Dobre Książki

WstydźSię!

39,98 zł 30,18 zł


Jon Ronson lubi mierzyć się z trudnymi i intrygującymi tematami; zgłębia je empirycznie, zawsze chce doświadczyć choćby części tego, czego doświadczyli – lub wciąż doświadczają – opisywani przez niego ludzie. Podróżuje po świecie, przeprowadza wywiady, dociera do źródeł, bierze udział w niecodziennych wydarzeniach, osobliwych kursach i dziwnych eksperymentach. Nie boi się konfrontacji z tym, co większość z nas zapewne przerażałoby, budziło opór, a co najmniej, zażenowanie. Dzięki temu – i dzięki lekkiej, przyprawionej ironią, dystansem i poczuciem humoru narracji Ronsona – mamy możliwość poznania zagadnień niezwykle ciekawych, intrygujących, a wręcz niepokojących; słowem: takich, o które chcielibyśmy, ale wstydzimy się zapytać. I to właśnie wstyd jest tematem najnowszej książki autora, obecnego od wielu lat na listach bestsellerów Jona Ronsona. #WstydźSię! to wciągająca i błyskotliwa opowieść o jednej z najbardziej niedocenianych sił rządzących światem: o wstydzie. Okazuje się bowiem, że dzięki internetowi publiczne zawstydzanie – dawna metoda przywoływania do porządku niepokornych, przestępców i wichrzycieli – przeżywa dziś renesans. Staje się nową metodą wymierzania sprawiedliwości. Karzącą ręką ludowej demokracji. Cyfrową wersją średniowiecznego pręgierza.
Czy jesteś psychopatą ? Fascynująca podróż...

34,99 zł 27,11 zł


Coraz częściej oceniani po najbardziej skrajnych zachowaniach, nie umiemy już poprawnie zdefiniować normalności. W tej książce została ona przedstawiona niczym w krzywym zwierciadle. Z ogromną dozą poczucia humoru, jakie cechuje głównego bohatera, Jona, i pod wpływem jego bezsprzecznego uroku osobistego, wprowadzani jesteśmy w tajemniczy świat obłędu. Ta z pozoru lekka i rozrywkowa lektura, stawiając w świetle dziennym niewygodne prawdy, wciąga już od pierwszej strony.  
Marketing internetowy. Szybkie łącze z klientami

49,00 zł 36,01 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

Wszystko, co musisz wiedzieć, by wypromować swoją firmę w sieci. Chociaż "oczywistą oczywistością" jest fakt, że prowadzenie marketingu w internecie to dzisiaj biznesowa konieczność, dużo prościej wygląda to w teorii niż w praktyce. Od czego zacząć? Jak się odnaleźć w całym tym chaosie? Co zrobić, by nie zaplątać się w zawiłości wirtualnej sieci? Autor tej książki nie zakłada, że skoro jesteś użytkownikiem internetu, można od razu wrzucić Cię na głęboką wodę i patrzeć, jak dramatycznie starasz się nie zachłysnąć ogromną ilością nieustannie emitowanych bajtów. Jon Reed jest konsultantem ds. mediów społecznościowych, wykładowcą, prelegentem i trenerem. Krok po kroku nauczy Cię, jak wykorzystywać ludzką potrzebę budowania relacji społecznych dla Twoich własnych biznesowych celów. Wyciągnij do swoich klientów rękę przez internet. Zacznij od: zwiększania Twojej widoczności w przeglądarce Google prowadzenia skutecznych kampanii marketingu e-mailowego tworzenia treści, które zostaną docenione przez rynek promowania firmy w serwisach takich, jak Facebook, LinkedIn i Twitter.
Zawodowo od nowa

34,89 zł 27,04 zł


Ta książka nie jest o rzucaniu pracy. To poradnik o tym, jak zacząć świadomie budować swoją karierę – niezależnie od tego, czy marzysz o awansie, pracy na własny rachunek, czy chcesz pozostać w obecnym miejscu i poprawić swoją sytuację. Praca nie musi być więzieniem, w którym odsiadujesz wyrok aż do przejścia na emeryturę! Jon Acuff sam zatrudniał się i zwalniał kilkanaście razy. Znalazł pracę marzeń, a potem ją rzucił. Wreszcie odkrył, że o sukcesie zawodowym decyduje osobiste Konto Kariery budowane dzięki czterem inwestycjom: w Umiejętności, Relacje, Osobowość i Zapał. To właśnie dzięki nim przygotujesz się zarówno na pozytywne, jak i negatywne sytuacje w życiu zawodowym. Po przeczytaniu tej książki ruszysz z miejsca i przebijesz się przez Sufit. Uporasz się ze Wstrząsem, takim jak nagła zmiana czy utrata pracy. Wykorzystasz Skok w karierze i Szansę na zmianę. A przede wszystkim zyskasz motywację i energię, by ZACZĄĆ OD NOWA!
Franek Einstein i turbomózg

19,99 zł 17,89 zł


Kolejne przygody genialnego Franka Einsteina i jego dwóch robotó W trzecim tomie książki prosto z listy bestsellerów „New York Times” Franek Einstein, genialny dziecięcy naukowiec i wynalazca, oraz jego przyjaciel Watson, Klank, autokonstrukt o sztucznej inteligencji, i Klink, niemal autokonstrukt o sztucznej prawie-inteligencji, znowu rywalizują z ich kumplem z klasy i odwiecznym wrogiem, Tobiaszem Edisonem. Tym razem próbują uwolnić moc kryjącą się w ludzkim ciele!
Wszystko za Everest

39,90 zł 30,12 zł


Kiedy 10 maja 1996 roku trzy ekipy jednocześnie dokonywały ataku szczytowego, nad Mount Everestem zerwała się burza. Zaczęła się mordercza walka o przetrwanie. Jon Krakauer przeżył. Książka Wszystko za Everest trafiła na listy bestsellerów, ale wywołała też wiele kontrowersji. Stała się także źródłem inspiracji dla filmowców. Sama tragedia zaś – mimo że wydarzyła się prawie dwadzieścia lat temu – wciąż budzi emocje. Problemy opisane przez Krakauera przybrały jeszcze na sile: w komercyjnych wyprawach na Everest bierze udział coraz więcej osób, nie bacząc na zagrożenia i skutki ludzkiej ekspansji w najwyższych górach świata. ""Wszystko za Everest" to tylko pozornie opowieść o wyprawie na Mount Everest. Jon Krakauer bowiem, opowiadając o tragicznej ekspedycji na najwyższy szczyt świata, tak na prawdę snuje opowieść o śmierci, o ludzkiej odwadze i poświęceniu. To jeden z tych reportaży, od których nie sposób się oderwać i o których nie da się zapomnieć. Mistrzowska, niemal filozoficzna przypowieść dla wszystkich, nawet tych, których wspinaczka wysokogórska zupełnie nie interesuje." Robert Ziębiński, „Newsweek” "Jedna z dwóch książek, które zabrałbym na bezludną wyspę." Marcin Meller, „Playboy” "Dla człowieka gór biblia. Dla mieszkańców nizin książka roku!" Piotr Szabłowski, „Gazeta Wyborcza” "Krakauer jest jednym z najlepszych pisarzy wśród alpinistów, a tragedia na Evereście w 1996 roku, której był świadkiem – jedną z najczarniejszych kart w historii himalaizmu. Z talentu pisarskiego i niezwykłego dramatyzmu wydarzeń powstała mieszanka iście wybuchowa. Lektura obowiązkowa nie tylko dla ludzi gór." Piotr Drożdż, „Góry”
Kultura Kaizen. Budowanie i utrzymanie kultury...

64,90 zł 47,70 zł


Stwórz i utrzymaj kulturę kaizen w swojej organizacji. Wykorzystując ponad 50 lat zbiorczych doświadczeń specjalistów pomyślnie stosujących kaizen w trakcie transformacji organizacji z wielu branż, niniejsza książka wyjaśnia, jak szybko, ale trwale udoskonalić pracę i polepszyć wyniki. Jest szczegółowym przewodnikiem, dzięki któremu czytelnik dowie się, jak przeprowadzić usystematyzowane wdrażanie kaizen poprzez organizowanie warsztatów kaizen. Rzeczywiste przykłady ukazują, jak kultura kaizen sprawdza się w takich firmach jak Toyota, Zappos czy Wiremold. Ten praktyczny poradnik, pełen cennych spostrzeżeń liderów z Kaizen Institute, tłumaczy: dlaczego kultura kaizen jest konieczna, jakie jest prawdziwe znaczenie kaizen, skąd wywodzą się warsztaty kaizen, jak kaizen sprawdza się jako strategia w praktyce, jak utrzymać kulturę kaizen, jak rozpoznać organizacyjną gotowość do transformacji, jak pokonać kulturowe przeszkody, a ponadto zawiera studia przypadków omawiające faktyczne wdrażanie kaizen w organizacjach różnej wielkości i z różnych branż. Przedmowa Johna Toussainta, dyrektora zarządzającego Thedacare. Jon Miller może pochwalić się 20-letnim doświadczeniem z zakresu kaizen. Jest dyrektorem zarządzającym Kaizen Institute Consulting Group. Był współzałożycielem i dyrektorem zarządzającym Gemba Research zanim firma połączyła się z Kaizen Institute. Jest autorem wielu artykułów. Był tłumaczem i wydawcą Taiichi Ohno’s Workplace Management. Swój wkład wniósł również do wielu innych książek wydawnictwa McGraw-Hill, chociażby Gemba Kaizen czy Kaizen in Logistics and Supply Chains. Mike Wroblewski ma ponad 25-letnie doświadczenie w obszarze inżynierii przemysłowej, zarządzania produkcją i kaizen. Jest dyrektorem Kaizen Institute USA. Jest często zapraszany jako główny prelegent na konferencje, gdzie dzieli się swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniami z zakresu kaizen. Jaime Villafuerte ma 20-letnie doświadczenie na polu strategicznego i taktycznego wdrażania ciągłego doskonalenia. Jest dyrektorem ds. Lean Six Sigma w Jabil Inc., firmie zatrudniającej ponad 165 000 pracowników w 33 krajach. Przewodzi tam transformacji Lean Six Sigma. Jest autorem The Lean 6 Sigma Deployment Memory Jogger.
Koty TW

19,99 zł 17,89 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

Untitled documentTo niezwykłe kompendium prezentuje fascynujące spojrzenie na pochodzenie i historię udomowionych kotów. Opisy poszczególnych ras zostały wzbogacone pięknymi ilustracjami. Każdy miłośnik kotów znajdzie tutaj interesujące informacje i ciekawostki związane ze swoimi ulubieńcami.
Psy w.2013

6,99 zł 6,26 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

To niezwykłe kompendium prezentuje fascynujące spojrzenie na pochodzenie i historię udomowionych psów. Opisy poszczególnych ras zostały wzbogacone pięknymi ilustracjami. Każdy miłośnik psów znajdzie tutaj interesujące informacje i ciekawostki związane ze swoimi ulubieńcami.
Koty

6,99 zł 6,26 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

To niezwykłe kompendium prezentuje fascynujące spojrzenie na pochodzenie i historię udomowionych kotów. Opisy poszczególnych ras zostały wzbogacone pięknymi ilustracjami. Każdy miłośnik kotów znajdzie tutaj interesujące informacje i ciekawostki związane ze swoimi ulubieńcami.
Psy

20,74 zł 18,15 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

To niezwykłe kompendium prezentuje fascynujące spojrzenie na pochodzenie i historię udomowionych psów. Opisy poszczególnych ras zostały wzbogacone pięknymi ilustracjami. Każdy miłośnik psów znajdzie tutaj interesujące informacje i ciekawostki związane ze swoimi ulubieńcami.
Jak schudnąć bez diety? Metoda Gabriela

34,90 zł 27,04 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

Jon Gabriel nie tylko stracił ponad 100 kilogramów bez diet i operacji, ale – co niespotykane – nie ma na ciele żadnych śladów dawnej otyłości. Metoda Gabriela Pamiętam wyraźnie chwilę, która na zawsze odmieniła moje życie. Było to w sierpniu 2001 roku. Ważyłem prawie 186 kilogramów. Przez poprzednie 12 lat przytyłem ponad 90. Zjechałem właśnie z trasy numer 4 w New Jersey, na Para-mus/River Edge. Przy zjeździe z autostrady uderzyła mnie pewna myśl, zupełnie jak porażenie prądem: „Moje ciało chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie mogę w żaden sposób stracić na wadze". Skręciłem w najbliższą przecznicę i po prostu siedziałem w samochodzie. Przez następne 20 minut w mojej głowie panowała pustka. Przez 12 lat, kiedy to przybyło mi 90 kilo, próbowałem wszystkiego, co tylko się dało, aby schudnąć. Wypróbowałem każdą dietę pod słońcem - od niskotłuszczowych po niskocu-krowe? I wszystkie po drodze. Byłem zarówno w Instytucie Nathana Prinkinsa w Kalifornii, jak i u samego śp. doktora Atkinsa w Nowym Jorku. U doktora Atkinsa wydałem ponad 3000 dolarów, a ostatecznie był on w stanie jedynie nakrzyczeć na mnie za to, że jestem taki gruby. Kilka innych małych fortun wydałem na wszelkie dostępne terapie holistyczne i alternatywne. Bez względu na to, co robiłem, moje ciało nadal tyło. Każda dieta czy program, za które się brałem, wyglądały tak samo: zaczynało się od konieczności liczenia - kalorii, tłuszczów, węglowodanów, soli, czegoś tam jeszcze - oraz listy zakazów. Przestrzegałem wskazówek co do joty. Zazwyczaj najpierw szybko chudłem, ale później spadek masy ciała spowalniał. Aż w końcu waga stawała w miejscu. W tym momencie trwałem przy diecie już nie po to, aby schudnąć, ale by utrzymać wagę. Przez cały ten czas mój apetyt na produkty, których nie wolno mi było jeść, wzrastał. Zniechęcony i przygnębiony, zbyt zmęczony walką z wilczym apetytem, zaczynałem w końcu się objadać. Kilogramy stracone w ciągu miesiąca wracały w kilka dni. Parę tygodni później ważyłem od 4 do 6 kilo więcej niż w chwili rozpoczęcia diety. W odpowiedzi na wszystko, co robiłem, by stracić na wadze, moje ciało walczyło ze mną zębami i pazurami - i zawsze wygrywało. Po całych latach bicia głową w mur i odchudzania się na siłę musiałem przyznać w końcu, że dopóki moje ciało chce być grube, sytuacja jest beznadziejna. Z chwilą, kiedy to do mnie dotarło, rzuciłem odchudzanie raz na zawsze. Postanowiłem, że zamiast zmuszać się do utraty wagi wbrew mojej woli, postaram się zrozumieć, dlaczego moje ciało w ogóle chce być grube. Na poszukiwanie odpowiedzi ruszyłem, zagłębiając się godzinami w studiowanie wszelkich dostępnych materiałów z dziedziny biochemii, żywienia, neurobiologii i psychologii. W latach 80. uczyłem się w Szkole Biznesu Wartona przy Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie bardzo zainteresowałem się biochemią i skończyłem szereg kursów z biologii. Przez rok u doktora Jose Rabinowitza w Szpitalu Weteranów w Filadel- fii prowadziłem też badania nad syntezą cholesterolu. Wszystko to dało mi solidne podstawy do zrozumienia współczesnych badań nad otyłością. Przekopywałem się przez 20 do 30 raportów badawczych dziennie, a po przeczytaniu kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy z nich, stałem się już specjalistą w dziedzinie najnowszych badań nad chemią otyłości i odchudzania. Zająłem się także medytacją, hipnozą, programowaniem neurolingwistycznym, psycholingwistyką, terapią pola myśli, tai-chi, chi kung oraz badaniami nad świadomością. Wziąłem się nawet za fizykę kwantową. Byłem pewien, że odpowiedzi leżą gdzieś pomiędzy umysłem i ciałem. Najintensywniej badałem jednak własne ciało. Przestałem postrzegać je jako wroga, który po prostu nie chce mnie słuchać; zrozumiałem, że to nie ono jest moim problemem, ale nieumiejętność posługiwania się nim. Od tamtego momentu zacząłem dokładnie go słuchać. Przestałem przestawiać je z kąta w kąt i zmuszać do postępowania wbrew jego woli. Zamiast tego stałem się jego uczniem. A ponieważ byłem spragniony wiedzy, okazało się ono bardzo skutecznym nauczycielem. Nauczyło mnie, dlaczego chce być grube i co mam robić, aby zapragnęło być szczupłe. Kiedy tylko zrozumiałem, że moje ciało ma powody, aby chcieć być grube, odrzuciłem diety. Po co być na diecie, skoro to nie rozwiąże problemu? Później odkryłem, że stosowanie diet nie tylko nie działa, ale jeszcze skłania ciało, które chce być grube do tego, że zechce być jeszcze grubsze. Odpuszczenie sobie diet było najwspanialszą i najbardziej wyzwalającą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem swojej obsesji jedzenia i traktowania każdej oznaki głodu jako bitwy, którą trzeba stoczyć. Nienawidziłem oceniania kolejnych dni pod kątem tego, czy byłem grzeczny: „O, to był dobry dzień!". Albo w kiepski dzień: „Okej, dzisiaj było źle, więc co mi tam. Chodźmy do sklepu wykupić wszystkie ciasta, ciastka, ciasteczka i wszystkie rodzaje lodów. Nie, czekolady nie! Ma za dużo kalorii. O, to jest beztłuszczowe -słoneczny waniliowy sorbet mleczny z bananami. A przy okazji można by też spróbować passiflory i brzoskwini. Aaa, co tam! Jak już to wszystko kupujemy, to może jeszcze lody o smaku ciastek czekoladowych z podwójną polewą, prawdziwe lody. Ale nie tylko te jedne, dzisiaj i tak już jest z głowy. A skoro już pozwoliłeś sobie na tyle, to spróbujmy jeszcze tego, na co od dawna też miałeś ochotę". Dieta, a potem odpuszczanie sobie stało się moim stylem życia, ale po olśnieniu, jakiego doznałem, skończyłem z tym. Dałem sobie spokój i nie było już dobrych i złych dni; przestałem traktować każdy atak głodu jak bitwę. Jeśli zgłodniałem, jadłem, a jeśli nie byłem głodny - nie jadłem. Jeśli chciałem coś tam z podwójną polewą, to brałem sobie. Kęs, dwa, dziesięć albo wszystko, co było. Ponieważ przestałem liczyć kalorie, nie zależało mi; zdałem sobie sprawę, że mnóstwo ludzi nie oblicza tego, co jedzą. Nie przywiązują wagi do tego, co jedzą, a nigdy nie tyją. Nazywam tych ludzi „szczupłymi z natury". Naturalnie szczupli nie trwają w patologicznych relacjach z jedzeniem. Nie mają dobrych ani złych dni. Nie mają zakazanych potraw. Jedzą, co chcą i kiedy chcą. Nie zadręczają się rozmyślaniem, co jest dla nich najlepsze. Po prostu nie zależy im. Jedzą, kiedy są głodni - koniec, kropka. Zacząłem więc tak żyć. Zacząłem żyć tak jak osoba szczupła z natury, jedząc to, co chciałem, kiedy tylko chciałem; z jedną tylko różnicą - pilnowałem, aby jeść także takie potrawy, które zawierają składniki odżywcze potrzebne mojemu ciału, w formie strawnej i przyswajalnej. Na początku miałem największą ochotę na te same pokarmy co wcześniej. Nadal pochłaniałem mnóstwo bezwartościowych rzeczy, co wynikało z faktu, że wcześniej tak długo ich sobie odmawiałem. Stopniowo zaczęło się to zmieniać, miałem ochotę na coraz mniejsze ilości - a także na znacznie zdrowsze potrawy Teraz jeżeli moje ciało czuje głód, to nie bez przyczyny. Szanuję to i nie oceniam. Po prostu słucham i staram się dostosować, jak tylko potrafię. Moje ciało upomina się o świeże owoce i urozmaicone kolorowe sałatki. Jedzenie, które kiedyś postrzegałem jako przymus i karę, teraz smakuje mi lepiej niż wszystko, co jadłem przez 15 lat obżarstwa i życia ponad stan w Nowym Jorku. Całkowicie zmienił mi się smak. Większość z tego, na co dawniej miałem ochotę, nie było nawet prawdziwym pokarmem. Składało się tylko z cukru i syntetycznych aromatów. Pakowałem w swoje ciało puste kalorie i niewiele więcej. Tak naprawdę jednym z powodów nieustającego głodu był więc brak składników odżywczych. Głodziłem swoje ciało. Nie mogło wykorzystać jedzenia, które przyjmowałem, więc było ono nieustannie niedożywione. I to niezależnie od tego, jak dużo zjadłem, bo w pokarmach, które dostawało, nie było składników odżywczych. Wyobraźcie sobie karmienie niemowlęcia samą oranżadą. Takie porównanie przychodzi mi do głowy na wspomnienie tamtego okresu mojego życia. Niemowlę potrzebowało mleka matki, a ja dawałem mu coca-colę. Jaki więc miało wybór? Mogło jedynie ciągle płakać. Musiało coś robić. Musiało prosić o więcej tego, co mogłem mu dać, nie miało wyboru. Mimo że ważyłem 180 kilo, a dni, kiedy przyjmowałem ponad 5000 kalorii, zdarzały się często, pod względem odżywczym głodowałem. Moje ciało trwało w stanie ciągłego niedożywienia mimo niewyczerpanych zasobów bezwartościowego pożywienia oraz zgromadzenia zapasu tłuszczu, który wystarczyłby na następne trzy życia. Głodowało zresztą nie tylko moje ciało. Przymierałem głodem w każdym innym aspekcie. Głodowałem mentalnie, emocjonalnie i duchowo. Nie słuchałem głosu serca. Żyłem według pewnego przyjętego wzoru. Serce wskazywało mi zupełnie inny kierunek, a ja nie słuchałem. Wciąż broniłem się przed zmianami, do jakich mnie wzywało. W rezultacie z głodu umierała moja dusza - z głodu doświadczeń, których w tym życiu pragnęła. Spędzałem czas, pracując w zamknięciu w Nowym Jorku, podczas gdy pragnąłem przebywać wśród czystej, dziewiczej przyrody. Tkwiłem w biurze na etacie 5 dni w tygodniu, przez ogromną większość dnia w świetle jarzeniówek, w zapachu wykładzin, w dźwięku tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych, które słyszałem codziennie przez 15 lat. Brakowało mi nie tylko witamin - brakowało mi życia. W głębi serca pragnąłem być gdzie indziej. Co jednak mogłem zrobić? Jako sprzedawca obligacji zarabiałem dwa lub nawet trzy razy więcej niż ktokolwiek inny, kim mógłbym zostać. A pieniędzy potrzebowałem na spłatę trzech kredytów pod hipotekę, dwóch samochodów w leasingu i trzynastu kart kredytowych, wykorzystanych prawie zupełnie. Byłem uwięziony w biurze, przykuty do zobowiązań tym, co w branży nazywaliśmy „złotymi kajdankami". Moje życie stało się więzieniem i nic nie zapowiadało wyjścia na wolność. Kiedy zacząłem słuchać uważnie swojego ciała, w końcu usłyszałem także własne serce. Po raz pierwszy. Usłyszałem, jak mówi mi, że się duszę. Nie miałem jednak żadnego planu, więc mogłem jedynie słuchać go i marzyć. Choć nie czułem w sobie odwagi ani siły, by zrobić coś ze swoim życiem, miało ono jednak diametralnie się zmienić. W miesiąc po moim olśnieniu planowałem podróż do San Francisco na spotkanie biznesowe, które mogło się okazać jednym z najważniejszych w moim życiu. Chodziło o rozmowy z dużą firmą brokerską w sprawie zakupu przez nią spółki, którą zbudowałem. Był to dzień, który na zawsze mógł odmienić moje życie, a spotkanie miało moc spełnienia moich wszystkich marzeń. Za każdym razem, kiedy leciałem do San Francisco, wybierałem bezpośredni lot z lotniska Newark. Tym razem mój partner postanowił jednak zaoszczędzić 150 dolarów i zarezerwował mi bilet na tańszy, lecz znacznie mniej dogodny lot, opuszczający nowojorskie lotnisko La Guardia po południu. Nie byłem specjalnie zachwycony perspektywą przebijania się 2 godziny przez korki, by dostać się do La Guardia, wydania 300 dolarów na parking oraz dwugodzinnego postoju w Cincinnati po to, by zaoszczędzić 150 dolarów. W innej sytuacji pewnie znalazłbym jakieś inne wyjście, ale coś mi podpowiadało, żebym sobie po prostu odpuścił. Tak też zrobiłem. Koniec końców nigdzie nie poleciałem, bo lotnisko zamknięto. Był 11 września 2001. Nigdy nie dotarłem do San Francisco na to spotkanie służbowe, choć lot, którym pierwotnie chciałem polecieć, zdążył opuścić lotnisko. Był to Lot 93 United Airlines, który znajdował się już w powietrzu, kiedy pierwszy samolot uderzył w World Trade Center. Jego pasażerowie zdążyli o tym usłyszeć. Zdążyli zadzwonić z komórek do mężów i żon, powiedzieć im, jak wiele dla nich znaczą i że bardzo ich kochają, a później przejąć kontrolę nad sytuacją i zmusić porywaczy do rozbicia samolotu na polu w Pensylwanii. Nikt z nich nie przeżył. Gdybym poleciał Lotem 93, pozostawiłbym za sobą moje 180-kilogramowe ciało po życiu spędzonym w biurze, pozbawione sił życiowych i więdnące w świetle jarzeniówek, zmuszone do słuchania ciągle tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych. Taki byłby mój los, gdyby Boża Opatrzność nie dała mi drugiej szansy. Dwa tygodnie później przybyłem do biura, gotowy rozpocząć nowy dzień, z zamiarem wzięcia się z życiem za bary i maksymalnego wykorzystania wszystkiego, co ze sobą niesie. I dowiedziałem się, że moja firma upadła. Firma brokerska, która zajmowała się naszą księgowością, splajtowała jako jedna z tych, które dotknął spadek giełdowy po 11 września. Z dnia na dzień stracili 80 milionów dolarów, przez co zostały zamrożone wszystkie aktywa nasze i naszych klientów. Przez trzy tygodnie nikt z klientów nie mógł wypłacić swoich pieniędzy z konta ani dokonywać transakcji. Pieniądze wycofali od razu, kiedy pojawiła się taka możliwość. I tak padł mój interes. W okamgnieniu zniknęło wszystko: firma, którą tworzyłem z takim wysiłkiem, moje poświęcenia, zmagania i wyzwania, które podejmowałem. Ogłupiały usiadłem przy biurku. Nie miałem pojęcia, co robić, więc gapiłem się na monitor komputera. W końcu coś do mnie dotarło. Znowu uratowano mi życie. Nagle poczułem przemożne pragnienie spełnienia swoich marzeń, zrobiłem więc to, co podpowiadał mi głos z głębi serca. Kupiłem dwa bilety w jedną stronę do Australii Zachodniej, dla mojej żony i dla siebie. Marzyliśmy o tym od dawna i w końcu byłem gotów to marzenie spełnić, uzbrojony jedynie w wiarę i chęć słuchania głosu serca. Tego wieczoru przyniosłem do domu dwie wiadomości dla żony. Jedną było to, że nie mam pracy, a drugą, że przenosimy się w najbliższym półroczu do Australii. Dwa tygodnie później to ona miała wieści dla mnie - spodziewaliśmy się naszego pierwszego dziecka. Po upływie pół roku siedzieliśmy już w samolocie do Australii. Nie mieliśmy pojęcia, co będziemy robić przez resztę życia, i nie obchodziło nas to. Wierzyłem, że coś mnie prowadzi i idę właściwą drogą, póki słucham swego serca. Po dziś dzień słucham głosu serca i podążam właśnie za nim. Transformacja ciała była dla mnie w bardzo dużym stopniu także transformacją całego mojego życia. Pojawiły się jednak także inne problemy, którymi musiałem się zająć. Żyłem w ogromnym stresie, a jak wyjaśnię później, niektóre rodzaje stresu potrafią zwabić ciało w pułapkę pragnienia bycia grubym, aktywując coś, co nazywam mechanizmami FAT. Cierpiałem na „otyłość na tle emocjonalnym", która występuje, kiedy dana osoba czuje się bezpieczniej, będąc grubą. Musiałem uporać się z wieloma problemami. Poniżej omawiam wiele powodów, dla których nasze ciała mogą pragnąć tycia. Większość czytelników będzie musiała skupić się na 1-2 z nich. Trzeba po prostu je zrozumieć, a następnie nauczyć się sposobów ich eliminowania. Cały proces może okazać się bardzo prosty, a po lekturze tej książki będziesz dokładnie wiedzieć, co należy robić. Na razie musisz jedynie zrozumieć, że jeśli masz ponad 5 kilogramów nadwagi, których w żaden sposób nie możesz się pozbyć, to znaczy, że twoje ciało ma swój powód, by utrzymywać tę dodatkową masę. Chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie ma sensu z nim walczyć. To twoje ciało rozdaje karty. Ono kontroluje apetyt. Jeżeli chce, może sprawić, że będziesz czuć niepohamowany głód niewłaściwych pokarmów w przesadnych ilościach. Ono kontroluje twój metabolizm, więc nawet jeśli uważasz, że potrafisz ograniczać ilość przyjmowanego jedzenia, to pamiętaj, że ono steruje spalaniem energii i gromadzeniem zapasów.[...]Pamiętam wyraźnie chwilę, która na zawsze odmieniła moje życie. Było to w sierpniu 2001 roku. Ważyłem prawie 186 kilogramów. Przez poprzednie 12 lat przytyłem ponad 90. Zjechałem właśnie z trasy numer 4 w New Jersey, na Para-mus/River Edge. Przy zjeździe z autostrady uderzyła mnie pewna myśl, zupełnie jak porażenie prądem: „Moje ciało chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie mogę w żaden sposób stracić na wadze". Skręciłem w najbliższą przecznicę i po prostu siedziałem w samochodzie. Przez następne 20 minut w mojej głowie panowała pustka. Przez 12 lat, kiedy to przybyło mi 90 kilo, próbowałem wszystkiego, co tylko się dało, aby schudnąć. Wypróbowałem każdą dietę pod słońcem - od niskotłuszczowych po niskocu-krowe? I wszystkie po drodze. Byłem zarówno w Instytucie Nathana Prinkinsa w Kalifornii, jak i u samego śp. doktora Atkinsa w Nowym Jorku. U doktora Atkinsa wydałem ponad 3000 dolarów, a ostatecznie był on w stanie jedynie nakrzyczeć na mnie za to, że jestem taki gruby. Kilka innych małych fortun wydałem na wszelkie dostępne terapie holistyczne i alternatywne. Bez względu na to, co robiłem, moje ciało nadal tyło. Każda dieta czy program, za które się brałem, wyglądały tak samo: zaczynało się od konieczności liczenia - kalorii, tłuszczów, węglowodanów, soli, czegoś tam jeszcze - oraz listy zakazów. Przestrzegałem wskazówek co do joty. Zazwyczaj najpierw szybko chudłem, ale później spadek masy ciała spowalniał. Aż w końcu waga stawała w miejscu. W tym momencie trwałem przy diecie już nie po to, aby schudnąć, ale by utrzymać wagę. Przez cały ten czas mój apetyt na produkty, których nie wolno mi było jeść, wzrastał. Zniechęcony i przygnębiony, zbyt zmęczony walką z wilczym apetytem, zaczynałem w końcu się objadać. Kilogramy stracone w ciągu miesiąca wracały w kilka dni. Parę tygodni później ważyłem od 4 do 6 kilo więcej niż w chwili rozpoczęcia diety. W odpowiedzi na wszystko, co robiłem, by stracić na wadze, moje ciało walczyło ze mną zębami i pazurami - i zawsze wygrywało. Po całych latach bicia głową w mur i odchudzania się na siłę musiałem przyznać w końcu, że dopóki moje ciało chce być grube, sytuacja jest beznadziejna. Z chwilą, kiedy to do mnie dotarło, rzuciłem odchudzanie raz na zawsze. Postanowiłem, że zamiast zmuszać się do utraty wagi wbrew mojej woli, postaram się zrozumieć, dlaczego moje ciało w ogóle chce być grube. Na poszukiwanie odpowiedzi ruszyłem, zagłębiając się godzinami w studiowanie wszelkich dostępnych materiałów z dziedziny biochemii, żywienia, neurobiologii i psychologii. W latach 80. uczyłem się w Szkole Biznesu Wartona przy Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie bardzo zainteresowałem się biochemią i skończyłem szereg kursów z biologii. Przez rok u doktora Jose Rabinowitza w Szpitalu Weteranów w Filadel- fii prowadziłem też badania nad syntezą cholesterolu. Wszystko to dało mi solidne podstawy do zrozumienia współczesnych badań nad otyłością. Przekopywałem się przez 20 do 30 raportów badawczych dziennie, a po przeczytaniu kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy z nich, stałem się już specjalistą w dziedzinie najnowszych badań nad chemią otyłości i odchudzania. Zająłem się także medytacją, hipnozą, programowaniem neurolingwistycznym, psycholingwistyką, terapią pola myśli, tai-chi, chi kung oraz badaniami nad świadomością. Wziąłem się nawet za fizykę kwantową. Byłem pewien, że odpowiedzi leżą gdzieś pomiędzy umysłem i ciałem. Najintensywniej badałem jednak własne ciało. Przestałem postrzegać je jako wroga, który po prostu nie chce mnie słuchać; zrozumiałem, że to nie ono jest moim problemem, ale nieumiejętność posługiwania się nim. Od tamtego momentu zacząłem dokładnie go słuchać. Przestałem przestawiać je z kąta w kąt i zmuszać do postępowania wbrew jego woli. Zamiast tego stałem się jego uczniem. A ponieważ byłem spragniony wiedzy, okazało się ono bardzo skutecznym nauczycielem. Nauczyło mnie, dlaczego chce być grube i co mam robić, aby zapragnęło być szczupłe. Kiedy tylko zrozumiałem, że moje ciało ma powody, aby chcieć być grube, odrzuciłem diety. Po co być na diecie, skoro to nie rozwiąże problemu? Później odkryłem, że stosowanie diet nie tylko nie działa, ale jeszcze skłania ciało, które chce być grube do tego, że zechce być jeszcze grubsze. Odpuszczenie sobie diet było najwspanialszą i najbardziej wyzwalającą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem swojej obsesji jedzenia i traktowania każdej oznaki głodu jako bitwy, którą trzeba stoczyć. Nienawidziłem oceniania kolejnych dni pod kątem tego, czy byłem grzeczny: „O, to był dobry dzień!". Albo w kiepski dzień: „Okej, dzisiaj było źle, więc co mi tam. Chodźmy do sklepu wykupić wszystkie ciasta, ciastka, ciasteczka i wszystkie rodzaje lodów. Nie, czekolady nie! Ma za dużo kalorii. O, to jest beztłuszczowe -słoneczny waniliowy sorbet mleczny z bananami. A przy okazji można by też spróbować passiflory i brzoskwini. Aaa, co tam! Jak już to wszystko kupujemy, to może jeszcze lody o smaku ciastek czekoladowych z podwójną polewą, prawdziwe lody. Ale nie tylko te jedne, dzisiaj i tak już jest z głowy. A skoro już pozwoliłeś sobie na tyle, to spróbujmy jeszcze tego, na co od dawna też miałeś ochotę". Dieta, a potem odpuszczanie sobie stało się moim stylem życia, ale po olśnieniu, jakiego doznałem, skończyłem z tym. Dałem sobie spokój i nie było już dobrych i złych dni; przestałem traktować każdy atak głodu jak bitwę. Jeśli zgłodniałem, jadłem, a jeśli nie byłem głodny - nie jadłem. Jeśli chciałem coś tam z podwójną polewą, to brałem sobie. Kęs, dwa, dziesięć albo wszystko, co było. Ponieważ przestałem liczyć kalorie, nie zależało mi; zdałem sobie sprawę, że mnóstwo ludzi nie oblicza tego, co jedzą. Nie przywiązują wagi do tego, co jedzą, a nigdy nie tyją. Nazywam tych ludzi „szczupłymi z natury". Naturalnie szczupli nie trwają w patologicznych relacjach z jedzeniem. Nie mają dobrych ani złych dni. Nie mają zakazanych potraw. Jedzą, co chcą i kiedy chcą. Nie zadręczają się rozmyślaniem, co jest dla nich najlepsze. Po prostu nie zależy im. Jedzą, kiedy są głodni - koniec, kropka. Zacząłem więc tak żyć. Zacząłem żyć tak jak osoba szczupła z natury, jedząc to, co chciałem, kiedy tylko chciałem; z jedną tylko różnicą - pilnowałem, aby jeść także takie potrawy, które zawierają składniki odżywcze potrzebne mojemu ciału, w formie strawnej i przyswajalnej. Na początku miałem największą ochotę na te same pokarmy co wcześniej. Nadal pochłaniałem mnóstwo bezwartościowych rzeczy, co wynikało z faktu, że wcześniej tak długo ich sobie odmawiałem. Stopniowo zaczęło się to zmieniać, miałem ochotę na coraz mniejsze ilości - a także na znacznie zdrowsze potrawy Teraz jeżeli moje ciało czuje głód, to nie bez przyczyny. Szanuję to i nie oceniam. Po prostu słucham i staram się dostosować, jak tylko potrafię. Moje ciało upomina się o świeże owoce i urozmaicone kolorowe sałatki. Jedzenie, które kiedyś postrzegałem jako przymus i karę, teraz smakuje mi lepiej niż wszystko, co jadłem przez 15 lat obżarstwa i życia ponad stan w Nowym Jorku. Całkowicie zmienił mi się smak. Większość z tego, na co dawniej miałem ochotę, nie było nawet prawdziwym pokarmem. Składało się tylko z cukru i syntetycznych aromatów. Pakowałem w swoje ciało puste kalorie i niewiele więcej. Tak naprawdę jednym z powodów nieustającego głodu był więc brak składników odżywczych. Głodziłem swoje ciało. Nie mogło wykorzystać jedzenia, które przyjmowałem, więc było ono nieustannie niedożywione. I to niezależnie od tego, jak dużo zjadłem, bo w pokarmach, które dostawało, nie było składników odżywczych. Wyobraźcie sobie karmienie niemowlęcia samą oranżadą. Takie porównanie przychodzi mi do głowy na wspomnienie tamtego okresu mojego życia. Niemowlę potrzebowało mleka matki, a ja dawałem mu coca-colę. Jaki więc miało wybór? Mogło jedynie ciągle płakać. Musiało coś robić. Musiało prosić o więcej tego, co mogłem mu dać, nie miało wyboru. Mimo że ważyłem 180 kilo, a dni, kiedy przyjmowałem ponad 5000 kalorii, zdarzały się często, pod względem odżywczym głodowałem. Moje ciało trwało w stanie ciągłego niedożywienia mimo niewyczerpanych zasobów bezwartościowego pożywienia oraz zgromadzenia zapasu tłuszczu, który wystarczyłby na następne trzy życia. Głodowało zresztą nie tylko moje ciało. Przymierałem głodem w każdym innym aspekcie. Głodowałem mentalnie, emocjonalnie i duchowo. Nie słuchałem głosu serca. Żyłem według pewnego przyjętego wzoru. Serce wskazywało mi zupełnie inny kierunek, a ja nie słuchałem. Wciąż broniłem się przed zmianami, do jakich mnie wzywało. W rezultacie z głodu umierała moja dusza - z głodu doświadczeń, których w tym życiu pragnęła. Spędzałem czas, pracując w zamknięciu w Nowym Jorku, podczas gdy pragnąłem przebywać wśród czystej, dziewiczej przyrody. Tkwiłem w biurze na etacie 5 dni w tygodniu, przez ogromną większość dnia w świetle jarzeniówek, w zapachu wykładzin, w dźwięku tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych, które słyszałem codziennie przez 15 lat. Brakowało mi nie tylko witamin - brakowało mi życia. W głębi serca pragnąłem być gdzie indziej. Co jednak mogłem zrobić? Jako sprzedawca obligacji zarabiałem dwa lub nawet trzy razy więcej niż ktokolwiek inny, kim mógłbym zostać. A pieniędzy potrzebowałem na spłatę trzech kredytów pod hipotekę, dwóch samochodów w leasingu i trzynastu kart kredytowych, wykorzystanych prawie zupełnie. Byłem uwięziony w biurze, przykuty do zobowiązań tym, co w branży nazywaliśmy „złotymi kajdankami". Moje życie stało się więzieniem i nic nie zapowiadało wyjścia na wolność. Kiedy zacząłem słuchać uważnie swojego ciała, w końcu usłyszałem także własne serce. Po raz pierwszy. Usłyszałem, jak mówi mi, że się duszę. Nie miałem jednak żadnego planu, więc mogłem jedynie słuchać go i marzyć. Choć nie czułem w sobie odwagi ani siły, by zrobić coś ze swoim życiem, miało ono jednak diametralnie się zmienić. W miesiąc po moim olśnieniu planowałem podróż do San Francisco na spotkanie biznesowe, które mogło się okazać jednym z najważniejszych w moim życiu. Chodziło o rozmowy z dużą firmą brokerską w sprawie zakupu przez nią spółki, którą zbudowałem. Był to dzień, który na zawsze mógł odmienić moje życie, a spotkanie miało moc spełnienia moich wszystkich marzeń. Za każdym razem, kiedy leciałem do San Francisco, wybierałem bezpośredni lot z lotniska Newark. Tym razem mój partner postanowił jednak zaoszczędzić 150 dolarów i zarezerwował mi bilet na tańszy, lecz znacznie mniej dogodny lot, opuszczający nowojorskie lotnisko La Guardia po południu. Nie byłem specjalnie zachwycony perspektywą przebijania się 2 godziny przez korki, by dostać się do La Guardia, wydania 300 dolarów na parking oraz dwugodzinnego postoju w Cincinnati po to, by zaoszczędzić 150 dolarów. W innej sytuacji pewnie znalazłbym jakieś inne wyjście, ale coś mi podpowiadało, żebym sobie po prostu odpuścił. Tak też zrobiłem. Koniec końców nigdzie nie poleciałem, bo lotnisko zamknięto. Był 11 września 2001. Nigdy nie dotarłem do San Francisco na to spotkanie służbowe, choć lot, którym pierwotnie chciałem polecieć, zdążył opuścić lotnisko. Był to Lot 93 United Airlines, który znajdował się już w powietrzu, kiedy pierwszy samolot uderzył w World Trade Center. Jego pasażerowie zdążyli o tym usłyszeć. Zdążyli zadzwonić z komórek do mężów i żon, powiedzieć im, jak wiele dla nich znaczą i że bardzo ich kochają, a później przejąć kontrolę nad sytuacją i zmusić porywaczy do rozbicia samolotu na polu w Pensylwanii. Nikt z nich nie przeżył. Gdybym poleciał Lotem 93, pozostawiłbym za sobą moje 180-kilogramowe ciało po życiu spędzonym w biurze, pozbawione sił życiowych i więdnące w świetle jarzeniówek, zmuszone do słuchania ciągle tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych. Taki byłby mój los, gdyby Boża Opatrzność nie dała mi drugiej szansy. Dwa tygodnie później przybyłem do biura, gotowy rozpocząć nowy dzień, z zamiarem wzięcia się z życiem za bary i maksymalnego wykorzystania wszystkiego, co ze sobą niesie. I dowiedziałem się, że moja firma upadła. Firma brokerska, która zajmowała się naszą księgowością, splajtowała jako jedna z tych, które dotknął spadek giełdowy po 11 września. Z dnia na dzień stracili 80 milionów dolarów, przez co zostały zamrożone wszystkie aktywa nasze i naszych klientów. Przez trzy tygodnie nikt z klientów nie mógł wypłacić swoich pieniędzy z konta ani dokonywać transakcji. Pieniądze wycofali od razu, kiedy pojawiła się taka możliwość. I tak padł mój interes. W okamgnieniu zniknęło wszystko: firma, którą tworzyłem z takim wysiłkiem, moje poświęcenia, zmagania i wyzwania, które podejmowałem. Ogłupiały usiadłem przy biurku. Nie miałem pojęcia, co robić, więc gapiłem się na monitor komputera. W końcu coś do mnie dotarło. Znowu uratowano mi życie. Nagle poczułem przemożne pragnienie spełnienia swoich marzeń, zrobiłem więc to, co podpowiadał mi głos z głębi serca. Kupiłem dwa bilety w jedną stronę do Australii Zachodniej, dla mojej żony i dla siebie. Marzyliśmy o tym od dawna i w końcu byłem gotów to marzenie spełnić, uzbrojony jedynie w wiarę i chęć słuchania głosu serca. Tego wieczoru przyniosłem do domu dwie wiadomości dla żony. Jedną było to, że nie mam pracy, a drugą, że przenosimy się w najbliższym półroczu do Australii. Dwa tygodnie później to ona miała wieści dla mnie - spodziewaliśmy się naszego pierwszego dziecka. Po upływie pół roku siedzieliśmy już w samolocie do Australii. Nie mieliśmy pojęcia, co będziemy robić przez resztę życia, i nie obchodziło nas to. Wierzyłem, że coś mnie prowadzi i idę właściwą drogą, póki słucham swego serca. Po dziś dzień słucham głosu serca i podążam właśnie za nim. Transformacja ciała była dla mnie w bardzo dużym stopniu także transformacją całego mojego życia. Pojawiły się jednak także inne problemy, którymi musiałem się zająć. Żyłem w ogromnym stresie, a jak wyjaśnię później, niektóre rodzaje stresu potrafią zwabić ciało w pułapkę pragnienia bycia grubym, aktywując coś, co nazywam mechanizmami FAT. Cierpiałem na „otyłość na tle emocjonalnym", która występuje, kiedy dana osoba czuje się bezpieczniej, będąc grubą. Musiałem uporać się z wieloma problemami. Poniżej omawiam wiele powodów, dla których nasze ciała mogą pragnąć tycia. Większość czytelników będzie musiała skupić się na 1-2 z nich. Trzeba po prostu je zrozumieć, a następnie nauczyć się sposobów ich eliminowania. Cały proces może okazać się bardzo prosty, a po lekturze tej książki będziesz dokładnie wiedzieć, co należy robić. Na razie musisz jedynie zrozumieć, że jeśli masz ponad 5 kilogramów nadwagi, których w żaden sposób nie możesz się pozbyć, to znaczy, że twoje ciało ma swój powód, by utrzymywać tę dodatkową masę. Chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie ma sensu z nim walczyć. To twoje ciało rozdaje karty. Ono kontroluje apetyt. Jeżeli chce, może sprawić, że będziesz czuć niepohamowany głód niewłaściwych pokarmów w przesadnych ilościach. Ono kontroluje twój metabolizm, więc nawet jeśli uważasz, że potrafisz ograniczać ilość przyjmowanego jedzenia, to pamiętaj, że ono steruje spalaniem energii i gromadzeniem zapasów.[...] Fragment wprowadzenia do książki Spis Treści: Część l ZASADY ROZDZIAŁ i. Mechanizmy FAT - prawdziwa przyczyna tycia ROZDZIAŁ 2. Prawo Jessiego Część IISTRES PSYCHICZNY POWODUJĄCY DZIAŁANIE MECHANIZMóW FAT ROZDZIAŁ 3. Mentalne przyczyny otyłości ROZDZIAŁ 4. Otyłość na de emocjonalnym ROZDZIAŁ 5. Eliminowanie niefizycznych przyczyn otyłości w trybie SMART ROZDZIAŁ 6. Wykorzystanie pozytywnych emocji do wyłączenia mechanizmów FAT ROZDZIAŁ 7. Tworzenie wymarzonego ciała ROZDZIAŁ 8. Proste zastosowania zasad z części II Część III Stres fizyczny uruchamiający mechanizm FAT ROZDZIAŁ 9. Dlaczego diety są nieskuteczne? ROZDZIAŁ 10. Podstawy ROZDZIAŁ 11. Życiodajność - niezbędny niekaloryczny składnik diety ROZDZIAŁ 12. Jedzenie się nie liczy, jeśli nie wchłaniają go twoje komórki ROZDZIAŁ 13. Inne formy niedożywienia ROZDZIAŁ 14. Tłuszcz a toksyny ROZDZIAŁ 15. Proste zastosowania zasad z części III Część IV DOBROCZYNNE SIŁY, DZIĘKI KTóRYM CIAŁO CHCE CHUDNĄĆ ROZDZIAŁ 16. Dobroczynny stres ROZDZIAŁ 17. Im się udało - metoda Gabriela w praktyce Część V SPEŁNIANIE MARZEŃ ROZDZIAŁ 18. Tworzenie idealnego ciała ROZDZIAŁ 19. Jak szybko schudnę? DODATEK Chemia mechanizmów FAT
Zrozumieć astmę

16,00 zł 14,32 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

„Zrozumieć astmę” jest publikacją przeznaczoną dla chorych na astmę, ich rodzin i przyjaciół. Zawiera wyczerpujące informacje na temat przyczyn, przebiegu i leczenia astmy oraz wiele praktycznych porad niezbędnych w codziennym życiu chorego.
Przepis. Jak tchnąć energię w zespół oraz... MP3 - Audiobook

24,90 zł 21,79 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

Ledwie kilka miesięcy po zmianie pracy Nancy staje przed dylematem, czy powinna przyjąć proponowane jej stanowisko dyrektora generalnego Soup, Inc. Sprzedaż maleje, wokół krążą plotki na temat bankructwa i przejęcia firmy, a morale pracowników nigdy jeszcze nie było tak niskie.Jak tchnąć energię w zespół oraz organizację Dlaczego tak ważne jest to, kto miesza w garnku? Ledwie kilka miesięcy po zmianie pracy Nancy staje przed dylematem, czy powinna przyjąć proponowane jej stanowisko dyrektora generalnego Soup, Inc. Sprzedaż maleje, wokół krążą plotki na temat bankructwa i przejęcia firmy, a morale pracowników nigdy jeszcze nie było tak niskie. Wraz z zanikiem pasji i zaangażowania pracowników atmosfera w firmie utraciła swoją dawną wysoką temperaturę; nikt przecież nie lubi letniej zupy. W jaki sposób Nancy odwróci tę tendencję? Tym razem Jon Gordon opowiada historię Nancy poznającej najważniejsze składniki, które pomogą jej zrewitalizować firmę, zespół i samą siebie. Przepis. Jak tchnąć energię w zespół oraz organizację przedstawia receptę na sukces dla każdego, bez względu na stanowisko. To potężne przesłanie, które mówi nam, że jakość naszego życia zawodowego, usług oferowanych przez naszą firmę oraz pracy w zespole zależy od jakości naszych relacji z innymi ludźmi.
Nawet psy

38,36 zł 28,96 zł


Jon McGregor (ur. 1976) uważany jest za pisarza ogromnie utalentowanego i rokującego wielkie nadzieje. Wszystkie trzy napisane przez niego dotychczas powieści nominowane były do Bookera, najważniejszej nagrody literackiej Wielkiej Brytanii. Nawet psy (2010) to świetnie skonstruowana, nowoczesna wielowątkowa powieść, poruszająca trudne współczesne problemy: narkomanię, bezdomność, nieradzenie sobie z życiem. W przejmujących okolicznościach poznajemy losy kilku mieszkańców miasta w północnej Anglii - Roberta, Danne'ego, Stev'a, Heather, Laury. To przeważnie narkomani, których egzystencja sprowadza się do zdobywania kolejnych życiodajnych działek. Cała opowieść jest niezwykle dramatyczna, chwilami nawet drastyczna, kiedy bohaterowie McGregora muszą się zmierzyć ze stanem "na głodzie", ale humanistyczny wymiar książki w połączeniu z doskonałym warsztatem pisarskim sprawiają, że mamy do czynienia z prawdziwym wydarzeniem literackim.
Przepis. Jak tchnąć energię w zespół oraz ...

24,90 zł 21,79 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

Ledwie kilka miesięcy po zmianie pracy Nancy staje przed dylematem, czy powinna przyjąć proponowane jej stanowisko dyrektora generalnego Soup, Inc.Jak tchnąć energię w zespół oraz organizację Dlaczego tak ważne jest to, kto miesza w garnku. Ledwie kilka miesięcy po zmianie pracy Nancy staje przed dylematem, czy powinna przyjąć proponowane jej stanowisko dyrektora generalnego Soup, Inc. Sprzedaż maleje, wokół krążą plotki na temat bankructwa i przejęcia firmy, a morale pracowników nigdy jeszcze nie było tak niskie. Wraz z zanikiem pasji i zaangażowania pracowników atmosfera w firmie utraciła swoją dawną wysoką temperaturę; nikt przecież nie lubi letniej zupy. W jaki sposób Nancy odwróci tę tendencję? Czasami odpowiedź, której szukamy, jest tuż przed nami, na wyciągnięcie ręki. Podczas przerwy na lunch Nancy przypadkowo trafia do Domu Babcinej Zupy, niewielkiej restauracyjki, której dotychczas nie zauważała. To właśnie w niej nieoczekiwanie znajdzie źródło inspiracji. Tym razem autor bestsellerów Autobus energii i Training Camp opowiada historię Nancy poznającej najważniejsze składniki, które pomogą jej zrewitalizować firmę, zespół i samą siebie – historię, która może pozytywnie „namieszać” w życiu niejednego z nas. Przepis. Jak tchnąć energię w zespół oraz organizację przedstawia receptę na sukces dla każdego, bez względu na stanowisko. To potężne przesłanie, które mówi nam, że jakość naszego życia zawodowego, usług oferowanych przez naszą firmę oraz pracy w zespole zależy od jakości naszych relacji z innymi ludźmi. Ludzie są głodni pozytywnych zmian, a także nowych celów i pasji. Jeśli jesteś gotów, by zacząć mieszać w garnku i przewodzić poprzez przykład, odnajdziesz w Przepisie zabawną i zajmującą historię, która dostarczy ci narzędzi potrzebnych do budowy zwycięskiego zespołu – w pracy, w szkole i w domu.
Trylogia Cienia T.3 Władca Cienia

39,90 zł 30,12 zł


Władca Cienia to epickie zakończenie pełnej akcji trylogii Jona Sprunka – przygodowej serii fantasy dla fanów twórczości takich autorów jak Brent Weeks, Brandon Sanderson czy Scott Lynch. Historia płatnego zabójcy Caima, osadzona w mrocznym uniwersum, obfituje w dynamiczne zwroty akcji, intrygi i śmiercionośne pojedynki, Władca Cienia to mroczne fantasy spod znaku magii i miecza, które trzyma w nieustannym napięciu do ostatnich stron. *** Kraina śmierci i cienia, w której przetrwają tylko najsilniejsi. Tam właśnie musi udać się Caim, aby zgłębić dręczące go tajemnice. Uzbrojony tylko w swoje noże, wyrusza z garstką towarzyszy do świata wiecznej nocy, gdzie nigdy nie widuje się słońca i gdzie cios może nadejść z każdej strony. Po zakopaniu ojcowskiego miecza Caim zaznał odrobiny spokoju, lecz głęboko na północy czeka na niego niepojęta potęga. Aby odnieść sukces, Caim będzie musiał zrobić coś więcej niż tylko przetrwać. Będzie musiał stawić czoło Władcy Cienia. „Jon Sprunk łączy bogate detale wykreowanego świata fantasy z pełnokrwistymi charakterami bohaterów i dynamiczną akcją.” – Maria V. Snyder, autorka bestselleru „Siła trucizny” „Mroczne fantasy oparte na świetnej historii, przepełnione akcją. Zwroty akcji będą cię trzymać przyklejonego do książki...” – The Ranting Dragon „Fani Brenta Weeksa i Brandona Sandersona z pewnością znajdą tu wiele dla siebie.” – Mad Hatter
Kamyki w brzuchu

39,00 zł 29,44 zł


A jeśli miłość matki to za mało? Mam osiem lat. Byłbym jedynakiem, gdyby moi rodzice nie postanowili zbawiać świata i adoptować innych dzieci. Kolejni chłopcy w moim domu są jak najeźdźcy, którzy pochłaniają czas i uwagę mojej matki. Powinienem być dla niej najważniejszy, a traktuje mnie tak, jakbym to ja był przybranym dzieckiem. Nienawidzę jej za to. Kocham i nienawidzę. Czy to, co robię, jest złe? Mam tylko osiem lat… Tragiczne wydarzenia, które już wkrótce rozegrają się w tej rodzinie, sprawią, że pogmatwane relacje między matką i synem staną się jeszcze bardziej napięte. Chłopaki nie płaczą… ale czy to znaczy, że nie odczuwają smutku, frustracji, złości, zazdrości, rozczarowania? Czy to znaczy, że nie mają prawa do odrobiny miłości? Emocje, które towarzyszyły bohaterowi, gdy był dzieckiem, nie straciły na intensywności mimo upływu czasu. Teraz ma dwadzieścia osiem lat i powraca do rodzinnego domu, by zaopiekować się schorowaną matką - i wszystkie te uczucia wybuchają z nową siłą. Co odcisnęło takie piętno na wrażliwym dziecku, że po wielu latach, podczas emocjonalnej podróży do miejsca budzącego przykre wspomnienia, wciąż nie potrafi uporać się z przeszłością? Oto powieść na miarę najlepszych dzieł Doris Lessing. Ta historia rozpisana na dwa głosy - małego, zagubionego chłopca i dorosłego mężczyzny, patrzącego na rzeczywistość przez pryzmat swojego dzieciństwa - to intensywne, poruszające i niepokojące doświadczenie, o którym długo nie będziecie potrafili zapomnieć.
Obóz treningowy MP3 - Audiobook

29,90 zł 25,26 zł


Czy masz już dość porażek i nieosiągniętych celów?, Czy pragniesz wreszcie zdobyć szczyt? Wybierz się na Obóz Treningowy wraz ze swoja drużyną (z pracy, kościoła, szkoły, rodziny) i odkryj, co to znaczy być najlepszym. Nie musisz nigdzie jechać, wystarczy, że przeczytasz tą inspirującą książkę, napisaną w duchu bestselleru Autobus Energii. Jon Gordon w swej karierze współpracował z najlepszymi drużynami sportowymi, międzynarodowymi organizacjami oraz ludźmi sukcesu związanymi z różnymi dziedzinami życia. Zaobserwował, że ci ludzie – najlepsi z najlepszych – mają pewne cechy wspólne, których brak innym. Robią proste rzeczy trochę inaczej, niż cała reszta. Są to niewielkie różnice, które dają wielkie rezultaty. W czasie lektury Obozu Treningowego poznasz formułę, którą Gordon stworzył na podstawie swoich obserwacji. Jest ona prosta, skuteczna i łatwa do zapamiętania. Jest to jednak proces, który wymaga cierpliwości, inicjatywy, skupienia oraz dużo pozytywnej energii. Wpadnij na obóz treningowy Jona Gordona i odkryj w sobie pokłady energii, by stać się najlepszym, bez względu na dziedzinę życia, którą chcesz udoskonalić. Obóz treningowy pomoże wam: - Przezwyciężyć strach. - Wzmocnić siłę woli. - Skupić się, na prostych ale bardzo ważnych aspektach życia zespołu, które mogą znacznie podwyższyć wasze wyniki. - Dowiedzieć się, czego naprawdę chcecie. - Pragnąć więcej i otrzymywać więcej. - Pozostawić po sobie trwałe dziedzictwo. Nie macie nic do stracenia! Do zyskania cały świat. O AUTORZE Jon Gordon jest szanowanym autorytetem w dziedzinie motywowania. Pomaga menedżerom, specjalistom i zespołom w firmach, w szkołach, a nawet w organizacjach kościelnych wykrzesywać z życia więcej pozytywnej energii. Jest współtwórcą „Programu pozytywnej energii” (PEP: Positive Energy Program), inicjatywy na rzecz edukacji i poprawy zdrowia dzieci. Jon Gordon zaraża pozytywną energią miliony ludzi na całym świecie, występując w telewizji i udzielając licznych wywiadów dla prasy. Wystąpił między innymi w znanych programach: American Morning na kanale CNN i w Today na NBC. Wywiady z nim ukazywały się na łamach czasopism „Men’s Health”, „Forbes” oraz „Positive Thinking”. Jest autorem książek: Autobus Energii: Zatankuj swój bak paliwem radości, Przepis: Jak tchnąć energię w zespół oraz organizację, The 10-Minute Energy Solution oraz Energy Addict: 101 Physical, Mental, and Spiritual Ways to Energize Your Life. Jon Gordon ukończył Uniwersytet Cornella oraz Uniwersytet Emory. OPINIE Książka Obóz treningowy to zwycięzca, jej lektura zainspirowała mnie, bym pracował ciężej, przewodził lepiej i pozostawił po sobie dziedzictwo. Po raz kolejny Jon przesyła nam wiadomość, która będzie miała znaczący wpływ na tych, którzy ją przeczytają" Todd Gothberg, Wicedyrektor Volvo Construction Equipment Opowieść dla każdego, kto chce być najlepszy i kto chce wydobywać to, co najlepsze, z innych Obóz treningowy Jona Gordona to poruszająca historia człowieka, który na drodze do sukcesu musi zmierzyć się ze swoimi lękami. Poznaje przy tym wielką prawdę o tym, kto tak naprawdę sprawuje nad wszystkim kontrolę. Zacznij wierzyć. Przeczytaj Obóz treningowy. Ken Blanchard, współautor Jednominutowego menedżera i Lead Like Jesus Świetna lektura. Zgadzam się z Jonem, że do perfekcji trzeba dążyć nie tylko na boisku, ale również w życiu. Uważam, że książkę tę powinien przeczytać każdy trener, zawodnik, człowiek, przedsiębiorca czy zespół, który chce być najlepszy w swojej dziedzinie. Mike Smith, główny trener Atlanta Falcons Przez całe życie przyglądałam się najlepszym i przekonałam się, że wybitne jednostki potrzebują wybitnych trenerów. Obóz treningowy opowiada nie tylko o uczniu, ale też o mentorze. Jon opisał fascynującą historię dwóch ludzi, którzy wspólnie podjęli życiową podróż, dążyli do doskonałości i pozostawili innym przykład do naśladowania. W trakcie lektury zorientowałam się, że kibicuję głównym bohaterom z linii bocznej. Dzięki, Jon, za ważne nauki płynące z tej książki. Kimberly K. Rath, prezes Talent Plus Obóz treningowy to świetna lektura dla każdego lidera, bez względu na wiek – trenerów, nauczycieli, pastorów i prezesów. To inspiracja, by stać się inspiracją dla innych i na co dzień dążyć do doskonałości. Brad Lomenick, wiceprezes i dyrektor wykonawczy Catalyst, organizacji zrzeszającej liderów nowej generacji Jon Gordon stworzył przejmującą i przekonującą historię, która pomaga wydobyć z siebie i z innych to, co najlepsze. To książka, która odmienia życie. Jeffrey Zaslow, współautor Ostatniego wykładu  
Schudnij dzięki wizualizacji

44,90 zł 33,00 zł


Dołącz do autora bestsellera i międzynarodowego eksperta od utraty wagi, Jon’a Gabriela, i naucz się techniki wizualizacji, dzięki której Jon schudł ponad 100 kilogramów bez restrykcyjnych diet. Sprawdzając istotność wizualizacji, Jon przytacza najnowsze badania nad potęgą umysłu, by pokazać, dlaczego ta technika jest tak efektywna w przypadku utraty wagi. Dzięki kilku minutom wizualizacji codziennie, nauczysz się jak: • Przełamać negatywne przekonania i wzorce związane z jedzeniem • Zmniejszyć głód i zwiększyć swój metabolizm • Pokonać stres i emocjonalne problemy prowadzące do tycia • Ponownie odkryć radość z ruchu • Stworzyć zdrowe zwyczaje • Wyeliminować łaknienie śmieciowego jedzenia i uzależnienia • Poprawić sen i zwiększyć poziom energii Wszystko to prowadzi do naturalnej, przyjemnej i trwałej utraty wagi. Jon uczy cię także, w jaki sposób stworzyć swoją własną wizualizację, którą zastosujesz do własnego życia. Następnie przeprowadza cię przez szesnastotygodniowy program przemiany, który zawiera w sobie zarówno wizualizacje, jak i wskazówki żywieniowe. Jon odkrył, że największym wyzwaniem nie jest znalezienie idealnej diety czy zestawu ćwiczeń, lecz przekonanie mózgu, że pozbycie się nadmiaru wagi jest bezpieczne, co możesz osiągnąć dzięki wizualizacji. Gdy to nastąpi, twoje ciało właściwie będzie chciało być szczupłe. Jak mówi Jon: ‘Nie ma nic prostszego i naturalniejszego niż chudnięcie, gdy twoje ciało chce być szczupłe”. Jon Gabriel ukończył studia ekonomiczne w Wharton School na Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie uczestniczył w kursach biochemii i prowadził badania dla znanego chemika dr Jose Rabinowitz. W 1990 roku Jon zaczął tyć bez żadnych jasnych przyczyn. W celu zrzucenia wagi wypróbował wszystkich dostępnych mu programów, ale ostatecznie, po każdym przybierał na wadze jeszcze więcej. Im dłużej był na dietach, tym więcej tył. Sytuacja stała się krytyczna w połowie 2001 roku, gdy stał się chorobliwie otyły i ważył ponad 180 kilogramów. Jedenastego września 2011 roku leciał z Newark do San Francisco i dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu nie był wtedy w samolocie United Airlines Lot 93, który został przejęty przez terrorystów. To zdarzenie wraz z innymi, które w równym stopniu odmieniły jego życie w następujących tygodniach, silnie na niego wypłynęły. Zrozumiał wtedy, że życie jest cennym darem, którego nie można zmarnować. Postanowił, że przyszedł czas zacząć „życie swoich marzeń”. Postanowił również wykorzystać swoje zdolności naukowe i wiedzę pozwalającą mu zrozumieć i wyeliminować prawdziwe przyczyny swojego tycia. Wynikiem tego jest prawdopodobnie najbardziej zdumiewająca transformacja wszechczasów. Jon schudł ponad 100 kilogramów bez restrykcyjnych diet i operacji. Co zadziwiające, na jego ciele nie widać prawie w ogóle oznak dawnej otyłości — co szokuje wielu specjalistów ze środowiska medycznego. Używając metody, która tak dobrze na niego podziałała, Jon odnalazł powołanie w pomaganiu innym ludziom w osiąganiu wielkich sukcesów, nie tylko w odchudzaniu, ale w każdym aspekcie życia. Historia Jona przekształciła się w ogólnoświatowy ruch na rzecz holistycznego podejścia do zdrowia i odchudzania. Pierwsza książka Johna The Gabriel Method, jest światowym bestsellerem, który przetłumaczono na 16 języków i jest sprzedawany w 60 krajach.

Promocje

Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
Oczekiwanie na odpowiedź
Dodano produkt do koszyka
Kontynuuj zakupy
Przejdź do koszyka