Francuscy historycy od kilkudziesięciu lat zapełniają „lukę” w naszym obznajomieniu z dziejami, która w rzeczywistości nie jest luką, lecz samym sednem historii. Chodzi o historię życia codziennego. Setki, jeśli nie tysiące lat dominacji „wielkich narracji” o „doniosłych” wydarzeniach sprawiły, że nie potrafimy sobie uświadomić charakteru zwykłego życia w danej epoce: wiemy, jak staczano epokowe bitwy, nie wiemy, jak mieszkano. Jacques Le Goff (1924–2014), francuski klasyk historyków z tego nurtu, i młodszy o dwa pokolenia Nicolas Truong (ur. 1967) przedstawili syntezę zjawisk i zagadnień związanych z podstawowym elementem życia codziennego – z ludzkim ciałem. Skupili uwagę na średniowieczu, ponieważ dobitnie reprezentuje ono problem postrzegania historii. Uchodzi za wybitnie duchowe i może dlatego pozostaje słabo zbadane od strony życia „cielesnego”.
Autorzy wydobywają charakterystyczne dla średniowiecza zderzenie wysokiego z niskim, wszechobecne napięcie między potępieniem a kultywacją sfery materialno-zmysłowej, między „postem a karnawałem”, celibatem a miłością dworską, nagą Ewą a ubraną Maryją, ascezą a opowieściami o Krainie Pieczonych Gołąbków. Starają się pokazać, że napięcie to, bez mała sprzeczność tkwi w samej naturze chrześcijaństwa, w jego afirmacji doczesności jako dzieła Bożego i zarazem odrzucaniu jej w imię życia wiecznego. Nawet jednak w średniowieczu ciało, jak piszą autorzy, „nigdy nie daje za wygraną”.
Emil Cioran (1911–1995) należy do najbardziej oryginalnych – i kontrowersyjnych – filozofów XX wieku. Urodził się i spędził młodość w Rumunii. Tam powstały jego wczesne dzieła, przede wszystkim to jedno najsłynniejsze: Na szczytach rozpaczy (1934; Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2007). W 1937 roku wyjechał do Francji, gdzie już pozostał na resztę życia. Dziesięć lat później definitywnie zaprzestał pisania po rumuńsku. Do dziś jednak odnajdują się jego wcześniejsze niepublikowane teksty w tym języku. Możliwe, że Dywagacje, wydane w 2012 roku w Bukareszcie, są już ostatnie z tej serii. Pochodzą prawdopodobnie z lat 1945–1946. Ich rumuński tytuł Razne sugeruje swoim słowiańskim pochodzeniem „różności”, „rozmaitości”, różnorodne wątki. Tematyka jest klasycznie „cioranowska”: nuda, ból, smutek, ludzka ułomność, iluzje wiary – bezsens, a zarazem urok życia, jedno i drugie ukazane w na poły poetyckiej, aforystycznej formie („ostatnia tęsknota: pójść na dno razem ze słońcem”); heroizm: „zdrowie to brak jakiejkolwiek wiary i świadomość nieodwracalnego”. Pisarstwo miało dla Ciorana sens terapeutyczny, pisał, kiedy czuł, że musi jakoś leczyć swoją „chorobę istnienia”, „tęsknotę do zniknięcia”. Jego książki jednakże, choć powstawały doraźnie w osobistej sprawie, mają rzesze czytelników, którym ta trudna, bolesna, a zarazem pełna fascynacji życiem myśl pomaga zrozumieć własną egzystencję.
Australijski historyk Philip C. Almond przedstawia w tej książce „historię życia po śmierci”, to znaczy rozumienie życia pozagrobowego i wyobrażenia o nim od epoki starożytnej po chrześcijańską ze szczególnym uwzględnieniem przełomowego dla nowożytności XVII i XVIII wieku. Te zagadnienia z opisywanej przezeń historii idei mają u podłoża dwa bieguny, wokół których skupia się chrześcijańskie myślenie minionych stuleci o życiu po śmierci: zmartwychwstanie ciała i nieśmiertelność duszy. Na niezwykle bogatym, erudycyjnym materiale historycznym śledzimy ewolucję pojmowania stanu po śmierci, zmienną rolę czyśćca i raju, przemijającą piekła, kontrowersje wokół miejsca przebywania ciał w życiu pozagrobowym do dnia Sądu Ostatecznego i potem, kwestię ich zmartwychwstania. Doktrynalny problem przewijający się przez całą książkę (i zapładniający całą chrześcijańską myśl o życiu pozagrobowym) polega na pytaniu, czy zmartwychwstanie nastąpi w jakiejś formie od razu po śmierci, czy dopiero w Dniu Ostatecznym. I nawet jeśli współcześnie spory wokół tych idei osłabły, to dokumentowany przez Almonda ogrom poświęcanej im w przeszłości energii stanowi, jak pisze sam autor, „świadectwo nadziei na przedłużenie życia poza grób”, i wyraża pragnienie „światła po drugiej stronie mroku śmierci, najwyższego dobra po drugiej stronie doczesnego zła i ostatecznej sprawiedliwości naprawiającej ziemskie krzywdy”.
Klasyk wśród współczesnych francuskich historyków, Jean Delumeau (ur. 1923) zamierzył sobie opisanie historii tego, co przez stulecia inspirowało ludzkie marzenia: historii ziemskiego raju. Wcześniej badał strach i poczucie winy w zachodniej kulturze. Przejście do studiów nad wizjami szczęśliwości jest wbrew pozorom konsekwentne, ponieważ mieści się w sferze dla tego historyka najważniejszej: egzystencjalnych motywacji każących człowiekowi tworzyć kulturę. To właśnie one determinują sens tego, co człowiek robi w historii. Przedstawione tu dzieje pojmowania raju dobrze to ilustrują. Praca Delumeau dotyczy głównie średniowiecza i nowożytności. W monografii znajdziemy ogrom fascynującego materiału. Fascynującego i zadziwiającego zarazem. Umiejscowienie ziemskiego raju przez wieki wcale nie było jasne. Rajski ogród miał się znajdować na Dalekim Wschodzie, w Afryce, a w czasach odkrywania Ameryk nawet w Ameryce Południowej, by po tych wędrówkach osiąść w regionie Mezopotamii. Całe stulecia żyły wyobrażeniem Wysp Szczęśliwych i opowieściami o niezwykłym królestwie Księdza Jana gdzieś we wschodniej Azji. Dla średniowiecznych kartografów ziemski raj był jedną z części świata, jak to dokumentuje bogata ikonografia książki. Nawet jeśli od epoki oświecenia słabną te wizje i spekulacje, a poszukiwanie raju ziemskiego współcześnie zanikło, może po części zastąpione przez zdobycze cywilizacji, to prawdopodobnie nadal tkwi w nas, choć w jakiejś innej, bardziej wysublimowanej formie.
Jak żaden inny chiński filozof Konfucjusz (551–479 p.n.e.), zarazem urzędnik i reformator administracji, przez ponad dwa milenia był najwyższym autorytetem narodowym i nauczycielem tak ubóstwianym, że budowano mu nawet świątynie. Uchodzi według legendy za redaktora kanonicznych tekstów chińskiej kultury: podstawowego pięcioksięgu. Jego uzupełnieniem jest zredagowany w średniowieczu czteroksiąg, do którego zalicza się właśnie niniejsze „Rozmowy”. Znamy je jako „Dialogi konfucjańskie”, choć ściśle biorąc, tytuł „Lun Yu” oznacza „rozmowy z mistrzem”. Mistrzem jest tu Konfucjusz, nie będąc oczywiście autorem zbioru, ponieważ obecna wersja pojawiła się prawdopodobnie w II wieku, jak uważa Richard Wilhelm (1873–1930), światowej sławy niemiecki sinolog, tłumacz Rozmów z języka chińskiego, autor prrzekładu także np. Księgi Przemian (Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2011) należącej do pięcioksięgu. Fragmenty zebrane w Rozmowach mają zwykle charakter krótkiej wymiany zdań rozpoczętej pytaniem ucznia lub jakiegoś wielmoży, na które Mistrz daje zwięzłą, niekiedy aforystyczną odpowiedź. Fundamentem wszystkich tych dysput jest kwestia moralności, etycznego uczestnictwa we wspólnocie stanowiącego podstawę społecznej pomyślności. Ta właśnie perspektywa wyróżnia myśl Konfucjusza, namiętnego propagatora uczciwej polityki i sprawiedliwej władzy, który przepowiadał upadek każdemu systemowi opartemu na zakłamaniu i złej wierze. Jakże to krzepiące także w dzisiejszych czasach.
Zebrane w tym tomie teksty pochodzą z późnego okresu twórczości klasyka brytyjskiej filozofii społecznej i myśli politycznej Johna Stuarta Milla (1806–1873) i obejmują spektrum od etyki po teorię polityczną. Mill był niekonwencjonalnym, nieakademickim myślicielem. Wolność jednostki warunkująca jej szczęśliwe życie – w tym utylitarystycznym horyzoncie można by lokować dziedzinę jego zainteresowań. Przeżyta, praktyczna perspektywa sprawia, że jego teksty nie zestarzały się i półtora wieku później także w tej części Europy warte są lektury zwłaszcza uczestników debaty wokół modelu demokracji, charakteru rozwiązań liberalnych czy sporu liberalizmu z republikanizmem. Niniejszy tom stanowi rodzaj panoramy myśli Milla skupionej wokół jego najlepiej znanych dzieł: esejów „O wolności” i „Utylitaryzm”. W pierwszym chodzi o relację między jednostką a władzą, o pytanie, jak daleko sięga uprawnienie społeczeństwa do ingerowania w życie jednostki. Utylitaryzm stanowi drugie najbardziej wpływowe dzieło tego autora, a zarazem filozoficzno-etyczną podstawę XIX-wiecznego liberalizmu. „Użyteczność religii” propaguje „religię ludzkości”, doczesny kult rasy ludzkiej. Pozostałe dwa teksty: „Rozważania o rządzie przedstawicielskim” i „Rozdziały o socjalizmie” dotyczą sfery politycznej. Lektura tych dzieł pokazuje raz jeszcze, że obecne osiągnięcia światowych demokracji nie zrodziły się nagle, lecz pracowały na nie przez długie dekady najlepsze umysły ludzkości.
Historia wprowadzania się ludzi w stan odmiennej świadomości, odurzania się, intoksykacji, rauszu, odlotu napisana przez brytyjskiego badacza tej tematyki Stuarta Waltona nie jest typową historią zdarzeń i procesów. Śledzimy ją z kontrowersyjnej perspektywy autora, który rzuca wyzwanie „prohibicjonistom”. Jego podstawowa teza głosi, że człowiek od zawsze poszukiwał takich doznań. Jest to stała wszystkich kultur i cywilizacji. Używki, środki mniej lub bardziej odurzające, legalne lub nie, stale towarzyszą ludzkiemu życiu: kawa, herbata, alkohol, nikotyna, opium, amfetamina, LSD… Walton śledzi ich losy w historii, a jego druga teza brzmi: ograniczanie ich przynosi więcej szkody niż one same. Światowa wojna z narkotykami rodzi wynaturzenia na wzór tych z okresu amerykańskiej prohibicji. Wiele też wskazuje na to, że jest nie do wygrania. Eksperymenty społeczne dowodzą, że legalne udostępnienie narkotyków potrzebującym i chętnym przynosi wyniki ściśle odwrotne, niż wieszczą prohibicjoniści. To są niewątpliwie fakty, tak jak faktem jest kuriozalny stan rzeczy: piątkowy relaks z odrobiną używek mobilizuje światową machinę przymusu, która będzie próbowała zagrodzić ci drogę w odmienny stan świadomości. Oczywiście ta „rekreacyjna” forma odurzenia ma dwa poważne krańce: po jednej stronie patologię uzależnień, a po drugiej rytuał magiczny, odurzenie spod znaku Eleusis i szamanów. Książka Waltona daje nam przynajmniej tyle, że eksponuje całą złożoność i trwałość tego zjawiska.
Jeden z najwybitniejszych XX-wiecznych filozofów niemieckich Ernst Cassirer (1874–1945) przeszedł do historii jako teoretyk „form symbolicznych”. Jego monumentalna Philosophie der symbolischen Formen (Filozofia form symbolicznych, 1923–1929) nie została (i zapewne już nie zostanie) przełożona na język polski, ale Esej o człowieku stanowi poniekąd skrót tamtego dzieła i jego uaktualnienie napisane w innym czasie (1944), w innym języku i w innym miejscu (w USA, Cassirer bowiem, żydowskiego pochodzenia wrocławianin, w 1933 roku wyemigrował z Niemiec). Autor, zaliczany do neokantystów, postrzega formy symboliczne jako swoistą sieć narzuconą na rzeczywistość i pośredniczącą w jej postrzeganiu. Człowiek nie żyje już w świecie fizycznym, lecz w symbolicznym: w świecie języka, mitu, religii, sztuki, nauki… Nie odnosi się bezpośrednio do rzeczywistości, nie stoi wobec niej „twarzą w twarz”. Ta sieć to echo Kantowskich form naoczności i kategorii intelektu „nakładanych” na „rzecz w sobie”, a zarazem umożliwiających w ogóle jakiekolwiek poznanie. Cassirer uprawia jednak raczej antropologię niż metafizykę. Bardziej niż wyjaśnianie tego odwrócenia „naturalnego porządku” zajmuje go działalność ludzkiego animal symbolicum wewnątrz „sieci”. Najwyżej sytuując w kulturze naukę, jest świadkiem i komentatorem jej gwałtownego rozwoju w pierwszych dekadach XX wieku, ale stara się ją ujrzeć w całokształcie „form symbolicznych”.
Walter Benjamin (1892–1940), obecnie XX-wieczny klasyk, był niemieckim intelektualistą o wielkiej wrażliwości i niespełnionym, tragicznie przed czasem zakończonym życiu. Krytyk kultury, kolekcjoner (wszystkiego, od zabawek po cytaty), historyk, filozof. Przede wszystkim jednak chyba pisarz dysponujący wyjątkowym, niepowtarzalnym talentem (Ulica jednokierumkowa, Berlińskie dzieciństwo). Chociaż za życia opublikował zaledwie kilka książek, dziś czyta go cały świat, a najnowsze planowane wydanie dzieł zebranych ma objąć 21 tomów. Obok „typowych” dziedzin badawczych interesowały go też nietypowe, jak eksperymenty z poszerzaniem świadomości (O haszyszu) i właśnie sny. Niniejszy tomik gromadzi w pierwszej części publikowane za życia i pośmiertnie zapisy snów autora, a w drugiej teoretyczne rozważania nad ich naturą w kontekście kulturowym, historycznym i politycznym. Okazuje się, że sny zajmowały doniosłe, choć rozproszone i niesystematyczne miejsce w twórczości Benjamina. Przywiązywał on do nich dużą wagę i nadawał im istotne znaczenie. Jego „teoria snów” była nastawiona polemicznie do surrealistów i Freuda. Uważał je za zakorzenione w pamięci zbiorowej, a zarazem za zwrotnie wpływające na nasze życie. I wreszcie – w tej „księdze snów” trzeba dostrzec kunszt pisarski Benjamina na „owym progu między snem a jawą tak często przekraczanym, że aż zużytym i wytartym”.
Niedawno zmarły Arthur C. Danto (1924–2013) należał do najbardziej znanych amerykańskich filozofów sztuki. Był wszechstronnym myślicielem, który początkowo, w latach 60. XX wieku, starał się z perspektywy filozofii analitycznej przyswoić Ameryce myśl „kontynentalną” (Nietzsche, Sartre). W latach 70. powrócił do dziedziny, od której zaczął w młodości (studiował malarstwo). W Czym jest sztuka, swojej ostatniej książce (2013), objaśnia sformułowaną przez siebie definicję sztuki jako „ucieleśnionego znaczenia”. Tą definicją chce objąć zarówno dzieła „mimetyczne”, jak i nieprzedstawiające. W celu historycznej ilustracji swego podejścia skupia się na kilku przykładach składających się na poszczególne rozdziały eseju: freski w Kaplicy Sykstyńskiej, Duchamp, Warhol, fotografia artystyczna. Te frapujące intelektualnie rozważania nazywa raczej filozofią sztuki niż estetyką, przy czym, trzeba dodać, jest to filozofia bardziej analityczna niż kontynentalna. Zgodnie ze współczesną tendencją w samej sztuce Danto nie uważa piękna za czynnik definiujący i pozostawia je sferze tradycyjnej estetyki. Jego definicja może być punktem wyjścia do dalszego namysłu, do zapytania na przykład, czy każde „ucieleśnione znaczenie” jest dziełem sztuki, czy artystyczne „ucieleśnienie” nie wyróżnia się czymś szczególnym. Już choćby dla takich myślowych wyzwań warto zajrzeć do tej książki, inspirującej i otwierającej nowe perspektywy na świat sztuki.
Tao, a ściślej Taoteking, oddawane zwykle jako Księga Drogi i Cnoty, jest uważane za najczęściej po Biblii tłumaczony tekst spośród zaliczanych do „świętych”, a przynajmniej uświęconych ksiąg ludzkości. Jej domniemany, legendarny autor Laozi (Stary Mistrz) żył podobno w Chinach w VI wieku p.n.e.; tradycja głosi, że był nauczycielem Konfucjusza, a nawet Buddy. Przypuszcza się jednak, że utwór powstał najwcześniej w IV wieku p.n.e., a najstarszy zachowany egzemplarz pochodzi z II wieku p.n.e. Ten zbiór sentencji stara się wypowiedzieć pewną intuicję metafizyczną dotyczącą „tao” – nieuchwytnej zasady wszystkiego, drogi umykającej, ledwie na nią wkroczymy – a zarazem formułuje zalecenia w odniesieniu do życia osobistego i społecznego. Oba te aspekty dały w późniejszym okresie początek taoizmowi w sensie wyznania religijnego, z czym jednak pierwotna Księga Drogi nie ma nic wspólnego. Przedstawiony tu tekst przełożył z chińskiego na niemiecki światowej sławy sinolog Richard Wilhelm (1873–1930), tłumacz także księgi I-cing (Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2011). Wilhelm oddał (w przekładach pozostawiane zwykle w brzmieniu oryginalnym) „tao” jako „sens”, a „te” (zwykle oddawane terminem „cnota”) jako „życie”. Wersja Wilhelma uchodzi w świecie za wzorcową, w najwyższym stopniu kompetentną i wolną od literackich „fantazji” tłumaczy. A jednocześnie pozwala nam odczuć, że przemawia do nas mądrość sprzed tysięcy lat.
Thomas Paine (1737-1809) to jedna z najznaczniejszych i najbardziej oryginalnych postaci światowej myśli politycznej. Choć był Anglikiem, położył wielkie zasługi na rzecz oderwania Ameryki od opresyjnej macierzy i przyczynił się do powstania niepodległego państwa. A wszystko to za sprawą publikowanego tu (po raz pierwszy w przekładzie na język polski) pamfletu z 1776 roku. Jest ON największym bestsellerem w historii USA. Proporcjonalnie biorąc, jego ówczesna sprzedaż w krótkim czasie odpowiadałaby dziś sprzedaży piętnastu milionów egzemplarzy. Ta popularność anonimowej wówczas publikacji brała się stąd, że był to głos na rzecz walki amerykańskich kolonistów o niepodległość, i to opublikowany w momencie (w styczniu 1776 roku), gdy rewolucja stawała się faktem. Jest to zarazem dzieło klasyczne dla historii myśli politycznej, gdyż przekonująco i efektownie poddaje krytyce ustrój monarchiczny, a optuje za republiką i demokracją. Zawiera razważania o rządzie, o monarchii, o dziedziczeniu tronu, o brytyjskiej ""konstytucji"", o niepodległości i szansach Ameryki, a nawet koncepcje, które urzeczywistniano w stanowych konstytucjach. Mimo tych wszystkich konkretnych okoliczności badacze do dziś nie są pewni, czym właściwie Paine tak zafascynował czytelników, i to nie tylko amerykańskich. Najprościej i może najtrafniej powiedzieć, że jest to dzieło wybitnego pióra - wystarczający powód do czytania go dzisiaj.
Światowej sławy intelektualistka żydowskiego pochodzenia Hannah Arendt (1906-1975), urodzona w Niemczech, lecz od połowy życia emigrantka, mieszkanka USA, żyła w burzliwych czasach, co znalazło odzwierciedlenie w jej filozofii politycznej, w analizach totalitaryzmu i rewolucji. Ta działalność badawcza i publicystyczna zapewniła jej pozycję jednej z najbardziej wpływowych kobiet XX wieku. Życie umysłu kontrastuje z tymi dokonaniami. W latach 70. XX wieku autorka podjęła pracę nad opisaniem ludzkiej aktywności mentalnej. Zamierzyła trzyczęściowe dzieło o myśleniu, woli i sądzeniu, ale ostatniej części nie zdążyła już zrealizować. Niewątpliwie tom Myślenie ma dominujące znaczenie już choćby dlatego, że wola jest zjawiskiem trudno uchwytnym i dość poźno, bo dopiero w nowożytności odkrytym przez filozofów. W pojmowaniu myślenia przez Arendt silnie pobrzmiewa ton Heideggera. Myślenie nie szuka aktywnie prawdy w świecie zjawiskowym, lecz jest ""pozaświatową"", ""bierną"" kontemplacją sensu. Wracając w późnych latach z wiru vita activa do rozważań o kontemplacji, Arendt znalazła się ponownie w horyzoncie intelektualnym, od którego zaczęła swoją życiową drogę na uniwersytetach w Marburgu i Freiburgu. To poszukiwanie ukojenia po traumach pierwszej połowy XX wieku przenika niniejszy tom, który będąc erudycyjnym traktatem, okazuje się także opowieścią o poezji myślenia i pragnienia.
Emil Cioran (1911–1995), francusko-rumuński myśliciel, choć dziś już klasyk XX-wiecznej filozofii, nie podpada pod żadną typową systematyzację. Najbliżej byłoby mu chyba do szeroko pojętego egzystencjalizmu, który w powstałej w czasie rozkwitu tego nurtu we Francji Pokusie istnienia (1956) znajduje specyficzny wyraz. „Cierpieć – oto jedyny sposób na poznanie poczucia istnienia. Istnienie – oto jedyny sposób podtrzymania naszej przegranej”. W jedenastu esejach tego tomu autor przeciwstawia się iluzjom, myśleniu w kategoriach „raju”: religii i wszelkim utopiom, ze społeczno-politycznymi włącznie. Daleki od naiwnego jego zdaniem heroizmu francuskich filozofów, wypowiada własny, bardzo prywatny „egzystencjalizm”. Zebrane tu eseje można uznać za przejściowe w drodze do tego uprywatnienia: kontynuują one po trosze poetycko-retoryczny styl okresu rumuńskiego, a także ciągle jeszcze podejmują tematykę geopolityczną. Cioran, który nastawia umysł na najwyższe obroty wyrafinowania i subtelności, zwraca tu uwagę na pożytki płynące z „niemyślenia”, z fideizmu, a nawet z „głupoty”, których upór i zdolność do wysiłku budują cywilizację, wznoszą katedry i stawiają mosty. To tylko jeden z paradoksów wydobywanych w tym zbiorze przez Cioranową myśl – meandryczną, aforystyczną, niesystematyczną, która jednakże jak niewiele innych inspiruje czytelnika i każe mu nie tylko myśleć od nowa i inaczej, lecz tak samo postępować i działać.
Aldous Huxley (1894–1963), pisarz urodzony w Anglii, mieszkający od lat trzydziestych XX wieku w USA, najlepiej znany ze słynnej antyutopii Nowy wspaniały świat (1932), stanowi ciekawy przykład ewolucji w zakresie stosunku do sfery duchowej. W młodości zdecydowany agnostyk i prześmiewca, z biegiem lat coraz bardziej angażował się w tematykę religijną. Od lat czterdziestych XX wieku uchodził za „mistyka”. Nigdy nie stał się członkiem żadnej grupy religijnej. Choć sympatyzował z wedantą, zenem, a także z chrześcijańskim mistycyzmem, był sceptyczny wobec Kościołów jako instytucji. Poszukiwał Boga „wewnętrznego”, w sobie, doświadczanego wprost, a nie za pośrednictwem teologicznej teorii (i, trzeba też powiedzieć, przez pewien czas pomagał sobie w tych poszukiwaniach meskaliną mimo protestów jego hinduistycznego guru). W tym tomie zebrano ponad dwadzieścia esejów Huxleya pisanych w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku. Dotyczą one kwestii mistycznego „oświecenia”, poznania „ostatecznej rzeczywistości”, ogólnie mówiąc – doświadczenia boskości, spotkania z Bóstwem. Huxley, jak sam stwierdził, głęboko wierzył, że nasza jaźń pozostaje w nieprzerwanym związku z duchem wszechświata. Nasz podstawowy problem to „wyjście” z kręgu własnego światła tłumiącego blask tego wyższego Ja. I tej właśnie kwestii, zasadniczej dla mistyka poszukującego unio z Bogiem, poświęcone są rozważania w prezentowanych tu esejach.
Amerykański socjolog Richard Sennett (ur. 1943) należy do (lewicowych) krytyków nowoczesności, lecz ta książka o człowieku, „ciele”, wśród, „kamieni”, na szczęście nie jest historią z tezą, lecz fascynującą opowieścią o tym, jak mieszczanie – od starożytnych Aten po dzisiejsze Greenwich Village – współżyją i zmagają się z miastem, które sami sobie stworzyli. Za pomocą reprezentatywnych obrazów kilku metropolii w kluczowych momentach historii autor skłania czytelników do namysłu nad otoczeniem, w którym żyją. Obecna sytuacja mieszkańców miasta jest wynikiem długiego okresu przemian jego funkcjonowania, które nie są wcale jednokierunkowe. Od greckiej agory przez rzymską geometrię forum i via czy rozmaite podziały miejskiej przestrzeni na getta i oazy miłosierdzia po nowożytne „udrożnienia” dochodzimy do dzisiejszego urbanistycznego ideału neutralnego ośrodka bezkolizyjnego poruszania się: miasto jest tym doskonalsze, im mniej zauważalne. Sterylność przestrzeni, alienacja i bierność jednostki, której osobista wolność zarazem ma dziś najwyższe notowania, to napięcia, które Sennett ciągle uwidacznia. „Kamień” jednak (który zdążył już się zmienić w szkło i aluminium) pamięta o „ciele” i o historii swojej relacji z nim. Agora powraca w dzisiejszej kawiarni, współczesne fora są miejscami spotkań i poznawania „innego”. Lektura książki Sennetta pozwala odnaleźć się w tej historii, zobaczyć, czym (po)nowoczesność mimo wszystko różni się od minionych form i jak z nich wyrasta.
Gershom Scholem (1897–1982) był i pozostaje najwybitniejszym współczesnym historykiem judaizmu. Urodzony w Berlinie, wyemigrował do Palestyny jeszcze w międzywojniu, przed powstaniem państwa Izrael i osiadł tam na resztę życia. Zajmował się przede wszystkim mistyką żydowską i z tej właśnie perspektywy przedstawia w niniejszych wykładach z przełomu lat 50. i 60. XX wieku podstawowe pojęcia judaizmu, takie jak Bóg, stworzenie, objawienie, tradycja i zbawienie. Wydobywa związki między historycznymi nurtami – jak wpływ neoplatonizmu na pojmowanie biblijnego Boga czy stwarzanie „z czegoś” w starożytnej mitologii a stwarzanie „z niczego” w religii, porównuje judaistyczną ideę mesjanizmu z jej chrześcijańską wersją. W tych wykładach, tak jak w całej swojej twórczości, Scholem „rehabilituje” żydowską mistykę, a zwłaszcza kabałę, wykazując, że nie była ona marginalnym nurtem judaizmu, lecz determinowała samą jego istotę. Jednocześnie mistyka stanowiła wynik spotkania (i starcia) myśli biblijnej ze spekulatywną, w tym przypadku neoplatońską (tak jak chrześcijańskiego Boga współokreślił „Bóg filozofów”). Niniejsza prezentacja „podstawowych pojęć” nie jest więc ich prostym encyklopedycznym opisem, lecz wprowadza nas od razu w samo meritum myśli Scholema, której poświęcił on 60 lat swojego życia w najtrudniejszej fazie historii ubiegłego wieku.
Francuski filozof Paul Ricoeur (1913–2005), znany przede wszystkim jako teoretyk hermeneutyki, doświadczał w życiu rozmaitych sytuacji między skrajnościami: mimo że pacyfista, został zmobilizowany w 1939 roku i spędził wojnę w obozie jenieckim. Po marcu 1968 niczym Heidegger był przez rok rektorem i zrezygnował z powodu ograniczeń autonomii uniwersytetów, choć miał przeciw sobie także studentów. Pochodząc z protestanckiej rodziny, wykładał na katolickich uczelniach. Do kwestii teologicznych podchodził od strony filozofii. Stąd zapewne w jego myśleniu taka waga kwestii woli, wyboru i decyzji. Niniejszy tom stanowi właśnie fragment jego rozległego projektu filozofii woli. Nie jest to jednak książka o ikonografii symboli zła, lecz próba fenomenologii zła i jego symboliki. Ricoeur rozważa zjawiska „skalania” (pierwszy stopień, niejako „fizyczny”, jak naruszenia tabu), grzechu (przeciw przykazaniom) i winy (świadomość, że źle rozporządzam swoją wolnością), wydobywając ich naturę i miejsce pośród mitów związanych z kwestią zła. Ściślej biorąc, interesują go mity mówiące o tym, „gdzie zło się zaczyna i gdzie się kończy”. Mit może zakładać zło już w samym początku, może lokować je w człowieku (mity upadku) lub w jakimś innym źródle. Budując fenomenologię mitu zła, Ricoeur ma na względzie ambitny cel intelektualny: wydobyć się z hermeneutycznej „cyrkularności” w kierunku samego „bytu”.
Wyjątkowo oryginalny myśliciel z wyboru, obywatel świata z konieczności: Vilém Flusser (1920–1991). Urodził się w Pradze jako czeski Żyd, w 1939 roku musiał emigrować i trafił aż do Sao Paulo. Tam też w latach 60. XX wieku zaczął późną karierę akademicką, a od lat 70. wykładał w Europie, do której powrócił i gdzie zginął w wypadku samochodowym, jak na ironię w ojczystych Czechach. Był filozofem komunikacji, zajmował się mediami, a książeczka o fotografii (1983) przysporzyła mu światowej sławy. Jego namysł nad epoką postindustrialną i „postalfabetyczną”, ciekawe systematyzacje dziejów człowieka i cywilizacji są bardzo aktualne – i ich aktualności wystarczy zapewne jeszcze na długo. Flusser stara się odpowiedzieć na nasze niepokoje o kulturę w czasach zagrożenia pisma przez obraz, przynosząc nam tym, trzeba przyznać, niejaką pociechę. W myśl jego koncepcji jesteśmy skazani na pośredniczącą rolę komunikacji, której kluczowym narzędziem jest specyficznie pojęty „aparat” – fotograficzny w szczegolności. Filozoficzne ujęcie natury fotografii ma nam pozwolić na zrozumienie, co się dzieje z naszą cywilizacją w ogóle – zrozumienie, że po „alfabetyzacji” obrazu, która nastąpiła wraz z wynalezieniem pisma, obecnie, poprzez „obraz techniczny” w rodzaju fotografii, filmu, wideo, trwa proces „uobrazowiania” tekstu, ale obrazem na innym poziomie niż uprzedni, przedalfabetyczny obraz.
Magia fascynuje każdego, jest wszechobecna w życiu, gdy ciągle powtarzamy o różnych zdarzeniach „jakież to magiczne”, lecz zapytani wprost, nie chcielibyśmy jej przyznać żadnej wartości poznawczej ani sprawczej. Éliphas Lévi, a właściwie Alphonse Louis Constant (1810–1875), uważał inaczej. Ten żarliwy katolik, niedoszły kapłan o żydowskim pseudonimie, zajmował się magią nie tylko jako jej historyk, lecz także praktycznie – podobno wywołał Apoloniusza z Tiany. Napisał historię magii, podręcznik dalece nie bezstronny, pełen zaangażowania w okultyzm i jego „naukę”, którą uważał za zgodną z religią katolicką. Książka Léviego-Constanta należy dziś do kanonu i klasyki literatury przedmiotu. Magia jest dla autora pozytywną nauką o tajemnych siłach przyrody, do których klucz zapewnia adeptowi wielką moc sprawczą. Formalnie biorąc, to samo można by rzec o współczesnej fizyce, nawet jeśli „klucz” w obu tych dziedzinach wygląda zdecydowanie inaczej. A już zupełnie nie można lekceważyć dokonań alchemii, pośrednika między dawnym a nowym rozumieniem wiedzy i nauki. Może więc warto zajrzeć do tych rozważań choćby na zasadzie eksperymentu myślowego, bo przecież wieki czy tysiąclecia wcześniej tu właśnie szukalibyśmy wiedzy o świecie. Książka Léviego jest ponadto pełna życia, anachroniczna i urocza w mieszaniu filozoficznych spekulacji z obszernymi opowieściami o tajemniczych zdarzeniach. No i warto też się zabezpieczyć – bo jeśli któregoś dnia fizyka potwierdzi, że coś takiego jak „światło astralne”, podstawowa siła w kosmosie, faktycznie istnieje?
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?