Dobre Książki

Schudnij dzięki wizualizacji

44,90 zł 33,45 zł


Dołącz do autora bestsellera i międzynarodowego eksperta od utraty wagi, Jon’a Gabriela, i naucz się techniki wizualizacji, dzięki której Jon schudł ponad 100 kilogramów bez restrykcyjnych diet. Sprawdzając istotność wizualizacji, Jon przytacza najnowsze badania nad potęgą umysłu, by pokazać, dlaczego ta technika jest tak efektywna w przypadku utraty wagi. Dzięki kilku minutom wizualizacji codziennie, nauczysz się jak: • Przełamać negatywne przekonania i wzorce związane z jedzeniem • Zmniejszyć głód i zwiększyć swój metabolizm • Pokonać stres i emocjonalne problemy prowadzące do tycia • Ponownie odkryć radość z ruchu • Stworzyć zdrowe zwyczaje • Wyeliminować łaknienie śmieciowego jedzenia i uzależnienia • Poprawić sen i zwiększyć poziom energii Wszystko to prowadzi do naturalnej, przyjemnej i trwałej utraty wagi. Jon uczy cię także, w jaki sposób stworzyć swoją własną wizualizację, którą zastosujesz do własnego życia. Następnie przeprowadza cię przez szesnastotygodniowy program przemiany, który zawiera w sobie zarówno wizualizacje, jak i wskazówki żywieniowe. Jon odkrył, że największym wyzwaniem nie jest znalezienie idealnej diety czy zestawu ćwiczeń, lecz przekonanie mózgu, że pozbycie się nadmiaru wagi jest bezpieczne, co możesz osiągnąć dzięki wizualizacji. Gdy to nastąpi, twoje ciało właściwie będzie chciało być szczupłe. Jak mówi Jon: ‘Nie ma nic prostszego i naturalniejszego niż chudnięcie, gdy twoje ciało chce być szczupłe”. Jon Gabriel ukończył studia ekonomiczne w Wharton School na Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie uczestniczył w kursach biochemii i prowadził badania dla znanego chemika dr Jose Rabinowitz. W 1990 roku Jon zaczął tyć bez żadnych jasnych przyczyn. W celu zrzucenia wagi wypróbował wszystkich dostępnych mu programów, ale ostatecznie, po każdym przybierał na wadze jeszcze więcej. Im dłużej był na dietach, tym więcej tył. Sytuacja stała się krytyczna w połowie 2001 roku, gdy stał się chorobliwie otyły i ważył ponad 180 kilogramów. Jedenastego września 2011 roku leciał z Newark do San Francisco i dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu nie był wtedy w samolocie United Airlines Lot 93, który został przejęty przez terrorystów. To zdarzenie wraz z innymi, które w równym stopniu odmieniły jego życie w następujących tygodniach, silnie na niego wypłynęły. Zrozumiał wtedy, że życie jest cennym darem, którego nie można zmarnować. Postanowił, że przyszedł czas zacząć „życie swoich marzeń”. Postanowił również wykorzystać swoje zdolności naukowe i wiedzę pozwalającą mu zrozumieć i wyeliminować prawdziwe przyczyny swojego tycia. Wynikiem tego jest prawdopodobnie najbardziej zdumiewająca transformacja wszechczasów. Jon schudł ponad 100 kilogramów bez restrykcyjnych diet i operacji. Co zadziwiające, na jego ciele nie widać prawie w ogóle oznak dawnej otyłości — co szokuje wielu specjalistów ze środowiska medycznego. Używając metody, która tak dobrze na niego podziałała, Jon odnalazł powołanie w pomaganiu innym ludziom w osiąganiu wielkich sukcesów, nie tylko w odchudzaniu, ale w każdym aspekcie życia. Historia Jona przekształciła się w ogólnoświatowy ruch na rzecz holistycznego podejścia do zdrowia i odchudzania. Pierwsza książka Johna The Gabriel Method, jest światowym bestsellerem, który przetłumaczono na 16 języków i jest sprzedawany w 60 krajach.
Jak schudnąć bez diety? Metoda Gabriela

34,90 zł 20,94 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

Metoda Gabriela to ciesząca się niesłabnącą popularnością publikacja, dzięki której każdy ma szansę na zgubienie zbędnych kilogramów, bez wyrzeczeń, męki i katorżniczych diet. To nowatorskie podejście do odchudzania – rewolucyjny plan opracowany przez Jona Gabriela, który poprzez stosowanie się do kilku prostych zasad, stracił ponad 100 kilogramów. Osiągnął to bez diet, operacja, a przede wszystkim… śladów dawnej otyłości – Jon pozbył się zbędnych kilogramów raz na zawsze. Jeśli też marzysz o zgrabnej sylwetce i zdrowym trybie życia, wystarczy, że zaczniesz pracować z własnym umysłem i poznasz jego wpływ na wewnętrzną logikę swojego ciała. Dzięki temu, zrozumiesz, że ciałem steruje umysł i decyduje o tym, czy jesteś szczupła, czy przybierasz na wadze. Metoda Gabriela to doskonały i prosty sposób, aby odmienić swoje życie, dzięki któremu dowiesz się, że: Twoje ciało ma powody, dla których utrzymuje taką a nie inną wagę; Zbędne kilogramy to bariera ochronna, za pomocą której twój umysł broni cię przed problemami; Jak wybierać zdrowe i odżywcze jedzenie, które nakarmi komórki ciała i nie będzie cię zmuszać do głodowania; Jeśli zmienisz swoje przekonania, zmienisz swoje ciało; Jak ćwiczyć ciało i umysłu, aby współpracowały z tobą, pomagając zachować zdrowie i kondycję. Spraw, by twoje ciało zapragnęło być szczupłe!
Jak schudnąć bez diety? Metoda Gabriela

34,90 zł 27,74 zł

Artykuł chwilowo niedostępny

Jon Gabriel nie tylko stracił ponad 100 kilogramów bez diet i operacji, ale – co niespotykane – nie ma na ciele żadnych śladów dawnej otyłości. Metoda Gabriela Pamiętam wyraźnie chwilę, która na zawsze odmieniła moje życie. Było to w sierpniu 2001 roku. Ważyłem prawie 186 kilogramów. Przez poprzednie 12 lat przytyłem ponad 90. Zjechałem właśnie z trasy numer 4 w New Jersey, na Para-mus/River Edge. Przy zjeździe z autostrady uderzyła mnie pewna myśl, zupełnie jak porażenie prądem: „Moje ciało chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie mogę w żaden sposób stracić na wadze". Skręciłem w najbliższą przecznicę i po prostu siedziałem w samochodzie. Przez następne 20 minut w mojej głowie panowała pustka. Przez 12 lat, kiedy to przybyło mi 90 kilo, próbowałem wszystkiego, co tylko się dało, aby schudnąć. Wypróbowałem każdą dietę pod słońcem - od niskotłuszczowych po niskocu-krowe? I wszystkie po drodze. Byłem zarówno w Instytucie Nathana Prinkinsa w Kalifornii, jak i u samego śp. doktora Atkinsa w Nowym Jorku. U doktora Atkinsa wydałem ponad 3000 dolarów, a ostatecznie był on w stanie jedynie nakrzyczeć na mnie za to, że jestem taki gruby. Kilka innych małych fortun wydałem na wszelkie dostępne terapie holistyczne i alternatywne. Bez względu na to, co robiłem, moje ciało nadal tyło. Każda dieta czy program, za które się brałem, wyglądały tak samo: zaczynało się od konieczności liczenia - kalorii, tłuszczów, węglowodanów, soli, czegoś tam jeszcze - oraz listy zakazów. Przestrzegałem wskazówek co do joty. Zazwyczaj najpierw szybko chudłem, ale później spadek masy ciała spowalniał. Aż w końcu waga stawała w miejscu. W tym momencie trwałem przy diecie już nie po to, aby schudnąć, ale by utrzymać wagę. Przez cały ten czas mój apetyt na produkty, których nie wolno mi było jeść, wzrastał. Zniechęcony i przygnębiony, zbyt zmęczony walką z wilczym apetytem, zaczynałem w końcu się objadać. Kilogramy stracone w ciągu miesiąca wracały w kilka dni. Parę tygodni później ważyłem od 4 do 6 kilo więcej niż w chwili rozpoczęcia diety. W odpowiedzi na wszystko, co robiłem, by stracić na wadze, moje ciało walczyło ze mną zębami i pazurami - i zawsze wygrywało. Po całych latach bicia głową w mur i odchudzania się na siłę musiałem przyznać w końcu, że dopóki moje ciało chce być grube, sytuacja jest beznadziejna. Z chwilą, kiedy to do mnie dotarło, rzuciłem odchudzanie raz na zawsze. Postanowiłem, że zamiast zmuszać się do utraty wagi wbrew mojej woli, postaram się zrozumieć, dlaczego moje ciało w ogóle chce być grube. Na poszukiwanie odpowiedzi ruszyłem, zagłębiając się godzinami w studiowanie wszelkich dostępnych materiałów z dziedziny biochemii, żywienia, neurobiologii i psychologii. W latach 80. uczyłem się w Szkole Biznesu Wartona przy Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie bardzo zainteresowałem się biochemią i skończyłem szereg kursów z biologii. Przez rok u doktora Jose Rabinowitza w Szpitalu Weteranów w Filadel- fii prowadziłem też badania nad syntezą cholesterolu. Wszystko to dało mi solidne podstawy do zrozumienia współczesnych badań nad otyłością. Przekopywałem się przez 20 do 30 raportów badawczych dziennie, a po przeczytaniu kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy z nich, stałem się już specjalistą w dziedzinie najnowszych badań nad chemią otyłości i odchudzania. Zająłem się także medytacją, hipnozą, programowaniem neurolingwistycznym, psycholingwistyką, terapią pola myśli, tai-chi, chi kung oraz badaniami nad świadomością. Wziąłem się nawet za fizykę kwantową. Byłem pewien, że odpowiedzi leżą gdzieś pomiędzy umysłem i ciałem. Najintensywniej badałem jednak własne ciało. Przestałem postrzegać je jako wroga, który po prostu nie chce mnie słuchać; zrozumiałem, że to nie ono jest moim problemem, ale nieumiejętność posługiwania się nim. Od tamtego momentu zacząłem dokładnie go słuchać. Przestałem przestawiać je z kąta w kąt i zmuszać do postępowania wbrew jego woli. Zamiast tego stałem się jego uczniem. A ponieważ byłem spragniony wiedzy, okazało się ono bardzo skutecznym nauczycielem. Nauczyło mnie, dlaczego chce być grube i co mam robić, aby zapragnęło być szczupłe. Kiedy tylko zrozumiałem, że moje ciało ma powody, aby chcieć być grube, odrzuciłem diety. Po co być na diecie, skoro to nie rozwiąże problemu? Później odkryłem, że stosowanie diet nie tylko nie działa, ale jeszcze skłania ciało, które chce być grube do tego, że zechce być jeszcze grubsze. Odpuszczenie sobie diet było najwspanialszą i najbardziej wyzwalającą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem swojej obsesji jedzenia i traktowania każdej oznaki głodu jako bitwy, którą trzeba stoczyć. Nienawidziłem oceniania kolejnych dni pod kątem tego, czy byłem grzeczny: „O, to był dobry dzień!". Albo w kiepski dzień: „Okej, dzisiaj było źle, więc co mi tam. Chodźmy do sklepu wykupić wszystkie ciasta, ciastka, ciasteczka i wszystkie rodzaje lodów. Nie, czekolady nie! Ma za dużo kalorii. O, to jest beztłuszczowe -słoneczny waniliowy sorbet mleczny z bananami. A przy okazji można by też spróbować passiflory i brzoskwini. Aaa, co tam! Jak już to wszystko kupujemy, to może jeszcze lody o smaku ciastek czekoladowych z podwójną polewą, prawdziwe lody. Ale nie tylko te jedne, dzisiaj i tak już jest z głowy. A skoro już pozwoliłeś sobie na tyle, to spróbujmy jeszcze tego, na co od dawna też miałeś ochotę". Dieta, a potem odpuszczanie sobie stało się moim stylem życia, ale po olśnieniu, jakiego doznałem, skończyłem z tym. Dałem sobie spokój i nie było już dobrych i złych dni; przestałem traktować każdy atak głodu jak bitwę. Jeśli zgłodniałem, jadłem, a jeśli nie byłem głodny - nie jadłem. Jeśli chciałem coś tam z podwójną polewą, to brałem sobie. Kęs, dwa, dziesięć albo wszystko, co było. Ponieważ przestałem liczyć kalorie, nie zależało mi; zdałem sobie sprawę, że mnóstwo ludzi nie oblicza tego, co jedzą. Nie przywiązują wagi do tego, co jedzą, a nigdy nie tyją. Nazywam tych ludzi „szczupłymi z natury". Naturalnie szczupli nie trwają w patologicznych relacjach z jedzeniem. Nie mają dobrych ani złych dni. Nie mają zakazanych potraw. Jedzą, co chcą i kiedy chcą. Nie zadręczają się rozmyślaniem, co jest dla nich najlepsze. Po prostu nie zależy im. Jedzą, kiedy są głodni - koniec, kropka. Zacząłem więc tak żyć. Zacząłem żyć tak jak osoba szczupła z natury, jedząc to, co chciałem, kiedy tylko chciałem; z jedną tylko różnicą - pilnowałem, aby jeść także takie potrawy, które zawierają składniki odżywcze potrzebne mojemu ciału, w formie strawnej i przyswajalnej. Na początku miałem największą ochotę na te same pokarmy co wcześniej. Nadal pochłaniałem mnóstwo bezwartościowych rzeczy, co wynikało z faktu, że wcześniej tak długo ich sobie odmawiałem. Stopniowo zaczęło się to zmieniać, miałem ochotę na coraz mniejsze ilości - a także na znacznie zdrowsze potrawy Teraz jeżeli moje ciało czuje głód, to nie bez przyczyny. Szanuję to i nie oceniam. Po prostu słucham i staram się dostosować, jak tylko potrafię. Moje ciało upomina się o świeże owoce i urozmaicone kolorowe sałatki. Jedzenie, które kiedyś postrzegałem jako przymus i karę, teraz smakuje mi lepiej niż wszystko, co jadłem przez 15 lat obżarstwa i życia ponad stan w Nowym Jorku. Całkowicie zmienił mi się smak. Większość z tego, na co dawniej miałem ochotę, nie było nawet prawdziwym pokarmem. Składało się tylko z cukru i syntetycznych aromatów. Pakowałem w swoje ciało puste kalorie i niewiele więcej. Tak naprawdę jednym z powodów nieustającego głodu był więc brak składników odżywczych. Głodziłem swoje ciało. Nie mogło wykorzystać jedzenia, które przyjmowałem, więc było ono nieustannie niedożywione. I to niezależnie od tego, jak dużo zjadłem, bo w pokarmach, które dostawało, nie było składników odżywczych. Wyobraźcie sobie karmienie niemowlęcia samą oranżadą. Takie porównanie przychodzi mi do głowy na wspomnienie tamtego okresu mojego życia. Niemowlę potrzebowało mleka matki, a ja dawałem mu coca-colę. Jaki więc miało wybór? Mogło jedynie ciągle płakać. Musiało coś robić. Musiało prosić o więcej tego, co mogłem mu dać, nie miało wyboru. Mimo że ważyłem 180 kilo, a dni, kiedy przyjmowałem ponad 5000 kalorii, zdarzały się często, pod względem odżywczym głodowałem. Moje ciało trwało w stanie ciągłego niedożywienia mimo niewyczerpanych zasobów bezwartościowego pożywienia oraz zgromadzenia zapasu tłuszczu, który wystarczyłby na następne trzy życia. Głodowało zresztą nie tylko moje ciało. Przymierałem głodem w każdym innym aspekcie. Głodowałem mentalnie, emocjonalnie i duchowo. Nie słuchałem głosu serca. Żyłem według pewnego przyjętego wzoru. Serce wskazywało mi zupełnie inny kierunek, a ja nie słuchałem. Wciąż broniłem się przed zmianami, do jakich mnie wzywało. W rezultacie z głodu umierała moja dusza - z głodu doświadczeń, których w tym życiu pragnęła. Spędzałem czas, pracując w zamknięciu w Nowym Jorku, podczas gdy pragnąłem przebywać wśród czystej, dziewiczej przyrody. Tkwiłem w biurze na etacie 5 dni w tygodniu, przez ogromną większość dnia w świetle jarzeniówek, w zapachu wykładzin, w dźwięku tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych, które słyszałem codziennie przez 15 lat. Brakowało mi nie tylko witamin - brakowało mi życia. W głębi serca pragnąłem być gdzie indziej. Co jednak mogłem zrobić? Jako sprzedawca obligacji zarabiałem dwa lub nawet trzy razy więcej niż ktokolwiek inny, kim mógłbym zostać. A pieniędzy potrzebowałem na spłatę trzech kredytów pod hipotekę, dwóch samochodów w leasingu i trzynastu kart kredytowych, wykorzystanych prawie zupełnie. Byłem uwięziony w biurze, przykuty do zobowiązań tym, co w branży nazywaliśmy „złotymi kajdankami". Moje życie stało się więzieniem i nic nie zapowiadało wyjścia na wolność. Kiedy zacząłem słuchać uważnie swojego ciała, w końcu usłyszałem także własne serce. Po raz pierwszy. Usłyszałem, jak mówi mi, że się duszę. Nie miałem jednak żadnego planu, więc mogłem jedynie słuchać go i marzyć. Choć nie czułem w sobie odwagi ani siły, by zrobić coś ze swoim życiem, miało ono jednak diametralnie się zmienić. W miesiąc po moim olśnieniu planowałem podróż do San Francisco na spotkanie biznesowe, które mogło się okazać jednym z najważniejszych w moim życiu. Chodziło o rozmowy z dużą firmą brokerską w sprawie zakupu przez nią spółki, którą zbudowałem. Był to dzień, który na zawsze mógł odmienić moje życie, a spotkanie miało moc spełnienia moich wszystkich marzeń. Za każdym razem, kiedy leciałem do San Francisco, wybierałem bezpośredni lot z lotniska Newark. Tym razem mój partner postanowił jednak zaoszczędzić 150 dolarów i zarezerwował mi bilet na tańszy, lecz znacznie mniej dogodny lot, opuszczający nowojorskie lotnisko La Guardia po południu. Nie byłem specjalnie zachwycony perspektywą przebijania się 2 godziny przez korki, by dostać się do La Guardia, wydania 300 dolarów na parking oraz dwugodzinnego postoju w Cincinnati po to, by zaoszczędzić 150 dolarów. W innej sytuacji pewnie znalazłbym jakieś inne wyjście, ale coś mi podpowiadało, żebym sobie po prostu odpuścił. Tak też zrobiłem. Koniec końców nigdzie nie poleciałem, bo lotnisko zamknięto. Był 11 września 2001. Nigdy nie dotarłem do San Francisco na to spotkanie służbowe, choć lot, którym pierwotnie chciałem polecieć, zdążył opuścić lotnisko. Był to Lot 93 United Airlines, który znajdował się już w powietrzu, kiedy pierwszy samolot uderzył w World Trade Center. Jego pasażerowie zdążyli o tym usłyszeć. Zdążyli zadzwonić z komórek do mężów i żon, powiedzieć im, jak wiele dla nich znaczą i że bardzo ich kochają, a później przejąć kontrolę nad sytuacją i zmusić porywaczy do rozbicia samolotu na polu w Pensylwanii. Nikt z nich nie przeżył. Gdybym poleciał Lotem 93, pozostawiłbym za sobą moje 180-kilogramowe ciało po życiu spędzonym w biurze, pozbawione sił życiowych i więdnące w świetle jarzeniówek, zmuszone do słuchania ciągle tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych. Taki byłby mój los, gdyby Boża Opatrzność nie dała mi drugiej szansy. Dwa tygodnie później przybyłem do biura, gotowy rozpocząć nowy dzień, z zamiarem wzięcia się z życiem za bary i maksymalnego wykorzystania wszystkiego, co ze sobą niesie. I dowiedziałem się, że moja firma upadła. Firma brokerska, która zajmowała się naszą księgowością, splajtowała jako jedna z tych, które dotknął spadek giełdowy po 11 września. Z dnia na dzień stracili 80 milionów dolarów, przez co zostały zamrożone wszystkie aktywa nasze i naszych klientów. Przez trzy tygodnie nikt z klientów nie mógł wypłacić swoich pieniędzy z konta ani dokonywać transakcji. Pieniądze wycofali od razu, kiedy pojawiła się taka możliwość. I tak padł mój interes. W okamgnieniu zniknęło wszystko: firma, którą tworzyłem z takim wysiłkiem, moje poświęcenia, zmagania i wyzwania, które podejmowałem. Ogłupiały usiadłem przy biurku. Nie miałem pojęcia, co robić, więc gapiłem się na monitor komputera. W końcu coś do mnie dotarło. Znowu uratowano mi życie. Nagle poczułem przemożne pragnienie spełnienia swoich marzeń, zrobiłem więc to, co podpowiadał mi głos z głębi serca. Kupiłem dwa bilety w jedną stronę do Australii Zachodniej, dla mojej żony i dla siebie. Marzyliśmy o tym od dawna i w końcu byłem gotów to marzenie spełnić, uzbrojony jedynie w wiarę i chęć słuchania głosu serca. Tego wieczoru przyniosłem do domu dwie wiadomości dla żony. Jedną było to, że nie mam pracy, a drugą, że przenosimy się w najbliższym półroczu do Australii. Dwa tygodnie później to ona miała wieści dla mnie - spodziewaliśmy się naszego pierwszego dziecka. Po upływie pół roku siedzieliśmy już w samolocie do Australii. Nie mieliśmy pojęcia, co będziemy robić przez resztę życia, i nie obchodziło nas to. Wierzyłem, że coś mnie prowadzi i idę właściwą drogą, póki słucham swego serca. Po dziś dzień słucham głosu serca i podążam właśnie za nim. Transformacja ciała była dla mnie w bardzo dużym stopniu także transformacją całego mojego życia. Pojawiły się jednak także inne problemy, którymi musiałem się zająć. Żyłem w ogromnym stresie, a jak wyjaśnię później, niektóre rodzaje stresu potrafią zwabić ciało w pułapkę pragnienia bycia grubym, aktywując coś, co nazywam mechanizmami FAT. Cierpiałem na „otyłość na tle emocjonalnym", która występuje, kiedy dana osoba czuje się bezpieczniej, będąc grubą. Musiałem uporać się z wieloma problemami. Poniżej omawiam wiele powodów, dla których nasze ciała mogą pragnąć tycia. Większość czytelników będzie musiała skupić się na 1-2 z nich. Trzeba po prostu je zrozumieć, a następnie nauczyć się sposobów ich eliminowania. Cały proces może okazać się bardzo prosty, a po lekturze tej książki będziesz dokładnie wiedzieć, co należy robić. Na razie musisz jedynie zrozumieć, że jeśli masz ponad 5 kilogramów nadwagi, których w żaden sposób nie możesz się pozbyć, to znaczy, że twoje ciało ma swój powód, by utrzymywać tę dodatkową masę. Chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie ma sensu z nim walczyć. To twoje ciało rozdaje karty. Ono kontroluje apetyt. Jeżeli chce, może sprawić, że będziesz czuć niepohamowany głód niewłaściwych pokarmów w przesadnych ilościach. Ono kontroluje twój metabolizm, więc nawet jeśli uważasz, że potrafisz ograniczać ilość przyjmowanego jedzenia, to pamiętaj, że ono steruje spalaniem energii i gromadzeniem zapasów.[...]Pamiętam wyraźnie chwilę, która na zawsze odmieniła moje życie. Było to w sierpniu 2001 roku. Ważyłem prawie 186 kilogramów. Przez poprzednie 12 lat przytyłem ponad 90. Zjechałem właśnie z trasy numer 4 w New Jersey, na Para-mus/River Edge. Przy zjeździe z autostrady uderzyła mnie pewna myśl, zupełnie jak porażenie prądem: „Moje ciało chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie mogę w żaden sposób stracić na wadze". Skręciłem w najbliższą przecznicę i po prostu siedziałem w samochodzie. Przez następne 20 minut w mojej głowie panowała pustka. Przez 12 lat, kiedy to przybyło mi 90 kilo, próbowałem wszystkiego, co tylko się dało, aby schudnąć. Wypróbowałem każdą dietę pod słońcem - od niskotłuszczowych po niskocu-krowe? I wszystkie po drodze. Byłem zarówno w Instytucie Nathana Prinkinsa w Kalifornii, jak i u samego śp. doktora Atkinsa w Nowym Jorku. U doktora Atkinsa wydałem ponad 3000 dolarów, a ostatecznie był on w stanie jedynie nakrzyczeć na mnie za to, że jestem taki gruby. Kilka innych małych fortun wydałem na wszelkie dostępne terapie holistyczne i alternatywne. Bez względu na to, co robiłem, moje ciało nadal tyło. Każda dieta czy program, za które się brałem, wyglądały tak samo: zaczynało się od konieczności liczenia - kalorii, tłuszczów, węglowodanów, soli, czegoś tam jeszcze - oraz listy zakazów. Przestrzegałem wskazówek co do joty. Zazwyczaj najpierw szybko chudłem, ale później spadek masy ciała spowalniał. Aż w końcu waga stawała w miejscu. W tym momencie trwałem przy diecie już nie po to, aby schudnąć, ale by utrzymać wagę. Przez cały ten czas mój apetyt na produkty, których nie wolno mi było jeść, wzrastał. Zniechęcony i przygnębiony, zbyt zmęczony walką z wilczym apetytem, zaczynałem w końcu się objadać. Kilogramy stracone w ciągu miesiąca wracały w kilka dni. Parę tygodni później ważyłem od 4 do 6 kilo więcej niż w chwili rozpoczęcia diety. W odpowiedzi na wszystko, co robiłem, by stracić na wadze, moje ciało walczyło ze mną zębami i pazurami - i zawsze wygrywało. Po całych latach bicia głową w mur i odchudzania się na siłę musiałem przyznać w końcu, że dopóki moje ciało chce być grube, sytuacja jest beznadziejna. Z chwilą, kiedy to do mnie dotarło, rzuciłem odchudzanie raz na zawsze. Postanowiłem, że zamiast zmuszać się do utraty wagi wbrew mojej woli, postaram się zrozumieć, dlaczego moje ciało w ogóle chce być grube. Na poszukiwanie odpowiedzi ruszyłem, zagłębiając się godzinami w studiowanie wszelkich dostępnych materiałów z dziedziny biochemii, żywienia, neurobiologii i psychologii. W latach 80. uczyłem się w Szkole Biznesu Wartona przy Uniwersytecie Pensylwanii, gdzie bardzo zainteresowałem się biochemią i skończyłem szereg kursów z biologii. Przez rok u doktora Jose Rabinowitza w Szpitalu Weteranów w Filadel- fii prowadziłem też badania nad syntezą cholesterolu. Wszystko to dało mi solidne podstawy do zrozumienia współczesnych badań nad otyłością. Przekopywałem się przez 20 do 30 raportów badawczych dziennie, a po przeczytaniu kilkuset, jeśli nie kilku tysięcy z nich, stałem się już specjalistą w dziedzinie najnowszych badań nad chemią otyłości i odchudzania. Zająłem się także medytacją, hipnozą, programowaniem neurolingwistycznym, psycholingwistyką, terapią pola myśli, tai-chi, chi kung oraz badaniami nad świadomością. Wziąłem się nawet za fizykę kwantową. Byłem pewien, że odpowiedzi leżą gdzieś pomiędzy umysłem i ciałem. Najintensywniej badałem jednak własne ciało. Przestałem postrzegać je jako wroga, który po prostu nie chce mnie słuchać; zrozumiałem, że to nie ono jest moim problemem, ale nieumiejętność posługiwania się nim. Od tamtego momentu zacząłem dokładnie go słuchać. Przestałem przestawiać je z kąta w kąt i zmuszać do postępowania wbrew jego woli. Zamiast tego stałem się jego uczniem. A ponieważ byłem spragniony wiedzy, okazało się ono bardzo skutecznym nauczycielem. Nauczyło mnie, dlaczego chce być grube i co mam robić, aby zapragnęło być szczupłe. Kiedy tylko zrozumiałem, że moje ciało ma powody, aby chcieć być grube, odrzuciłem diety. Po co być na diecie, skoro to nie rozwiąże problemu? Później odkryłem, że stosowanie diet nie tylko nie działa, ale jeszcze skłania ciało, które chce być grube do tego, że zechce być jeszcze grubsze. Odpuszczenie sobie diet było najwspanialszą i najbardziej wyzwalającą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem swojej obsesji jedzenia i traktowania każdej oznaki głodu jako bitwy, którą trzeba stoczyć. Nienawidziłem oceniania kolejnych dni pod kątem tego, czy byłem grzeczny: „O, to był dobry dzień!". Albo w kiepski dzień: „Okej, dzisiaj było źle, więc co mi tam. Chodźmy do sklepu wykupić wszystkie ciasta, ciastka, ciasteczka i wszystkie rodzaje lodów. Nie, czekolady nie! Ma za dużo kalorii. O, to jest beztłuszczowe -słoneczny waniliowy sorbet mleczny z bananami. A przy okazji można by też spróbować passiflory i brzoskwini. Aaa, co tam! Jak już to wszystko kupujemy, to może jeszcze lody o smaku ciastek czekoladowych z podwójną polewą, prawdziwe lody. Ale nie tylko te jedne, dzisiaj i tak już jest z głowy. A skoro już pozwoliłeś sobie na tyle, to spróbujmy jeszcze tego, na co od dawna też miałeś ochotę". Dieta, a potem odpuszczanie sobie stało się moim stylem życia, ale po olśnieniu, jakiego doznałem, skończyłem z tym. Dałem sobie spokój i nie było już dobrych i złych dni; przestałem traktować każdy atak głodu jak bitwę. Jeśli zgłodniałem, jadłem, a jeśli nie byłem głodny - nie jadłem. Jeśli chciałem coś tam z podwójną polewą, to brałem sobie. Kęs, dwa, dziesięć albo wszystko, co było. Ponieważ przestałem liczyć kalorie, nie zależało mi; zdałem sobie sprawę, że mnóstwo ludzi nie oblicza tego, co jedzą. Nie przywiązują wagi do tego, co jedzą, a nigdy nie tyją. Nazywam tych ludzi „szczupłymi z natury". Naturalnie szczupli nie trwają w patologicznych relacjach z jedzeniem. Nie mają dobrych ani złych dni. Nie mają zakazanych potraw. Jedzą, co chcą i kiedy chcą. Nie zadręczają się rozmyślaniem, co jest dla nich najlepsze. Po prostu nie zależy im. Jedzą, kiedy są głodni - koniec, kropka. Zacząłem więc tak żyć. Zacząłem żyć tak jak osoba szczupła z natury, jedząc to, co chciałem, kiedy tylko chciałem; z jedną tylko różnicą - pilnowałem, aby jeść także takie potrawy, które zawierają składniki odżywcze potrzebne mojemu ciału, w formie strawnej i przyswajalnej. Na początku miałem największą ochotę na te same pokarmy co wcześniej. Nadal pochłaniałem mnóstwo bezwartościowych rzeczy, co wynikało z faktu, że wcześniej tak długo ich sobie odmawiałem. Stopniowo zaczęło się to zmieniać, miałem ochotę na coraz mniejsze ilości - a także na znacznie zdrowsze potrawy Teraz jeżeli moje ciało czuje głód, to nie bez przyczyny. Szanuję to i nie oceniam. Po prostu słucham i staram się dostosować, jak tylko potrafię. Moje ciało upomina się o świeże owoce i urozmaicone kolorowe sałatki. Jedzenie, które kiedyś postrzegałem jako przymus i karę, teraz smakuje mi lepiej niż wszystko, co jadłem przez 15 lat obżarstwa i życia ponad stan w Nowym Jorku. Całkowicie zmienił mi się smak. Większość z tego, na co dawniej miałem ochotę, nie było nawet prawdziwym pokarmem. Składało się tylko z cukru i syntetycznych aromatów. Pakowałem w swoje ciało puste kalorie i niewiele więcej. Tak naprawdę jednym z powodów nieustającego głodu był więc brak składników odżywczych. Głodziłem swoje ciało. Nie mogło wykorzystać jedzenia, które przyjmowałem, więc było ono nieustannie niedożywione. I to niezależnie od tego, jak dużo zjadłem, bo w pokarmach, które dostawało, nie było składników odżywczych. Wyobraźcie sobie karmienie niemowlęcia samą oranżadą. Takie porównanie przychodzi mi do głowy na wspomnienie tamtego okresu mojego życia. Niemowlę potrzebowało mleka matki, a ja dawałem mu coca-colę. Jaki więc miało wybór? Mogło jedynie ciągle płakać. Musiało coś robić. Musiało prosić o więcej tego, co mogłem mu dać, nie miało wyboru. Mimo że ważyłem 180 kilo, a dni, kiedy przyjmowałem ponad 5000 kalorii, zdarzały się często, pod względem odżywczym głodowałem. Moje ciało trwało w stanie ciągłego niedożywienia mimo niewyczerpanych zasobów bezwartościowego pożywienia oraz zgromadzenia zapasu tłuszczu, który wystarczyłby na następne trzy życia. Głodowało zresztą nie tylko moje ciało. Przymierałem głodem w każdym innym aspekcie. Głodowałem mentalnie, emocjonalnie i duchowo. Nie słuchałem głosu serca. Żyłem według pewnego przyjętego wzoru. Serce wskazywało mi zupełnie inny kierunek, a ja nie słuchałem. Wciąż broniłem się przed zmianami, do jakich mnie wzywało. W rezultacie z głodu umierała moja dusza - z głodu doświadczeń, których w tym życiu pragnęła. Spędzałem czas, pracując w zamknięciu w Nowym Jorku, podczas gdy pragnąłem przebywać wśród czystej, dziewiczej przyrody. Tkwiłem w biurze na etacie 5 dni w tygodniu, przez ogromną większość dnia w świetle jarzeniówek, w zapachu wykładzin, w dźwięku tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych, które słyszałem codziennie przez 15 lat. Brakowało mi nie tylko witamin - brakowało mi życia. W głębi serca pragnąłem być gdzie indziej. Co jednak mogłem zrobić? Jako sprzedawca obligacji zarabiałem dwa lub nawet trzy razy więcej niż ktokolwiek inny, kim mógłbym zostać. A pieniędzy potrzebowałem na spłatę trzech kredytów pod hipotekę, dwóch samochodów w leasingu i trzynastu kart kredytowych, wykorzystanych prawie zupełnie. Byłem uwięziony w biurze, przykuty do zobowiązań tym, co w branży nazywaliśmy „złotymi kajdankami". Moje życie stało się więzieniem i nic nie zapowiadało wyjścia na wolność. Kiedy zacząłem słuchać uważnie swojego ciała, w końcu usłyszałem także własne serce. Po raz pierwszy. Usłyszałem, jak mówi mi, że się duszę. Nie miałem jednak żadnego planu, więc mogłem jedynie słuchać go i marzyć. Choć nie czułem w sobie odwagi ani siły, by zrobić coś ze swoim życiem, miało ono jednak diametralnie się zmienić. W miesiąc po moim olśnieniu planowałem podróż do San Francisco na spotkanie biznesowe, które mogło się okazać jednym z najważniejszych w moim życiu. Chodziło o rozmowy z dużą firmą brokerską w sprawie zakupu przez nią spółki, którą zbudowałem. Był to dzień, który na zawsze mógł odmienić moje życie, a spotkanie miało moc spełnienia moich wszystkich marzeń. Za każdym razem, kiedy leciałem do San Francisco, wybierałem bezpośredni lot z lotniska Newark. Tym razem mój partner postanowił jednak zaoszczędzić 150 dolarów i zarezerwował mi bilet na tańszy, lecz znacznie mniej dogodny lot, opuszczający nowojorskie lotnisko La Guardia po południu. Nie byłem specjalnie zachwycony perspektywą przebijania się 2 godziny przez korki, by dostać się do La Guardia, wydania 300 dolarów na parking oraz dwugodzinnego postoju w Cincinnati po to, by zaoszczędzić 150 dolarów. W innej sytuacji pewnie znalazłbym jakieś inne wyjście, ale coś mi podpowiadało, żebym sobie po prostu odpuścił. Tak też zrobiłem. Koniec końców nigdzie nie poleciałem, bo lotnisko zamknięto. Był 11 września 2001. Nigdy nie dotarłem do San Francisco na to spotkanie służbowe, choć lot, którym pierwotnie chciałem polecieć, zdążył opuścić lotnisko. Był to Lot 93 United Airlines, który znajdował się już w powietrzu, kiedy pierwszy samolot uderzył w World Trade Center. Jego pasażerowie zdążyli o tym usłyszeć. Zdążyli zadzwonić z komórek do mężów i żon, powiedzieć im, jak wiele dla nich znaczą i że bardzo ich kochają, a później przejąć kontrolę nad sytuacją i zmusić porywaczy do rozbicia samolotu na polu w Pensylwanii. Nikt z nich nie przeżył. Gdybym poleciał Lotem 93, pozostawiłbym za sobą moje 180-kilogramowe ciało po życiu spędzonym w biurze, pozbawione sił życiowych i więdnące w świetle jarzeniówek, zmuszone do słuchania ciągle tych samych dzwonków, pikania i sloganów reklamowych. Taki byłby mój los, gdyby Boża Opatrzność nie dała mi drugiej szansy. Dwa tygodnie później przybyłem do biura, gotowy rozpocząć nowy dzień, z zamiarem wzięcia się z życiem za bary i maksymalnego wykorzystania wszystkiego, co ze sobą niesie. I dowiedziałem się, że moja firma upadła. Firma brokerska, która zajmowała się naszą księgowością, splajtowała jako jedna z tych, które dotknął spadek giełdowy po 11 września. Z dnia na dzień stracili 80 milionów dolarów, przez co zostały zamrożone wszystkie aktywa nasze i naszych klientów. Przez trzy tygodnie nikt z klientów nie mógł wypłacić swoich pieniędzy z konta ani dokonywać transakcji. Pieniądze wycofali od razu, kiedy pojawiła się taka możliwość. I tak padł mój interes. W okamgnieniu zniknęło wszystko: firma, którą tworzyłem z takim wysiłkiem, moje poświęcenia, zmagania i wyzwania, które podejmowałem. Ogłupiały usiadłem przy biurku. Nie miałem pojęcia, co robić, więc gapiłem się na monitor komputera. W końcu coś do mnie dotarło. Znowu uratowano mi życie. Nagle poczułem przemożne pragnienie spełnienia swoich marzeń, zrobiłem więc to, co podpowiadał mi głos z głębi serca. Kupiłem dwa bilety w jedną stronę do Australii Zachodniej, dla mojej żony i dla siebie. Marzyliśmy o tym od dawna i w końcu byłem gotów to marzenie spełnić, uzbrojony jedynie w wiarę i chęć słuchania głosu serca. Tego wieczoru przyniosłem do domu dwie wiadomości dla żony. Jedną było to, że nie mam pracy, a drugą, że przenosimy się w najbliższym półroczu do Australii. Dwa tygodnie później to ona miała wieści dla mnie - spodziewaliśmy się naszego pierwszego dziecka. Po upływie pół roku siedzieliśmy już w samolocie do Australii. Nie mieliśmy pojęcia, co będziemy robić przez resztę życia, i nie obchodziło nas to. Wierzyłem, że coś mnie prowadzi i idę właściwą drogą, póki słucham swego serca. Po dziś dzień słucham głosu serca i podążam właśnie za nim. Transformacja ciała była dla mnie w bardzo dużym stopniu także transformacją całego mojego życia. Pojawiły się jednak także inne problemy, którymi musiałem się zająć. Żyłem w ogromnym stresie, a jak wyjaśnię później, niektóre rodzaje stresu potrafią zwabić ciało w pułapkę pragnienia bycia grubym, aktywując coś, co nazywam mechanizmami FAT. Cierpiałem na „otyłość na tle emocjonalnym", która występuje, kiedy dana osoba czuje się bezpieczniej, będąc grubą. Musiałem uporać się z wieloma problemami. Poniżej omawiam wiele powodów, dla których nasze ciała mogą pragnąć tycia. Większość czytelników będzie musiała skupić się na 1-2 z nich. Trzeba po prostu je zrozumieć, a następnie nauczyć się sposobów ich eliminowania. Cały proces może okazać się bardzo prosty, a po lekturze tej książki będziesz dokładnie wiedzieć, co należy robić. Na razie musisz jedynie zrozumieć, że jeśli masz ponad 5 kilogramów nadwagi, których w żaden sposób nie możesz się pozbyć, to znaczy, że twoje ciało ma swój powód, by utrzymywać tę dodatkową masę. Chce być grube i dopóki ten stan trwa, nie ma sensu z nim walczyć. To twoje ciało rozdaje karty. Ono kontroluje apetyt. Jeżeli chce, może sprawić, że będziesz czuć niepohamowany głód niewłaściwych pokarmów w przesadnych ilościach. Ono kontroluje twój metabolizm, więc nawet jeśli uważasz, że potrafisz ograniczać ilość przyjmowanego jedzenia, to pamiętaj, że ono steruje spalaniem energii i gromadzeniem zapasów.[...] Fragment wprowadzenia do książki Spis Treści: Część l ZASADY ROZDZIAŁ i. Mechanizmy FAT - prawdziwa przyczyna tycia ROZDZIAŁ 2. Prawo Jessiego Część IISTRES PSYCHICZNY POWODUJĄCY DZIAŁANIE MECHANIZMóW FAT ROZDZIAŁ 3. Mentalne przyczyny otyłości ROZDZIAŁ 4. Otyłość na de emocjonalnym ROZDZIAŁ 5. Eliminowanie niefizycznych przyczyn otyłości w trybie SMART ROZDZIAŁ 6. Wykorzystanie pozytywnych emocji do wyłączenia mechanizmów FAT ROZDZIAŁ 7. Tworzenie wymarzonego ciała ROZDZIAŁ 8. Proste zastosowania zasad z części II Część III Stres fizyczny uruchamiający mechanizm FAT ROZDZIAŁ 9. Dlaczego diety są nieskuteczne? ROZDZIAŁ 10. Podstawy ROZDZIAŁ 11. Życiodajność - niezbędny niekaloryczny składnik diety ROZDZIAŁ 12. Jedzenie się nie liczy, jeśli nie wchłaniają go twoje komórki ROZDZIAŁ 13. Inne formy niedożywienia ROZDZIAŁ 14. Tłuszcz a toksyny ROZDZIAŁ 15. Proste zastosowania zasad z części III Część IV DOBROCZYNNE SIŁY, DZIĘKI KTóRYM CIAŁO CHCE CHUDNĄĆ ROZDZIAŁ 16. Dobroczynny stres ROZDZIAŁ 17. Im się udało - metoda Gabriela w praktyce Część V SPEŁNIANIE MARZEŃ ROZDZIAŁ 18. Tworzenie idealnego ciała ROZDZIAŁ 19. Jak szybko schudnę? DODATEK Chemia mechanizmów FAT
Człowiek w kasku

29,90 zł 25,26 zł


„Człowiek w kasku” to opowieść, której nie da się zapomnieć: prawdziwa historia bezinteresownego, lojalnego, pełnego entuzjazmu, pracowitego, ambitnego i empatycznego sportowca, lidera i członka zespołu. Jaki wpływ wywarł na swoją drużynę i cały program sportowy swojej uczelni? Czego my możemy się od niego nauczyć? W książce znajdziesz: - prawdziwą historię George'a Boiardiego i jego drużyny oraz spuściznę ich wspólnych doświadczeń; - 21 rad, jak stać się wybitnym członkiem zespołu; - życiowe lekcje płynące z przemyśleń trenerów i kolegów George'a; - 21 ćwiczeń, które pozwolą ci zbudować wspaniały kolektyw. Pełna praktycznych spostrzeżeń i zmieniających życie lekcji, ta książka zainspiruje cię, by stawać się coraz lepszym współpracownikiem i zbudować wspaniały zespół. Jon Gordon jest autorem licznych bestsellerów, a jego mowy motywacyjne inspirują publiczność na całym świecie. Wyznawane przez niego zasady zostały przetestowane przez niezliczone firmy wyróżnione w rankingu Fortune 500, szkoły, szpitale, drużyny sportowe i organizacje typu non-profit.
Franek Einstein i turbomózg

19,99 zł 17,89 zł


Kolejne przygody genialnego Franka Einsteina i jego dwóch robotó W trzecim tomie książki prosto z listy bestsellerów „New York Times” Franek Einstein, genialny dziecięcy naukowiec i wynalazca, oraz jego przyjaciel Watson, Klank, autokonstrukt o sztucznej inteligencji, i Klink, niemal autokonstrukt o sztucznej prawie-inteligencji, znowu rywalizują z ich kumplem z klasy i odwiecznym wrogiem, Tobiaszem Edisonem. Tym razem próbują uwolnić moc kryjącą się w ludzkim ciele!
Zawodowo od nowa

34,89 zł 27,73 zł


Ta książka nie jest o rzucaniu pracy. To poradnik o tym, jak zacząć świadomie budować swoją karierę – niezależnie od tego, czy marzysz o awansie, pracy na własny rachunek, czy chcesz pozostać w obecnym miejscu i poprawić swoją sytuację. Praca nie musi być więzieniem, w którym odsiadujesz wyrok aż do przejścia na emeryturę! Jon Acuff sam zatrudniał się i zwalniał kilkanaście razy. Znalazł pracę marzeń, a potem ją rzucił. Wreszcie odkrył, że o sukcesie zawodowym decyduje osobiste Konto Kariery budowane dzięki czterem inwestycjom: w Umiejętności, Relacje, Osobowość i Zapał. To właśnie dzięki nim przygotujesz się zarówno na pozytywne, jak i negatywne sytuacje w życiu zawodowym. Po przeczytaniu tej książki ruszysz z miejsca i przebijesz się przez Sufit. Uporasz się ze Wstrząsem, takim jak nagła zmiana czy utrata pracy. Wykorzystasz Skok w karierze i Szansę na zmianę. A przede wszystkim zyskasz motywację i energię, by ZACZĄĆ OD NOWA!
Rysuj jak wielcy mistrzowie

49,00 zł 36,50 zł


Kopiowanie rysunków autorstwa wielkich artystów zawsze było, jest i będzie podstawowym ćwiczeniem dla adeptów sztuk pięknych. Stanowi ono nie tylko formę doskonalenia o wielkim znaczeniu dydaktycznym, lecz także świetną metodę analizy oraz sposób na zrozumienie i przyswojenie sobie technik i środków używanych przez wielkich mistrzów w minionych epokach. Dzięki niemu sekrety tej dziedziny sztuki stają się dostępne dla każdego miłośnika rysunku i malarstwa. Książka przeznaczona jest dla entuzjastów historii sztuki, dla tych, których oczarowały dawne rysunki, dla kopistów pracujących w wielkich muzeach oraz dla doświadczonych artystów pragnących rozwijać swoje umiejętności lub poszerzyć znajomość technik rysowania. Zawiera: 14 oryginalnych dzieł do wydruku 27 filmów instruktażowych 14 ćwiczeń przeprowadzonych krok po kroku 70 propozycji rysunków do dalszych ćwiczeń
Leksykon polskich świętych, błogosławionych i sług

61,95 zł 46,15 zł


Nowe, znacznie poszerzone i zaktualizowane, cieszącego się wielkim uznaniem leksykonu. Książka zawiera sylwetki 39 świętych, 222 błogosławionych oraz 298 sług Bożych, urodzonych w Polsce bądź w różny sposób z naszym krajem związanych, wrośniętych przez wieki w naszą historię i tradycję. Opisy biograficzne wzbogacono fragmentami rozważań św. Jana Pawła II. Fotografie w większości autorstwa Adama Bujaka.
Maksymy świętego Ignacego

49,00 zł 36,50 zł


Książka ta ukazała się w 200. rocznicę wskrzeszenia zakonu jezuitów. Oby Maksymy św. Ignacego stały się okazją do pogłębienia wiary i odkrycia duchowej mądrości Założyciela Towarzystwa Jezusowego. Dla kogo są przeznaczone Maksymy? Komentarze do Maksym mogą być bardzo przydatne do prowadzenia głębokiego życia duchowego. Nawiązują one do rad ojców pustyni rodzącego się chrześcijaństwa, a także do mądrości założycieli zakonów. Św. Ignacy Loyola, pisząc Konstytucje Towarzystwa Jezusowego, korzystał z całej tradycji monastycznej Kościoła. Maksymy św. Ignacego, wraz z komentarzem O. Hevenesi, mogą się przyczynić do „porządkowania" naszego życia zgodnie z wolą Bożą. Stronice te świadczą o tym, że ich Autor zakorzeniony był w żywym doświadczeniu Boga, przyjaźnił się z Panem Jezusem i był bystrym obserwatorem ludzi swojej epoki. Pod wieloma względami książka ta przypomina znane i cenione dzieło O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis. Warto sięgnąć po tę książkę, która jest owocem poszukiwań doskonałości i dojrzałości duchowej naszych przodków. Ten typ twórczości zaklasyfikować należy do religijnej literatury ascetycznej. Na przykładach różnorodnych ludzkich zachowań, które mogą służyć za wzór albo odstraszać, czytelnik może znaleźć wskazówkę, jak należy postępować we własnym życiu. Dzięki temu może odwrócić się od zła i otworzyć na sprawy duchowe podejmując pracę nad sobą.
Ćwiczenia duchowe a myśl o. Dehona

42,00 zł 31,29 zł


Święty Ignacy Loyola (1491-1556), założyciel Towarzystwa Jezusowego, dzięki swojemu wewnętrznemu doświadczeniu duchowemu napisał książkę Ćwiczenia duchowne – jeden z najbardziej znanych i najważniejszych dla życia duchowego tekstów, umiłowany przez niezliczoną rzeszę kierowników duchowych i świętych. Tekst ten, od wieków uważany za podręcznik rozeznawania, żarliwości apostolskiej, a także świętości, zawsze przynoszący te same rezultaty, może być uważany za podstawowy tekst dla nowych zastępów księży, zakonników i świeckich, którzy chcą służyć ad maiorem Dei gloriam. Wiele rodzin zakonnych czerpało natchnienie z duchowości św. Ignacego Loyoli albo korzystało ze współpracy z członkami Towarzystwa Jezusowego. Również Założyciel Księży Sercanów, o. Leon Dehon (1843-1925), inspirował się duchowością św. Ignacego i otrzymywał wsparcie członków Towarzystwa Jezusowego. Ksiadz Gabriel Pisarek w swojej pracy ukazuje rolę, jaką ćwiczenia św. Ignacego odegrały w duchowości o. Dehona. Czyni to w sposób naukowy, kompletny i systematyczny, jednocześnie w bardzo przystępny sposób.
Karol Wojtyła Przyjaciel, Kardynał, Papież, Święty

82,95 zł 61,79 zł


Piękny przyczynek do pełniejszego przeżycia październikowych Dni Papieskich - fascynujące wspomnienia przyjaciela Karola Wojtyły, nieznane fakty, unikatowe fotografie tworzą przewodnik po życiu Świętego - od młodości aż po beatyfikację i kanonizację. Prof. Gabriel Turowski wspomina młodego księdza Karola, kardynała i papieża. Wspomnienia to bardzo osobiste, zilustrowane licznymi fotografiami udostępnionymi przez autora, a także inne życzliwe osoby. Prof. Turowski wzbogacił swe wspomnienia bardzo ciekawymi refleksjami i uwagami, nieznanymi faktami i cytatami. Nowe wydanie znanego bestselleru.
Za oknem świeci słońce

34,90 zł 27,74 zł


Anja Wicki studiowała ilustrację na HSLU (Hochschule Luzern, Design & Kunst) oraz na Hamburg University of Applied Sciences. W swoich pracach Anja Wicki zapuszcza się w najróżniejsze rejony sztuki sekwencyjnej oraz artystycznego designu.
Jezus i Mahomet

29,00 zł 24,50 zł


Wychowywany w religijnej rodzinie muzułmańskiej Mark A. Gabriel w wieku 12 lat znał już cały Koran na pamięć. Islam był całym jego życiem. Za namową rodziny ukończył elitarne liceum przy uniwersytecie Al-Azhar w Kairze, by zostać później studentem, a następnie wykładowcą tej najbardziej prestiżowej muzułmańskiej uczelni na świecie. Tam zaczęły targać nim wątpliwości dotyczące natury islamu. Kiedy wypowiedział je głośno z nadzieją, że ktoś mu pomoże, jeden z profesorów chciał go zabić. Prześladowany za krytyczne myślenie o swojej religii, wtrącony do więzienia i torturowany, Mark zwątpił w islam, ale nie przestał szukać prawdziwego Boga. Znalazł Go dzięki pewnej aptekarce. Zanim podzieli się tym, jak do tego doszedł, Mark A. Gabriel zaprasza nas do odbycia fascynującej podróży przez życie Jezusa i Mahometa, analizując ich przesłania i nauki.
Zamach. Spełnienie przepowiedni Biały Kruk

82,95 zł 61,79 zł


Opowieść o tragicznym wydarzeniu z 13 maja 1981 r. ? strzały płatnego mordercy Alego Agcy, ból, strach, niepewność, modlitewne wsparcie wiernych, rekonwalescencja Ojca Świętego i ponowny niepokój o jego zdrowie, gdy wrócił do Polikliniki Gemellego z groźnym zakażeniem wirusowym, radość z wyzdrowienia, dziękczynienie Matce Bożej Fatimskiej za ocalenie. Przypominamy pełne emocji i wzruszeń chwile, które, mimo że zaczęły się od aktu zrodzonego z nienawiści, pokazały wewnętrzną siłę Jana Pawła II i zjednoczyły katolików w modlitwie. Triumf dobra nad złem przebija zarówno z fotografii Arturo Mariego, jak i z relacji immunologa profesora Gabriela Turowskiego, członka konsylium czuwającego nad powrotem Jana Pawła II do zdrowia.
Przepis. Jak tchnąć energię w zespół oraz ...

24,90 zł 21,79 zł


Ledwie kilka miesięcy po zmianie pracy Nancy staje przed dylematem, czy powinna przyjąć proponowane jej stanowisko dyrektora generalnego Soup, Inc.Jak tchnąć energię w zespół oraz organizację Dlaczego tak ważne jest to, kto miesza w garnku. Ledwie kilka miesięcy po zmianie pracy Nancy staje przed dylematem, czy powinna przyjąć proponowane jej stanowisko dyrektora generalnego Soup, Inc. Sprzedaż maleje, wokół krążą plotki na temat bankructwa i przejęcia firmy, a morale pracowników nigdy jeszcze nie było tak niskie. Wraz z zanikiem pasji i zaangażowania pracowników atmosfera w firmie utraciła swoją dawną wysoką temperaturę; nikt przecież nie lubi letniej zupy. W jaki sposób Nancy odwróci tę tendencję? Czasami odpowiedź, której szukamy, jest tuż przed nami, na wyciągnięcie ręki. Podczas przerwy na lunch Nancy przypadkowo trafia do Domu Babcinej Zupy, niewielkiej restauracyjki, której dotychczas nie zauważała. To właśnie w niej nieoczekiwanie znajdzie źródło inspiracji. Tym razem autor bestsellerów Autobus energii i Training Camp opowiada historię Nancy poznającej najważniejsze składniki, które pomogą jej zrewitalizować firmę, zespół i samą siebie – historię, która może pozytywnie „namieszać” w życiu niejednego z nas. Przepis. Jak tchnąć energię w zespół oraz organizację przedstawia receptę na sukces dla każdego, bez względu na stanowisko. To potężne przesłanie, które mówi nam, że jakość naszego życia zawodowego, usług oferowanych przez naszą firmę oraz pracy w zespole zależy od jakości naszych relacji z innymi ludźmi. Ludzie są głodni pozytywnych zmian, a także nowych celów i pasji. Jeśli jesteś gotów, by zacząć mieszać w garnku i przewodzić poprzez przykład, odnajdziesz w Przepisie zabawną i zajmującą historię, która dostarczy ci narzędzi potrzebnych do budowy zwycięskiego zespołu – w pracy, w szkole i w domu.
Bambusy i trawy. Prosta droga do sukcesu

30,00 zł 25,35 zł


"Założenie ogrodu, z którego możemy być naprawdę dumni, jest prostsze, niż się wydaje. Seria Prosta droga do sukcesu umożliwia stworzenie ogrodu marzeń i utrzymanie go w doskonałym stanie przez cały rok. Inspirujące przykłady – od naturalnej łąki po styl orientalny Jak sadzić – by zapewnić trawom i bambusom najlepsze warunki rozwoju Dobór roślin – do różnych celów, od rabat po obrzeżenie oczka wodnego Katalog – najpiękniejsze trawy i bambusy Chcemy zaprojektować, złożyć wspaniały ogród i cieszyć się nim? To proste... "
Pozytywny pies.Opowieść o sile pozytywności

29,90 zł 25,26 zł


Odkryj korzyści płynące z pozytywnego nastawienia! Jeśli jesteś zmartwiony, zapracowany, zagubiony lub masz kogoś takiego wśród rodziny lub znajomych, koniecznie przeczytaj tę książkę. Każdy z nas ma w sobie dwa psy. Jeden jest pozytywny, szczęśliwy, optymistyczny i pełen nadziei. Drugi zaś jest negatywny, zły, smutny, pesymistyczny i strachliwy. Te dwa psy często w nas walczą – i zgadnij, który z nich w końcu zwycięża? Ten, którego częściej karmisz. Tak zaczyna się historia o negatywnie nastawionym do świata kundlu, który wabi się Matt, oraz o dużym psie o imieniu Bubba, który uczy swojego kolegę, w jaki sposób każdego dnia karmić się pozytywnym nastawieniem… i w rezultacie Matt zmienia całe swoje życie i schronisko, które nazywa domem. Pozytywny pies to inspirująca, podnosząca na duchu opowieść przedstawiająca strategie i korzyści pozytywnego nastawienia oraz zasadnicze prawdy życia: pozytywne nastawienie sprawia, że nie tylko ty stajesz się lepszy. Lepsi stają się też wszyscy wokół. Jon Gordon przekazywał proste strategie przedstawione w tej książce wielu firmom z listy Fortune 500, zawodowym drużynom sportowym, sportowcom, władzom oświatowym i organizacjom typu non-profit. Dowodami skuteczności tych zasad są niezliczone historie opowiadane przez klientów Jona. Okazuje się, iż strategie te pozwoliły: -    zwiększyć zyski, -    zmotywować sprzedawców, -    poprawić skuteczność zespołów, -    wychować pozytywne dzieci, -    rozwinąć kariery i poprawić małżeństwa, -    a także doprowadzić do licznych sukcesów indywidualnych i zespołowych. Każdy, kto chce pokonać swoją negatywną stronę i stać się bardziej pozytywnym człowiekiem, powinien sięgnąć po tę książkę, która zapewnia inspirację i konkretny plan działania, pozwalający nakarmić siebie i swój zespół pozytywnymi emocjami. A gdy nakarmisz pozytywnego psa – tkwiącego w tobie i w innych – wygrywają na tym wszyscy! Każdy z nas ma problemy. Każdy z nas narzeka i pragnie, by było lepiej. Nieważne, czy jesteś biznesmenem, matką, czy studentem. A może właśnie na twojej drodze życiowej nastąpiły nagłe zmiany i nie masz pojęcia, jak się odnaleźć w nowej sytuacji? Ta prosta, a jednocześnie błyskotliwa opowieść potrafi wskazać drogę nawet w beznadziejnych chwilach. Gdy jesteśmy zestresowani, w naszych mózgach uaktywnia się ośrodek odpowiedzialny za stres i lęk, przez co zaczynamy koncentrować się na kwestii przetrwania. Włącza się nam poczucie terytorializmu i myślimy wyłącznie o naszym bezpieczeństwie. Zamiast zaprzyjaźniać się z innymi i zadbać o nawiązanie pozytywnych relacji, postrzegamy ich jako zagrożenie i wpadamy w tryb złego psa. – fragment książki O Autorze JON GORDON inspiruje ludzi na całym świecie swoimi bestsellerowymi książkami i prelekcjami. Opracowane przez niego zasady zostały sprawdzone w praktyce przez wielu trenerów i wiele zespołów NFL, NBA, drużyny szkolne, zespoły, firmy z listy Fortune 500, władze oświatowe, szpitale i organizacje typu non-profit. Jon Gordon jest autorem bestsellera z listy „Wall Street Journal” zatytułowanego Autobus energii, a także The No Complaining Rule, Obóz treningowy, The Shark and the Goldfish, Soup oraz The Seed. Jon zachęca do odwiedzenia jego strony internetowej www.JonGordon.com.  
Stolarz. Opowieść o najwspanialszych ...

29,90 zł 25,26 zł


Autor bestsellerów Jon Gordon powraca z jak dotąd najbardziej inspirującą książką, pełną ważnych życiowych lekcji oraz najwspanialszych strategii sukcesu. Michael budzi się w szpitalu z bandażem na głowie i z lękiem w sercu. Stres związany z tworzeniem wraz z żoną Sarah rozrastającej się firmy doprowadził go do chwilowej utraty przytomności podczas porannej przebieżki. Gdy Michael odkrywa, że człowiek, który ocalił mu życie jest stolarzem, składa mu wizytę, aby wkrótce przekonać się, że ma do czynienia z kimś więcej niż tylko ze zwykłym rzemieślnikiem – lecz z budowniczym ludzkiego życia, kariery i zespołów. W miarę jak stolarz dzieli się z nim swoją mądrością, Michael podejmuje próbę ocalenia swojej firmy w obliczu przeciwności, odrzucenia, lęku i porażki. Z biegiem czasu uczy się, że prawdziwego sukcesu nie da się osiągnąć z dnia na dzień, a także dowiaduje się o istnieniu ponadczasowych zasad, które pomagają wybijać się, wyróżniać oraz wpływać na życie ludzi i świat. Czerpiąc z doświadczenia pracy z niezliczonymi liderami, sprzedawcami, sportowcami profesjonalistami i amatorami, organizacjami typu non-profit i szkołami, Jon Gordon snuje zabawną i pouczająca historię, która zainspiruje cię do budowania lepszego życia, kariery i zespołu dzięki najlepszym na świcie strategiom sukcesu. Jeśli jesteś gotów stworzyć swoje arcydzieło, przeczytaj Stolarza i już dziś rozpocznij proces budowy.
Trylogia Cienia T.3 Władca Cienia

39,90 zł 30,52 zł


Władca Cienia to epickie zakończenie pełnej akcji trylogii Jona Sprunka – przygodowej serii fantasy dla fanów twórczości takich autorów jak Brent Weeks, Brandon Sanderson czy Scott Lynch. Historia płatnego zabójcy Caima, osadzona w mrocznym uniwersum, obfituje w dynamiczne zwroty akcji, intrygi i śmiercionośne pojedynki, Władca Cienia to mroczne fantasy spod znaku magii i miecza, które trzyma w nieustannym napięciu do ostatnich stron. *** Kraina śmierci i cienia, w której przetrwają tylko najsilniejsi. Tam właśnie musi udać się Caim, aby zgłębić dręczące go tajemnice. Uzbrojony tylko w swoje noże, wyrusza z garstką towarzyszy do świata wiecznej nocy, gdzie nigdy nie widuje się słońca i gdzie cios może nadejść z każdej strony. Po zakopaniu ojcowskiego miecza Caim zaznał odrobiny spokoju, lecz głęboko na północy czeka na niego niepojęta potęga. Aby odnieść sukces, Caim będzie musiał zrobić coś więcej niż tylko przetrwać. Będzie musiał stawić czoło Władcy Cienia. „Jon Sprunk łączy bogate detale wykreowanego świata fantasy z pełnokrwistymi charakterami bohaterów i dynamiczną akcją.” – Maria V. Snyder, autorka bestselleru „Siła trucizny” „Mroczne fantasy oparte na świetnej historii, przepełnione akcją. Zwroty akcji będą cię trzymać przyklejonego do książki...” – The Ranting Dragon „Fani Brenta Weeksa i Brandona Sandersona z pewnością znajdą tu wiele dla siebie.” – Mad Hatter
Kamyki w brzuchu

39,00 zł 29,83 zł


A jeśli miłość matki to za mało? Mam osiem lat. Byłbym jedynakiem, gdyby moi rodzice nie postanowili zbawiać świata i adoptować innych dzieci. Kolejni chłopcy w moim domu są jak najeźdźcy, którzy pochłaniają czas i uwagę mojej matki. Powinienem być dla niej najważniejszy, a traktuje mnie tak, jakbym to ja był przybranym dzieckiem. Nienawidzę jej za to. Kocham i nienawidzę. Czy to, co robię, jest złe? Mam tylko osiem lat… Tragiczne wydarzenia, które już wkrótce rozegrają się w tej rodzinie, sprawią, że pogmatwane relacje między matką i synem staną się jeszcze bardziej napięte. Chłopaki nie płaczą… ale czy to znaczy, że nie odczuwają smutku, frustracji, złości, zazdrości, rozczarowania? Czy to znaczy, że nie mają prawa do odrobiny miłości? Emocje, które towarzyszyły bohaterowi, gdy był dzieckiem, nie straciły na intensywności mimo upływu czasu. Teraz ma dwadzieścia osiem lat i powraca do rodzinnego domu, by zaopiekować się schorowaną matką - i wszystkie te uczucia wybuchają z nową siłą. Co odcisnęło takie piętno na wrażliwym dziecku, że po wielu latach, podczas emocjonalnej podróży do miejsca budzącego przykre wspomnienia, wciąż nie potrafi uporać się z przeszłością? Oto powieść na miarę najlepszych dzieł Doris Lessing. Ta historia rozpisana na dwa głosy - małego, zagubionego chłopca i dorosłego mężczyzny, patrzącego na rzeczywistość przez pryzmat swojego dzieciństwa - to intensywne, poruszające i niepokojące doświadczenie, o którym długo nie będziecie potrafili zapomnieć.

Promocje

Uwaga!!!
Ten produkt jest zapowiedzią. Realizacja Twojego zamówienia ulegnie przez to wydłużeniu do czasu premiery tej pozycji. Czy chcesz dodać ten produkt do koszyka?
TAK
NIE
Oczekiwanie na odpowiedź
Dodano produkt do koszyka
Kontynuuj zakupy
Przejdź do koszyka