KATEGORIE

Kategorie

Okładka książki Zmarli mówią T1 Autob.jasnowidza K.Jackowskiego

Zmarli mówią T1 Autob.jasnowidza K.Jackowskiego

Autobiografia jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego tom 1

  • Autor: Krzysztof Jackowski Katarzyna Świątkowska
  • ISBN: 9788360203217
  • EAN: 9788360203217
  • Oprawa: Miękka
  • Wydawca: Polskapresse
  • Format: 14.5x20.5cm
  • Język: polski
  • Liczba stron: 256
  • Rok wydania: 2012
  • Wysyłamy w ciągu: niedostępny
  • Średnia ocena: 4,67 (3)
  • 16,01

     zł

    19,90 zł

Artykuł chwilowo niedostępny
Wpisz e-mail, jeśli chcesz otrzymać powiadomienie o dostępności produktu
x

Drogi Czytelniku, zaczynasz czytać książkę o głupstwach, pełną przechwałek "hohsztaplera" Krzysztofa Jackowskiego. Masz pełne prawo myśleć tak na początku lektury, ale po przeczytaniu ostatniej strony - jeśli tylko uczciwie podejdziesz do dokumentów i faktów - Twoje przekonania będą zaskakująco odmienne.

 


Fragment książki Zmarli mówią Autobiografia jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego Tom 1

Rozdział l
Uduszona Sylwia z Częstochowy

Janusz jest starszy od ciebie tylko o rok, a jaki spokojny, no i zdolniejszy - mama zaczęła swoje wymówki. - Popatrz, jakie on ma oceny w szkole, a jakie ty? Kim ty chcesz zostać w przyszłości? Pewnie tak jak twój ojciec skończysz w miejskiej oczyszczalni ścieków. Tak jak on będziesz cuchnął i człapał w gumowcach.
Mama już tak ma, potrwa to ze dwadzieścia minut. Jak się zdenerwuje i zacznie wypominać, to ze dwa kwadranse załatwione.
- O nic nie dbasz. Ubrania kupuje wam takie same, Janusz ma je jak nowe, a ty wyświntulone, podarte, a książki do szkoły? U Janusza jak nowe, a ty jakie je masz? Poplamione, kartki luźne - niestety, dopiero się rozkręcała.
- Dobra, mamo - powiedziałem, chcąc ją trochę przyhamować.
- Nie żadne dobra, bo zaraz dam ci ścierką przez głowę to zmądrzejesz. Mama zawsze wydawała mi się dobra. Janusza urodziła pierwszego, a rok
później ja przyszedłem na świat.
I mimo że Janusz był pierwszy, ta książka jest o mnie, a nie o Januszu. Na dodatek zaczynamy od środka mojego życia.
Sylwia to jedyna osoba, o której mogę powiedzieć, że zmieniła moje myślenie w sposób bardzo poważny i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nigdy jej nie poznałem, a to, o czym mówię, zrobiła po swej śmierci.
Powinienem też dodać, że ludzi, których poznałem po ich śmierci, jest więcej, chociażby pan Józef z Rudy Śląskiej i inni, ale żaden zmarły nie zaintrygował mnie tak jak Sylwia z Częstochowy.
Był rok 2003. W tym czasie byłem już wziętym jasnowidzem z wieloletnim stażem. Wydawało mi się, że wizje wykonuję rutynowo i nic mnie już nie zaskoczy, odnalazłem już wiele ludzkich ciał, aż tu nagle taka historia z Sylwią. Do tej wizji podszedłem jak do wielu innych spraw. Otrzymałem bluzkę osoby zaginionej i fotografie, na której widniała twarz urodziwej, trzydziestoletniej kobiety o ciemnych włosach i pięknych oczach. Wiedziałem tylko, że ma na imię Sylwia, że ma trzydzieści lat i że zaginęła rok wcześniej w Częstochowie. Sytuacja była nietypowa, bo wizję miałem wykonać do kamery ustawionej naprzeciwko mnie. Powód był prozaiczny. Właśnie kręcono serial pod tytułem „Eksperyment jasnowidz" ze mną w roli głównej. Tę sprawę przywieźli do mnie producenci programu. Poprosiła ich o to częstochowska policja.
Siedziałem, wpatrywałem się w zdjęcie, wąchałem bluzkę... Po krótkim czasie miałem odczucia:
- Kobieta żyje samotnie, ale ma córkę - powiedziałem dość niepewnie. -Raczej lubiła dość luzackie życie. Bardzo bała się mężczyzny, z którym nie żyła, ale była z nim związana przez jakąś tajemnicę...
Coraz bardziej ją czułem. Tak zawsze jest w jasnowidzeniu, że im dłużej robi się wizję, tym bardziej wyczuwa się wnętrze człowieka, jego osobowość. Wnętrze Sylwii mocno zaczynało mnie niepokoić.
- Kobieta jest cwana. Ona kogoś szantażuje... Ona wie o czyjejś śmierci... Ona wie o jakimś morderstwie!
Zacząłem czuć coraz większy niepokój.
- Ona wie o czyjejś śmierci, to jest zabójstwo! - powtórzyłem. - Ona nie żyje, została zamordowana. Zamordowało ją dwóch mężczyzn, których znała. Była w domu jednorodzinnym, z boku tego domu był ogród, sad. Kłóciła się z tymi mężczyznami, chciała czegoś od nich, w tym domu została zamordowana. Została uduszona... Po uduszeniu zaciągnięto ją do garażu i całe jej ciało owinięto folią.
Nagle przerwałem wizję, bo zaczęło mi się wydawać, że opowiadam zbyt sensacyjną historię, że być może nie jest to moja wizja, lecz efekt działania \vyobrazni.
W pokoju oprócz kamery naprzeciwko mnie była Ania Janusz, reżyser serialu, i Paweł Kasprzak, kamerzysta i dźwiękowiec w jednej osobie. Spojrzałem na nich niepewnym wzrokiem, jakbym chciał zapytać, czy to, co mówię, ma jakiś sens, ale zobaczyłem tylko ich kamienne spojrzenia skierowane na mnie.
Po niedługim czasie znów zacząłem wpatrywać się w zdjęcie.
- Tak, tak! Ona została zamordowana - stwierdziłem z mniejszym już przekonaniem. - Ale to dziwne, tam, gdzie jest jej ciało... Tam jest jeszcze jedno ciało, tylko nie wiem, czy kobiety czy mężczyzny, ale nie w tym domu... To jest gdzieś w terenie. To jest jakieś wysypisko.
Przerwałem wizję, wstałem od stolika i stanowczo spytałem Anię, czy to ma sens.
Ania zawsze wydawała mi się roztargniona i chyba rzeczywiście taka była. Nie zastanawiając się głębiej, stwierdziła:
- Krzysztof, jesteś lepszy od Hitchcocka - po czym spoważniała. - Raczej to, co powiedziałeś, nie ma sensu, niewiele o tej sprawie wiemy od policji, ale poszlaka jest taka, iż ona żyje i wyjechała z jakimś Niemcem do jego kraju, rzeczywiście miała kilkuletnią córkę, którą pozostawiła w Polsce u matki. Policjanci, dając nam jej rzeczy, powiedzieli tylko tyle, że odkąd się rozwiodła, spotykała się z bogatymi mężczyznami i żyła rozwiąźle.
Uznałem, że popełniłem błąd i zrezygnowałem z kontynuowania wizji. Było i tak już późno. Po krótkiej rozmowie rozstaliśmy się. Idąc z hotelu do domu, czułem się bardzo podenerwowany, zastanawiałem się, dlaczego wymyśliłem takie bzdury, czułem się wręcz zirytowany. Nazajutrz około godziny siedemnastej zjawiłem się ponownie w hotelu, gdzie zastałem wpatrującą się we mnie kamerę, a przy niej Anię i Pawła. Ania oświadczyła, że sprawa pani Sylwii nie będzie kontynuowana i nie będzie zaklasyfikowana do serialu z powodu mojego oczywistego błędu. Mówiąc to, podała mi zdjęcie i rzecz należącą do innej osoby i innej sprawy. Zacząłem się koncentrować. Na zdjęciu widziałem młodego mężczyznę. Mimo mojego wysiłku, nic nie wskórałem. Cały czas w głowie miałem Sylwię i pytania: „Dlaczego się pomyliłem? Dlaczego tak wyraziście to czułem?". Nie wytrzymałem. Odłożyłem zdjęcie tego młodego mężczyzny i zdecydowałem: - Ania, wróćmy do tej kobiety.
Znając mnie, Ania wiedziała, że spraw, w których myliłem się od początku, mimo wielu prób nie potrafiłem rozwiązać, więc zdecydowanie powielała nie. Mimo to nalegałem, zgodziła się, ale oznajmiła, że i tak nie ykorzysta tego w odcinku i że marnujemy czas. Myślę, że pozwoliła mi na powrót do tej sprawy po to, abym sam zrozumiał, że nie ma to sensu. Po chwili wpatrywałem się w zdjęcie trzydziestoletniej, ładnej kobiety, znów przeszywało mnie poczucie jej przebiegłości, ale czułem zarazem swobodę, lekkość...
O dziwo, nie miałem żadnych odczuć. Tkwiłem przed jej zdjęciem jakieś piętnaście minut, nic nie mówiłem. Kątem oka dostrzegłem wyraźną irytację Ani i Pawła, w końcu drugi dzień tkwili w hotelu i nic. Wpatrywałem się w zdjęcie, jakbym chciał wyrwać ją z tej fotografii, nie miałem żadnej wizji. Taki klin.
W pewnym momencie usłyszałem dwa zdania i powiedziałem je głośno do kamery:
- Wychowywała mnie babcia Fredzia! Przeżyłam śmierć Bogdana!
Gdy wypowiedziałem te zdania, Ania wybuchła i stanowczo oświadczyła, że nie szanuję ich czasu i mam się zająć nową sprawą. Tak też uczyniłem.
Następnego dnia Ania i Paweł pojechali do Wrocławia, po drodze zajechali do Częstochowy, żeby oddać rodzinie rzeczy osobiste pani Sylwii. Ja natomiast starałem się jak najszybciej zapomnieć o mojej fatalnej pomyłce w tym doświadczeniu. Minęło kilka dni. Pogodnego ranka zadzwonił telefon, usłyszałem radosny głos Ani, która zawiadomiła mnie, że za trzy dni przyjadą do Człuchowa z dwiema nowymi sprawami do programu. Na koniec tej krótkiej rozmowy oświadczyła:
- Krzysztof, ale muszę cię pocieszyć!
- Czym? - spytałem.
- Pamiętasz sprawę Sylwii z Częstochowy?
- Lepiej mi jej nie przypominaj!
- Ale coś się z tego potwierdziło. Wyobraź sobie, że jak zawieźliśmy jej rzeczy rodzinie, matka zaginionej, która wychowuje teraz jej córeczkę, bardzo nas prosiła, żebyśmy pokazali jej kasetę z nagraną twoją wizją. Odradzaliśmy jej. Rozumiesz, dlaczego? Ale uparła się. I w końcu Paweł jej pokazał.
- I co?
- No wiesz, z tym morderstwem ona się też nie zgodziła, ale była w szoku po tym, co kamera nagrała na drugi dzień. No wiesz, to z babcią Fredzia i tą śmiercią Bogdana.
- Jak to?
- Powiedziała nam, że jej mąż miał rzeczywiście na imię Bogdan. Od wielu lat byli po rozwodzie i żyli osobno, ale Sylwia utrzymywała cały czas z nim kontakt. On zmarł dwa lata przed jej zaginięciem, to był jej ojciec, a Fredzia była jej babcią, z którą ona w dzieciństwie spędzała wiele czasu. - To niesamowite!
Bardzo mnie to ucieszyło, bo w tym przypadku chociaż te dwa zdania obroniły mój honor jasnowidza. Nie ukrywam, że przez cały czas trapiła mnie ta pomyłka. Wówczas czułem się wytrawnym jasnowidzem, więc skąd taka wpadka?
Po miesiącu ponownie zadzwoniła Ania.
- Krzysztof, jesteś genialny! - krzyczała podekscytowana. - Jutro jesteśmy u ciebie z kamerami.
- Ale co? Co się stało?
- Dzwonili z policji z Częstochowy, ta Sylwia została zamordowana! Dajemy to do odcinka.
- Ale jak? Dokładnie powiedz!
- Będziemy na miejscu, to wszystko ci opowiem.
Jak zwykle z Anią i Pawłem spotkałem się w hotelu Biały Dworek w Człuchowie. Ożywiona Ania natychmiast zrelacjonowała całe zdarzenie: -Krzysztof, policja na początku nie chciała nawet oglądać nagrania z twoją wizją, ale po miesiącu zadzwonili do mnie i poprosili o dostarczenie im kasety, gdyż, jak się później dowiedziałam, wszystko co powiedziałeś miało sens, zgadzało się.
- Ale jak to? - pytam.
- Policja, prowadząc całkiem inną sprawę zaginięcia jakiegoś mężczyzny, w trakcie śledztwa ustaliła dwóch mężczyzn, którzy przyznali się do zabójstwa. Powiedzieli, że ciało tego człowieka ukryli w starej studni we wsi Brzezina pod Częstochową. Jeden z nich zeznał, że w studni jest jeszcze ciało kobiety, a tą kobietą była Sylwia, jego była żona.
Byłem zszokowany, mimo że przecież sam im to wszystko powiedziałem z wizji.
- Krzysiek - mówiła dalej Ania - ale wyobraź sobie, że ta Sylwia rzeczywiście była owinięta w folię.
To nieprawdopodobne, ale to nie wszystko. Ona wiedziała o zabójstwie tego mężczyzny, dlatego szantażowała męża i niestety skończyła tak jak on.
W trakcie relacji Ani dowiedziałem się jeszcze o wielu innych szczegółach zadziwiająco zgodnych z moją wizją, jak to, że została zamordowana w domu jednorodzinnym i to, że uduszono ją w garażu tego domu.
Ania z Pawłem nagrali mój komentarz do tej sprawy i całe to zdarzenie zostało pokazane w siódmym odcinku serialu „Eksperyment jasnowidz" w telewizji Polsat.
Nie da się zapomnieć, jaką wewnętrzną siłę ma się w takich momentach i jak bardzo chciałoby się wykrzyczeć całemu światu: „Zobaczcie! Jasnowidzenie istnieje!".
Około godziny dwudziestej trzeciej pożegnałem się z Anią i Pawłem i udałem się do swojego domu.
Po drodze analizowałem to, co miesiąc temu mówiłem w swojej wizji i to, co teraz usłyszałem od Ani i w pewnym momencie wręcz osłupiałem. Nagle przypomniał mi się drugi dzień wizji i wypowiedziane przeze mnie tylko dwa zdania: „wychowywała mnie babcia Fredzia, przeżyłam śmierć Bogdana". Pomyślałem: „Mój Boże, przecież to jest coś niezwykłego, przecież to jest najważniejsza kwestia w tej wizji!". Sylwia udowodniła mi tym swoje istnienie, istnienie po śmierci...
Zwróciłem uwagę na to, że ona na drugi dzień nie opisywała mi zdarzeń, które mówiły o przebiegu śmierci, ale podała mi dwa szczegóły swego życia. Prowadziła ze mną dialog, jakby chciała się uwiarygodnić.
To było zastanawiające. Dotychczas uważałem, wyjaśniając wcześniej wiele spraw, że mogę odtworzyć tylko martwą pamięć zdarzeń, a ten przypadek udowodnił mi, że byłem w błędzie. Tak naprawdę te dwa zdania, podkreślam, wypowiedziane dopiero na drugi dzień, pokazały mi, że Sylwia prowadzi ze mną coś w rodzaju dialogu. Zrozumiałem wtedy, że osoba zmarła funkcjonuje, a właściwie jej logika. To było nowe odkrycie, które bardzo zmieniło moje dotychczasowe myślenie i moją pracę.
Ten przypadek, po wielu latach praktyki, kompletnie zmienił moje myślenie o jasnowidzeniu, gdyż od tej pory szukając zmarłych, szukam ich jako dalej istniejących poza ciałem. W przypadku Sylwii nie odtwarzałem jej martwej pamięci, a dostawałem od niej żywe informacje - wniosek z tego, że Sylwia nadal żyje...



Zmarli mówią Autobiografia jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego Tom 1
Spis treści:

 

  • Uduszona Sylwia z Częstochowy
  • Znalazłem ostatnią ofiarę mazurskiego szkwału
  • Jackowski to demon, czyli opinia tych, którzy są bliżej Boga
  • Już od dziecka
  • Ciało mężczyzny okazało się zwłokami zakonnicy z Olsztyna
  • Wielki szum skrzydeł
  • Topielcy
  • Trafność i omylność
  • Zdolniejszy brat Sherlocka Holmesa
  • Filozofia Jackowskiego
  • Ciało Wioletty z Zabrza
  • Między prawdą a nieprawdą, czyli wiedza rzeczników prasowych Komendy Głównej Policji
  • Zwłoki słupszczanina w krzakach na greckiej wyspie
  • Prokurator Szalewski był zszokowany, ja tym bardziej.
  • Historia pewnego morderstwa z rzecznikiem w tle
  • Przedstawiciele nauki i ja
  • Panie Jackowski, czy pan jest normalny?
  • Dla sceptyków
  • Panie Lepper, Kaczyńskiego widzę śpiącego...
  • Zaginiona kobieta z Brzegu
  • Odcięte głowy... Czy jestem szaleńcem?
  • Jezus z Sieroczyna
  • Zaginiony profesor z Wrocławia
  • Grobów mi nie odbierzecie
  • Zaginiona Alicja z Trzebnicy

 

, ocena: 5/5
2014-08-23
Bardzo
 
Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
Oczekiwanie na odpowiedź
Dodano produkt do koszyka
Kontynuuj zakupy
Przejdź do koszyka
Oczekiwanie na odpowiedź
Wybierz wariant produktu
Dodaj do koszyka
Anuluj