Bezkresne łąki, kobierce muraw i sędziwe torfowiska stały się bohaterami książki. Nic w tym dziwnego, przecież to pełne życia mikroświaty. Kwitnące, pachnące, świergoczące, bzyczące. Opowieść o nich – wypełniona ciekawostkami i zilustrowana akwarelowymi wizerunkami mieszkańców tych otwartych siedlisk – jest zaproszeniem do znalezienia własnego skrawka zieleni. Miejsca, gdzie każdego dnia można zachwycać się cudem różnorodności i efektami międzygatunkowej współpracy.„Opowieść o życiu i sekretach łąk jeszcze nigdy nie była tak poetycka. Być może dlatego, że snuje ją właśnie trawa? A ona jest naprawdę wtajemniczona. Ta książka to nie tylko piękny atlas czy uczta dla oka i ducha, to dzieło sztuki!” [dr n. med. Katarzyna Simonienko, Instytut Ekoterapii Relacyjnej]„Ilustracje Joli zaprowadziły mnie, jak za rękę, na wiatrem kołysane kaszubskie łąki, za rzekę, gdzie chodziłam po babcine krowy, do rodzinnej wsi na Pomorzu. Jak ta książkowa łąka jest bujna i piękna! Jak pełna życia!” [Joanna Concejo, ilustratorka]„Bardzo wartościowa książka prezentująca dzieciom życie terenów otwartych – łąk, muraw, torfowisk. Przykuwa uwagę pięknymi ilustracjami i poetycznym tekstem”. [prof. dr hab. Łukasz Łuczaj, botanik]„Autorka zabiera nas w podróż szeptaną, szumiącą delikatnie i snującą się wraz z nićmi babiego lata rozwieszonego na źdźbłach traw. Doskonale rozumie podniosłość zwyczajności, z czułością i uważnością towarzyszy Czytelnikowi w jej odkrywaniu. I nie jest to protekcjonalny wykład, chociaż różnorodność łąk i ich bogactwo gatunkowe zostały tu pięknie podkreślone. To czuły przewodnik dla wszystkich, którzy choć przez moment chcieliby usłyszeć szept turzyc i traw. Życzyłabym takiego towarzysza każdemu”. [Magdalena Kuś, Pracownia z Barwinkiem] Jola Richter-Magnuszewska – ilustratorka, autorka nagradzanych i wyróżnianych książek dla dzieci, takich jak „Dzika książka o dzikach”, „Co mówią zwierzęta?” i „Puszcza. Opowieści karpackich buków”.Mieszka z mężem, synami i gromadką zwierząt na skraju Beskidu Niskiego, w drewnianej chacie otoczonej jodłowym lasem. Tutaj na co dzień może obserwować świat przyrody i zależności, jakie w nim zachodzą. Ceni życie w zgodzie z naturą.
Fakty, ciekawostki i atrakcje – 36 tematów dotyczących Roztocza zawartych na 500 bogato ilustrowanych stronach (mapy, plany i 250 fotografii).
Publikacja obejmuje rozdziały m.in o Grzegorzu Kuźniewiczu – artyście ze Starego Brusna, niemieckim obozie zagłady w Bełżcu, św. Bracie Albercie, browarze w Zwierzyńcu, Czartowym Polu, Dahanach – roztoczańskich połoninach, drzeworycie płazowskim, Dziewięcierzu-Moczarach, Guciowie pełnym niespodzianek, cerkwi w Hrebennem, ostatnim szczebrzeszyńskim Żydzie – Jankielu Grojserze, kamiennym miasteczku – Józefowie, kamieniarce bruśnieńskiej, koniku polskim, Koronie Wzgórz Roztocza, Krasnobrodzie, monasterze nad Werchratą, morzu zaklętym w skałach, Narolu zwanym dawniej Florianowem, roztoczańskich pałacach, Radecznicy – Jasnej Górze Lubelszczyzny, dwóch cerkwiach w Radrużu, Roztoczańskim Parku Narodowym, schronach bojowych Linii Mołotowa, skamieniałych drzewach, Szczebrzeszynie, Tomaszowie Lubelskim, Świątyni Słońca, uzdrowisku w Horyńcu, Zamościu, wodospadach, a także wieżach i punktach widokowych.
„Roztocze – do niedawna dla wielu nieznane lub kojarzone z «krańcem cywilizowanego świata» gdzieś na wschodnich rubieżach, dziś zyskuje coraz większą popularność. Trudno nakreślić sztywne ramy tego zakątka pełnego pamiątek po dawnej mozaice kultur, wyznań i języków, bo jego granice turystyczne wędrują na północ pod Zamość i na południe do Lubaczowa, zachodnią flanką ocierając się o Kraśnik. Sama nazwa wskazuje na roztaczające się niegdyś z tutejszych pagórów widoki oraz wody płynące wartkim nurtem rzek: Tanwi, Wieprza, Raty, Sołokii czy Sopotu. Progi skalne w korytach części z nich stanowią strefę krawędziową platform tektonicznych Europy, ukształtowaną przez naturę przed milionami lat.
Stąpanie śladami dawnych mieszkańców, zwłaszcza w miejscach na zawsze wymazanych z lokalnego pejzażu, pozwala głębiej zanurzyć się w ich historię. Warto uchylić bramę kirkutu, zajrzeć w okno samotnej synagogi czy pochylić w zadumie głowę w Niszy Ohel bełżeckiego upamiętnienia ofiar nazistowskich mordów. Dawne kresowe pałace i dwory zmieniły styl oraz charakter, ale wciąż można znaleźć odrobinę cienia i ochłody w pamiętających czasy ich świetności ogrodach oraz parkach. Niegdysiejsze granice zaborów, do dziś oznaczone w przestrzeni i utrwalone w pamięci pokoleń, da się bez trudu przekroczyć, choć nie zawsze suchą stopą. Wędrowców powiodą kamienne drogowskazy – przydrożne krzyże i kapliczki. Większość z nich swoim rodowodem sięga do warsztatów Starego Brusna, obecnie uroczyska, będącego pamiątką po ludowych mistrzach dłuta.
Kraina buka, jodły i konika polskiego wciąż oferuje niebo pełne gwiazd, niezakłócone łuną miejskiego światła. Może zatem właśnie tutaj, gdzie czas zwalnia bieg, uda się przysiąść na snopku siana, okurzyć stopy, maszerując niespiesznie piaszczystą dróżką, nasycić wzrok zielono-żółtymi patchworkami pól przetykanymi miedzami. Platformy i wieże widokowe pozwolą zawisnąć między niebem a ziemią, zaś wszelkie szlaki piesze, rowerowe czy wodne doprowadzą do najodleglejszych i najdzikszych zakątków krainy”. [Ze Wstępu]
RENATA FERENC-PUPEK – instruktor przewodnictwa i przewodnik beskidzki z wpisaną w krwiobieg miłością do Roztocza oraz dawnych Kresów Wschodnich. Zatrzymane pod powiekami obrazy coraz częściej przenosi w obszar wymiernej fotografii, ilustrując nimi teksty zamieszczane w „Przestrzeni Pogranicza”.
MAŁGORZATA SKULIMOWSKA – doktor nauk o Ziemi w zakresie geografii, przewodnik beskidzki oraz pilot wycieczek. Turystka z wykształcenia i z pasji do podróży, którą dzieli się ze studentami w pracy na uczelni.
Cerkwie są nierozerwalnie wpisane w krajobraz Łemkowszczyzny. W swych wnętrzach kryją cenne, często kilkusetletnie ikony, stanowiąc niezwykłe dziedzictwo kulturowe tej krainy jej dawnych i obecnych mieszkańców. W kalendarzu Cerkwie łemkowskie 2026 znajdziemy fotografie świątyń w Kwiatoniu, Owczarach (Rychwałdzie), Powroźniku, Ropkach, Szczawnem, Brunarach Wyżnych, Bielicznej, Krempnej, Bałuciance, Andrzejówce, Leluchowie, Dubnem i Świątkowej Małej. Fotografie: Kamil Paluszek i Karol Nienartowicz Zawiera kalendarium juliańskie.
„Pełna cierpkiego humoru, a zarazem wzruszająca opowieść Olgi Solarz, antropolożki, obserwatorki uczestniczącej i wolontariuszki o pierwszym roku Wielkiej Wojny, spędzonym w Stepie, wśród żołnierzy nie z powołania, a z wewnętrznej konieczności broniących przed najeźdźcą swojej ziemi, zemelki. Opowieść jednocześnie niespieszna i wartka, pełna magii i tragizmu, poetycka i okrutna aż do bólu w swych szczegółach, jakby cała utkana z oksymoronów, jak tytułowe Dzikie Pole”. [prof. dr. hab. Ola Hnatiuk]
„To paradoks, ale książka Olgi Solarz o wojnie w Ukrainie jest bardzo ciekawą lekturą nawet dla Ukraińców. Wydawałoby się, że to my żyjemy wewnątrz tej wojny i znamy ją lepiej, ale cudze oko zawsze dostrzeże więcej niuansów, odcieni i szczegółów. To książka o Wschodzie, o stepie, o wojnie, ale przede wszystkim o prawdziwych ludziach w 3D, o tym, jak wojenna codzienność przeplata się z bohaterstwem, a zmęczenie i strach przezwycięża czarny humor. Ważna i bogata w świadectwa książka, która przemawia do nas głosem pełnym empatii”. [Andrij Lubka, pisarz, wiceprezes Ukraińskiego PEN Clubu]
Olga Solarz – doktor etnologii, ukrainistka, redaktorka i autorka książek oraz artykułów dotyczących pogranicza polsko-ukraińskiego. Prowadzi blog „Magia ludowa Karpat”. Działaczka społeczna na rzecz zachowania ukraińskiej kultury materialnej w Polsce oraz polskiej w Ukrainie. Brała udział w kilkunastu międzynarodowych projektach na rzecz pojednania polsko-ukraińskiego, również jako ich koordynatorka. Aktywna uczestniczka Pomarańczowej Rewolucji oraz Rewolucji Godności. W latach 2014–2015 organizowała pomoc wojskową dla batalionu „Ajdar” oraz przekazywała wsparcie humanitarne dla ludności cywilnej obwodu łuhańskiego. Założycielka i prezeska Fundacji „Magia Karpat”, w ramach której od 24 lutego 2022 roku organizuje pomoc dla walczącej Ukrainy. Stała wolontariuszka 128. Brygady „Dzikie Pole”.
Zbiór ten wprowadza nas jeszcze głębiej w mikrokosmos Bieszczadów. Autor zza kontuaru baru legendarnej Siekierezady wnikliwie obserwuje groteskowość i dramat losów literackich bohaterów swoich opowiadań. Z każdej strony przemawiają do nas sugestywne obrazy absurdu ludzkiego istnienia, ale też niezwykłego zachwytu życiem w jego najmniejszych, codziennych przejawach.
Pakiet zawiera książki: „Łemkowszczyzna po obu stronach Karpat”, „Łemkowszczyzna. Czas wojny i pokoju”, „Łemkowszczyzna nieutracona”.
Łemkowszczyzna – fascynująca i tajemnicza kraina, o której niewielu Polaków słyszało, a przecież leży w Polsce. Stało się tak, bowiem zasłoną milczenia okryły ją władze PRL. Została wyparta ze świadomości, po tym jak w latach 1945–1947 wysiedlono stąd niemal wszystkich Łemków. Nieliczni turyści, którzy tu trafiali, wędrując po Beskidach, ze zdumieniem odkrywali przepiękne cerkwie, kryte słomą chyże i nagrobki z cyrylickimi inskrypcjami. Czasem, jak w Bartnem czy Olchowcu, można było spotkać tamtejszych mieszkańców mówiących innym językiem. Jednak po 1989 r. Łemkowie dali o sobie znać. Założyli własne organizacje, spotykają się na corocznych Watrach. Mają własnych naukowców badających i kodyfikujących ich język. Spontanicznie zakładane zespoły kultywują folklor muzyczny Łemków, a młodzież od kilku lat zdaje maturę po łemkowsku.
STANISŁAW KRYCIŃSKI (ur. w 1954 r.). Z wykształcenia chemik, z zamiłowania – historyk i krajoznawca. Należy do Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Warszawie (członek honorowy) i Towarzystwa Karpackiego. Twórca obozów „Nadsanie”, których uczestnicy prowadzili inwentaryzację krajoznawcza wsi Bieszczadów i Pogórza Przemyskiego (1980–1986), a także odnawiali opuszczone cmentarze na terenach południowo-wschodniej Polski (1987–1998). Autor licznych publikacji dotyczących uroków południowo-wschodniego pogranicza.
Wszystko to, co w Roztoczu Wschodnim i jego otulinie najpiękniejsze i najważniejsze znajdziecie na 424 stronach tego monumentalnego albumu, opatrzonego wstępami: historycznym dra Zygmunta Kubraka i przyrodniczym Bogdana Skibińskiego.
„Roztocze. Roztocze Wschodnie. Miejsce, w którym mistyka Wschodu spotyka się z pragmatyzmem Zachodu. Miejsce, które przekracza granice czasu i przestrzeni. Sięga daleko w głąb przyległych krain i wciąga je w swoją orbitę. Zakorzenione w językach i kulturach ludzi pogranicza, z ich tkanki tworzy własną kulturę, język i krajobrazy. I to właśnie w roztoczańskich krajobrazach najmocniej odciskają się ślady wszystkich żywiołów, które budowały roztoczańską tożsamość. Ich podpis widnieje na bruśnieńskich figurach przydrożnych, na krzyżach nagrobnych, na świętych obrazach, na ikonach i ikonostasach, na macewach, na rynkach miast, w opłotkach wsi, na polach, na ścianach pałaców i w oknach domów, na epitafiach, w lasach i na cmentarzach rozsianych po okolicy. Antykwa łacińska miesza się z cyrylicą, alfabet hebrajski ze szwabachą. Pod kopułami i sklepieniami kościołów, cerkwi, bóżnic i kapliczek unoszą się dźwięki ich zgłosek. Linie melodyczne przenikają się i splatają w roztoczańskim kontrapunkcie. I nie tylko języki i ich melodie zlewają się w jedno, także czas, który na Roztoczu płynie pod prąd, do źródeł. W jednym punkcie zbiera się i rozlewa szeroko teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. A ci wszyscy, którzy istnieją pomiędzy, nigdy nie są do końca pewni, w którym z czasów istnieją. Poznają tylko miejsce Roztocza. I widzą, że jest dobre. Krystian Kłysewicz, Tomasz Michalski i Tomasz Mielnik nie tylko widzą Roztocze, nie tylko je fotografują dzień po dniu i rok za rokiem. Oni są częścią Roztocza. Są równie mocno zakorzenieni w jego krajobrazach, jak ono samo. W swoich fotografiach opowiadają jego historię, jakby opowiadali własną. Każdy z nich znalazł swój język i swoje miejsce w roztoczańskim uniwersum. Każdy z nich znalazł własny, bardzo osobisty punkt widzenia. Album, który powstał z fotografii przywiezionych z wieloletnich peregrynacji po drogach i bezdrożach świata, to roztoczański kontrapunkt, gdzie kadr staje naprzeciw kadru. Gdzie ich różne, odrębne i bardzo osobiste wizje, jak linie melodyczne splatają się i uzupełniają, tworząc niezwykłą i niespotykaną polifonię obrazów. Od szerokich imaginacji, lotem ptaka sięgających za widnokrąg, przez niezwykle precyzyjne, geometryczne, inwentarzowe wręcz opisanie przestrzeni, po szczegół, detal, wydobyty na światło z głębokiego cienia, dotknięcie istoty świata, jego sensu i duszy. Już osobno ci fotograficy są niezwykle frapujący i inspirujący. Razem zaś stworzyli opowieść, która na trwałe wejdzie do kanonu roztoczańskich dzieł. Ci wszyscy, którzy sięgną po ROZTOCZE nie pozwolą mu się kurzyć na półce. Jest to książka, która wychodzi poza kartki papieru, poza czas i przestrzeń i wraca wraz z nami do źródeł swojego istnienia – na Roztocze” [Robert Gmiterek].
,,Wybrany temat zbiorowego opracowania dotyczący dziejów parafii ruskiej w długiej perspektywie trwania (XIV-XX w.) zawiera wiele zagadnień składających się na tę problematykę. Jest to monograficzne ujęcie dziejów obiektu cerkiewnego i parafii, tak bardzo rzadko podejmowane w tak szerokiej formule we współczesnych badaniach historycznych. [] Autorzy ukazali problem życia religijno-społecznego przy cerkwi w Tyniowicach na tle dziejów miejscowości, ośrodków administracji parafialnej i skomplikowanych relacji polsko- ukraińskich w XX w. Dominujące dotąd w historiografii badania nad wyższymi strukturami organizacji Kościoła i elit duchownych doby staropolskiej, pozostawiały zwykle na uboczu zainteresowań szczebel parafii i duchowieństwa parafialnego. Powoduje to ciągły niedosyt informacji o funkcjonowaniu parafii i o różnorodnych funkcjach przez nie spełnianych w lokalnych społecznościach. Stwierdzenie to odnosi się zarówno do Kościoła łacińskiego, jak i Cerkwi ruskiej, do wzajemnych też między nimi układów. Zwłaszcza zaś uboga jest wiedza o parafii ruskiej. Dlatego też opracowanie niniejsze - dotyczące parafii ruskiej w Tyniowicach - nabiera szerszego charakteru badawczego, niemal metodycznego przykładu badań struktur parafialnych na wielkim obszarze eparchii przemyskiej. [Z recenzji wydawniczej dr hab. Beaty Lorens, prof. UR]
Nowe i uzupełnione wydanie II tomu bestsellerowych opowieści Stanisława Krycińskiego o Łemkowszczyźnie Książka obejmuje sto lat dziejów Łemków żyjących na północnych stokach Karpat i ich sąsiadów Rusnaków, zamieszkujących południowy skłon tych gór. Opisano tu okres od lat 30. XIX w., po lato 1939 r. Opowiedziane tu zostały narodziny łemkowskiej świadomości i literatury, działania podczas Wielkiej Wojny na terenie Beskidu Niskiego i prześladowania jakie dotknęły Łemków w obozie internowania Thalerhof. Kolejne rozdziały opisują cmentarze wojenne tak charakterystyczne dla tej krainy, powrót do prawosławia, działaczy i literatów okresu międzywojennego, powstanie Apostolskiej Administracji Łemkowszczyzny, a w końcu życie na łemkowskiej wsi w latach międzywojennych i łemkowskie rzemiosło z kamieniarstwem na czele.
Rafał Dominik - pisarz łączący w swej twórczości pierwiastki Oty Pavla, Bogumila Hrabala i Charlesa Bukowskiego. W jego opowiadaniach znajdujemy perełki, przez które śmiejemy się szczerym śmiechem i płaczemy rzewnymi łzami, łączą się w nich absurd i dramatyzm, a przede wszystkim zaduma nad człowieczym losem... Spowiednik ,,Dziewięciu Wspaniałych", ale też ich następców, którzy na arenie ciśnieńskiego cyrku dzielnie walczyli i walczą z własnym życiem, nadziejami i upadkami...
LWÓW. PIERWSZE MIESIĄCE 1940 ROKU. NAJGORSZY CZAS OKUPACJI SOWIECKIEJ. W MIEŚCIE PANUJĄ: GŁÓD, TERROR, I STRACH… Trwają aresztowania, zaczynają się masowe deportacje... Wszelkie próby oporu są brutalnie pacyfikowane. Udręczeni i prześladowani mieszkańcy próbują jednak normalnie żyć. Wtedy pojawia się dwóch niezłomnych – Karol doświadczony oficer przedwojennej ,,dwójki”, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych i jego młodszy kolega z lat szkolnych Rafał – inteligent, syn lwowskiego adwokata, a obecnie pracownik firmy zajmującej się parcelacją „pańskiej” ziemi pod przyszłe kołchozy. Spoufaleni z lwowskimi batiarami, zaangażowani w skomplikowane romanse, żyją szybko i niebezpiecznie, każdego dnia stawiają czoła Sowietom, rozpracowując równocześnie złowrogie plany ukraińskich nacjonalistów.
Pierwsza część sagi ,,Lwowskie losy” to wielowątkowa powieść, która przenosi nas w wir wydarzeń w okupowanym Lwowie. Barwne postaci, piękny język lwowskiego bałaku, lawina wątków – to wszystko sprawia, że czyta się ją jednym tchem.
JAN BIL urodził się w 1955 roku we Lwowie i mieszkał tam przez 35 lat. W tym czasie ukończył dwie „polskie” (radzieckie, z polskim językiem wykładowym) szkoły, a następnie polonistykę w Wilnie i wrócił do lwowskiej „10” (czyli szkoły im. Marii Magdaleny), żeby uczyć tam, gdzie kiedyś jego uczono. W roku 1990 wyjechał ze Lwowa do Warszawy, aby sześć lat później obronić pracę doktorską (UW) poświęconą twórczości Mariana Hemara. W Warszawie był zatrudniony jako polonista w kilku szkołach, pracownik Kancelarii Prezydenta RP, autor i lektor tekstów w Radio ,,Bajka”, a obecnie (niezbadane są wyroki boskie) jako wykładowca oraz... pracownik firmy ochroniarskiej. Do „aktywów literackich” można zaliczyć kilkadziesiąt wierszy wydrukowanych w almanachach poezji, prasie krajowej i zagranicznej. Tańce ze śmiercią powstawały przez kilkanaście lat, jako hołd ,,lwowskiego dziecka” dla ukochanego miasta i rodziców, którzy we Lwowie świadomie pozostali.
Zbiór nastrojowych wierszy poświęcony bieszczadzkim Madonnom. Wierszom towarzyszą tłumaczenia na język ukraiński oraz wizerunki bieszczadzkich Matek Bożych. Jak pisze Autor: ,,Początkowo napisałem ten tomik w hołdzie Opiekunkom bojkowskiego ludu, które wraz z nim opuściły Bieszczady, wyrzucone ze świątyń w mozolnym trudzie pobudowanych, lecz przecież nie usunięte z serc, jeśli już nie dawnych mieszkańców, to na pewno tych, którzy przyszli tutaj po nich i zasiedlili tę nieludzką ziemię na nowo. One bez domu, bez grona schodzących z gór wiernych, bez litanii próśb i dziękczynnych modlitw, bez tej najprostszej, ale może najbardziej prawdziwej wiary pomimo wszystko przetrwały w Bieszczadach, bo znalazły tych, którzy w swoich artystycznych peregrynacjach ocalili je dla następnych pokoleń.
Operacja ,,Bieszczady '40"" - to największa i najbardziej znana akcja harcerska lat powojennych, która rozpoczęła się w 1974 roku i miała trwać 10 lat - do czterdziestolecia Polski Ludowej. Miała włączyć harcerzy w zagospodarowanie i ożywienie kulturalne Bieszczadów i równocześnie umożliwić im przeżywanie wakacji wśród wspaniałej przyrody dzikich i niedostępnych wtedy gór. Niestety, dobrą i pożyteczną w założeniach ideę, obudowano taką ilością propagandy, sloganów i pustych haseł, a także zaplanowano na tak ogromną skalę, że musiała przekroczyć rozsądne granice i została uznana jako przykład propagandy sukcesu. Książka nie mówi jednak tylko 10 latach operacji ,,Bieszczady' 40"", harcerze bowiem związali się z tą krainą dużo wcześniej i są tutaj do dnia dzisiejszego. Chce przypomnieć kiedy pojawili się w Bieszczadach po II wojnie światowej, co tutaj robili i jakie skutki do dzisiejszego dnia, ma obecność młodych ludzi w szarych, zielonych i granatowych mundurach. A jeżeli lektura tej opowieści przypomni komuś własną młodość, jeżeli ,,oczyma duszy"" zobaczy ognisko i niesamowite bieszczadzkie niebo, to będzie znaczyło, że trud nasz nie poszedł na marne.
Miałem wśród nich przyjaciół. Większość z nich przewinęła się przez moje życie i tylko nielicznych znam z opowieści. Wszyscy w jakiś szczególny sposób zapisali się we wczorajszym Bieszczadzie, współtworzyli jego niepowtarzalny koloryt.
Kapliczka pamięci jest podziękowaniem za ich obecność w naszym życiu, któremu przydali wiele wzruszeń, ale także czasami zwyczajnej okazji pogadania przy piwie.
POTĘGA STALOWEJ WOLI to album bogato ilustrowany archiwalnymi i współczesnymi zdjęciami sprzętu wojskowego wytwarzanego w Hucie „Stalowa Wola” – jednym z kluczowych zakładów polskiego przemysłu obronnego.
W pierwszej części albumu autor przedstawia historię produkcji sprzętu artyleryjskiego, opancerzonych
transporterów gąsienicowych oraz pojazdów inżynieryjnych opartych na radzieckiej licencji. W drugiej części
charakteryzuje najnowsze konstrukcje – zgodne ze standardami NATO – przeznaczone dla współczesnych
wojsk inżynieryjno-saperskich i rakietowo-artyleryjskich.
Liczne fotografie prezentują nowoczesne maszyny inżynieryjne, pojazdy minowania narzutowego, samobieżne
haubice i moździerze oraz wyrzutnie rakietowe.
„Co się ostaje?” To fundamentalne pytanie jak refren powraca do bezimiennego bohatera polifonicznej opowieści o pamięci i tożsamości pogranicza polsko-ukraińskiego, poddawanego próbie ognia i wody w swoich najdotkliwszych, przełomowych momentach. Jest jak memento, jak fatum, które mu ciąży, pociąga za sznurki, determinuje życiowe i śmiertelne wybory. W bogatej, splecionej z wielu melodii historii, dając wybór, nie pozostawia wyboru, prowadzi od drzwi do drzwi, od człowieka do człowieka, każe śpiewać, jak zagrają, wypełnia pamięć, często wbrew jego woli, bogactwem zapomnianych języków, wydarzeń epokowych, które z perspektywy czasu stają się nieistotnymi, i nieistotnych, które stają się epokowymi; napełnia go, pustego i niezapamiętanego, pamięcią innych.Nikt nie wie, co się ostanie. Nikt nie wie, kto decyduje o tym, co się ostanie. Nie wie, co jest prawdziwe, a co jest scenografią, w której pod dyktando historii powszechnej gra się swoje historie osobiste. Świat „Lulajżesyneczka”, świat pogranicza polsko-ukraińskiego, to świat skomplikowany, o trudnej do określenia tożsamości. Ci, którzy opowiadają go współcześnie, lubią nazywać go światem wielokulturowym, lubią rewitalizować i rywalizować z jego historią, traktując ją instrumentalnie, jednostronnie, życzeniowo. Ale nie taki jest ten świat, nie taka jest prawdziwa nuta jego serca. To świat, w którym nigdy nie wiadomo, co ma znaczenie, a co nie: czy geografia, czy język, literatura piękna czy reportaż, etnos czy narodowość, wiara czy nadzieja. To świat, w którym kiedyś splatały się melodie wielu języków: polskiego, ukraińskiego, jidysz i niemieckiego, ale języki te rozplątano i stały się jak obosieczny miecz, odtąd nie było wiadomo, który da życie, a który je odbierze.Robert Gmiterek – poeta, pisarz, przewodnik metaforyczny, fotograf, kronikarz pogranicza polsko-ukraińskiego. Debiutował w 2019 roku zbiorem próz poetyckich i fotograficznych wizji „Sen na Kniaziach i inne historie osobiste”. W 2020 roku ukazała się jego książka „Oikoumene. Na Roztoczu świata”. W 2021 opublikował „Na Roztoczu. Przewodnik metaforyczny”, książkę będącą połączeniem klasycznego przewodnika z literaturą piękną. W 2023 wydał zbiór opowiadań „Epifania pana Eliasza. Inne historie Pogranicza”, a w 2025 został współautorem eksperymentalnego, literacko-turystycznego „przewodnika” „Grzęda Sokalska, Pobuże. Dzienniki podróży. Przewodnik nie tylko dla turystów”. Współtwórca i redaktor naczelny kwartalnika społeczno-kulturalnego „Przestrzeń Pogranicza”.
Zbiór czterdziestu bogato ilustrowanych opowieści o ciekawych postaciach, wydarzeniach i osobliwościach związanych z ziemia dębicką.
„Wydawało mi się, że o mojej rodzinnej Dębicy wiem wszystko. Agnieszka Kruszyńska-Idzior uświadomiła mi, jak niewiele wiem. To książka nie tylko dla lokalnych pasjonatów. Pomaga zrozumieć, jak historia małego miasta łączy się z historią nas wszystkich i że dębickie echa odnajdziemy wszędzie: od krakowskiej architektury po Hollywood”. [Radek Rak]
„Agnieszka Kruszyńska-Idzior, sięgając po zasłyszane historie, przeszukując archiwalne numery gazet, stare dokumenty oraz naukowe opracowania, stworzyła niezwykle ciekawy zbiór opowieści o dziejach Dębicy i jej okolic, o losach znanych i mniej znanych postaci, które odznaczyły swoje piętno na lokalnej historii. Takimi osobami byli, chociażby opisani w książce: Galicyjski Gaudi, jak śmiało nazwać można Teodora Talowskiego, wybitny kompozytor Krzysztof Penderecki czy rozpalający wyobraźnię, najsłynniejszy polski średniowieczny rycerz Zawisza Czarny. To pasjonująca podróż po ciekawostkach nieznanych powszechnie mieszkańcom zarówno samego miasta, jak i jego szeroko pojętych okolic”. [dr Arkadiusz S. Więch]
Agnieszka Kruszyńska-Idzior – absolwentka historii, dziennikarka. Laureatka nagrody specjalnej Muzeum Powstania Warszawskiego w Konkursie Stowarzyszenia Gazet Lokalnych Local Press 2020. Autorka bestsellerowego reportażu historycznego „Góra Śmierci”, opowiadającego o hitlerowskim obozie pracy przymusowej w Pustkowie
Jezioro Solińskie przyciąga tysiące turystów i wczasowiczów, którzy uważają, że jest ono największą atrakcją Bieszczadów. Inni omijają je z daleka, bowiem wolą cieszyć oczy widokami z połonin. Ci, którzy wybierają Jezioro, widzą malownicze zarysy gór odbijających się w wodzie. Tej wodzie, która zalała istniejące od kilkuset lat osady. Gruba warstwa współczesności przykryła też wsie wokół „bieszczadzkiego morza”, a szczególnie Polańczyk i Solinę. Woda pochłonęła teren, gdzie do 1939 r. stało prawie 600 domów, trzy cerkwie, kościół, klasztor i rosło niemal 500 ha lasu. Przykryła również cztery cmentarze. Kilka kilometrów na północ napotkamy wieś Myczkowce, o metryce sięgającej X w. Sąsiaduje ona ze Zwierzyniem, w którym znaleziono emaliowany krzyż z XIII w., wykonany we francuskim mieście Limoges. Ze zwierzynieckiej cerkwi pochodzą XV-wieczne ikony będące dziś ozdobą Muzeum Narodowego we Lwowie. W jej pobliżu trafimy na cudowne źródło i usłyszymy legendy o dawnym monastyrze. Pod grodziskiem w Myczkowcach przebito sztolnię, która doprowadza do elektrowni wodę spiętrzoną w Zalewie Myczkowieckim.
Cztery kilometry na zachód od zapory w Solinie natkniemy się na opuszczoną, zarośniętą dolinę ze śladami domów, kaplicy i cmentarza. Tu istniała Bereźnica Niżna, którą w latach 40. XX w zdmuchnął „wiatr historii”. Teleśnica Sanna, dziś zatopiona, była świadkiem chłopskiej rebelii z początkiem lipca 1932 r., kiedy to policja tłumiła wystąpienia ludności zaniepokojonej wieściami o „powrocie pańszczyzny”. W niedalekiej Bereźnicy Wyżnej gospodarował w połowie XIX w. Zygmunt Kaczkowski, którego sławę jako powieściopisarza przyćmił dopiero Henryk Sienkiewicz. U osiadłego w Bóbrce dramaturga i komediopisarza Józefa Blizińskiego bywał wybitny etnograf i folklorysta Oskar Kolberg, który zebrał tu cenne materiały do dzieła swojego życia. W Berezce zobaczymy imponujące ruiny murowanej cerkwi. Wreszcie w Polańczyku, w skromnym kościółku, będącym dawną cerkwią, spotkamy siedemnastowieczną ikonę Matki Bożej Łopieńskiej, pochodzącą z największego sanktuarium maryjnego przedwojennych Bieszczadów.
STANISŁAW KRYCIŃSKI (ur. w 1954 r.), z wykształcenia inż. chemik, z zamiłowania – historyk i krajoznawca. Należy do Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Warszawie (członek honorowy) i Towarzystwa Karpackiego. Twórca obozów „Nadsanie”, których uczestnicy prowadzili inwentaryzację krajoznawczą wsi Bieszczadów i Pogórza Przemyskiego (1980–1986), a także odnawiali opuszczone cmentarze na terenach południowo-wschodniej Polski (1987–1998). Autor licznych publikacji dotyczących uroków południowo-wschodniego pogranicza.
Bieszczady to niezaprzeczalnie magiczny zakątek Polski. Wspaniałe góry, szumiące trawami połoniny, wciąż dzika przyroda to wszystko sprawia, że kto raz wyjechał w Bieszczady, będzie tam wracał przez całe życie. Fenomenalne fotografie, zawarte na kartach tego kalendarza, przeniosą nas do tej krainy o każdej porze roku.
Bieszczady to niezaprzeczalnie magiczny zakątek Polski. Wspaniałe góry, szumiące trawami połoniny, wciąż dzika przyroda to wszystko sprawia, że kto raz wyjechał w Bieszczady, będzie tam wracał przez całe życie. Fenomenalne fotografie, zawarte na kartach tego kalendarza, przeniosą nas do tej krainy o każdej porze roku.
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?