleńskiej wszyscy wysiadający z rządowego samolotu powinni robić to obowiązkowo, okazując w ten sposób radość ze szczęśliwego lądowania. Jak bowiem twierdzi prezydent Komorowski, polski lotnik poleci nawet na drzwiach od stodoły, ale - czego prezydent już nie dodaje - niekoniecznie wyląduje.
A jak to się stało, że wkrótce później Kwaśniewski uznał papieża za największy autorytet? Skąd ta zmiana?
Zapewne dla równowagi. Odbijając się od ściany ironii, poleciał do ściany konformizmu. Ale oczywiście najlepiej zapytać prezydenta Kwaśniewskiego. Warto by się też dowiedzieć, czy to w ramach dalszego odreagowywania krytyki lotniskowego incydentu, jeszcze nie znając napisanej przeze mnie ustawy liberalizującej możliwości przerywania ciąży, zapowiedział w 2004 roku, że jej nie podpisze, choć była to jedna z jego obietnic wyborczych.
Po śmierci papieża wiele osób deklarowało zmianę w swoim życiu. Czy Pani zdaniem były wymierne rezultaty tych obietnic?
Jak najbardziej wymierne - w postaci śmiechu i politowania, które wzbudziły u ludzi rozsądnych. Kibole deklarowali koniec burd na stadionach, Beata Kozidrak częstsze chodzenie do kościoła, Michał Wiśniewski czytanie papieskich encyklik, a Lech Kaczyński ograniczenie picia alkoholu. Były też ślubowania niesamowite. Osiemdziesięcio kilkuletni aktor Leon Niemczyk ślubował wstrzemięźliwość seksualną, a Dariusz Michalczewski - że nie będzie się wyżywał na narzeczonej. Z kolei Jarosław Kukulski postanowił nie bać się śmierci. Tym torem, lecz na całość, poszła szerzej nieznana pani Grażyna z Gdańska, która postanowiła nie bać się braku pieniędzy, ciężkich chorób ani głodu. Wszystkich zakasowała telewizja publiczna, ogłaszając programowe zbliżenie z TV Trwam i Radiem Maryja. To ostatnie przyrzeczenie zostało w znacznej mierze dotrzymane. Ku rozpaczy widzów.
Pamiętam, że tuż przed beatyfikacją Jana Pawła II na portalu www.youtube.com pojawiły się filmy parodiujące papieża. Doniesienia w tej sprawie trafiły do prokuratury. Jak Pani ocenia tego typu przypadki?
Jan Paweł II był papieżem, ale zarazem celebrytą. W tej drugiej roli budził znacznie większe zainteresowanie. Stąd różne, lepsze i gorsze filmy, rysunki, piosenki. Donosy zgłaszają zazwyczaj związani z Kościołem, nic nieznaczący politycy i wierni podpuszczeni przez kler, a prokuratura musi zajmować się wszystkimi doniesieniami. Nawet najgłupszymi. W 2006 roku badała moją wypowiedź z Parady Równości, ale postępowanie umorzyła z powodu braku znamion obrazy uczuć religijnych.
Czy kult Jana Pawła II nie stanowi zagrożenia dla wolności słowa? Jerzy Urban został jednak skazany.
Kult jednostki zawsze jest zagrożeniem dla wolności słowa. Zwłaszcza w powiązaniu z odpowiednimi artykułami kodeksu karnego. Często ludzie nakładają sobie kaganiec, żeby się nie narażać na postępowanie prokuratorskie czy ewentualny proces. Występuje swoista autocenzura, a niepokorni, którzy się do niej nie stosują, są ciągani po prokuraturach i sądach. Czasem przegrywają procesy. Zawsze tracą czas, pieniądze i nerwy. To zabójcze dla wolności słowa, bo uczy, że lepiej siedzieć cicho. W Polsce bezkarnie można wszystko mówić tylko w Radiu Maryja. Panuje mit, że JPII nie akceptował działań Rydzyka. W rzeczywistości popierał ojca dyrektora, gdyż jest on guru najwierniejszych hufców Kościoła, jego pierwszą kadrową. Gdyby było inaczej, Rydzyk w ciągu pięciu minut zostałby misjonarzem na Grenlandii.
A jak Pani ocenia udział wielu polityków lewicy w uroczystości beatyfikacji Jana Pawła II? Czy uważa Pani tego typu postępowanie za właściwe, czy jednak politycy lewicy powinni być bardziej zdystansowani wobec takich ceremonii?
Nie tylko politycy lewicy powinni się dystansować wobec uroczystości typowo religijnych, a taką jest beatyfikacja. Można brać udział w pogrzebie papieża, bo to głowa obcego państwa, ale nie w beatyfikacji. Politycy nie powinni też demonstracyjnie uczestniczyć w mszach, pielgrzymkach, procesjach Bożego Ciała, gdyż nie należy łączyć sacrum i profanum. Walczę o to w Parlamencie Europejskim jako wiceprzewodnicząca Platformy na rzecz Swieckości Polityki.
A jak Jana Pawła II postrzegają przedstawiciele innych krajów Unii Europejskiej? Jakie są Pani obserwacje jako europarlamentarzystki w odniesieniu do tej kwestii?
W Parlamencie Europejskim kultywowana jest świeckość, a nie pamięć Jana Pawła II. W dodatku nikt nie widzi powodu, dla którego akurat ten papież miałby być szczególnie honorowany. Polska stanowi pod tym względem ewenement. Niemniej nawet nasi rozmodleni w kraju, prawicowi europarlamentarzyści w swoich wystąpieniach raczej nie powołują się na papieża. Tutaj nie byłoby to dobrze widziane.
Odnosząc się do wypowiedzi arcybiskupa Stanisława Dziwisza, że „Jan Paweł II otworzył perspektywy cywilizacji życia i miłości w świecie zdominowanym przez cywilizację strachu i śmierci", napisała Pani na swoim blogu, że „ta miłość wydaje się mocno toksyczna". Co Pani miała na myśli?
Miłość toksyczna to taka, która szkodzi. Poglądy dotyczące życia seksualnego i reprodukcyjnego, głoszone i wymuszane - nie tylko na katolikach - przez Jana Pawła II, przynoszą ludziom, których papież rzekomo kochał, zdecydowanie więcej szkody niż pożytku. JPII, zabraniając edukacji seksualnej i skutecznej antykoncepcji, w tym zwłaszcza prezerwatyw, przyczynił się do zwiększenia liczby niechcianych ciąż, a tym samym aborcji, oraz do rozprzestrzenienia się epidemii HIV/AIDS. W wyniku głoszonych przez Kościół nauk katolicy żyją w poczuciu ciągłego strachu i grzechu. Frustrują się, uprawiając seks przed- i pozamałżeński, stosując antykoncepcję, korzystając z in vitro. Oznacza to, że Jan Paweł II tworzył cywilizację strachu i śmierci, a nie życia i miłości.
W innym tekście napisała Pani, że „papieska chęć dostosowania świata do Rzymu spowodowała więcej nieszczęść, niż przyniosła korzyści. Tysiącom ludzi wręcz zrujnowała życie". Kogo Pani miała na myśli?
Miałam na myśli między innymi mieszkańców Afryki, którzy w dobie epidemii HIV/AIDS uwierzyli papieżowi, że nie należy stosować prezerwatyw, katolików, którzy w imię religijnej ideologii przeciwnej in vitro zrezygnowali z radości bycia rodzicami, kobiety, które w wyniku nielegalnych aborcji straciły życie lub zdrowie, księży zmuszonych do celibatu, a wreszcie tysiące ofiar duchownych pedofilów. Nie wolno zapomnieć, że za pontyfikatu Jana Pawła II obowiązywała tajna instrukcja nakładająca ekskomunikę na tych, którzy ujawnią przypadki pedofilii popełnianej przez kler. Ofiary miały z pokorą przyjmować swój los i milczeć. Jan Paweł II moralność miał za nic. Dla niego liczył się tylko interes Kościoła i jego własny. Popierał wzrost wpływów półtajnej integrystycznej organizacji Opus Dei. Zwalczał teologię wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej, czyli tak zwany Kościół ubogich, gdyż jako zawzięty antykomunista, wbrew pozorom, zawsze trzymał z bogatymi. Tolerował wszelkie obyczajowe patologie i finansowe przekręty. Za jego pontyfikatu wzrosło rozpasanie i rozbestwienie kleru, bo sutanna dawała ochronę przed prawem.
Jak Pani zdaniem będzie ewoluowało podejście do Jana Pawła II w polskim społeczeństwie? Czy ten kult będzie jeszcze długo trwał?
Źle się stało, że Jan Paweł II został błogosławionym, mimo wątpliwości, które budziła jego osoba, życie i postępowanie, a nawet sam proces beatyfikacyjny. Mówi się żartobliwie, że są dwa cudy związane z Janem Pawłem II: pierwszy to uzdrowienie francuskiej zakonnicy, a drugi - uznanie tego faktu za cud. Zasadniczą kwestią będzie kanonizacja. Im później, tym lepiej. Błogosławiony oznacza bowiem, że kult jest dopuszczony tylko regionalnie. Trudno dociec, jakiego regionu u nas dotyczy. Skoro ogarnął całą Polskę, najwyraźniej sami się uważamy za zaścianek. Warto zauważyć, że beatyfikacja wzbudziła nieporównanie mniejsze emocje niż śmierć JPII. Wtedy przez wiele dni panował istny obłęd podsycany przez media. Ludzie autentycznie płakali, ulice miast zastawione były zniczami. ówczesny prezydent stolicy, Lech Kaczyński, zabronił wyrzucania wypalonych skorup, gdyż uznał je za relikwie godne przerobienia. Sprawa oczywiście się rozmyła. Podobnie jak natychmiastowe uświęcenie papieża Polaka. Proces beatyfikacyjny na tyle się przeciągnął, że większość straciła zainteresowanie.
A myśli Pani, że możliwy jest w Polsce proces podobny do tego, który ma miejsce w Irlandii, gdzie ludzie masowo występują z Kościoła? Stopniowo zmienia się tam również ocena pontyfikatu Jana Pawła II - od pozytywnej po niezwykle krytyczną.
Taki proces już postępuje. Wprawdzie jeszcze niewielu katolików dokonuje apostazji i zaledwie kilku znanych duchownych odeszło z Kościoła, ale większość wiernych nie uczestniczy w niszach i nie stosuje się do katolickich nauk, zwłaszcza w sprawach seksu, antykoncepcji, in vitro, aborcji. Życie biegnie własnym torem. Coraz częściej z dala od papieskich zaleceń, by nie powiedzieć: wbrew tym zaleceniom. Zmiana oceny pontyfikatu Jana Pawła II to tylko kwestia czasu. Polacy kochają go jedynie za to, że jest ich rodakiem. Coraz częściej uświadamiają sobie, że poza odrobiną nacjonalistycznej dumy nie wniósł do ich życia niczego, co byłoby warte choćby zapamiętania. Każda ujawniona afera pedofil-ska polskiego kleru przybliża dzień krytycznej oceny pontyfikatu. Prawda ostatecznie wyzwoli Polaków z miłości do santo subito.
Ojciec nieświęty
Spis treści:
Piotr Szumlewicz
Wstęp. Koniec złudzeń
Stanisław Obirek
Janusowe oblicze pontyfikatu Jana Pawła II
Adam Cioch
Pedofilia za zasłoną władzy
Tomasz Żukowski
Jan Paweł II i katolicki naród polski
Joanna Senyszyn
Toksyczny i przereklamowany
Agnieszka Zakrzewicz
Nie można rządzić Kościołem samymi zdrowaśkami
Janusz Palikot
Bez papieża bylibyśmy nowocześniejsi
Katarzyna Nadana-Sokołowska
„Nowy feminizm", czyli stary dogmatyzm
Marek Balicki
Jan Paweł II grzeszył przeciwko życiu
Artur Zawisza
Ewangelizacja Ameryki Łacińskiej
Magdalena Środa
Pontyfikat straconych szans. Od personalizmu do dogmatycznego tomizmu
Jerzy Urban
Papież ludowo-obrzędowo-dekoracyjny
Jerzy Krzyszpień
Toksyczny ojciec lesbijek i gejów
Jakub Majmurek
Jan Paweł II - ślepa uliczka antykomunizmu
Tomasz Piątek
Jan Paweł II oddzielał ludzi od Boga
Jarosław Klebaniuk
Autorytarne dzieci Jana Pawła II
Pasjonująca biografia bł. Anny Katarzyny Emmerich ? mniszki z Dülmen, jednej z najbardziej niezwykłych postaci Kościoła. Kobiety, która nie jadła i nie piła, a miała dość siły, by walczyć z szatanem o zbawienie dusz. Przez 12 lat nosiła na sobie stygmaty, a w każdy piątek obserwowała w wizjach mękę Chrystusa. Oto jej niezwykła, momentami wstrząsająca biografia autorstwa człowieka, który mieszkał w jej sąsiedztwie i był wicepostulatorem w jej procesie beatyfikacyjnym.
Pisząc tę książkę, poznał naocznych świadków niezwykłego życia wizjonerki i zagłębił się w 40 tomów zapisków Clemensa Brentano, poety, który przez 5 lat trwał przy łożu błogosławionej i notował jej wizje.
Była czarnoskóra. Była piękna. Zniewalała ludzi błyskotliwością umysłu. Wojowniczka, która dziewięć wieków przed naszą erą dała pokój legendarnemu królestwu Saby, krainie złota i kadzidła. Najwspanialszą jej bitwą była jednak ta, w której miłość splotła się z inteligencją. Zagadki były wyzwaniem, jakie rzuciła królowi Salomonowi. Zwyciężona, oddała się mu na trzy cudowne noce. Trzy noce, które wersami Pieśni nad pieśniami na wieczność wpisały się w miłosnej pamięci Zachodu.
Historia mówi, że Makeda, królowa Saby, i Salomon, król Judy i Izraela, mieli syna ? Menelika, pierwszego z długiej linii królów afrykańskich. Dzięki przekazom Biblii, Ewangelii i Koranu królowa Saby stała się natchnieniem dla całych pokoleń malarzy, poetów i pisarzy. Teraz na jej spotkanie wyrusza francuski pisarz Marek Halter, który opierając się na najnowszych odkryciach archeologicznych, ukazuje królową Saby jako postać niesłychanie wręcz nowoczesną.
Marek Halter to francuski pisarz i malarz, urodzony w 1936 roku w Warszawie. Dzięki pomocy Polaków z rodziną uciekł z warszawskiego getta, przedostał się do ZSRR, skąd w 1946 roku, jako repatrianci wrócili do Polski, a w 1950 roku wyjechali do Francji.
Marek Halter jest działaczem na rzecz obrony praw człowieka, zwolennikiem dialogu polsko-żydowskiego, orędownikiem pojednania chrześcijan i Żydów. Wielokrotnie podkreślał rolę, jaką podczas wojny odegrali Polacy ratujący Żydów, jako jeden z pierwszych na zachodzie Europy przypomniał postać Ireny Sendlerowej, otwarcie mówił o polskich zakonnicach ratujących żydowskie dzieci. Należał do tych, którzy na Zachodzie od początku bardzo aktywnie pomagali powstałej w 1980 roku Solidarności.
Jest autorem ponad dwudziestu książek, w Polsce ukazały się dotąd między innymi: Ewangelia według Marii, matki Jezusa, Chazarski wiatr, Judaizm ? opowieść dla moich chrześniaków. Oprócz Królowej Saby niebawem nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka ukaże się najnowsza powieść Marka Haltera, Kabalista z Pragi.
"Co wiecie o ciemności!"
- powiedział Zły
"Nie interesuje nas wiedza na ten temat.
Wychodź i koniec!"
- odpowiedział egzorcysta
Jest to relacja na temat przypadku opętania diabelskiego, jaki wydarzył się w naszych czasach.
Świadek opisał z absolutną wiernością fakty, a przede wszystkim dialogi, jakie wystąpiły między egzorcystą i demonem, który zawładnął człowiekiem.
Pozostawiamy czytelnikowi zadanie interpretacji odpowiedzi demona sprowokowanych silnymi bodźcami, jakie wywarł na nim egzorcysta.
Corrado Augias, znany dziennikarz i ważna postać włoskiego życia publicznego, podejmuje w tej książce przeważnie pomijany milczeniem temat Watykanu jako państwa, które obok swej roli religijnej posiada także wymiar świecki: posiada terytorium, hymn i flagę, wojsko, dyplomację, bank i walutę. Jak Kościół próbował utrzymywać delikatną równowagę między swą misją duchową a polityczną naturą państwa? Jak udaje mu się to dzisiaj? W jaki metodę istnienie Kościoła jako instytucji religijnej, lecz zarazem struktury świeckiej wpływa na życie ludzi, którzy się z nim stykają? Z bogatych dziejów Watykanu autor wybrał kilkanaście znaczących historii - począwszy od czasów Nerona aż po współczesność - i w ten metodę oddaje napięcie, jakie za sprawą Stolicy Apostolskiej towarzyszy zarówno pełnym społeczeństwom, jak również pojedynczym osobom, wywierając niebagatelny wpływ na ich życie, niezależnie od wyznania i poglądów na religię. Czytelnik spotka tu Nerona, Konstantyna Wielkiego, templariuszy, jezuitów, inkwizytorów, organizację Opus Dei i papieży, jak przynajmniej pokornego Celestyna V, aroganckiego Bonifacego VIII, kontrowersyjnego Piusa XII czy cichego Jana Pawła I. Są tu też barwne postaci kobiece: papieska konkubina Marozja, całkiem możliwe, że będąca pierwowzorem legendarnej papieżycy Joanny, i Krystyna Szwedzka, która wraz z królewskim tronem porzuciła luteranizm i zamieszkała w Rzymie. Autor rekonstruuje historię morderstwa dowódcy Gwardii Szwajcarskiej Aloisa Estermanna i jego żony; opowiada o tajemniczym zniknięciu nastoletniej obywatelki Watykanu Emanueli Orlandi; mówi o międzynarodowych uwikłaniach banku watykańskiego i jego związkach z niepokojącą serią zabójstw. Wszystkie te chłopcy i dziewczęta i zdarzenia łączy jedno: zgubne w skutkach wymieszanie sfery duchowej i władzy ziemskiej. Za próby pojednania tych dwóch wymiarów Kościół katolicki płaci bardzo wysoką cenę. Corrado Augias (ur. 1935) to znany dziennikarz i publicysta telewizyjny, aktywny uczestnik włoskiego życia publicznego. Poprzez wiele lat był korespondentem zagranicznym dziennika La Repubblica, z którym do obecnie współpracuje. W latach 1994-1999 był członkiem Parlamentu Europejskiego. Jest autorem powieści, dramatów i esejów historycznych. Polski czytelnik zna jego Sekrety Rzymu i Sekrety Londynu.
(...) W prezentowanym opracowaniu umieściłem też szlachtę zubożałą, zepchniętą do warstwy chłopskiej, która wszak szlachectwa nie utraciła, a jedynym jej "grzechem" było ubóstwo. Zwykle takie gałązki rodziny pomijane były w dotychczas wydanych herbarzach, a przecież żadna rodzina, nie tylko w ziemi łukowskiej, nie była wolna od tego problemu. Takie osoby przed nazwiskiem oznaczam przymiotnikiem "zubożały". Pojawiają się też osoby, które raz pisane są jako szlachcic, a innym razem jako chłop czy też honestus. Ukazujące się obecnie poradniki genealogiczne utrzymują, że przymiotnikiem honestus obdarzono rolnika z małego miasteczka lub rzemieślnika wiejskiego.
Marek Woliński
Michael ma osiem lat i przez sześć lat opiekował się nim tylko ojciec ? jego mama zmarła, gdy miał zaledwie dwa lata. Teraz straci i ojca, który jest nieuleczalnie chory. Co wieczór chłopiec modli się i wierzy, że kiedy przyjdzie pora z nieba spłyną anioły, które zabiorą jego ukochanego tatę do mamy? Wcześniej przerażony mężczyzna chce jednak znaleźć kogoś, kto zaopiekuje się jego synkiem, kiedy on sam nie będzie już w stanie...
Jest płaszczyzna działania człowieka, na której chrześcijaństwo sprawdza się w sposób bezbłędny - to płaszczyzna spotkania z bliźnim, zwłaszcza dotkniętym biedą i cierpieniem. Uczciwie trzeba przyznać, że na tej płaszczyźnie chrześcijaństwo po wiekach wspaniałej Starożytności, kiedy miłością podbiło pogańskie imperium rzymskie dla Chrystusa, po epoce kwitnącego Średniowiecza, w czasach nowożytnych, od kilku stuleci nie odnosi sukcesów.
Tę prawdę rozumiał i głęboko przeżywał Wincenty Urban.
Fragment
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?