"Dzieło Stanisława Witkiewicza zatytułowane Na przełęczy należy do grona klasycznych utworów opiewających urodę Tatr oraz witalność tamtejszych górali. Punktem wyjścia do dalszych obserwacji i rozważań stał się letni pobyt autora w Tatrach i jego wycieczka przez Przełęcz Mięguszowiecką do Morskiego Oka. Witkiewicz spogląda na góry zarówno okiem zafascynowanego widokami turysty, jak i doświadczonego artysty malarza. W swoistej formule synkretycznej łączy malarskie opisy krajobrazów, sylwetki mieszkańców dawnego Zakopanego i rozważania psychosocjologiczne. Nie stroni przy tym góralskiej gwary. Jak wskazuje tytuł, jest to opis momentu przejściowego między dwiema epokami w dziejach góralszczyzny, a samą książką sytuować trzeba pomiędzy dwiema wielkimi epokami w polskiej literaturze: pozytywizmem i Młodą Polską.
Tom niniejszy jest reprintem pierwszego wydania Na przełęczy z roku 1891, opatrzonego bogatym zbiorem ilustracji autorstwa samego Witkiewicza."
Józef Oppenheim prowadził życie dobrze ułożone i barwne, skupione na ludziach i górach Tatrach, TOPR-ze, fotografii, nartach i wspinaczce. Był człowiekiem pełnym czaru, wielu zalet i niewielu wad, osobą związaną blisko z górami, żyjącą dla ludzi i Tatr. Kierownik TOPR-u, rodem z Warszawy, przez ćwierćwiecze zdobył w Zakopanem wielu przyjaciół i niewielu wrogów. Jest jedną z tych zakopiańskich postaci, która pozostawiła po sobie dobry ślad. Nie pchał się jednak, jak to się mówi, na zakopiański panteon. Sądził, pewnie słusznie, że byli tam od niego więksi: Witkacy, Szymanowski, Malczewski, Zaruski i wielu innych. Dlatego wybrał swoją drogę i żył po swojemu zarówno w górskim świecie, jak i w Zakopanem. Jego przyjaciel Rafał Malczewski, syn Jacka, pisał: Był romantykiem w głębi duszy i optymistą, wierzył, że ludzie nie są źli, wierzył, że słabszego nie należy bić. W dużo obłędnych rzeczy wierzył.W tej publikacji chcemy przypomnieć postać Józefa Oppenheima oraz pokazać jego pełne licznych zainteresowań i pasji życie, które zakończyło się w dramatycznych okolicznościach w 1946 roku.
Wielkie Księstwo Litewskie było zawsze obszarem wieloetnicznym, a więc też wielokulturowym. Zamieszkiwali je Litwini, Białorusini, Polacy, Żydzi, Rosjanie, także Poleszucy, z mniejszych grup Tatarzy i Karaimi. To, co miał o nich do powiedzenia emigracyjny pisarz, Michał K. Pawlikowski (1893–1972) z wielu powodów jest do dziś nader interesujące. Nie tylko opowiada o czasach minionych, a skazanych na zapomnienie. Uczy zdrowego rozsądku. Przestrzega przed kompromisem ze złem.
W 2020 roku przypada 120. rocznica urodzin i 45. rocznica śmierci polskiego Chaplina, jak nazywano Adolfa Bagińskiego (pseudonim Dymsza). Należał on do grona najbardziej popularnych artystów okresu międzywojennego. Na jego temat powstało wiele artykułów i dwie biografie, jednak ta publikacja jest całkiem inna. Została napisana przez osoby spokrewnione z artystą, nie związane ze światem artystycznym, ani kręgiem krytyków teatralnych czy filmowych. Książka przedstawia Dymszę z innej strony jako człowieka, kolegę, męża, ojca i dziadka. Wykorzystano w niej wiele niepublikowanych dotąd wspomnień, faktów, dokumentów oraz zdjęć. Ukazuje zainteresowania i wszechstronne uzdolnienia aktora, jego rodzinę, przyjaciół oraz przybliża trudny okres okupacji, związany z koniecznością dokonywania wyborówAdolf Dymsza rozstał się ze swoim rodowym nazwiskiem Bagiński i stał się Dodkiem. Obdarzony wszechstronnym talentem aktorskiem (ale nie tylko) zaczął swoją karierę w teatrzyku Qui Pro Quo. Porywał widzów w kabarecie, teatrze i filmie. Ogromnie popularny był jednocześnie niezwykle życzliwy i skromny.Okupacja ciężko Go doświadczyła, co znalazło odbicie w pomówieniach i niesprawiedliwych osądach.W tej książce Szanowni Czytelnicy odnajdą także historię rodzinnych, dotąd nieznanych korzeni Adolfa Dodka Dymszy.Roman Dziewoński
Nowa odsłona znanej już publikacji.Jerzy Dobrowolski (19301987) aktor, reżyser, radiowiec, satyryk, kabareciarz. Pozostały drobne fragmenty z jego kabaretów KOŃ i OWCA, trochę filmowych kadrów, dwa cudem ocalałe odcinki trójkowej RADIOKRONIKI DECYBEL, sporo nagrań z audycji DYMEK Z PAPIEROSA błądzących w okolicach Wysp Hula-Gula.Poza tym, dla siebie, z nadzieją, że kiedyś może pisał.Książka Wspomnienia moich pamiętników złożona jest z zachowanych fragmentów, które Jerzy Dobrowolski opracował sam, z odkrytych jego notatek prowadzonych przez lata oraz różnych, nie tylko kabaretowych, tekstów.Nie znam podobnego opisu lat PRL-u.Przenikliwość ironisty, który nie miał żadnych wątpliwości co do formowanej przez narzuconą władzę rzeczywistości, do sączonych przez lata nowomową pustych frazesów, słów wytrychów, intonacji spod budki KC. Prześwietlił wszystko kabaretowymi tekstami, aby naświetlić widzom problemy stojące na gruncie. W swoich wspomnieniach, pamiętając jak było, opisał skutki i nie miał wątpliwości co do trynduSzkoda, że Jerzemu Dobrowolskiemu nie dane było nadać ostatecznego kształtu tym notatkomRoman Dziewoński
Małżeństwo Anny i Romana Rudzińskich rozpada się. Kobieta chce odejść do innego mężczyzny. Wyjeżdża do niego do Zakopanego, planując po powrocie ostatecznie rozmówić się z mężem. Aby dodać sobie otuchy, w towarzystwie siostry Marii wraca do domu, gdzie znajduje męża otrutego cyjankiem potasu. Prowadzący śledztwo kapitan Ziętek ustala, że Rudziński był chemikiem, miał w domowym laboratorium sporo trucizny, wiedział jak się z nią obchodzić, więc jego śmierć na pewno nie była przypadkowa. Wiele wskazuje na samobójstwo. Kiedy kochanek Anny przyznaje się do zamordowania Romana, sprawa wydaje się rozwiązana. Pojawiają się jednak kolejne tropy, dochodzenie się komplikuje. Czy kpt. Ziętkowi uda się ustalić kto i dlaczego otruł naukowca?
W Warszawie, w biały dzień, dochodzi do napadu na aplikanta sądowego Zygmunta Kalinowskiego. Z miejsca zdarzenia znika teczka, w której były akta sprawy przeciwko białemu gangowi oraz czek na 80 000 dolarów. Śledztwo w sprawie prowadzi major Stanisław Krzyżewski, trwa wyścig z czasem, a tropy okazują się fałszywe. Podejrzanych jest kilku, czas ucieka, sprawa się komplikuje. Czy uda się znaleźć złodzieja, zanim ten zrealizuje czek?Odpowiedź znajdzie czytelnik w książce, której pierwsze wydanie ukazało się w 1963 roku.
Kraków, lata dziewięćdziesiąte XX wieku. Czas, kiedy obraz widziany w telewizyjnych reklamach i odtwarzany na filmach VHS kontrastuje z szarością codziennego życia i bloków z wielkiej płyty.Miasto Noży to nie tylko wstrząsający thriller o brutalnych porachunkach kibiców dwóch krakowskich drużyn Cracovii i Wisły. To opowieść o tym, co kształtowało ludzi wchodzących w dorosłe życie w pierwszej dekadzie po transformacji ustrojowej.Przenieś się do Polski, o której istnieniu wielu wolałoby nie pamiętać.
Satyra ta jest opisem polskiej rzeczywistości na Kresach widzianej oczami „wyzwolicieli”. Sergiusz Piasecki w humorystycznej formie pokazał zderzenie się dwóch różnych światopoglądów. Opinie czytelników zebrane w bibliotekach i czytelniach na obczyźnie bardzo korzystnie oceniały styl i język tej książki. Sposób myślenia i zachowania krasnoarmiejców według opinii czytelników ściśle odpowiadał „wzorom” zapamiętanym przez mieszkańców Kresów Wschodnich z ich spotkań z nimi w okresie wojny.
Prezentowany tom jest reprintem książki Puszcze polskie A.F. Ossendowskiego z roku 1936. Dokładnie odwzorowuje pisownię, układ graficzny i ilustracje wydania pierwszego.[Tom ten] ma za zadanie dać opis największego kompleksu puszcz, które przetrwały do naszych czasów. () Opisane [są] w tym tomie puszcze Białowieska, Świsłocka, Augustowska, Knyszyńska, Zielona i Biała (). Autor zwiedzał puszcze niejednokrotnie i wyczuł je, jako pisarz, podróżnik i myśliwy, ale poza autopsją wykorzystał również niezmiernie poważny materiał naukowy, do różnych odnoszący się dziedzin.
W oparach absurdu to kultowy już zbiór primaaprilisowych żartów, tekstów satyrycznych, porad, drobnych ogłoszeń i reklam przygotowywanych przez Juliana Tuwima i Antoniego Słonimskiego w latach 19201936. Autorzy raczą nas inspiracją dotyczącą dań grzybowych na każdy miesiąc roku, spisem alfabetycznym kontynentów czy szalonymi figlami matematycznymi. Dowiemy się, jak odpowiadać dzieciom na drażliwe pytania i jak w najłatwiejszy możliwy sposób wywabić plamy z obrusa. Znajdziemy też ważną przestrogę, co może się przydarzyć, jeśli wychodząc z domu, nie zamkniemy lufcika!Autorzy, jak sami zaznaczali, podczas tworzenia tego tomiku (pisania bredni i nonsensów) wspaniale się bawili i znajdowali w tym radość nie mniejszą niż przy pisaniu wierszy, artykułów czy sztuk teatralnych.W oparach absurdu to dzieło wyjątkowe pod wszystkimi względami, ukazujące, że po niemal stu latach wybitnie absurdalny humor doskonale wytrzymuje próbę czasu, a jego opary wcale nie wietrzejąMamy głęboką nadzieję, że przyswojenie tej lektury sprawi, że niejedna i niejeden z Was rozpocznie na dziedzińcu budowę małego szałasiku dla ale o tym dowiecie się już z kart książki.
...i zamknąć oczy, jeśli wytrzeszczone, sprawdzić czy aby na pewno jest wszystko Jak Ma Być!
a niech się zadzieje teraz W Jedni wszystko co we mnie dotąd, z dawien dawna, niby skrywane było –
i ze skrytości pojawi się Rzecz moja, otwarty wybór i uszanowanie, coś co zależy nie tylko ode mnie, wszyscy w harmonii, współczuciem złogi znieczulenia krusząc, w tkliwym uspokojeniu
Monografia dr Małgorzaty Ewy Kowalczyk, przedstawiająca zagraniczne podróże Polek w epoce oświecenia, odbywane głównie przez przedstawicielki najbogatszych warstw ówczesnego społeczeństwa, jest pierwszym tego typu opracowaniem w Polsce. Zawiera ona bogatą problematykę, poczynając od powodów podejmowania podróży, poprzez ich przebieg, a na ich skutkach kulturowych kończąc. Zostały w niej wykorzystane informacje uzyskane dzięki szerokiej kwerendzie przeprowadzonej w wielu archiwach i bibliotekach krajowych oraz zagranicznych, a także dzięki dokładnemu przestudiowaniu istniejących wydawnictw źródłowych i opracowań.
prof. dr hab. Marian Chachaj
Bogata podstawa źródłowa, znajomość literatury przedmiotu, swoboda z jaką Autorka porusza się po omawianych zagadnieniach, odwołując się do źródeł czy literatury, jest imponująca. […] Chciałabym mocno podkreślić oryginalność ocenianego tekstu. Uważam, że praca dr Małgorzaty Ewy Kowalczyk o kobiecym podróżowaniu wypełni istotną lukę w polskiej historiografii. Autorka pokazuje, popierając swoje wywody cytatami z wypowiedzi opisywanych bohaterek, jak ważne i częste było to zjawisko.
prof. dr hab. Dorota Żołądź-Strzelczyk
„Trzy ziarnka żwiru” to opracowany na podstawie autorskiego maszynopisu i wydany po raz pierwszy kryminał, którego akcja toczy się głównie w Warszawie. Z Wisły wyłowiono ciało młodej kobiety. W zaciśniętej dłoni denatki znaleziono tytułowe trzy ziarenka czerwonego żwiru. Zapewne kiedy wpadała do wody, żyła jeszcze i zdołała w ostatniej chwili chwycić garstkę podłoża, dość nietypowego – trzeba przyznać. Od tego właśnie śladu rozpoczyna swe śledztwo porucznik Kownar ze stołecznej MO. Kim była ta dziewczyna? Dlaczego zginęła? Może było to samobójstwo albo nieszczęśliwy wypadek? No i kluczowa kwestia: skąd pochodzi czerwony żwir? Okaże się jednak, że nie tylko tajemnicę tej tragicznej śmierci skrywają nadwiślańskie opary i mgły…
Karol Czerski vel Karl Bauman po ostatnich przeżyciach na pograniczu polsko-sowieckim (opisanych w książce ?Sprzedawczyk?) tymczasowo osiadł z żoną Anną w Pradze. Nie dane mu było jednak długo odpoczywać, bowiem kontakt z nim nawiązuje oficer francuskiego wywiadu Alain Godard. Chce wynająć Czerskiego do pracy szpiegowskiej. Ma on udać się do Istambułu, gdzie odbędzie się tajna konferencja w sprawie handlu bronią między przedstawicielami Niemiec i Rosji Sowieckiej. Francuzi dowiedzieli się bowiem, że Rzesza weszła w posiadanie nowoczesnego brytyjskiego czołgu, który otrzymali najpewniej od Sowietów, a na mocy postanowień Traktatu Wersalskiego nie wolno im się zbroić. Z drugiej strony możliwa jest współpraca Niemców z Brytyjczykami, a wtedy Francuzi chcą zachować anonimowość. Deuxieme Bureau chce poznać szczegóły tych działań, dowiedzieć się kto jest istotnym graczem i eliminując go zapobiec remilitaryzacji Niemiec. Potrzebują więc doświadczonego i pewnego człowieka, który nie ma powiązań z francuskim wywiadem i który odważy się na tak karkołomne i niebezpieczne zadanie.Czerski wyraża zgodę, chce bowiem zapewnić sobie i żonie zabezpieczenie finansowe na przyszłość. Jego misja niesie ze sobą dodatkowe niebezpieczeństwo: Sowieci wydali na niego wyrok śmierci i nadali mu najwyższy priorytet wykonania. Karol zostawia więc niezadowoloną i zaniepokojoną Annę w Pradze i rusza do Turcji. Nie wie jednak, że i jej grozi niebezpieczeństwo ze strony OGPU, której agenci posuną się do wszystkiego, by dowiedzieć się, gdzie jest Czerski.
Książka stanowi zapis filozofii i pogląd na strukturę rzeczywistości najwybitniejszego polskiego jasnowidza. Stefan Ossowiecki potrafił odczytywać przyszłość, odnajdywać zaginione osoby, czytać listy znajdujące się w zamkniętych kopertach, a także lewitować i przesuwać przedmioty siłą woli. Był przyjacielem Marszałka Piłsudskiego. W książce znaleźć można również protokoły doświadczeń przeprowadzanych z udziałem S. Ossowieckiego przez ówczesnych naukowców (m.in. prof. Charlesa Richeta - laureata Nagrody Nobla).
Publikacja „Historyczne gry dydaktyczne – rozrywka, regionalizm, refleksja”, wpisuje się w popularny ostatnio nurt opracowań prezentujących różnego rodzaju refleksje oraz przykłady praktyczne związane z organizacją i prowadzeniem zabawowych form edukacji historycznej. Gry terenowe (niekiedy nazywane miejskimi) zagościły już na stałe w przestrzeni publicznej, nadal jednak warto promować wzorce dobrych rozwiązań i doświadczeń. I takie jest utylitarne przesłanie tego zbioru tekstów, w którym przeważają opisy konkretnych, sprawdzonych w praktyce działań edukacyjnych prowadzonych w różnych ośrodkach miejskich – Bydgoszczy, Katowicach, Krakowie, Lublinie i Wrocławiu.
Pułkownik Paweł Szymański, pracujący w szczecińskiej milicji, otrzymuje zadanie rozwikłania zagadki śmierci obywatela NRF, Eryka Bauera. Niemiec został zasztyletowany podczas nurkowania. Miesiąc wcześniej inny członek tego samego zespołu badawczego utonął w trakcie pracy. Jego aparat tlenowy doznał awarii i śmierć uznano za nieszczęśliwy wypadek. Czy naprawdę tak było? Czy wody jeziora Wicko Wielkie kryją jakąś tajemnicę? Pawłowi Szymańskiemu rusza z pomocą jego przyjaciel, znany detektyw Arystoteles Bax.
być może wpierw trzeba by zedrzeć skórę ze słów, oczyścić je tak, by świeciły jak droga. A może słowa służą tylko uwyraźnieniu kierunku, nie tego jak jest?może warto zedrzeć i kolor z miazgi?--słowa moje, nawet tylko zaczepione, ruszone z miejsca lub twardo wartujące na okazję, więc już nie tylko moje, ale i obcym wspólne-tak jak są użyte, i nie po mojemu albo po cudzemu: gdy tylko są-znają się na tym co mówią, dopóki ruchome, bieżne, póki mają swobodę wymiany, ruchu- prawda, Chmuro?
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?